Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Ocalic ten kruchy adwent!

magazine cover

pixabay.com

Powiedzmy sobie na początku: wszyscy potrzebujemy Adwentu. Jest on konieczny nie tylko jako okres liturgiczny przygotowujący nas do przeżycia Bożego Narodzenia – ale również jako naturalny czas oczekiwania, ćwiczenia cierpliwości, zatrzymania się, by wsłuchać się w kroki przychodzącego Pana… na pewno przychodzącego?

Tak samo, jak pierwotnie wpisane w rytm życia człowieka jest świętowanie, tak samo konieczne pozostaje odpowiednie do niego przygotowanie. Współczesna kultura kusi jednak ofertą nieprzerwanej zabawy, w której nie ma miejsca na jasno rozgraniczone okresy powstrzymywania się od rozrywki. Widać to chociażby w powszechnym niezrozumieniu pokutnego charakteru piątku, lecz wcześniej czy później pojawia się refleksja, że każdy potrzebuje odpoczynku i wytchnienia – nie tylko fizycznego, ale także duchowego.

Nie wszystko tak oczywiste

Skomplikujmy jednak trochę tę sprawę. Najbardziej czytelnym przykładem schematu przygotowanie-świętowanie jest w ciągu roku liturgicznego Wielki Post trwający 40 dni i następujący po nim okres wielkanocny, który liczy 50 dni. Daje nam jeden wielki Okres Paschalny z długim przygotowaniem, kulminacją podczas Triduum Paschalnego i jeszcze dłuższym czasem radości paschalnej zwieńczonej Zesłaniem Ducha Świętego. To układ logiczny, odpowiednio długi, co roku oparty na podobnym schemacie, z typowym procesem uczuciowym: od pokuty i smutku, przez oczyszczenie, aż po wybuch radości wyrażony świętowaniem.

Adwent to nie jest „mały Wielki Post”. Nie da się stworzyć analogii pomiędzy tymi okresami liturgicznymi czy pomiędzy świętami, które one poprzedzają – nawet jeśli istnieją jakieś podobieństwa, to są one raczej pozorne. Przede wszystkim Adwent jest niezwykle intrygującym okresem, bo przygotowuje nas nie tylko na coroczną pamiątkę narodzenia Jezusa Chrystusa w betlejemskiej szopie, ale i na paruzję, czyli powtórne przyjście Zbawiciela na końcu czasów. Nawet proporcje kalendarzowe wskazują wyraźnie, gdzie leży silniejszy akcent: bezpośrednie przygotowanie do Świąt Bożego Narodzenia to jedynie ostatni tydzień, natomiast liturgia pierwszej części nic nie mówi o Świętach. Mamy więc do czynienia z przygotowaniem nie tylko do wydarzeń wspominanych 25 grudnia, ale ze spoglądaniem dalej, ku nikomu nieznanej dacie paruzji.

Nadchodzi i jest zarazem

Adwent jest niezwykły, bo zawiera w sobie element oczekiwania, przygotowania i przychodzenia; sam wyraz adventus oznacza po łacinie właśnie przychodzenie – czyli nie tylko przygotowujemy się na przyjście Pana, ale widzimy Jego obecność już teraz! To paradoksalne i pozornie nielogiczne – ale przecież wiara chrześcijańska właśnie taka jest. Dla lepszego zobrazowania można to porównać z okresem narzeczeństwa, gdy młodzi ludzie nie mogą się doczekać dnia ślubu i z radością się do niego przygotowują – ale przecież jednocześnie już cieszą się swoją wzajemną obecnością. Jeszcze trafniejsza wydaje się analogia z kobietą w ciąży: rodzice oczekują przyjścia na świat dziecka, ciesząc się zarazem, że ono już jest, żyje, można je poczuć, dostrzec oznaki jego życia, wciąż jednak ukrytego, niedostępnego w pełni.

Skoro więc Pan przychodzi i Jego przychodzenie już trwa, to słusznie Adwent nazywany jest okresem radosnego oczekiwania. Znów wraca różnica wobec Wielkiego Postu, który w naturalny sposób jest czasem pokuty, wyrzeczenia oraz postu. Liturgia nas tu trochę „oszukuje”, wprowadzając dla obu tych okresów w ciągu roku taki sam kolor szat liturgicznych (a więc element wprost rzucający się w oczy, namacalny) – fiolet. Mądrze by było te dwa fiolety jednak od siebie odróżniać i zauważać różne odcienie tego koloru: ciemniejszy (wielkopostny) i jaśniejszy (adwentowy) – zresztą od dawna postuluje się wprowadzenie na okres przygotowania do Bożego Narodzenia koloru niebieskiego, którego symbolika pomogłaby nieco w lepszym rozumieniu tego czasu w sensie teologicznym.

Nazywamy Adwent okresem radości, przestrzegamy przed traktowaniem go jako „małego Wielkiego Postu” i często przy takiej okazji pojawia się konkluzja: czyli można w Adwencie chodzić na dyskoteki, uczestniczyć w zabawach, skoro to czas radości, a nie smutku… Owszem, to prawda, ale chrześcijańska radość zna też potrzebę spokoju oraz wyciszenia, umie się cieszyć bez hałasu i krzykliwości. Gdy powrócimy do analogii z matką oczekującą narodzin dziecka, każdy przecież przyzna, że powinna ona w tym czasie właśnie szczególnie uważać na siebie, nie wykonywać gwałtownych ruchów, unikać hałasu, raczej magazynować swoje siły i umieć „usiedzieć w miejscu” ze względu na troskę o swoje dziecko. To nie ma jednak nic wspólnego ze smutkiem, wręcz przeciwnie.

Cierpliwość

Adwent to również szkoła cierpliwości – wyjątkowo potrzebna dziś, gdy świat kusi natychmiastowością, niezważaniem na kalendarz i wyznaczany przez niego rytm roku. Kolędy sączą się z głośników na długo przed Bożym Narodzeniem, nie tylko w ramach nauki śpiewu. W szkołach, biurach organizuje się przez cały grudzień „wigilie”, tak jakby spotkania bożonarodzeniowego nie można było zrobić w okresie świątecznym (czyli, uwzględniając tradycję, choćby i przez cały styczeń). Tymczasem „okres świąteczny” zaczyna się w otaczającym świecie na długo przed Świętami i „atakuje” nas na ulicach, w reklamach, o galeriach handlowych nie wspominając.

Nawet w kościołach można spotkać się z podobnym brakiem cierpliwości. Tuż obok ołtarza, na środku, drabina z Dzieciątkiem Jezus schodząca prosto do żłóbka, żebyśmy nie mieli wątpliwości, który aspekt Adwentu jest najistotniejszy. Chaos w doborze pieśni liturgicznych i śpiewanie od pierwszej niedzieli tego okresu o tym, jak „Archanioł Boży Gabryjel zwiastował…”, codzienne roraty na biało ze śpiewem „Chwała na wysokości Bogu”. Można się pogubić w adwentowym porządku!

Adwentowa checklista

Na pewno każdy z nas słyszał o kalendarzu adwentowym – większość prawdopodobnie pamięta jeszcze z dzieciństwa takie ze schowaną pod każdą datą czekoladką. Odliczały one dni najczęściej do przyjścia Świętego Mikołaja, bo przecież o to chodzi w Bożym Narodzeniu, prawda? Dzisiaj również można kupić takie kalendarze w wielu sklepach. Zdarza się, że nie widnieje na nich postać Świętego Mikołaja, lecz ozdabiają je neutralne wzory przeróżnych gwiazdek, ewentualnie reniferów (są nawet takie z kosmetykami!), żeby nie dyskryminować osób przeżywających Święta bez odniesień religijnych.

Patrząc jednak poważnie, dobry kalendarz adwentowy to naprawdę świetny pomysł! Adwent jest tak krótki (to najkrótszy okres liturgiczny w ciągu roku, trwa niecałe cztery tygodnie), że w ferworze rzeczywistych przygotowań do Świąt można go zwyczajnie przegapić. W zależności od swoich potrzeb, możliwości i sytuacji życiowej – chociażby w Internecie – warto poszukać inspiracji do stworzenia osobistego (oraz pożytecznego) kalendarza adwentowego. To mogą być drobne zadania na każdy dzień, konkretne intencje modlitewne, dyscyplinowanie swoich praktyk religijnych. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie kalendarza adwentowego bez czekoladek, to może, na przykład w ramach budowy wieńca adwentowego, każdą kolejną niedzielę uczcić odpowiednim smakołykiem. Czemu nie?

Z własnego doświadczenia przywołać mogę nasz zeszłoroczny kalendarz, przeznaczony głównie dla naszych małych dzieci. Polegał on na budowaniu przez cały grudzień dużej szopki poprzez wklejanie i dostawianie kolejnych elementów, które wiązały się z różnymi niewielkimi zadaniami. To był naprawdę wspaniały czas, z którego skorzystałem również i ja jako towarzyszący ich wykonywaniu rodzic. Jeśli ktoś nie ma dzieci, to po pierwsze, będzie potrzebował mniej pracy przy takim kalendarzu, a po drugie, będzie mógł dzięki jego założeniom lepiej zrealizować swoje indywidualne potrzeby.


Całe nasze życie jest adwentem, czy jesteśmy wierzący, czy niewierzący – ciągle na coś czekamy, przygotowujemy się, a jednocześnie uczymy się przeżywać to, co mamy już dziś, odpowiednio zauważając to i odpowiednio doceniając. Dla chrześcijanina zaś Adwent to niezwykle intensywny czas skupienia na tajemnicy Odkupienia, która się wydarzyła, uobecnia każdego dnia i dopełni na końcu czasów.

Dlatego Adwent jest synonimem nadziei: nie daremnym oczekiwaniem na jakiegoś bezosobowego boga, lecz konkretną i niezawodną ufnością w powrót Tego, który już raz do nas przyszedł, »Oblubieńca«, który swoją krwią przypieczętował zawarte z ludzkością wieczne przymierze. Jest to nadzieja, która pobudza do czujności, cnoty wyróżniającej ten szczególny okres liturgiczny. Do czujności w modlitwie, ożywianej pełnym miłości oczekiwaniem; czujności wyrażającej się w dynamice konkretnej miłości, której towarzyszy. Z takimi uczuciami wspólnota chrześcijańska wchodzi w czas Adwentu, zachowując duchową czujność, aby lepiej przyswoić sobie przesłanie słowa Bożego

Jan Paweł II, Rozważanie przed modlitwą Anioł Pański, 2.12.2001 r.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Mąż i tata. Nauczyciel religii. Organista i dyrygent. Bloger, webmaster, publicysta. Pochłaniacz kawy, książek i seriali.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.