adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Polonia Zawsze Wierna

Belgijskiego czas zacząć! | Polonia Zawsze Wierna

Była to najpiękniejsza z kobiet, ale miała w sobie węża…
Nigdy nie mogłem jej dogodzić, nigdy nie była zadowolona

I jedynie mój młot dawał mi siłę i nic, tylko biłem w kowadło!

Tekst piosenki ‘t Smidje zespołu Laïs nie jest może najmądrzejszy na świecie, a jednak wielu z Was, gdy usłyszy nazwę Belgia, odruchowo zaczyna go nucić. Czy wiemy jednak, jak wygląda życie Polaków w tym ciekawym europejskim kraju?

Z Panią Eweliną Konings, dyrektorką Polskiej Szkoły im. Marii Skłodowskiej-Curie przy Centrum Kultury i Języka Polskiego Daskalia w Leuven w Belgii, rozmawiał Konrad Myszkowski.

Konrad Myszkowski: Skąd tak właściwie wzięli się Polacy w Belgii?

Ewelina Konings: Obecność Polaków na terenie Belgii datuje się od XIII wieku, kiedy to polscy kupcy oraz drukarze docierali do Antwerpii. W XVI wieku Jan Dantyszek, dyplomata i poeta, brał żywy udział w życiu naukowym Gandawy, Antwerpii, Brukseli i Leuven. Na uniwersytecie w Leuven wykładał również słynny polski teolog Jan Łaski, zaś Alexius Sylvus Polonus (Aleksander Gajewski) zbudował w Belgii w 1642 roku pierwsze planetarium.

Wybuch powstania listopadowego w Polsce okazał się istotny dla dalszych walk o utworzenie niepodległej Belgii. Nowo powstająca armia belgijska zaangażowała około stu oficerów polskich w charakterze instruktorów i wykładowców. Wśród nich znaleźli się m.in. generałowie Jan Zygmunt Skrzynecki oraz Ignacy Marceli Kruszewski, twórca kawalerii belgijskiej i dowódca brygady ułanów w Malines, a następnie oficer ordynansowy Leopolda I. Niemal trzydzieści lat swojego życia spędził w Brukseli Joachim Lelewel, działacz Młodej Polski, założyciel i przywódca Zjednoczenia Emigracji Polskiej. Uwłaszczenie chłopów oraz emancypacja Żydów na ziemiach polskich stworzyły warunki do masowej emigracji zarobkowej do szybko rozwijających się krajów europejskich.

Dane spisu powszechnego przeprowadzonego w Belgii 30 października 1930 r. szacowały liczbę obywateli polskich na 48 840, w tym ok. dwudziestu trzech tysięcy Żydów pochodzenia polskiego. W latach 1945–1950 do kraju wróciło około ośmiu tysięcy Polaków. W większości repatriantami byli uchodźcy wojenni, a nie przedwojenni emigranci. Polonia belgijska podzieliła się politycznie na tych, którzy uznawali władzę ludową w Polsce i na tych, którzy jej nie uznawali (osoby sympatyzujące z rządem londyńskim).

Dziś, po dużym napływie ludności w związku ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, liczbę Polaków w Belgii ocenia się na od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu pięciu tysięcy osób, z czego około 25% przyjęło obywatelstwo belgijskie. Reprezentacją społeczności polskiej w Belgii jest istniejąca od 1994 roku Rada Polonii Belgijskiej – instytucja koordynująca działanie i reprezentująca wszystkich Polaków w Belgii bez względu na ich poglądy polityczne, pozycję społeczną czy poziom intelektualny.

KM: Jak wygląda życie codzienne w Belgii?

EK: Belgia jest bardzo małym krajem z trzema językami urzędowymi (francuskim, niderlandzkim i niemieckim) oraz ogromną ilością dialektów, a przy tym wielokulturowym i wieloreligijnym. Północna część to niderlandzkojęzyczna Flandria, w której mieszkam; południowa to francuskojęzyczna Walonia. Te dwa regiony toczą nieustanne wojny między sobą (Flandria chce się nawet oddzielić od reszty państwa). Mają zarówno wspólne, jak i zupełnie oddzielne prawa i rządy (tych ostatnich jest łącznie sześć). Pośrodku zaś znajduje się dwujęzyczna i wielokulturowa Bruksela, niemal państwo w państwie.

KM: Ta wielojęzyczność pewnie ułatwia życie przybyszom z zagranicy?

EK: Ze względu na sporą liczbę napływających wciąż imigrantów oraz turystów na belgijskich ulicach możemy się poczuć jak pod biblijną wieżą Babel. W dużych miastach, takich jak Bruksela, Antwerpia, Gandawa czy moje ulubione Leuven, usłyszymy wszystkie języki świata, a i w małych wioskach niejednokrotnie słychać też i widać wielu obcych. W większości sklepów, urzędów, szkół, szpitali czy u lekarzy można spokojnie się porozumieć w kilku językach (m.in. angielskim), co dla przyjeżdżających do tego kraju jest nie bez znaczenia; jednakowoż wszyscy ludzie najchętniej rozmawiają w swoim rodzimym języku. Nie należy przy tym zapominać, że tutaj to Belgowie są u siebie, a my Polacy jesteśmy gośćmi. Ten fakt należy uszanować i się z nim pogodzić – zauważam bowiem, że niektórzy Polacy (jeśli nie większość) chcieliby na obczyźnie żyć według polskich zasad, praw i norm, a do tego mówić po polsku. Tak się niestety nie da, bo to kraj Belgów, i jeśli chcemy być traktowani odpowiednio, musimy się dostosować.

KM: Polskie dzieci mogą się jednak uczyć również swojego ojczystego języka.

EK: W Belgii jest kilka szkół polskich, ale lekcje w nich to po prostu zajęcia dodatkowe dla dzieci, które uczą się tam języka polskiego, religii i wiedzy o Polsce (historii, geografii itp.). Zajęcia odbywają się tam w weekendy i w środy po lekcjach. Polskie szkoły można znaleźć w takich dużych miastach jak Bruksela, Antwerpia czy Leuven.

KM: Jedną z nich jest szkoła im. Marii Skłodowskiej-Curie w Leuven, której jest pani dyrektorką. Jaka misja przyświeca szkole?

EK: Jednym z wielu dylematów migrującej części naszego społeczeństwa jest dbałość o zachowanie języka polskiego u swoich dzieci, przekazanie im najistotniejszych elementów kultury polskiej oraz bezpieczne osadzenie ich w warunkach codziennej dwujęzyczności na etapie, w którym kształtuje się ich tożsamość narodowa. Tyle zadań, tyle pragnień i wątpliwości oraz szeroki wachlarz możliwości przed nami. Równolegle z tym pojawia się pytanie zasadnicze: czy posłać dziecko do polskiej szkoły uzupełniającej? Dla wielu rodziców jest to naturalna decyzja.

Pragniemy, by młode pokolenie potrafiło swobodnie używać języka, którym porozumiewają się jego rodzice i dziadkowie. Znajomość języka w rozumieniu profesjonalnym to również umiejętność formułowania swoich myśli na piśmie i zdolność czytania – tego także uczą się dzieci w szkole. Należy dodać, że opanowanie tych dwóch umiejętności jest niezbędne do czerpania w pełni z korzyści płynących z dwujęzyczności.

Właśnie zagadnienie dwujęzyczności jest dosyć szeroko omawiane, opracowywane i z pewnością dotyczy nas wszystkich. Przyjmujemy dziś, że to potencjalny dar, który zapewnia dziecku świetny start w przyszłość, zwiększa jego możliwości edukacyjne i otwartość na innych. Podkreśla się jej pozytywny wpływ na niektóre funkcje rozwoju poznawczego dziecka: myślenie twórcze, umiejętność abstrahowania, zdolność koncentracji. Jest jeszcze wiele innych zalet uczestnictwa w zajęciach proponowanych przez polskie szkoły uzupełniające, które służą promocji języka polskiego i nauczaniu go jako drugiego i obcego. To tu dziecko znajdzie żywy kontakt z rówieśnikami, dla których język polski jest również mową dziedziczoną, tu nawiąże przyjaźnie i stanie się pewniejsze siebie dzięki temu, że będzie dorastać w atmosferze poszanowania dla języka i dorobku kulturowego kraju pochodzenia rodziców.

KM: Nie chodzi jednak tylko o naukę języka, ale również polskiej historii, tradycji, kultury poprzez różne ciekawe akcje.

EK: W ramach obchodów stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę zorganizowaliśmy wernisaż szkolny na ten temat. Prace dzieci można obejrzeć w Bibliotece Polskiej działającej przy szkole. W ramach projektu „Młodzi Listy Piszą” trzecioklasiści cały rok prowadzili korespondencję i nawiązywali w ten sposób znajomości z kolegami ze szkoły w Polsce. Uczniowie drugiej klasy zaangażowali się z kolei w projekt Klubu Nauczycieli Polskich i Polonijnych z Gniezna, zatytułowany „Moje miasto, moje gniazdo”. Jego celem była promocja miejscowości i własnej szkoły oraz zapoznanie się z najciekawszymi miastami Polski. Drugoklasiści ułożyli piętnaście pytań dotyczących Leuven, nagrali film i przesłali go do Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Łagiewnikach.

W tym roku szkolnym, już po raz piąty, uczniowie Małej Daskalii zaprezentowali tutejszej Polonii historię Narodzenia Pańskiego. Tegoroczne widowisko zatytułowane „Betlejemskie Narodzenie” było wyjątkowe, bowiem po raz pierwszy obok małych aktorów na scenie wystąpili również ich rodzice. Pięknie ubrane mamy-śnieżynki odgrywały rolę narratorek prowadzących całe przedstawienie, a przy żłóbku zasiedli również rodzice wcielający się w Maryję i Józefa.

W szkole naprawdę dużo się dzieje. Co roku na wiosnę topimy marzannę i jeździmy na wycieczki, podczas organizowanych w dni wolne kolonii przeprowadzamy eksperymenty chemiczne, uczymy się sztuk walki pod okiem trenerki z Polski, wspólnie gotujemy i tworzymy cudne rękodzieła. Chodzimy także na lekcje biblioteczne do naszej biblioteki. Integrujemy się z uczniami innych szkół polonijnych w Belgii podczas wspólnych wyjazdów organizowanych przez Polską Macierz Szkolną.

Nasza praca jest doceniana w środowisku. Katarzyna Radomska, współzałożycielka razem ze mną Centrum i Języka Polskiego Daskalia w Leuven i Polskiej Szkoły, w której jestem dyrektorem, została w 2019 wyróżniona tytułem i statuetką Polaka Roku 2019. We wrześniu 2019 r. nasza Polska Biblioteka w Leuven (pierwsza w Leuven i w całej Flandrii) kolejny projekt Daskalii dostała wyróżnienie Prezydenta RP w Ambasadzie RP w Brukseli podczas jego wizyty w Belgii.

KM: Muszę zapytać również o miejscowy Kościół. W powszechnej świadomości Belgia wpisuje się w zachodnią Europę i uchodzi za kraj mało religijny. Czy to prawdziwy obraz?

EK: Belgia jest jednym z najmniej religijnych krajów świata. 44% osób określa się jako wierzący, 30% niewierzący, a 18% jako ateiści. Często można tu znaleźć tylko jedną mszę świętą w niedzielę w języku flamandzkim lub francuskim (przy czterech-pięciu po polsku). Widać ogromne zaangażowanie ludzi świeckich (w tym kobiet) w życie Kościoła. Kobiety przewodniczą na przykład obrzędom pogrzebowym (Liturgii Słowa w kościele). W oczy rzuca się mała liczba księży oraz zakonników i zakonnic (z każdym rokiem przybywa kapłanowi parafia). Wielu księży jest w podeszłym wieku, a powołań jest bardzo mało.

Katolicy w Belgii to ludzie akcji, którzy nie w każdym tygodniu uczestniczą we mszy świętej, ale angażują się w różnego rodzaju wydarzenia. W Belgii mamy do czynienia z duszpasterstwem indywidualnym, nie masowym. Polaków zaskakuje także przytulanie czy podawanie ręki podczas znaku pokoju zamiast dziwnych uników czy kiwania głową. Po mszy nikt nie spieszy się do wyjścia, nikt się nerwowo nie przepycha. Niektórzy wierni świeccy chętnie i zupełnie zwyczajnie zbierają ofiarę i pomagają przy rozdawaniu Komunii Świętej, do tego co chwilę okazując sobie serdeczność.

Przeżywanie chrześcijaństwa jest w Belgii czasem trudniejsze i mniej oczywiste niż u nas. Belgowie nie chrzczą masowo dzieci, często pozwalając im wybrać wiarę na dojrzalszym etapie życia. Jeśli chodzi o spowiedź świętą, to należy się osobiście umówić na spotkanie, ponieważ w kościołach bardzo trudno spotkać księdza w konfesjonale. Zresztą, w niektórych kościołach nawet nie ma konfesjonałów.

KM: Zaniepokojenie wzbudzają również doniesienia o losie kościołów na Zachodzie – wiele z nich jest zabytkowymi budynkami.

EK: Kościoły katolickie spełniają w Belgii różne role i nie zawsze służą liturgii. Odbywają się w nich wystawy sztuki, koncerty itd. Kościół, który jest nie uczęszczany, przeznaczany jest na inne cele, podobnie jak klasztory (np. dom zakonny oblatów w Pimberg został przeznaczony na hotel studencki przy katolickim uniwersytecie).

KM: W Belgii działa jednak Polska Misja Katolicka.

EK: Polska Misja Katolicka w Brukseli doskonale wpisuje się we wspaniały nurt duszpasterstwa emigracyjnego. To wielka epopeja polskiego Kościoła katolickiego: za polskimi emigrantami politycznymi powstań listopadowego i styczniowego, za zesłańcami na Sybir, za pierwszą falą emigracji zarobkowej z końca XIX wieku i okresu międzywojennego szli polscy kapłani – do Francji, Niemiec, Belgii oraz obu Ameryk.

Tak samo było po II wojnie światowej, w okresie solidarnościowym i dalszych latach ostatniego stulecia. To oni, polscy kapłani, podtrzymywali wiarę, gdy zaczynało jej brakować w zawirowaniach dziejowych, to oni dawali nadzieję w czasach beznadziei, to oni uczyli miłości, gdy serca były przepełnione zawiścią. Nasi kapłani na obczyźnie organizowali niemal całe życie religijne, oświatowe, kulturalne i narodowe. Wokół polskich kościołów skupiała się prawie cała społeczność emigracyjna, a w świątyniach – cała działalność religijna. W polskiej szkole przykościelnej uczono języka, historii i kultury polskiej, tutaj działały zespoły folklorystyczne i narodowe, tutaj wydawano polską prasę, obchodzono uroczystości państwowe. Kapłan polski dla ludzi zagubionych, nieznających języka, był wszystkim: obrońcą, opiekunem, pośrednikiem pracy, ojcem. Polski Kościół, a później Polska Misja Katolicka, były dla Polaków małą ojczyzną, miniaturą Polski.

Zobacz też:   Na słonecznym brzegu złote piaski

Ostatni Kongres Polonijny Ludzi Kultury w Hiszpanii jednoznacznie docenił i podkreślił przeogromne znaczenie Polskich Misji Katolickich dla Polaków rozrzuconych po całym świecie. Oprócz działających polskich organizacji polonijnych, już wyspecjalizowanych i dobrze zorganizowanych, właśnie Polskie Misje Katolickie są do dziś najbardziej prężnymi ośrodkami życia religijnego, oświatowego i kulturalnego.

KM: W Belgii nie było inaczej?

EK: Dzieje polskiej emigracji w Belgii rozpoczyna Wielka Emigracja po powstaniu listopadowym. Belgia przyjęła wówczas kilkuset uczestników walk narodowowyzwoleńczych. W XIX wieku do Belgii napłynęli Polacy z Westfalii i Nadrenii, a w okresie międzywojennym – z Polski. W 1938 roku w Belgii było już około sześćdziesięciu tysięcy naszych rodaków. Po II wojnie światowej liczba ta wzrosła do siedemdziesięciu tysięcy. Mimo napływu emigracji solidarnościowej w 1988 roku, liczba Polaków w Belgii zmniejszyła się do około trzydziestu tysięcy. Po otwarciu granic na Zachód napłynął do Belgii strumień Polaków szukających pracy sezonowej i dorywczej.

Dziś liczba Polaków w Belgii dochodzi do sześćdziesięciu tysięcy: emigracji powojennej, solidarnościowej i sezonowej. Są to ludzie ze wszystkich niemal stron Polski, różnego wieku, zawodu i wykształcenia. Do 1936 roku nie było w Belgii stałej, regularnej opieki duszpasterskiej. Wtedy to ks. kard. August Hlond, Prymas Polski, widząc, że „dusze polskie giną”, w porozumieniu z ks. kard. Desiré-Josephem Mercierem utworzył w Belgii Polską Misję Katolicką (PMK), obejmującą swoim działaniem również Wielkie Księstwo Luksemburga.

Polska Misja Katolicka jako kościelna jednostka organizacyjna odpowiadała i organizowała całe życie religijne polskiej emigracji. Pierwszym rektorem mianowany został ks. Władysław Kudłacik, a po nim ks. Ryszard Moskwa. W okresie wojennym za całe ograniczone przez Niemców życie religijne odpowiadał ks. Jacek Przygoda. Po II wojnie światowej, w 1947 roku, funkcję rektora powierzono o. Karolowi Kubuszowi OMI, który rozbudował sieć ośrodków duszpasterskich w Belgii i Holandii do osiemnastu placówek. Ośrodki te były „bazami wypadowymi” do wielu miejscowości, w których mieszkali Polacy. W 1988 roku w Beneluksie pracowało dwudziestu kapłanów, w tym dwunastu Oblatów Maryi Niepokalanej. Życiem religijnym i duszpasterskim jako rektorzy kierowali tam o. Henryk Repka OMI, ks. Bolesław Kurzawa, o. Tadeusz Franków OMI, o. Józef Pielorz OMI, o. Leon Brzezina OMI, zaś od 2000 roku PMK kieruje o. Ryszard Sztylka OMI.

KM: Jak PMK w Belgii funkcjonuje na co dzień?

EK: Opieką duszpasterską jest objętych około dwudziestu tysięcy Polaków. Część z nich jest zakorzeniona mocno w ziemi belgijskiej i uczestniczy w życiu politycznym, naukowym, kulturalnym oraz gospodarczym kraju; część natomiast to osoby pracujące sezonowo, bez obywatelstwa belgijskiego i formalnego zezwolenia na pracę. Dla nich wszystkich otwarta jest na oścież Polska Misja Katolicka. Rektorem odpowiedzialnym za całokształt duszpasterstwa polonijnego w Beneluksie i koordynującą tę działalność kurię arcybiskupią jest o. Ryszard Sztylka OMI. Od 1995 roku Polską Misją Katolicką w Brukseli przy rue Jourdan 80 kieruje o. Władysław Walaszczyk OMI ze swoim współpracownikiem, o. Damianem Kopyto OMI. W pracy duszpasterskiej pomagają im Siostry Misjonarki Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej.

Polska Misja Katolicka podejmuje dziś wszystkie działania, jakie prowadzili przez dziesiątki lat polscy kapłani wśród Polaków na emigracji: prowadzi do Boga, uczy, podtrzymuje polską kulturę. Nasi księża są „wszystkim dla wszystkich, aby wszystkich przyprowadzić do Chrystusa”.

KM: W jaki sposób starają się osiągnąć ten cel?

EK: Pierwszorzędnym zadaniem duszpasterstwa emigracyjnego jest działalność religijna i odpowiadanie na podstawowe potrzeby każdego człowieka – pogłębianie wiary, ożywianie miłości, dawanie nadziei. Elementarną formą działalności jest posługa sakramentalna. Biuletyn parafialny informuje, gdzie i kiedy odprawiane są codzienne i niedzielne msze święte, kiedy sprawowany jest sakrament chrztu, gdzie i kiedy można przygotować się do zawarcia małżeństwa, kiedy udziela się sakramentu bierzmowania, gdzie i kiedy można się wyspowiadać, kiedy można przyjąć sakrament chorych. Polska emigracja czeka na swojego prymicjanta.

Najbardziej różnorodna jest działalność pozasakramentalna, ożywiająca i dopełniająca życie duchowe. Zasadniczo jest ona związana z okresami roku liturgicznego. W adwencie mamy „polskie roraty” oraz rekolekcje  dla młodzieży i dorosłych, bezpośrednio przygotowujące do właściwego przeżycia uroczystości Bożego Narodzenia. Wielki Post przeżywamy również „po polsku”: śpiewamy Gorzkie Żale, uczestniczymy w Drogach Krzyżowych i rekolekcjach wielkopostnych, przygotowujących do spowiedzi wielkanocnej i Triduum Sacrum. Polskim zwyczajem odprawiane są nabożeństwa majowe, czerwcowe i październikowe oraz cotygodniowy różaniec, koronka do Miłosierdzia Bożego, jak i nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusowego, Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Matki Boskiej Fatimskiej, św. Józefa i św. Antoniego.

KM: Duszpasterstwo obejmuje Polaków w każdym wieku, w każdym stanie cywilnym?

EK: Dzieci w życie religijne wprowadza nauka religii w polskich szkołach przy PMK (około ośmiuset pięciorga dzieci) i przy Ambasadzie RP. Pogłębianiu życia religijnego służą przygotowania do bierzmowania, kursy przedmałżeńskie, cotygodniowe spotkania młodzieży oraz grupa biblijna. Przejawem rozwiniętego duszpasterstwa są liczne grupy duszpasterskie.

Wokół ołtarza skupiają się ministranci, Dzieci Maryi, służba liturgiczna młodzieży i zespoły wokalno-muzyczne. Bardzo aktywne jest Bractwo Żywego Różańca (kobiet i mężczyzn), gotowe omodlić każdy problem i zawsze chętne do współpracy z duszpasterzami. Przy PMK działa grupa Anonimowych Alkoholików, pomagająca wszystkim, którzy chcą zerwać ze zgubnym nałogiem, działa też Stowarzyszenie Przyjaciół Misji Oblackich.

Szczególną formą duszpasterstwa są doroczne pielgrzymki do Montaigu, Banneux i okazyjne do Rzymu, Lourdes, Fatimy czy Ziemi Świętej. Uroczystości narodowe, takie jak 3 maja, 1 sierpnia czy 11 listopada mają w PMK swój początek lub zakończenie. Tutaj zbierają się wszystkie organizacje polonijne z pocztami sztandarowymi, tutaj modlą się i składają hołd bohaterom. Znacząca jest również działalność charytatywna, regularnie wspierająca potrzebujących w samej Belgii i w ojczyźnie. Akcje pomocy w czasie stanu wojennego i klęski powodzi w Polsce ukazały ogromną solidarność i ofiarność Polaków.

Ważnym ośrodkiem pracy duszpasterskiej jest „biuro parafialne” i poradnia telefoniczna – to najczęściej odwiedzane miejsca poza kościołem. Tutaj załatwia się wszystkie sprawy związane z życiem religijnym, osobistym i kulturalnym. „Duszpasterstwo informacyjne”, jakże potrzebne zagubionym rodakom w Belgii, jest swoistą tablicą ogłoszeń, gdzie poszukuje się zaginionych, uległych wypadkom, chorych w szpitalach, dostępnych kursów językowych czy możliwości transportu.

Sala parafialna przy PMK jest ośrodkiem życia kulturalnego. Tutaj działa zespół instrumentalno-wokalny „Misja” i grupa teatralna. Dzieci urządzają okolicznościowe akademie, zaś biblioteka i wideoteka udostępniają swoje zbiory i organizuje dyskusje. Klub Inicjatywy Katolickiej organizuje spotkania oraz sesje dyskusyjne pogłębiające wiarę i wiedzę.

KM: Przy tak szerokim zakresie działalności, wypada mi zapytać o plany na przyszłość?

EK: Bóg wie najlepiej, jak będzie, pozwala jednak na odczytywanie znaków czasu. Emigracja zawsze będzie elementem życia międzynarodowego; ludzie ciągle będą szukali wolności, pracy, lepszych warunków życia – i zawsze będą potrzebowali Boga! Wejście Polski do Unii Europejskiej otworzyło granice: w siedzibie NATO w Brukseli pracują i będą pracowali polscy wojskowi – to też ludzie wierzący. Stolica Apostolska gorąco popiera duszpasterstwo emigrantów (Pastoralis Migratorum Cura). Prymas Polski, który jest opiekunem polskiej emigracji, z całą pewnością zadba o opiekę duchową nad nią. „Aby nie ginęły polskie dusze”, i duch polski na emigracji, działa w krajach Beneluksu od blisko osiemdziesięciu lat Polska Misja Katolicka.

KM: A jak wygląda to w mniejszej skali, w polskiej parafii w Leuven?

EK: Polska społeczność stanowi tu pod względem liczebności trzecią mniejszość narodową (zaraz po marokańskiej i hiszpańskiej). Nasza parafia w Leuven działa już od dwudziestu lat w tym akademickim mieście. Powstała z inicjatywy pięciorga dorosłych, pracujących w Leuven i okolicach, którzy w 1999 roku poprosili o. Władysława Walaszczyka OMI z Polskiej Misji Katolickiej w Brukseli, by mógł przyjeżdżać i sprawować Eucharystię w języku polskim w kościele pw. św. Lamberta w Leuven. Trzech kapłanów: o. Władysław Walaszczyk, o. Leon Brzezina i o. Ryszard Szyszka wypracowało system, by każdej soboty o godzinie 20.00 móc przyjechać do Leuven z Brukseli.

Ta kilkuosobowa grupa zdeterminowanych wierzących Polaków urosła w 2009 roku do około stuosobowej wspólnoty, która nie była tylko grupą dorosłych wierzących (ludzi pracujących i studiujących w Leuven i okolicach), ale także i dzieci. Do 2009 roku przebywało w Leuven wiele rozdzielonych rodzin (tj. jedno z rodziców w Belgii, drugie w Polsce). Od tamtego czasu, gdy Polacy mogą już dużo łatwiej podjąć legalną pracę w wielu różnych zawodach, w Leuven zamieszkało wiele rodzin (małżonkowie mogli sprowadzić się tu razem, wraz ze swoimi dziećmi).

KM: A Pani jak się tam znalazła?

EK: Z polską parafią w Leuven związałam się podczas moich studiów w tym mieście oraz podczas mojej pracy jako nauczyciel religii w Polskiej Szkole im. Jana Pawła II przy Polskiej Misji Katolickiej w Brukseli. W 2009 odbyła się po raz pierwszy w historii polskiej wspólnoty katolickiej w Leuven uroczystość Pierwszej Komunii Świętej. Pięcioro polskich dzieci, po dwuletnim przygotowaniu katechetyczno-liturgicznym, przyjęło do swoich serc Pana Jezusa. Miałam tę przyjemność i zaszczyt uczestniczyć w przygotowaniach dzieci i ich rodziców do niewątpliwie jednego z najpiękniejszych dni w ich życiu duchowym. Od tamtej pory (z małą przerwa) każdego roku coraz liczniejsza liczba polskich i polskojęzycznych dzieci przystępuje do Pierwszej Komunii Świętej w Leuven (w ostatnich latach była to około trzydziestoosobowa grupa). Polskie dzieci uczestniczą w specjalnie przygotowanym programie formacyjnym poprzez fakultatywne lekcje religii w ramach polskiej szkoły oraz wspólne katechezy dla dzieci i rodziców, a także poprzez uczestnictwo we mszy świętej, którą oni animują.

Od 2010 roku o. Damian Kopyto OMI przyjeżdżał do Leuven, najpierw w sobotnie wieczory, a następnie w niedzielne południe. Dzięki niemu polska wspólnota katolicka mogła i może uczestniczyć we mszach świętych i nabożeństwach w języku ojczystym. Wtedy także ikona Matki Boskiej Częstochowskiej na stale zagościła w kościele pw. św. Lamberta w Leuven. Podczas renowacji kościoła (w latach 2011-2015) polska wspólnota gościła w kościele księży jezuitów.

W 2015 roku wspólnota polskich katolików z różnych zakątków Polski urosła do grupy liczącej około trzysta-czterysta osób. Dojrzała nie tylko liczebnie, ale także mentalnie i duchowo, by stworzyć nie tylko miejsce spotkania Polaków z Polakami, ale również do tego, by parafianie zaczęli uczestniczyć w życiu Kościoła lokalnego. Oto kilka przykładów:

  • we wrześniu i listopadzie odbywają się msze polsko-niderlandzkie, po których wspólnoty zapraszają się nawzajem na degustację narodowych smakołyków (we wrześniu Belgowie goszczą Polaków, a w listopadzie i grudniu, w uroczystość Chrystusa Króla, Polacy obdarowują Belgów swoja gościnnością i smacznym jedzeniem);
  • ojciec Damian i pan Mariusz uczestniczą we flamandzkiej radzie parafialnej przy kościele św. Lamberta w Leuven;
  • regularnie piszę artykuły do gazety parafialnej „Kościół i życie”, dotyczące wydarzeń z życia polskiej wspólnoty parafialnej w Leuven;
  • nasza polska wspólnota, wraz z angielskojęzyczną parafią w Leuven, wznowiła w 2016 roku piękną tradycję procesji Bożego Ciała, która zamarła na ponad trzydzieści lat w lokalnym kościele;
  • w 2017 roku figura Matki Bożej Fatimskiej zawitała do Leuven z okazji sto pięćdziesiątej rocznicy fatimskich;
  • w 2018 roku została powołana rada parafialna w polskiej wspólnocie katolickiej w Leuven.

KM: NKM: Na koniec muszę zapytać o jeszcze jedną, nurtującą mnie kwestię: czy w Belgii też tańczy się tzw. taniec belgijski, bardzo popularny wśród katolickiej młodzieży w Polsce?

EK: Tak! Szczególnie podczas naszych festynów parafialnych.

KM: Dziękuję za rozmowę!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.