adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara

Bł. Pierina de Micheli – Zakochana w Najświętszym Obliczu [cz. 1.]

Nie trzeba być wytrawnym socjologiem, uważnym publicystą czy przenikliwym kierownikiem duchowym, żeby dostrzec, że źle się dzieje w świecie. Jest wielka pokusa, aby rzucić słynne „kiedyś było lepiej”. Łatwo powiedzieć, że żyjemy w czasach kryzysu (jakby inne czasy były bez kryzysu…). 

Niebo jednak i w tych trudnych czasach, w których żyjemy, daje nam pomoc i obronę. Widzimy narastającą dokoła nas nienawiść do Kościoła i wiary. Żyjemy w czasach powszechnej rozwiązłości i zseksualizowanego społeczeństwa, które pogrąża się w szaleństwie prymitywnego hedonizmu. Niebo jednak już wcześniej przygotowało narzędzia dla ludzi, które pomogą przejść przez ten niełatwy dla nich czas. Wybrał do tego prostą zakonnicę z Włoch, która prawdopodobnie w naszej ojczyźnie nie jest znana. Mam nadzieję, że to się szybko zmieni! 

Pierwsze kroki 

11 września roku Pańskiego 1890 w licznej rodzinie Cezarego i Ludwiki de Michelich urodziła się mała dziewczynka. Na chrzcie, który odbył się tego samego dnia w parafii pw. św. Piotra, otrzymała imię Józefina Franciszka Janina Maria. Rodzice, mimo licznego potomstwa, dbali o chrześcijańskie wychowanie każdego dziecka. 1 kwietnia 1892 roku doszło do rodzinnej tragedii, choroba serca pokonała pana Cezarego.

Ludwika stanęła przed ogromnym wyzwaniem, jakim była samotna opieka nad gromadką dzieci, ale uzbrojona w głęboką wiarę, pełna animuszu, podjęła się tego zadania z nadzieją i ufnością, którą pokładała w Boga. Dzień zaczynała zawsze od mszy świętej, a potem wspólnie z dziećmi odmawiała różaniec. 

Choć pejzaż ubogiej, ale szczęśliwej rodziny wydaje się romantyczny, to – jak wiadomo – życie przynosi szybkie otrzeźwienie. Ciągle czegoś w domu brakowało. Czasem lęk o kolejny dzień spędzał sen z powiek rezolutnej matki. Starsze córki, aby wspomóc rodzinny budżet, zatrudniały się np. w sklepie z tytoniem. Tym samym odkładały na później wstąpienie do zakonu, musiały też w ten sposób zdobyć środki na posag.

Mała Józefina nie była aniołem. Impulsywna i charakterna sprawiała, że czasem mama, śmiejąc się z własnej bezsilności, mawiała, że „gdyby była chłopcem, to by zrobiła z niego adwokata!”. 

Starszy brat Ryszard wstąpił do seminarium i jego feryjne powroty do domu były zawsze ulubionym czasem przyszłej błogosławionej, bowiem opowiadanie brata w sutannie o Jezusie było wręcz czarujące. Nie brakowało jej również inteligencji, ale nie pałała miłością do szkoły. Powód był bardzo prosty. Takiego małego żywiołu nie dało się „uziemić” na wiele godzin. 

Pocałuj mnie! 

Wielki Piątek 1902 roku przyniósł wydarzenie, które radykalnie zmieniło życie małej Józefiny. Znajdowała się w swoim kościele parafialnym, gdzie właśnie trwała adoracja Krzyża. Wierni stali w kolejce, aby ucałować krucyfiks. W pewnym momencie stojąca w kolejce nasza bohaterka usłyszała głos, który dobiegał z krzyża: „Czy nikt mnie nie pocałuje w policzek, aby swoją miłością wynagrodzić Mi pocałunek Judasza?”

Krucyfiks, który przemówł do Józefiny

Józefina była przekonana, że wszyscy słyszą ten tajemniczy głos, dlatego po cichu odpowiedziała: „Ja ci dam, mój Jezu, pocałunek miłości! Miej cierpliwość!”. Podeszła i ucałowała oblicze Jezusa, mimo że wszyscy całowali tylko Jego stopy. Mama, oburzona zuchwałością córki, wymierzyła jej policzek za jej, wydawałoby się, naganne zachowanie. Jednak to wydarzenie całkowicie zmieniło serce i życie dziewczynki.         

Kilka lat później siostrom Józefiny udało się wstąpić do zakonu. Obecna na ich obłóczynach śmiała się, że wyglądało to tak, jakby robiły w kaplicy ćwiczenia, ale ta złośliwość była podszyta innym uczuciem. Na obłóczynach swoich sióstr poczuła, że sama jest wezwana do oddania się Bogu, a bardzo nie chciała tracić swobody i wolności. Szybko wyszła z klasztoru i pobiegła do innego kościoła, gdzie przez dwie godziny prosiła o zabranie powołania. 

Pierwszą osobą, której opowiedziała o swoim zmaganiu, był brat Ryszard. Była nawet skłonna odpowiedzieć na powołanie, ale do jakiego zakonu ma wstąpić? Czuła się zagubiona nie tylko dużą liczbą możliwości, lecz także tym, że żaden charyzmat jej nie pociągał. Pewnego razu jednak, w czasie przechadzki z mamą wpadła na pomysł: Pójdę tam, gdzie siostry ubierają się w kolor nieba! Szczęśliwy „zbieg okoliczności” sprawił, że Ryszard znał takie siostry – Córki Niepokalanego Poczęcia z Buenos Aires. Akurat przybyły do Włoch w poszukiwaniu… powołań. W taki sposób spotkała założycielkę zgromadzenia, służebnicę Bożą matkę Eufrazję Iaconis. Do zakonu wstąpiła w 1913 roku, a pół roku później włożyła habit koloru nieba, przyjmując imię Maria Pierina. 

W roku 1915, nocą z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę, kiedy się modliła w kaplicy, Jezus powtórzył prośbę sprzed wielu lat. Spoglądając na krzyż, Maria Pierina usłyszała: „Pocałuj Mnie!”. Zbliżyła się do niego i ze czcią pocałowała. 

Będąc w zakonie, odkryła, że bardzo dobrze spełnia się w pracy z dziewczętami jako nauczycielka, katechetka i odpowiedzialna za przygotowanie dzieci do pierwszej komunii świętej. Przełożeni, chcąc wykorzystać jej umiejętności, postanowili, że Maria Pierina powinna się kształcić w kierunku nauczycielskim. Jednak pomysły zakonu i bohaterki tego artykułu nie do końca były spójne. 

Niechciana wyprawa 

Zakon, jak wskazuje jego nazwa, był ściśle związany z argentyńskim Buenos Aires, gdzie akurat brakowało nauczycielki. Najlepszą kandydatką wydawała się Maria Pierina, ale jej schorowana matka bała się pozostać sama. Mimo to, wierna ślubowi posłuszeństwa, siostra Maria udała się do Argentyny, żeby przyjąć posadę nauczycielki matematyki w szkole prowadzonej przez jej zakon. Na miejscu sytuacja się komplikuje, bowiem klimat bardzo niekorzystnie wpływa na zdrowie Marii Pieriny, zaczynają się też pojawiać konflikty między lokalnymi siostrami, a nowo przybyłą. 

Zobacz też:   Niedzielne PeryKopy: Jak pokonać mrok?

W roku 1920, wykończona fizycznie i psychicznie, siostra Maria Pierina wbiegła do kaplicy i przed tabernakulum zaczęła wrzeszczeć, dając upust swojej złości i bezsilności. Wtedy ukazał się jej krwawiący Pan Jezus, który zdziwiony pyta: „A co ja jestem winien?”. Zszokowana tymi słowami, postanowiła odważnie przyjąć trudności, które spotyka. 

W roku 1923 umarła jej mama, a pięć lat później Maria Pierina wróciła do ojczyzny i została przełożoną domu w Mediolanie. Był to czas walki o powołania i o zakon, starała się o pozyskanie nowych domów we Włoszech, organizowała loterie, aby uzbierać na ten cel pieniądze. Jako przełożona troszczyła się o sytuację ekonomiczną zgromadzenia i edukację sióstr – dla młodego zakonu były to bardzo istotne sprawy. Z  jednej strony dynamiczny rozwój, z drugiej nieustanny brak środków na nowe domy dla coraz większej liczby sióstr, dzięki swojej obrotności i inteligencji Marii Pierinie udało się wyjść z tych trudności obronną ręką. Jej zaangażowanie pomogło zgromadzeniu rozwinąć skrzydła na włoskiej ziemi. Jednak Pan wołał ją do szczególnego apostolatu. 

Misja: Oblicze 

Pan Jezus zaczął się objawiać siostrze Pierinie od 1936 roku. W objawieniach prosił ją, aby Jego Oblicze było bardziej czczone i kochane. W 1936 roku, w piątek Wielkiego Postu, podczas nocnej adoracji, Pan zaprosił siostrę Pierinę do współudziału w jego agonii w Getsemani i wyraził pragnienie: „Chcę, aby moje Oblicze, na którym odbijają się najgłębsze cierpienia mojej duszy, ból i miłość mojego serca, było bardziej czczone. Kto mnie kontempluje – pociesza mnie”. Kilka dni później Chrystus mówił: „Za każdym razem, gdy ktoś kontempluje moje Oblicze, Ja wlewam miłość w serce, a za pośrednictwem mojego Oblicza wiele dusz otrzyma Zbawienie!”.

Szkaplerze Najświętszego Oblicza

Poruszona tymi wydarzeniami, siostra Maria Pierina postanowiła, że nabożeństwo do Najświętszego Oblicza Pana Jezusa będzie centrum jej duchowości. W jej sercu pojawiło się nowe pragnienie, nowe wezwanie. Zrozumiała, że to szczególne nabożeństwo jest przeznaczone nie tylko dla niej, lecz także dla wszystkich dzieci Kościoła. 

Pełna niepokoju i wątpliwości, udała się do kierownika duchowego, żeby podzielić się z nim swoimi przeżyciami oraz po to, aby kapłan pomógł jej rozeznać prawdziwość zdarzeń, których doświadcza. Ojciec Rosi, jej spowiednik, dodał otuchy Marii Pierinie, stwierdził, że w jej objawieniach nie ma znaków oszustwa, i zalecił, aby zaczęła prowadzić dziennik, w którym będzie spisywała swoje doświadczenie.

Dziennik zaczęła prowadzić w 1938 roku. 23 maja Marii Pierinie objawił się Jezus z zakrwawionym obliczem, powiedział: „Moja Droga, ponawiam dar mojego Oblicza dla składania go mojemu Ojcu Przedwiecznemu. Dzięki temu darowi uzyskacie zbawienie i uświęcenie Dusz. Daj go moim kapłanom, a będą dziać się cuda”. Kilka dni później Pan prosił: „Kontempluj moje Oblicze i zgłębiaj przepaści cierpienia mojego serca. Pocieszaj mnie i szukaj dusz, które chcą złożyć się ze mną w ofierze dla zbawienia świata!”

31 maja 1938 roku, w czasie adoracji eucharystycznej Marii Pierinie objawiła się Najświętsza Maryja Panna, która przyszła do niej z niezwykłym darem. Zakonnica dostrzegła, że Matka Pana trzyma w ręku szczególny szkaplerz. Dwa kawałki materiału były połączone białym sznurkiem. Na jednym z nich było Boskie Oblicze Jezusa, na drugim – hostia otoczona promieniami. Maryja powiedziała: „Posłuchaj mnie uważnie i przekaż to uważnie swojemu kierownikowi duchowemu. Ten szkaplerz jest obroną, tarczą obronną, przymierzem miłości i miłosierdzia, które pragnie dać Pan Jezus światu w tych czasach zmysłowości i nienawiści do Boga i Kościoła. Sieci zła są rozłożone, aby wyrwać wiarę z serc. Zło się szerzy, prawdziwych apostołów jest niewielu, potrzebne jest Boskie lekarstwo, a tym lekarstwem jest Święte Oblicze Jezusa. Wszyscy, którzy będą nosić ten szkaplerz i będą co wtorek adorować Najświętszy Sakrament, aby zadośćuczynić zniewagom, jakie Święte Oblicze Chrystusa doznaje, oraz przyjmą Komunię Świętą, otrzymają: umocnienie w wierze, będą gotowi do obrony wiary, otrzymają siły do przezwyciężania trudności zewnętrznych i wewnętrznych, a w ich pogodnej śmierci będzie im towarzyszyło radosne spojrzenie mojego Boskiego Syna”. 

Posłuszna woli Najświętszej Maryi Panny, Maria Pierina poszła do o. Rosiego, swojego spowiednika, i przekazała mu życzenie Niepokalanej. Ten po modlitwie i rozeznaniu udał się do bł. Ildefonsa kard. Schustera OSB, arcybiskupa Mediolanu, któremu przedstawił życzenie Maryi przekazane przez siostrę Marię Pierinę. Błogosławiony arcybiskup z radością zatwierdził szkaplerz i nakazał wybić go w formie medalika – w takiej postaci znany jest do dzisiaj. Pan Jezus potwierdził, że szkaplerz ma przybrać właśnie taką formę – nie klasyczną, ale medalika. 

Wtedy wybuchła II wojna światowa oraz wojna Złego Ducha z Siostrą Marią Pieriną de Micheli.

CDN.

Bibliografia:

Micheli M. P. de, Diario, 2014.

Gori N., Un canto d’amore al Volto Santo, 2012.

Vedrini A. SDB, Madre Pierina de Micheli e il sacerdote, 2009.

Micheli M. P. de, Consolare Gesu – ecco la mia missine in terra. Pensieri scelti, 2010.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.