adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Gdy Kościół jest pracodawcą – praca czy służba?

magazine cover

unsplash.com

Praca w Kościele – czy może być świadomym wyborem? A może to raczej służba, a nie praca? Uczniowie w jednej z klas szkoły podstawowej nie byli pewni, w jaki sposób żyje na co dzień nauczyciel religii i organista: pracuje w kościele, więc pewnie mieszka na plebanii? Może mieć żonę, dzieci? Mówi się do niego „proszę pana” czy „proszę księdza”? Na końcu języka było pytanie, którego jakby nie wypadało zadawać: a czy dostaje za swoją pracę… pieniądze?

Osoba świecka zatrudniona w instytucji kościelnej żyje często na pograniczu dwóch światów, a w każdym z nich panują w miarę czytelne zasady i jasne podziały. Pierwszy z nich to stan duchowny, składający się z duchowieństwa i osób konsekrowanych, którzy zdecydowali się na oddanie swojego życia w służbie Bogu i ludziom w Kościele. Pojęcie służby brzmi może nieco górnolotnie, ale w perspektywie powołania tak to właśnie nazywamy, choć oczywiście nie oznacza to jakiegoś niewolnictwa bądź pracy „za darmo”. Konkretna droga życiowa takiej osoby (tego, gdzie pracuje, co robi, w jakim kierunku się rozwija) jest uzależniona od decyzji jej przełożonych, którym ślubuje ona posłuszeństwo.

Drugi świat to stan świecki, laikat – w którym człowiek także jest powołany do służenia drugiemu, ale jest to wezwanie, powiedzmy, w szerszym rozumieniu tego słowa. W pierwszej kolejności jesteśmy zobowiązani troszczyć się i służyć w naszej rodzinie (jeśli ją mamy), później w lokalnej społeczności, następnie wśród wszystkich innych potrzebujących, w miarę naszych sił i możliwości itd. Inaczej mówiąc: osoba duchowna, oprócz życia modlitewnego i liturgicznego, na co dzień zajmuje się zwykle edukacją, lecznictwem, pracą w instytucjach charytatywnych, misyjnych, pomocy społecznej – osoba świecka też często działa w tych obszarach, ale dodatkowo może założyć swoją firmę, ukierunkować swoją działalność przede wszystkim na bogacenie się, zysk, a także na sztukę, kulturę, sport.

Świeccy pracujący zarobkowo w Kościele to stosunkowo nowa rzeczywistość (w takim wymiarze, jak dziś, trwająca od kilku dekad), dlatego czasami może wiązać się z pewnym niezrozumieniem lub nieświadomością realiów, zarówno ze strony duchownej, jak i świeckiej. Na dodatek można powiedzieć, że praca pracy nierówna – innego rodzaju zajęciem jest np. bycie nauczycielem religii albo pracownikiem kurii biskupiej, a czym innym praca przy służbie Bożej w kościele parafialnym; wiąże się to z innymi okolicznościami, a także – co często jest na zewnątrz nieuświadomione – z zarówno pozytywami, jak i trudnościami lub bolączkami takiego zajęcia.

Jan Paweł II napisał w posynodalnej adhortacji Christifideles laici, że „nowe sytuacje – zarówno w Kościele, jak i w życiu społecznym, ekonomicznym, politycznym i kulturalnym – domagają się dzisiaj ze szczególną siłą zaangażowania świeckich. Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą” (nr 3). Te słowa odnosimy zwykle do zaangażowania laikatu w życie Kościoła, przede wszystkim w życie wspólnot kościelnych, dzieł miłosierdzia, pracę naukową, intelektualną, kulturalną – wydaje się jednak, że również praca zawodowa w instytucjach kościelnych jest swoistym świadectwem, że Kościół może być miejscem rozwoju człowieka i realizacji jego powołania do pracy, która jest wyrazem jego godności.

Co mogą robić?

Świeckich pracowników kościelnych można podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich stanowią osoby, które pracują w instytucjach kościelnych w obszarze zadań administracyjnych, nauczycielskich i kierowniczych. Na poziomie diecezji będą to więc pracownicy kurii biskupiej, sądów metropolitalnych, muzeum diecezjalnego, archiwum, Caritasu, seminarium duchownego, wydawnictwa, radia bądź księgarni i wszelkich innych miejsc podlegających władzy i administracji kościelnej (np. niektóre domy opieki, szpitale, szkoły, przedszkola, stowarzyszenia, ruchy).

W tym miejscu warto zaznaczyć, że – wbrew obiegowemu stereotypowi laikatu jako „stanu drugiej kategorii” – świeccy mogą zajmować w takich instytucjach stanowiska niemal każdego szczebla, również te związane z podejmowaniem kluczowych i najważniejszych decyzji. Kodeks Prawa Kanonicznego wyraźnie stwierdza również, że odpowiednio przygotowanym świeckim można powierzyć nawet niektóre urzędy kościelne i posługi (kan. 228). To wszystko mieści się przecież w ramach szeroko pojętego apostolatu, do którego są zaproszeni wszyscy ochrzczeni.

Żadna parafia, zarówno ta najmniejsza, a już na pewno nie duża i liczna, nie jest w stanie dobrze funkcjonować bez świeckich pracowników. Najczęściej są oni zatrudnieni jako: kościelni, organiści, gospodynie, pracownicy biurowi (kancelaryjni), sprzątaczki, pracownicy cmentarza.

Oprócz tego w parafiach są obecne osoby, które prowadzą poradnictwo rodzinne i kursy przedmałżeńskie, świetlice, zajęcia sportowe i artystyczne, zespoły chóralne i muzyczne, biblioteki, różne formy pomocy charytatywnej. Wymienimy je w tym miejscu oddzielnie, aby od razu zaznaczyć, że w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych rodzajów pracy w Kościele są czasami (choć nie zawsze) świadczone nieodpłatnie, w zależności od wyboru danej osoby i uzgodnienia z proboszczem parafii – dlatego w tym przypadku można mówić o służbie w pełnym znaczeniu tego słowa, a używając terminologii świeckiej, o wolontariacie.

Oddzielną kategorię stanowią nauczyciele religii w placówkach publicznych – chociaż są oni kierowani do tej pracy przez Kościół i to on reguluje zasady ich wykształcenia oraz formacji, to jednak są zatrudniani przez szkołę lub przedszkole, a opłacani przez budżet państwa.

Jakie zasady?

Widać wyraźnie, że stanowisk, na których mogą być zatrudnione osoby świeckie, jest bardzo dużo. W Polsce niewątpliwie cezurą czasową był rok 1989 i zmiany społeczno-polityczne: dzięki nim instytucje Kościoła katolickiego, jako pełnoprawne osoby prawne, mogą zapewnić świeckim pracę zgodną z wymogami i standardami zarówno katolickiej nauki społecznej, jak i państwowego prawa pracy. Dlatego też od strony socjalnej i finansowej pracownik zatrudniony w Kościele (obojętnie, czy jest to jakiś urząd diecezjalny, czy praca w parafii) ma prawo do pisemnej umowy ze swoim pracodawcą, zawartej zgodnie z powszechnie obowiązującym prawem cywilnym – może to być, tak jak w firmach i przedsiębiorstwach świeckich, umowa o pracę, umowa wolontariatu, zlecenie, kontrakt itp., najczęściej zgodnie z możliwościami danego miejsca.

Jak to wygląda w polskich realiach? Na pewno z upływem czasu coraz lepiej – jeszcze kilka lat temu w wielu parafiach pracownicy świeccy zatrudnieni na umowę o pracę mogli mówić o luksusowych warunkach socjalnych. Czasami bowiem zdarzało się zatrudnienie bez żadnej umowy, „na słowo”, a więc i bez żadnego zabezpieczenia pracy, i bez ochrony praw emerytalnych. Taki system mógł funkcjonować w poprzednich epokach, gdy wspólnota parafialna była bardziej świadoma wspólnego utrzymania np. organisty, dlatego przysługiwało mu chociażby służbowe mieszkanie (choć i tak, szczególnie w wiejskich parafiach, musiał on znajdować jakieś dodatkowe zajęcia, żeby się utrzymać).

Dziś, w warunkach bardziej „rynkowych”, zwłaszcza w dużych parafiach miejskich, taka świadomość jest mniejsza. Z kolei parafie małe, którym ciężko utrzymać np. jednego księdza i podstawowe potrzeby materialne (świątynia, plebania, teren itd.), nie są nieraz w stanie zapewnić godziwych warunków pracy swoim pracownikom – w takich przypadkach wręcz konieczne wydaje się obudzenie na nowo świadomości parafian, że to na nich spoczywa jakiś rodzaj obowiązku wzięcia tego na siebie.

W mentalności niektórych osób – co istotne, niestety również księży – pracownik parafialny powinien bardziej akcentować służebny wymiar swojej służby, dlatego rozmowa na tematy finansowe to czasami wręcz temat tabu, o którym nie wypada mówić otwarcie, tylko sięgać po „stare, sprawdzone mechanizmy”. Tymczasem Kodeks Prawa Kanonicznego wyraźnie stwierdza (co powtarzają wszystkie synody polskich diecezji), że świeccy pracownicy kościelni „mają prawo do godziwego wynagrodzenia, odpowiedniego ich pozycji, dzięki któremu, zachowując również przepisy prawa państwowego, mogliby zaradzić potrzebom własnym oraz rodziny. Przysługuje im też prawo, by było właściwie przewidziane ubezpieczenie i zabezpieczenie społeczne, a także ubezpieczenie zdrowotne” (kan. 231).

Praca czy służba?

Kościół jest specyficznym miejscem pracy – ponieważ nakłada on na świeckich pracowników pewne wymagania dotyczące np. ich życia moralnego, osobistego, które nie istnieją nigdzie indziej. Taka osoba powinna prowadzić życie religijne, pogłębiać swoją formację duchową, dbać o wizerunek instytucji kościelnych, a także o dobrze rozumianą lojalność i dyskrecję, których złamanie mogłoby zaszkodzić Kościołowi. Powinna troszczyć się o odpowiedni poziom moralny swojego życia, również poza miejscem pracy – często jest to osoba powszechnie znana, szczególnie w lokalnej społeczności, dlatego przypadki jakiegoś zgorszenia publicznego, popadnięcia w widoczne uzależnienia itp. są rodzajem poważnego antyświadectwa. Może to rodzić wewnętrzną presję lub napięcie – chociaż z drugiej strony przecież każdy chrześcijanin, wykonujący na co dzień jakiekolwiek zajęcia, jest powołany do życia zgodnie z Dekalogiem oraz przykazaniami miłości bliźniego.

Zobacz też:   Skazani na Netflix?

Od strony teologicznej trzeba przypomnieć, że dokumenty Soboru Watykańskiego II (szczególnie konstytucja Lumen Gentium) mówią o pracy w Kościele jako o powołaniu „do szczególnych zadań, we wspólnocie kościoła diecezjalnego i parafialnego, pełnionych w ścisłej współpracy z duchownymi” (nr 33). Od innego rodzaju pracy różni się ona tym, że wierni świeccy zatrudnieni w instytucjach kościelnych łączą się duchowo ze swoimi braćmi w Chrystusie, mogą głębiej praktykować szczerą miłość i dawać świadectwo własnej wiary (por. konstytucja Gaudium et spes, nr 67). Jednocześnie ich praca jest dla nich samych „własną drogą uświęcenia, na której zjednoczeni z Chrystusem poświęcają się całkowicie służbie Kościołowi” (Dekret o apostolstwie świeckich Apostolicam actuositatem, dalej AA, nr 4).

Kto kim ma rządzić?

Oczywiście świeccy każdą swoją działalność w instytucjach kościelnych powinni prowadzić „w ścisłej jedności ze swoimi kapłanami” (AA nr 10). To duszpasterze stoją na czele Kościoła partykularnego, zarówno w wymiarze diecezji, jak i parafii – i zgodnie z zasadą pomocniczości, powinni uznawać godność i odpowiedzialność świeckich w Kościele, szanując ich kompetencje oraz przygotowania, i na tej podstawie ufnie powierzać różne zadania.

Dlatego też wzorową parafią jest taka, w której każdy „zna swoje miejsce” i współpracuje z innymi – dbając o piękno świątyni i sprawowanej w niej liturgii, troszcząc się o przekazywanie i nauczanie Ewangelii we wspólnotach parafialnych, troszcząc się o ubogich i potrzebujących. Z pewnością można nazwać chorą (a niekiedy wręcz patologiczną) sytuację, w której proboszcz danej parafii chce robić wszystko sam, ograniczając rolę świeckich (w tym pracowników) do wyłącznie wykonywania jego poleceń – albo z drugiej strony, gdy świeccy (np. skupieni w radzie parafialnej) chcą „rządzić proboszczem” i z kolei ograniczają jego rolę do jedynie funkcji stricte kapłańskich, liturgicznych.

Wszystko sprowadza się tak naprawdę do zachowania odpowiednich proporcji, dostosowanych do potrzeb i możliwości. Widać to wyraźniej na poziomie diecezjalnym niż parafialnym: często się zdarza, że kapłani zajmują stanowiska, na których bez przeszkód mogłyby być zatrudnione osoby świeckie, o wcale nie mniejszym wykształceniu teologicznym czy kompetencjach. Podstawowym powołaniem księdza jest posługa duszpasterska, tymczasem można odnieść wrażenie, że niektórzy kapłani zajmują się wieloma innymi sprawami (od budowania kościołów, przez pracę naukową, wreszcie po urzędy kurialne lub pełnienie funkcji rzeczników prasowych) tak, że trudno ich spotkać w posłudze typowo kapłańskiej, czyli sprawowaniu sakramentów. Malejąca liczba powołań w Polsce pokazuje wyraźnie, że świadomość w tej materii również musi się stopniowo zmieniać.

Kościelny i organista – wyjątkowe zadania

Wśród różnego rodzaju stanowisk, na których są zatrudniane osoby świeckie, szczególne miejsce zajmuje kościelny (zakrystianin) i organista. Są to wyjątkowe role w każdej parafii, ze względu na ich bezpośredni związek z kultem Bożym, z posługą liturgiczną. W związku z tym, w przeciwieństwie do innych, wymienionych wcześniej stanowisk, wykonują oni swoją pracę w niestandardowym czasie – wtedy, gdy większość ludzi jest „po pracy” (niedziele, święta, godziny popołudniowe lub poranne). Jest to szczególnie istotne w przypadku życia rodzinnego (mąż, żona, dzieci) – wówczas zdecydowanie bardziej odczuwa się służebny charakter wymienionych zajęć. Taką pracę traktuje się wręcz jako powołanie, a trudności, jakie są przez to odczuwane w domu, uważane są za rodzaj dobrowolnej ofiary. Często rodzi to pewne nieporozumienia pomiędzy pracownikiem a jego kościelnym pracodawcą (np. dotyczące wysokości wynagrodzenia, prawa do wypoczynku itp.), co z kolei wymaga dojrzałości osobowej, otwartości i wyrozumiałości z obu stron.

Dodatkowo warto zaznaczyć, że rzeczywisty wymiar pracy, jaką pełni się, będąc organistą lub kościelnym, jest często nieuświadomiony. O ile w przypadku muzyka kościelnego z reguły nikt nie podważa konieczności odpowiedniego wykształcenia, praktyki muzycznej, talentu i zdolności (co wiąże się też z dodatkowym czasem, poświęconym na ćwiczenia, przygotowanie, plan pracy z zespołem muzycznym itd.) – o tyle kościelny to, moim subiektywnym zdaniem, jedno z najmniej docenianych stanowisk, nie tylko w Kościele. Jest to naprawdę ciężka fizycznie praca, związana z opieką nad świątynią i (najczęściej również) terenem przykościelnym.

Celebracje liturgiczne niekiedy odbywają się we wczesnej porze porannej lub późnym wieczorem – kościół trzeba odpowiednio wcześniej otworzyć i zamknąć długo po wyjściu wszystkich wiernych; do tego oczywiście bieżące sprzątanie, troska o stan szat liturgicznych, sprzętów, naczyń, chleb, wino i inne paramenty. Jedynie od podejścia aktualnego rządcy parafii zależy, czy taka osoba jest odpowiednio doceniana i dodatkowo wynagradzana, np. premiami świątecznymi i okolicznościowymi. W ilu parafiach proboszcz troszczy się ponadto o odpowiednią formację duchową i liturgiczną kościelnego, zakrystianina – tak, aby była to osoba dbająca nie tylko o zewnętrzną formę liturgii, ale dodatkowo umiała pomóc w odpowiednim doborze formularza mszalnego i czytań, troszczyła się o właściwy porządek przebiegu celebracji, a nawet w odpowiedni sposób potrafiła zwrócić uwagę kapłanowi, gdy ten nierozważnie popełni jakieś nadużycie lub dokona błędnego wyboru szat albo formularza? W tym przypadku zasada pomocniczości i współpracy przy poszanowaniu swoich kompetencji wciąż jeszcze czeka na swoją realizację.

Od wielu lat podnosi się postulat utworzenia czegoś na kształt związku zawodowego organistów i innych pracowników kościelnych – z wielu powodów taki pomysł napotyka różne bariery: albo brak zorganizowania się samych pracowników, albo niechęć ze strony Kościoła. Wydaje się, że zgodnie z katolicką nauką społeczną taka instytucja mogłaby wspomóc pracowników kościelnych w ich postulatach o uczciwe warunki pracy – w parafiach są oni często postawieni przed faktami dokonanymi i w konfrontacji z proboszczem, rzeczywistym rządcą parafii, niekiedy mają dużo słabszą pozycję negocjacyjną, bez żadnego wsparcia zewnętrznego. Dzięki temu nieaktualne stałoby się żartobliwe powiedzenie: „co mają wspólnego organista i ławka organów? – i jedno, i drugie nie utrzyma czteroosobowej rodziny”.

Praca podczas liturgii

Jednak najistotniejszą cechą, która wyróżnia pracę kościelnego i organisty, jest jej nieodłączny związek z kultem Bożym, ze sprawowaniem liturgii. Zarówno jedna, jak i druga funkcja może być wywiedziona z dawniejszych funkcji liturgicznych, a nawet stopni święceń: ostiariusza (który miał pieczę nad kluczami świątyni) i kantora. Generalną zasadą jest, że pełnienie funkcji liturgicznych w Kościele, również tych związanych z posługami (lektor, akolita), nie może być związane z wynagrodzeniem finansowym, co wyraźnie stwierdza Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 231).

Co prawda kościelny nie musi mieć w obowiązkach swojej pracy pełnienia funkcji w trakcie liturgii – chociaż praktyka pokazuje, że w przypadku braku ministrantów lub lektorów jest on jedyną osobą, która posługuje przy ołtarzu, i to nie tylko na jednej mszy – jednak organista robi w zasadzie tylko to. Jest to dla chrześcijanina sytuacja bardzo wymagająca: służba na kilku (a czasami i kilkunastu) celebracjach liturgicznych w ciągu dnia, gdzie trudno na każdej z nich w jednakowy sposób być zaangażowanym wewnętrznie, zachować skupienie i modlitewne nastawienie. Tymczasem przecież podczas liturgii wszyscy są jej czynnymi uczestnikami, przepisy liturgiczne nie przewidują bycia „z doskoku”, tym bardziej, gdy chodzi o kogoś wykonującego konkretną funkcję w zgromadzeniu (organista, kantor, psałterzysta). Z własnego doświadczenia wiem, że to jest naprawdę trudne do pogodzenia w codziennej posłudze, a tym bardziej przy okazji niedziel i uroczystości.

A może procent od „tacy”?

Przy tej okazji warto zaznaczyć, że to właśnie na zapewnienie odpowiedniego wynagrodzenia pracowników kościelnych, troszczących się o prawidłowe i odpowiednio piękne celebracje liturgiczne, powinny być przeznaczane pieniądze zbierane w trakcie liturgii mszalnej. Tzw. „taca” często jest kojarzona z majątkiem duchownych – tymczasem źródłem ich utrzymania są przede wszystkim stypendia mszalne oraz inne ofiary związane z udzielaniem sakramentów. Natomiast ofiary zbierane podczas mszy powinny być przeznaczane właśnie na pokrycie kosztów utrzymania świątyni (prąd, ogrzewanie, oświetlenie, paramenty liturgiczne itd.) i godnego sprawowania liturgii. Kto wie, może jakimś czynnikiem uświadamiającym wiernym ich udział w utrzymaniu kościelnego i organisty byłoby uzależnienie wynagrodzenia tychże od wielkości ofiar składanych „na tacę”? Pewnie nie wszystkich zadowoliłoby takie rozwiązanie – w niektórych przypadkach byłoby wręcz niemożliwe, szczególnie w małych parafiach – ale nie tylko mogłoby motywować kościelnego i organistę do lepszej i piękniejszej pracy, dodatkowo nadałoby tej pracy pełniejsze docenienie, jako rzeczywistej służby na rzecz lokalnej wspólnoty parafialnej.

O autorze

Mąż i tata. Nauczyciel religii. Organista i dyrygent. Bloger, webmaster, publicysta. Pochłaniacz kawy, książek i seriali.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.