Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

A najciszej mówi w powołaniu

magazine cover

pixabay.com

„Szukamy Kościoła, który pomoże nam odkryć nasze powołanie, w każdym jego wymiarze”. Opublikowany niedawno dokument finalny spotkania presynodalnego przed zaplanowanym na jesień Synodem Młodych kładzie nacisk na powszechne wśród młodzieży problemy z rozeznawaniem powołania i konieczność pomocy młodym w tym obszarze. Czy słusznie?

Dwunastostronicowy dokument zatytułowany „Młodzi ludzie, wiara i rozeznanie powołania” jest finalnym dokumentem spotkania presynodalnego przed zaplanowanym na październik obecnego roku Synodem Biskupów, poświęconym młodzieży. Spotkanie, w którym wzięło udział ok. 300 delegatów wraz z 15 tys. uczestników za pośrednictwem Internetu odbyło się w Rzymie w dniach 19-⁠24 marca. Dokument podsumowujący spotkanie miał być w założeniu twórców krótkim opisem sytuacji młodych z różnych kręgów kulturowych oraz zbiorem wskazówek dla biskupów – jak czytamy w preambule: „Nie ma on być ani teologicznym traktatem naukowym, ani też ustanawiać nowego nauczania Kościoła. Jest on raczej wypowiedzią prezentującą specyficzne rzeczywistości, osobowości, przekonania oraz doświadczenia młodych ludzi z całego świata. (…) Ma on być dla biskupów pewnego rodzaju kompasem, służącym pełniejszemu zrozumieniu młodych; ma być pomocą ukazującą kierunek podczas zbliżającego się Synodu”.

Przez słowo Jezusa

Dlaczego papież Franciszek zdecydował się na zwołanie synodu poświęconego właśnie młodzieży oraz rozeznawaniu powołania? Wydaje się, że współczesny kryzys Kościoła łączy się z wielopłaszczyznowym kryzysem związanym właśnie z powołaniem. Dość powszechny wśród młodych ludzi problem ze „znalezieniem swojego miejsca” tudzież odpowiednim ułożeniem hierarchii wartości zdecydowanie utrudnia przyjęcie nauki Chrystusa i życie w Jego Kościele. Niewłaściwe rozeznanie powołania wiąże się najczęściej z niezrozumieniem istoty tego pojęcia, co stoi u podstawy tak częstych obecnie źle podjętych ważnych życiowych decyzji. Inną stroną tego samego problemu jest „kryzys powołaniowy”, przedstawiany jako „spadek liczby powołań kapłańskich i zakonnych”, a będący w istocie – jak pokażemy później – wzrostem liczby niewłaściwie odczytanych powołań kapłańskich i zakonnych.

Czym bowiem jest powołanie? Aby zrozumieć istotę problemu zasygnalizowanego w poprzednim akapicie, należy precyzyjnie zdefiniować to pojęcie. O ile bowiem zazwyczaj intuicyjnie czujemy, że „powołanie” związane jest z naszymi zdolnościami, głosem Boga i wyborem życiowej ścieżki, o tyle w szczegółach często występują istotne różnice w rozumieniu tego słowa. Katechizm Kościoła Katolickiego w temacie powołania odwołuje się do konstytucji Soboru Watykańskiego II „Gaudium et Spes”, a konkretnie do zdania: „Chrystus objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie*”. Czym jest owo najwyższe powołanie? Odpowiedź znajdziemy w punkcie 1703 KKK: „Osoba ludzka, obdarzona »duchową i nieśmiertelną« duszą, jest »jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego«. Od chwili poczęcia jest ona przeznaczona do szczęścia wiecznego”. A więc prosto i konkretnie: nasze powołanie jest w Niebie – to, co robimy tu na ziemi, nie jest celem samym w sobie, ale jedynie zmaganiem o wieczne szczęście (swoje własne i bliźnich).

Nie oznacza to jednak że to, czym zajmujemy się na ziemi jest z punktu widzenia nauki Kościoła nieistotne. We wspomnianym dokumencie soborowym czytamy: „Odstępują od prawdy ci, którzy wiedząc, że nie mamy tu trwałego państwa, lecz że poszukujemy przyszłego, mniemają, iż mogą wobec tego zaniedbywać swoje obowiązki ziemskie, nie bacząc na to, że na mocy samej wiary bardziej są zobowiązani wypełniać je według powołania, jakie każdemu jest dane. Ale nie mniej błądzą ci, którzy na odwrót sądzą, że mogą tak się pogrążać w interesach ziemskich, jakby one były całkiem obce życiu religijnemu, ponieważ to ostatnie polega, wedle ich mniemania, na samych aktach kultu i wypełniania pewnych obowiązków moralnych”. Czym jest to „powołanie, jakie każdemu jest dane”? Planem Boga dla każdego z nas, który daje nam poznać poprzez to, w jaki sposób ukształtował naszą osobowość i zdolności, potrzebne do wypełniania konkretnego posłannictwa we wspólnocie wierzących. To właśnie mamy na myśli, mówiąc o powołaniu do kapłaństwa, życia zakonnego, życia w celibacie czy małżeństwa. Nie oznacza to oczywiście ograniczenia naszej wolnej woli – ścieżka życiowa jaką obierzemy jest wszak naszą decyzją, która przynosi najpiękniejsze owoce, gdy jest zgodna z naszym powołaniem. Świetnie podsumowuje to kolejne zdanie z Gaudium et Spes: „Chrześcijanin, zaniedbujący swoje obowiązki doczesne, zaniedbuje swoje obowiązki wobec bliźniego, co więcej, wobec samego Boga i naraża na niebezpieczeństwo swoje zbawienie wieczne”.

Rozeznawanie i towarzyszenie

Na podstawie powyższych rozważań można by wysnuć wniosek, że powołanie jest tematem niezwykle ważnym i Kościół powinien położyć mocny nacisk na nauczanie i pomoc młodzieży w tym zakresie. Na podobnym stanowisku wydają się stać autorzy dokumentu presynodalnego, na którego 12. stronach słowo powołanie występuje aż 25 razy, w tym w tytule. „Szukamy Kościoła, który pomoże nam odkryć nasze powołanie, w każdym jego wymiarze” – stwierdza dokument, by po chwili dodać: „Ponadto, niestety nie wszyscy z nas wierzą, że świętość jest osiągalna, i że jest ona drogą do szczęścia. Pragniemy ożywić poczucie wspólnoty, które doprowadzi nas do poczucia przynależności”. Już na początku autorzy potwierdzają więc istnienie problemów zasygnalizowanych w poprzednich akapitach. Skoro – jak wspomniano – wszyscy jesteśmy powołani do świętości, to właśnie stwierdzenie „nie wszyscy z nas wierzą, że świętość jest osiągalna” należy odczytywać jako potwierdzenie podstawowego problemu dotyczącego powołania. Dopóki bowiem człowiek nie przekona się, że świętość jest osiągalna, dopóty nie zrozumie, że jest ona jego podstawowym powołaniem, że Bóg dla niego tej świętości pragnie; że nie tylko może, ale POWINIEN dążyć do świętości ponieważ to jest CELEM jego życia. Dopiero po zrozumieniu tej podstawowej prawdy można zobaczyć, że wybór życiowej drogi – tak często współcześnie utożsamiany z „powołaniem” i wynoszony do rangi najważniejszego – jest niczym w porównaniu z przyjęciem bądź odrzuceniem świętości jako życiowej drogi. Autorzy dokumentu potwierdzają ten sam problem jeszcze raz, pod koniec rozdziału 8. w słowach: „Pojęcie powołania jest dla wielu młodych niejasne. Wypływa stąd potrzeba lepszego zrozumienia powołania chrześcijańskiego (kapłaństwo i życie konsekrowane, życie świeckie, małżeństwo i rodzina, rola w społeczeństwie, itd.) oraz powszechnego powołania do świętości”. Należy więc gorąco się modlić, aby decyzje podjęte na jesiennym synodzie pomogły rozwiązać ten właśnie problem.

Drugą kwestią, na jaką zwraca uwagę dokument, jest rola Kościoła w odczytywaniu powołania. Mówi o tym już niezbyt szczęśliwie skonstruowane zdanie, zacytowane w poprzednim akapicie; stwierdzenie: „szukamy Kościoła, który…” sugeruje istnienie innego kościoła niż Kościół Chrystusowy, co byłoby sprzeczne z Ewangelią. Szerzej o powołaniu mówią rozdziały 8. i 9., a w pierwszym z nich padają bardzo ważne słowa: „(…) dla młodego człowieka jest ważne by wiedzieć, że jego powołanie wypływa z racji życia, i że każda osoba ma obowiązek rozeznawania, do bycia kim, i do czego Bóg ją powołuje”. Rozeznawaniu powołania poświęcony jest rozdział następny, rozpoczynający się od stwierdzenia: „Rozeznawanie powołania może być wyzwaniem, szczególnie w świetle mylnego rozumienia tego pojęcia”. Następnie następują dwa akapity, wymieniające czynniki mające wpływ na rozeznawanie powołania (Kościół, różnice kulturowe, wymagania pracy, media cyfrowe, oczekiwania rodziny, zdrowie psychiczne i stan umysłu, hałas, presja rówieśników, sytuacja polityczna, społeczeństwo, technologia, itd.). Ciężko stwierdzić, jak należy odczytywać takie zestawienie, w którym Kościół wymienia się jednym tchem chociażby z hałasem czy technologią, i dlaczego w ogóle autorzy zestawili Kościół – mający stanowić pomoc w rozeznawaniu powołania – z czynnikami to rozeznawanie utrudniającymi.

Tym bardziej nie rozumiem akapitu trzeciego, zakończonego stwierdzeniem „Zachęcamy, by Kościół pogłębiał swoje rozumienie roli kobiet, i w duchu miłości Kościoła do Maryi, Matki Jezusa, wzmacniał pozycję młodych kobiet – zarówno świeckich, jak i konsekrowanych”. Po pierwsze – nie wiem, skąd pomysł, że dziewczęta miałyby mieć jakieś wyraźnie większe trudności z rozeznaniem powołania niż młodzieńcy; w wielu przypadkach można wręcz zaobserwować tendencję odwrotną. Po drugie, obecne w domyśle założenie, że Kościół niewystarczająco rozumie rolę kobiet nie jest w ogóle logicznie poprawne, nie wiadomo o jaką rolę kobiet chodzi i kto właściwie miałby ją lepiej rozumieć; jest to jednak wygodny wytrych do wprowadzenia stwierdzenia, które chcę zamieścić jako „po trzecie”, a więc: wzmacniać pozycje młodych kobiet. Moim zdaniem to sformułowanie po prostu nie powinno się znaleźć w takim dokumencie, gdyż Kościół nie jest powołany do wzmacniania czyjejkolwiek pozycji na ziemi (nieważne czy kobiet, czy mężczyzn), ale prowadzenia dusz do zbawienia. Tak samo nie powinien się w nim znaleźć niczym niepodparty i bardzo niesprawiedliwy zarzut z rozdziału piątego: „Ogólnym problemem jest dzisiaj fakt, że kobiety nadal nie mają równej pozycji. Dotyczy to także sfery Kościoła”.

Wszyscy jesteśmy Kościołem

Stwierdzenie o wzmacnianiu pozycji młodych kobiet jest jednak tylko jednym z wielu sygnałów innego poważnego problemu, którego autorzy nie dostrzegają i nie sygnalizują bezpośrednio, ponieważ – jak pokazuje tekst – większość z nich jest nim dotknięta osobiście. Ten problem to niezrozumienie roli Kościoła, a szerzej – brak pokory. Myślę, że właśnie z tego powodu w tekście znajdziemy tak wiele żalu i pretensji pod adresem Kościoła, a tak mało zaufania oraz identyfikacji. Nieprzypadkowo wspomniałem o identyfikacji – autorzy tekstu mówiąc o Kościele zdają się bowiem zapominać, że sami są jego członkami. W całym tekście 13 razy pojawia się stwierdzenie „Kościół powinien”, a dodatkowo 2 razy „Kościół musi”, z kolei jedynie 3 razy autorzy określają samych siebie jako „młody Kościół”. Smutne jest również to, jak wiele miejsca w rozdziale 11. – „Forma Kościoła” – poświęcone jest nadużyciom i grzechom niektórych hierarchów Kościoła, szczególnie w obszarze seksualności. Tak, te nadużycia niewątpliwie istniały i hierarchia kościelna powinna je z całą surowością potępić, ale czy to naprawdę jest najważniejszym wyznacznikiem wiarygodności Kościoła? Czy naprawdę najważniejsze jest, aby nasi liderzy mówili w praktyczny sposób o kontrowersyjnych kwestiach, takich jak homoseksualizm i gender, a Kościół troszczył się o kwestie ochrony środowiska, szczególnie zanieczyszczenia? W gąszczu tych żądań zupełnie gubi się pierwsze, bardzo słuszne zdanie rozdziału, z którym – chyba jako jedynym – mogę się w pełni zgodzić: „Dzisiejsi młodzi ludzie tęsknią za Kościołem autentycznym”. Można by wręcz dodać: nie tylko dzisiejsi i nie tylko młodzi, jednak przesłanie pozostaje to samo: katolicy tęsknią za Kościołem autentycznym. Za duchowieństwem autentycznie wykonującym swoje powołanie, za biskupami twardo i stanowczo broniącymi świętej wiary katolickiej, za kapłanami odprawiającymi Mszę Świętą w skupieniu i ze świadomością wielkiej ofiary, za pobożnymi zakonnikami i zakonnicami, za mądrymi, budującymi wiarę kazaniami, za dbałością o piękno i dostojność liturgii. W dokumencie presynodalnym czytamy, że Kościół wiarygodny to taki, który nie boi się pokazać swojej wrażliwości i podatności na zranienia; myślę jednak, że zdecydowanie ważniejszym świadectwem wiarygodności Kościoła jest jego zakorzenienie w Chrystusie i niezmienne trwanie w Jego nauce.

Z autentycznością Kościoła wiąże się również, wspomniane już wcześniej, zaufanie. „Afery przypisywane Kościołowi – te faktyczne i te domniemane – wpływają na zaufanie młodych do Kościoła” – czytamy w rozdziale piątym. Jednak już kilka zdań później okazuje się, że źródłem braku zaufania wobec Kościoła może być nieprzyjęcie Jego nauczania: „Chrześcijaństwo jest często postrzegane jako relikt przeszłości, jego wartość i znaczenie dla naszego życia są niezrozumiałe”. We wcześniejszym ustępie problem jest opisany bardziej dokładnie: „Często wśród młodych ludzi, zarówno tych w Kościele, jak i poza nim, istnieją rozbieżności w odniesieniu do rozumienia nauczania Kościoła dotyczącego kontrowersyjnych dziś kwestii, takich jak np.: antykoncepcja, aborcja, homoseksualizm, wolne związki, małżeństwo oraz postrzeganie kapłaństwa w różnych realiach w Kościele (…) młodzi mogą chcieć, by Kościół zmienił swoje nauczanie, lub też przynajmniej, mogą oni chcieć pełniejszego wyjaśnienia i większej formacji w rozumieniu tych kwestii”. Czy nauczanie Kościoła – czy to w tych uznawanych za „kontrowersyjne” obszarach, czy w sferze czysto teologicznej – jest trudne do zrozumienia? Myślę, że nie, natomiast może sprawiać takie wrażenie ze względu na jego częste rozmywanie – przez reprezentujących bardziej liberalne stanowisko hierarchów – oraz zaciemnianie i przekłamywanie przez ludzi spoza Kościoła. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest „uszczelnienie” nauczania – zmiana języka dokumentów Kościoła i wypowiedzi hierarchów na bardziej precyzyjny, a przede wszystkim położenie zdecydowanie większego nacisku na zgodność ich treści z ortodoksją. Z takim podejściem chyba idealnie wpisuję się w grupę, o której istnieniu – dzięki Bogu! – wspomina jeden z ustępów rozdziału 5.: „Wielu młodych katolików przyjmuje nauczanie Kościoła, które jest dla nich źródłem radości. Nie tylko pragną oni, aby Kościół był wierny swej nauce pomimo niepopularności, ale również, by głosił ją poprzez pogłębione nauczanie”.

Uwaga, teraz będzie ostro. „Kościół musi angażować młodych ludzi w swoje procesy decyzyjne oraz proponować im więcej ról przywódczych. Chodzi tu o stanowiska na szczeblu parafialnym, diecezjalnym, krajowym i międzynarodowym, także w Watykanie”. Tak, te dwa zdania nie są moim wymysłem, ale pierwszymi dwoma zdaniami rozdziału 12. – „Młodzi liderzy”. Pomińmy fakt, że tu już nie mamy prośby czy sugestii, ale twarde stwierdzenie: „Kościół musi”. Przede wszystkim rodzi się pytanie o owe stanowiska przywódcze. Nie jestem w stanie zrozumieć, jakich stanowisk żądają autorzy dokumentu na szczeblu parafialnym, diecezjalnym, krajowym i międzynarodowym. Odrobinę światła rzuca drugi akapit, w którym wspomina się o instytucjonalnym podejmowaniu decyzji, jednak wciąż z dokumentu nie wynika, czy autorzy chcą wchodzić w rolę proboszczów, biskupów i papieża, decydować w kwestiach administracyjnych, duszpasterskich czy finansowych, czy jeszcze innych (jakich?). I podstawowe pytanie – po co? Dokument stanowczo żąda większej władzy dla młodych, nie wskazując żadnego dobra, jakie miałoby z tej władzy dla Kościoła wynikać. Jakże to odmienne od pokornej postawy świętych patronów młodzieży, jak chociażby św. Dominika Savio, św. Stanisława Kostki czy bł. Anieli Salawy. Pierwsze trzy akapity rozdziału 12. można by więc streścić w żądaniu: chcemy więcej władzy, bez względu na to, czy tak będzie lepiej, czy gorzej. Pierwsze trzy, ponieważ w czwartym – tradycyjnie – znajdziemy „światełko w tunelu”. Autorzy zwracają uwagę, że młodzi chcą angażować się jako katolicy w przestrzeni publicznej, aby uczynić społeczeństwo lepszym. Tak, trzeba wspierać młodych katolików, którzy pragną działać w obszarze mediów, polityki czy administracji, aktywnie promując w tych obszarach nauczanie Kościoła, gdyż właśnie oni są nadzieją na lepszą przyszłość.

„Kościół powinien próbować znaleźć kreatywne sposoby wychodzenia do ludzi wszędzie tam, gdzie czują się oni komfortowo i gdzie prowadzą życie towarzyskie: w barach, kawiarniach, parkach, siłowniach, stadionach i innych popularnych ośrodkach kulturalnych”. No nie wiem… dość regularnie odwiedzam siłownię, ale czy chciałbym tam słuchać kazań? A tak poważnie: w pierwszych zdaniach rozdziału 13. – „Preferowane miejsca” – do głosu doszli chyba w zbyt dużym stopniu zwolennicy czegoś, co określiłbym jako „nowoczesne formy ewangelizacji”, tj. religijnych happeningów w przestrzeni publicznej. Niestety, jak to zwykle przy okazji takich inicjatyw bywa, poza listą miejsc, w których Kościół powinien działać, nie znajdziemy tu żadnej próby wskazania, jakie skutki miałaby przynieść taka ewangelizacja, jakichkolwiek statystyk, argumentów czy chociażby przykładów potwierdzających jej skuteczność. Dalej: „chcielibyśmy widzieć Kościół, który jest dostępny dzięki mediom społecznościowym oraz innym przestrzeniom cyfrowym tak, aby łatwiej i skuteczniej informować o Kościele i jego nauczaniu, oraz by pogłębiać formację młodego człowieka” – cóż, zapraszam na adeste.org ;). Ten drobny żarcik można jednak częściowo potraktować serio, gdyż w internecie naprawdę nie brakuje wartościowych treści katolickich – i to zarówno posiadających imprimatur, tworzonych przy współudziale hierarchii Kościoła, jak i przygotowywanych oddolnie przez wiernych (tak jak np. nasz miesięcznik, ale i wiele innych blogów, vlogów, stron facebookowych czy portali zarówno polskich. jak i zagranicznych, w większości tworzonych specjalnie z myślą o młodzieży). Bardziej uzasadnionym wnioskiem jest więc ten z rozdziału 4.: „Potrzeba formować młodych ludzi w zakresie tego, jak żyć w przestrzeni cyfrowej, gdyż nieodpowiedzialne korzystanie z nowoczesnych technologii faktycznie źle wpływa na rozwój intelektualny i emocjonalny człowieka, a to przekłada się na ogólny kryzys osobowościowy”.

Reasumując: wśród młodych na całym świecie częste są trudności związane z niezrozumieniem nauczania Kościoła i jego roli w świecie, szczególnie w obszarach dotyczących powołania i istoty ludzkiego życia. Z tymi problemami często współistnieją kłopoty związane z niewłaściwym odczytaniem powołania, życiowym pogubieniem, a nade wszystko – brakiem pokory i roszczeniową postawą wobec świata. Jeśli można coś tu dodać to to, że nie są to problemy tylko młodych – niemniej rzadkie są one również wśród osób dorosłych, a nawet starszych.

Dokument presynodalny „Młodzi ludzie, wiara i rozeznanie powołania” rzeczywiście – zgodnie z założeniami – dostarcza wielu informacji na temat problemów duszpasterskich obecnych wśród współczesnej młodzieży, a związanych z tematem powołania i odnajdywania swojego miejsca w Kościele. W wielu miejscach są one wskazane explicite, w innych z kolei – zapewne niezgodnie z zamierzeniami – treść i język zdradza ich występowanie wśród samych autorów. I może właśnie dlatego dobrze, że ten dokument powstał w takim kształcie – dostarcza on wielu informacji, które należy umieć właściwie zinterpretować i odczytać w duchu wierności Ewangelii. To już jednak zadanie biskupów – delegatów na jesienny synod, w którym zdecydowanie powinniśmy ich wesprzeć modlitwą, gdyż od ich pracy będzie zależała przyszłość Kościoła.

Jeśli w powyższym tekście znajduje się jakiekolwiek stwierdzenie sprzeczne z nauką Kościoła Katolickiego, natychmiast je odwołuję.

*Cytaty z konstytucji „Gaudium et Spes” pochodzą ze strony http://www.nonpossumus.pl/encykliki/sobor_II/gaudium_et_spes/index.php

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.