adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Społeczeństwo

A najciszej mówi w powołaniu

„Szukamy Kościoła, który pomoże nam odkryć nasze powołanie, w każdym jego wymiarze”. Opublikowany niedawno dokument finalny spotkania presynodalnego przed zaplanowanym na jesień Synodem Młodych kładzie nacisk na powszechne wśród młodzieży problemy z rozeznawaniem powołania i konieczność pomocy młodym w tym obszarze. Czy słusznie?

Dwunastostronicowy dokument zatytułowany „Młodzi ludzie, wiara i rozeznanie powołania” jest finalnym dokumentem spotkania presynodalnego przed zaplanowanym na październik obecnego roku Synodem Biskupów, poświęconym młodzieży. Spotkanie, w którym wzięło udział ok. 300 delegatów wraz z 15 tys. uczestników za pośrednictwem Internetu odbyło się w Rzymie w dniach 19-24 marca. Dokument podsumowujący spotkanie miał być w założeniu twórców krótkim opisem sytuacji młodych z różnych kręgów kulturowych oraz zbiorem wskazówek dla biskupów – jak czytamy w preambule: „Nie ma on być ani teologicznym traktatem naukowym, ani też ustanawiać nowego nauczania Kościoła. Jest on raczej wypowiedzią prezentującą specyficzne rzeczywistości, osobowości, przekonania oraz doświadczenia młodych ludzi z całego świata. (…) Ma on być dla biskupów pewnego rodzaju kompasem, służącym pełniejszemu zrozumieniu młodych; ma być pomocą ukazującą kierunek podczas zbliżającego się Synodu”.

Dlaczego papież Franciszek zdecydował się na zwołanie synodu poświęconego właśnie młodzieży oraz rozeznawaniu powołania? Wydaje się, że współczesny kryzys Kościoła łączy się z wielopłaszczyznowym kryzysem związanym właśnie z powołaniem. Dość powszechny wśród młodych ludzi problem ze „znalezieniem swojego miejsca” tudzież odpowiednim ułożeniem hierarchii wartości zdecydowanie utrudnia przyjęcie nauki Chrystusa i życie w Jego Kościele. Niewłaściwe rozeznanie powołania wiąże się najczęściej z niezrozumieniem istoty tego pojęcia, co stoi u podstawy tak częstych obecnie źle podjętych ważnych życiowych decyzji. Inną stroną tego samego problemu jest „kryzys powołaniowy”, przedstawiany jako „spadek liczby powołań kapłańskich i zakonnych”, a będący w istocie – jak pokażemy później – wzrostem liczby niewłaściwie odczytanych powołań kapłańskich i zakonnych.

Czym bowiem jest powołanie? Aby zrozumieć istotę problemu zasygnalizowanego w poprzednim akapicie, należy precyzyjnie zdefiniować to pojęcie. O ile bowiem zazwyczaj intuicyjnie czujemy, że „powołanie” związane jest z naszymi zdolnościami, głosem Boga i wyborem życiowej ścieżki, o tyle w szczegółach często występują istotne różnice w rozumieniu tego słowa. Katechizm Kościoła Katolickiego w temacie powołania odwołuje się do konstytucji Soboru Watykańskiego II „Gaudium et Spes”, a konkretnie do zdania: „Chrystus objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie*”. Czym jest owo najwyższe powołanie? Odpowiedź znajdziemy w punkcie 1703 KKK: „Osoba ludzka, obdarzona »duchową i nieśmiertelną« duszą, jest »jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego«. Od chwili poczęcia jest ona przeznaczona do szczęścia wiecznego”. A więc prosto i konkretnie: nasze powołanie jest w Niebie – to, co robimy tu na ziemi, nie jest celem samym w sobie, ale jedynie zmaganiem o wieczne szczęście (swoje własne i bliźnich).

Zobacz też:   O kryzysie kapłaństwa

Wszyscy jesteśmy Kościołem

Stwierdzenie o wzmacnianiu pozycji młodych kobiet jest jednak tylko jednym z wielu sygnałów innego poważnego problemu, którego autorzy nie dostrzegają i nie sygnalizują bezpośrednio, ponieważ – jak pokazuje tekst – większość z nich jest nim dotknięta osobiście. Ten problem to niezrozumienie roli Kościoła, a szerzej – brak pokory. Myślę, że właśnie z tego powodu w tekście znajdziemy tak wiele żalu i pretensji pod adresem Kościoła, a tak mało zaufania oraz identyfikacji. Nieprzypadkowo wspomniałem o identyfikacji – autorzy tekstu mówiąc o Kościele zdają się bowiem zapominać, że sami są jego członkami. W całym tekście 13 razy pojawia się stwierdzenie „Kościół powinien”, a dodatkowo 2 razy „Kościół musi”, z kolei jedynie 3 razy autorzy określają samych siebie jako „młody Kościół”. Smutne jest również to, jak wiele miejsca w rozdziale 11. – „Forma Kościoła” – poświęcone jest nadużyciom i grzechom niektórych hierarchów Kościoła, szczególnie w obszarze seksualności. Tak, te nadużycia niewątpliwie istniały i hierarchia kościelna powinna je z całą surowością potępić, ale czy to naprawdę jest najważniejszym wyznacznikiem wiarygodności Kościoła? Czy naprawdę najważniejsze jest, aby nasi liderzy mówili w praktyczny sposób o kontrowersyjnych kwestiach, takich jak homoseksualizm i gender, a Kościół troszczył się o kwestie ochrony środowiska, szczególnie zanieczyszczenia?

W gąszczu tych żądań zupełnie gubi się pierwsze, bardzo słuszne zdanie rozdziału, z którym – chyba jako jedynym – mogę się w pełni zgodzić: „Dzisiejsi młodzi ludzie tęsknią za Kościołem autentycznym”. Można by wręcz dodać: nie tylko dzisiejsi i nie tylko młodzi, jednak przesłanie pozostaje to samo: katolicy tęsknią za Kościołem autentycznym. Za duchowieństwem autentycznie wykonującym swoje powołanie, za biskupami twardo i stanowczo broniącymi świętej wiary katolickiej, za kapłanami odprawiającymi Mszę Świętą w skupieniu i ze świadomością wielkiej ofiary, za pobożnymi zakonnikami i zakonnicami, za mądrymi, budującymi wiarę kazaniami, za dbałością o piękno i dostojność liturgii. W dokumencie presynodalnym czytamy, że Kościół wiarygodny to taki, który nie boi się pokazać swojej wrażliwości i podatności na zranienia; myślę jednak, że zdecydowanie ważniejszym świadectwem wiarygodności Kościoła jest jego zakorzenienie w Chrystusie i niezmienne trwanie w Jego nauce.


Powyższy tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w numerze 11. Miesięcznika Adeste. Pobierz go za darmo, aby przeczytać resztę!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.