adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura, Miesięcznik, Wiara

Nie jestem Hiobem – kwestia cierpienia w serialu Daredevil

Znajduje na śmietniku gościa, który okazuje się jakimś ślepym mścicielem, odstawiającym dziwne numery, jak wyczuwanie wody kolońskiej przez ściany i tego, czy ktoś jest nieprzytomny, czy tylko udaje. W dodatku bez słowa skargi potrafi znieść niewiarygodny ból.
To ostatnie to katolicyzm” (tłum. A. Kubasiewicz).

Choć w komediowym tonie, ten fragment rozmowy odsyła do podstawowych kwestii, które przewijają się przez cały serial Daredevil. Cierpienie i wiara stanowią przedmiot zmagań głównego bohatera.


Warto w tym miejscu od razu sprostować jedną kwestię, która została poruszona w tekście Filmowa spowiedź w poprzednim numerze „Adeste” (nr 18/2019). Pomimo że bohater reprezentuje katolicki światopogląd, w serialu ani razu nie pojawia się spowiedź. To znaczący brak. Jedynie w pierwszym odcinku mamy do czynienia z podobną formą, choć bliższa jest ona terapii. Brakuje w niej wyznania grzechów i właściwie sprowadza się do opowieści bohatera o swojej trudnej przeszłości.

Daredevil opiera się na komiksowej serii Marvela o tytułowym superbohaterze. Matt Murdock jest niewidomy, ale charakteryzuje się niezwykłym słuchem. Dzięki niemu odbiera najdalsze dźwięki, rozpoznaje je i przez nie dowiaduje się o zagrożeniu, a także reaguje na prośby o pomoc. Atut bohatera stanowi umiejętność walki wręcz, co pozwala mu skutecznie pokonywać przeciwników. Dodatkowo potrafi znosić ból oraz przyjmować ciosy, jakich żaden zwykły śmiertelnik by nie nie wytrzymał.

W jednym z odcinków pielęgniarka znajduje pobitego do nieprzytomności bohatera. Pojawia się wówczas dialog z początku artykułu. Być może to daleko idąca interpretacja, ale postawa kobiety wobec cierpienia przypomina stosunek współczesnego świata do tego problemu. Z punktu widzenia zlaicyzowanego człowieka cierpienie jest czymś niepojętym, czego nie da się przyjąć ani dostrzec w nim sensu. Trudno zrozumieć, że ktoś może znosić cierpienie, przyjmować je bez skargi. Nie chodzi jedynie o postawę wobec eutanazji, ale też o sferę życia codziennego. Odrzuca się wówczas wszystko to, co kosztuje w naszym odczuciu zbyt wiele wysiłku. Choć to tylko uwaga na marginesie, poruszenie w serialu problemu cierpienia dowodzi, że już w tym aspekcie Daredevil się wyróżnia. Przedstawia postać człowieka znoszącego ból i cierpienie w świecie, w którym sens cierpienia się zaciera.

Zobacz też:   „A większość z nich to trud i marność”

Sam główny bohater nie jest pozbawiony wątpliwości. Całe jego dzieciństwo naznaczone było buntem i niezrozumieniem wobec utraty wzroku w wyniku wypadku. W retrospekcjach poznajemy młodego buntowniczego Murdocka, w którym narastają gniew i frustracja. Nie opuszczają go one także w dorosłym życiu. Wspomniana spowiedź z początku serialu jest być może wyrazem miotania się bohatera. Prawdopodobnie wynika z potrzeby zwrócenia uwagi na niesprawiedliwość, której doznaje, a także z bólu, jakim naznaczone jest jego życie. Napotkany ksiądz staje się ostrożnym słuchaczem, który próbuje pobudzić bohatera do refleksji. Kilka rozmów z pierwszego sezonu serialu dotyka zagadnień związanych z wiarą. Szkoda, że w późniejszej części serialu wątki te prawie nie powracają. W jednej z takich dyskusji pada pytanie o istnienie osobowego zła. Ksiądz przyznaje, że jako seminarzysta sceptycznie odnosił się do koncepcji diabła jako realnej siły. Odczytywał go, jak przyznaje, metaforycznie, posiłkując się tłumaczeniem z języka hebrajskiego, jako „przeciwnika”, „antagonistę”. Utożsamiał z diabłem wszelkie przeszkody, które stają na drodze człowieka. Jednak po doświadczeniach z misji uwierzył w istnienie diabła, ujrzawszy jego obecność w drugim człowieku. Murdock osobowe zło dostrzega w postaci Fiska – wpływowego człowieka, który pod przykrywką biznesmena prowadzi działalność przestępczą. Wpływa znacząco na Nowy Jork, właściwie staje się głównym sprawcą nieszczęścia i cierpienia jego mieszkańców. Główny bohater zastanawia się, czy jego dusza nie zostałaby potępiona, gdyby zabił wspomnianego mężczyznę. Czuje, że narasta w nim pragnienie zabójstwa, które mogłoby służyć wymierzeniu sprawiedliwości. Ksiądz pozostawia go z pytaniami: Czy akt przemocy jest rzeczywiście konieczny? Czy przypadkiem nie jest wynikiem niszczącego pragnienia, które przecież upodobniłoby go do sprawcy?

Powyższy tekst ukazał się w 19. numerze Miesięcznika Adeste. Kliknij poniższy przycisk, aby pobrać ten i pozostałe numery archiwalne!

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

O autorze

Absolwent kulturoznawstwa, zakochany w filmie, literaturze, oraz pisaniu (nie tylko publicystycznym). Wierzy, że w kulturze popularnej można poruszać ważne tematy bez popadania w banały, z większą nadzieją wobec człowieka i jego poszukiwań, niż to zazwyczaj bywa.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.