Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Wiara utracona, czyli dlaczego nie wszyscy wierzymy?

magazine cover

pixabay.com

Zastanawiam się, jak wiele osób dzisiaj identyfikuje się z jakąkolwiek religią. W co wierzą, dlaczego wierzą, po co im wiara. Nie są to pytania proste, ale niezwykle ważne. Możemy jednak znaleźć na nie odpowiedź. Tylko jak wygląda sam proces utraty wiary?

Pew Research Center (USA) przeprowadziło w połowie bieżącego roku badania, których tematem była identyfikacja religijna. W 106 krajach świata zadano ludziom cztery pytania: czy wierzą, czy modlą się codziennie, czy uczestniczą w obrzędach religijnych przynajmniej raz w tygodniu i czy wiara jest dla nich ważna w życiu. Respondentów podzielono na dwie grupy: do 40 roku życia i po 40 roku życia. W Polsce zapytano ok. 1500 osób. Około 93% badanych zadeklarowało się jako osoby wierzące, 42% przyznało, że co tydzień uczestniczy w obrzędach religijnych, a odpowiednio 29% i 30% stwierdziło, że modli się codziennie i że religia jest bardzo ważna w ich życiu.

Pod względem pierwszych dwóch kwestii, Polska znajduje się powyżej „średniej światowej”. Co do trzeciej, na świecie codziennie modli się o 20 punktów procentowych respondentów więcej, a co do czwartej – aż o 24 punkty procentowe więcej. Przechodząc jednak na nasz grunt, według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, liczba dominicantes w 2016 r. (w porównaniu z rokiem 1980) spadła o 15 punktów procentowych i wówczas znajdowała się na poziomie 36%, a liczba communicantes wzrosła z 7% do 16%. To oznacza, że wiernych mamy mniej, ale… są chyba bardziej świadomi.

Skąd spadki?

Nie myślmy, że problem nas nie dotyczy. Każdy ma w swoim otoczeniu ludzi deklarujących się jako ateiści czy agnostycy. Wielu z nich nie identyfikuje się z religią, ponieważ uznają, że nie jest w ich życiu potrzebna, a wręcz przysparza dodatkowych obowiązków.

W Europie możemy mówić o sekularyzacji w tym znaczeniu, że zmniejsza się liczba osób przypisanych do konkretnej grupy religijnej. Coraz częściej praktykowanie wiary wiąże się więc z poszukiwaniem doświadczeń mistycznych poprzez kontakt np. z ezoteryką. Nie ma zidentyfikowanych grup, a wręcz przeciwnie – te, które się tworzą, kładą duży nacisk na osobiste doświadczenie Absolutu czy w ogóle jakiegokolwiek wymiaru nadprzyrodzonego.

To bardzo wygodne w tym sensie, że nie wiąże się z obowiązkiem podejmowania określonych praktyk, które narzucają nie tylko wielkie religie (chrześcijaństwo, judaizm czy islam), ale też te mniej popularne w Europie, a zwłaszcza w Polsce, jak hinduizm, bądź systemy religijno-filozoficzne, jak buddyzm. Z drugiej strony zauważamy przecież, nawet na gruncie polskim, wzrost liczebny wspólnot dość małych, często kilkunastoosobowych, które doświadczenie nadprzyrodzone traktują jako pewien dodatek do życia osobistego czy zawodowego. Zauważalny jest wzrost – powolny, ale jednak – ilości grup ludzi wierzących w możliwość osiągnięcia szczęścia i zadowolenia w wymiarze nadprzyrodzonym.

Konsumpcjonizm i hedonizm

Te dwa pojęcia wymagają zdefiniowania. Pierwsze, według Słownika języka polskiego PWN to „nadmierne przywiązywanie wagi do zdobywania dóbr materialnych”, a drugie – „doktryna etyczna uznająca rozkosz bądź unikanie przykrości za najwyższe lub jedyne dobro i cel życia” albo „postawa wynikająca z tej doktryny”. Wobec tego przedkładanie spraw materialnych spłyca wymiar religijności człowieka. Nie liczy się duchowe przeżywanie wydarzeń religijnych (jak święta Narodzenia Pańskiego czy Zmartwychwstania), ale tradycyjnie praktykuje się pewne rytuały, aby zadowolić samego siebie i otoczenie, ponieważ jest to z reguły dobrze widziane. To jest zauważalne szczególnie w gronie katolików, których w Polsce – teoretycznie – jest około 90% populacji krajowej. Hedonizm jest jeszcze bardziej radykalną, trudniejszą „w leczeniu” postawą. Nie tylko sprawia on, że człowiek zatraca najważniejszy sens rytmu praktykowania wiary poprzez unikanie wymiaru duchowego w ich przeżywaniu, ale wręcz doprowadza do porzucenia go, ponieważ hedonista traktuje religię jako przykry obowiązek. Dlatego też, gdy tylko istnieje możliwość, porzuca ją – nawet nieświadomie! – aby w pełni oddać się korzystaniu z przyjemności życia.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że my sami w naszym praktykowaniu religii często jesteśmy hedonistami. To każdy grzech ciężki czyni nas nimi. Nie trzeba przecież identyfikować siebie samego jako hedonistę, aby w praktyce nim być. To smutne, że wielu katolików uznaje się za dobrych wyznawców religii chrześcijańskiej, gdy tymczasem wewnątrz są pustyniami duchowymi.

Orzeźwienie

Karl Rahner powiedział, że „chrześcijanin przyszłości albo będzie mistykiem, albo go w ogóle nie będzie”. Miał rację! My, dzisiejsi chrześcijanie, mamy w sobie niezwykłe bogactwo ducha, najgłębsze warstwy naszej duszy są mieszkaniem Boga – i co z tym robimy? Przechodzimy obok, bo boimy się wykonać jakikolwiek krok naprzód albo wywiera się na nas taką presję, że sami przestajemy wierzyć w jakiekolwiek prawdy chrześcijańskie, sądząc, iż są one przestarzałą i dobrą dla ciemnych mas ułudą.

Uważając się za panów własnego życia, nie czujemy potrzeby zadbania o życie wieczne. Dzisiejszego bezwyznaniowca nie pociągnie ku niebu wizja zbawienia, zupełnego zjednoczenia się z Bogiem. „Bóg nie jest wartością samą w sobie” – mógłby powiedzieć jakikolwiek ateista.

Najlepszą więc cząstką życia chrześcijanina, katolika jest ta świadomość, że może uchwycić Boga w samym sobie. Musi zmaleć liczba chrześcijan. Liczy się przecież jakość, a nie ilość. Musimy znowu pokazać, że ta wiara, którą wyznajemy, wymaga właśnie heroicznego oparcia się światu, że to jest jej siła. To znaczy, że, jak mówił św. Jan Paweł II, „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”. I to doświadczenie trudu trzeba rozwinąć. Trud, praca, krew, pot i łzy są czynnikami, które zbliżają człowieka do Boga. Bo Bóg chrześcijański, jako jedyny, poznał smak cierpienia. Poznał człowieka, bo Sam jest, w drugiej Osobie Trójcy Świętej, Człowiekiem. Jeśli to do mnie czy do ciebie dociera, to nie musisz wychodzić na ulicę, żeby o tym mówić. Nie musisz przecież mieć daru uzdrawiania chorych czy wskrzeszania umarłych. Owszem, jeśli to masz, jeśli chcesz, możesz to wykorzystać. Nasze zadanie polega jednak na tym, żeby w ciszy i skupieniu wypełniać Boże Prawo, a dzięki temu – stawać się przykładem dla otoczenia.

Nasza wiara nie może być wiarą traconą, bo stanie się wiarą utraconą. W pewnym sensie już nią jest, jeśli tylko chodzimy do kościoła co niedzielę czy spowiadamy się raz do roku. Tu jest właśnie wymagany ten heroizm, żeby podjąć coś więcej, pokazać samemu sobie, że stać mnie na pewien trud dla Jezusa, dla mojego zbawienia. Dla podtrzymywania obecności Bożej w moim życiu.

Problem wiary dotyczy nas wszystkich. Powiedzmy sobie szczerze – to jest problem. Wymaga skupienia i pracy nad nim, bo inaczej wiara staje się dodatkiem, łańcuchem na choinkę i opłatkiem czy święconką w kwietniu. A chodzi o to, żebyśmy pod tymi cennymi znakami, przekazanymi nam przez tradycję, mogli dostrzec pewien uniwersalny Powód, dla którego się gromadzimy we wspólnocie. Tym Powodem jest Chrystus.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.