Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Praca, Kościół, libertarianizm

magazine cover

pixabay.com

Kiedy Bóg stworzył człowieka, rozkazał mu, aby „czynił sobie ziemię poddaną”. Sens naszego bytowania na ziemi polega między innymi właśnie na wykonywaniu tego zadania – na panowaniu nad ziemią. To nie przypadek, że Jezus w swoich metaforach często przywoływał przykład ludzi, którym powierzono wykonanie pewnej pracy. Panujemy nad ziemią i nad całym stworzeniem w imię Boga, otrzymaliśmy je w dzierżawę. Z tego powodu ludzka władza nad ziemią obarczona jest odpowiedzialnością moralną.

Panujemy nad światem nie tylko po to, aby ułatwić sobie życie, ale też dlatego, abyśmy niejako kontynuowali Boskie dzieło stworzenia. Sam fakt, że Bóg powierzył człowiekowi taką odpowiedzialność, wskazuje na ogromną godność człowieka; godność, z którą powiązana jest odpowiedzialność, a która realizowana jest poprzez pracę. Bo działaniem swoich rąk czynimy sobie ziemię poddaną. Najlepiej to widać w rolnictwie, które jest podstawowym zajęciem człowieka, choć dotyczy to właściwie każdej działalności ludzkiej.

Kwestia pracy należy do najważniejszych aspektów ludzkiego życia. Za wykonywanie obowiązków zawodowych ponosimy odpowiedzialność moralną i przed samym Bogiem. Dlatego Kościół nie może pozostać obojętny na pracę ludzką, na zagadnienia związane z życiem człowieka pracującego.

Praca jednak wiąże się z trudnościami, sama w sobie bywa obciążeniem. Pamiętajmy też, że wysiłek związany z pracą jest karą, którą ludzkość ściągnęła na siebie jako następstwo grzechu pierworodnego. Przypomnijmy sobie, co Bóg mówił do Adama: „Przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał z niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!”.

Widzimy tutaj, z jak silnym napięciem wiąże się zagadnienie pracy. Z jednej strony jest ona instrumentem władzy człowieka nad wszelkim stworzeniem; władzy, jaką powierzył człowiekowi sam Bóg. W tym kontekście człowiek pracujący ma godność królewską. Z drugiej zaś nie sama praca, lecz trud, jaki odczuwamy, słabość naszego ciała i opór stworzenia – to wymierzenie kary wobec ludzkości. Człowiek pracujący jest w tym samym czasie i królem, i skazańcem.

Wyzwanie libertarianizmu

Kościół musi się pochylać nad kwestią pracy ludzkiej i człowieka pracującego. Dzisiaj bardzo popularną ideologią wśród pewnej części młodych katolików stał się libertarianizm. Ta ideologia pochodzi ze świata protestanckiego, anglosaskiego i nie ma wiele wspólnego z duchem europejskim i katolickim, w tym również polskim – jest to owoc obcej dla naszego środowiska kulturowego tradycji myślowej. Dlaczego jednak stała się ona tak bardzo popularna wśród młodych polskich katolików (i w ogóle młodych katolików europejskich)? Widzę ku temu dwa główne powody. Pierwszym z nich jest amerykanizacja naszego społeczeństwa. Prawie każdy młody człowiek posługuje się dziś językiem angielskim. Oprócz amerykańskich filmów, muzyki i całej kultury popularnej, która przybliża nas do tamtejszego sposobu życia i postrzegania świata, młodzi ludzie zainteresowani polityką i kwestiami społecznymi szukają informacji przede wszystkim w mediach anglojęzycznych. To już nie te czasy, kiedy czytało się literaturę niemieckich i francuskich myślicieli. Teraz karmimy się uproszczonymi artykułami, blogami i vlogami z drugiej strony Oceanu Atlantyckiego, a europejska tradycja myślowa staje się słabiej dostępna – z powodu bariery językowej, ale i dlatego, że młode pokolenie coraz mniej lubi pochylać się nad książką; to dźwięk i obraz stały się narzędziami przekazywania informacji i opinii.

Drugim powodem jest doświadczenie komunizmu oraz jego przeżytki. Młody człowiek spotyka się dzisiaj z wieloma absurdalnymi pozostałościami systemu komunistycznego, szczególnie w biurokracji. Ten system się nie sprawdził: głosząc wyzwolenie dla robotników, upokorzył przede wszystkim właśnie człowieka pracującego i doprowadził gospodarkę do ruiny wszędzie tam, gdzie panował. Pozostały po nim te absurdalne przeżytki, nie tylko w przepisach i sposobie działania niektórych instytucji państwowych, ale również w myśleniu starszego pokolenia, któremu ciężko dostosować się do nowoczesnych realiów. Taka sytuacja wśród młodych powoduje złość, a odpowiedzią na skrajność jest zazwyczaj inna skrajność.

Mitologizacja własności prywatnej oraz pogarda wobec podatków i „państwa opiekuńczego” to reakcje zbuntowanego młodego pokolenia. I choć Kościół katolicki zawsze stał na pierwszej linii frontu przeciwko socjalizmowi, to dzisiejsze pokolenie młodych katolików-libertarian zazwyczaj socjalizmem określa każdy przejaw ingerencji państwa w życie gospodarcze. Często z iluzją, że tę krytykę kieruje w zgodzie z tradycyjnym nauczaniem Kościoła. Co więcej, zdarzało mi się słyszeć opinie, że właściciel firmy prywatnej ma prawo kiedykolwiek i z jakiegokolwiek powodu zwolnić pracownika, bo „to przecież jego firma”.

Taka i podobne opinie nie mają nic wspólnego z chrześcijańską moralnością i nauczaniem o godności człowieka, w tym człowieka pracującego. Zapomina się dzisiaj, że Kościół sprzeciwia się nie tylko socjalizmowi, lecz również niepohamowanemu kapitalizmowi. Fakt, że Kościół a priori potępił socjalizm, a nie wypowiadał się tak jasno na temat systemu wolnorynkowego nie oznacza, że opowiada się za czystym kapitalizmem, a tym bardziej za jego libertariańską wersją. Kościół odrzuca każdy system ekonomiczny, który przedkłada materię nad człowieka. Napięcie pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem jest napięciem pomiędzy dwiema stronami tej samej monety, bo ani jeden, ani drugi system nie mają w centrum swojego zainteresowania człowieka i jego godności. Dla jednego i drugiego systemu ważniejsze jest „mieć” niż „być”. I to pomimo opowiadania bajek o ziemskim raju, do jakiego mają doprowadzić zniesienie własności prywatnej czy podatków.

Inspirujmy się własną tradycją

W dzisiejszym czasie warto przypomnieć nauczanie społeczne Kościoła, szczególnie w kontekście pracy ludzkiej. W Polsce istnieje przepiękne dziedzictwo Solidarności, nad którym warto by się pochylić również w kontekście ideowym, zamiast pustego obchodzenia kolejnych rocznic. Dziedzictwem Solidarności jest nie tylko wolna Polska. Problem polega na tym, że dzisiaj wielu Polaków wykorzystuje fenomen Solidarności dla uzasadnienia własnych przekonań politycznych. Sposób myślenia jest następujący: mieliśmy Solidarność, obaliliśmy komunizm i to nas zobowiązuje do tego i tego kierunku politycznego. Natomiast obalenie komunizmu to pewien fakt historyczny, który jest bez wątpienia w dużym stopniu zasługą Solidarności. Natomiast większym wyzwaniem jest dzisiaj zastanowienie się nad tym, co do Solidarności doprowadziło, czyli jaka myśl Solidarność ukształtowała. Tutaj podzielam przekonanie, że Solidarność jest ostatecznym owocem wieloletniej pracy Kościoła katolickiego w Polsce w duchu katolickiego nauczania społecznego i wytrwałego kształtowania społeczeństwa polskiego w tymże duchu. Kamieniem węgielnym jest tutaj teologia pracy prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz papieża Jana Pawła II.

Nie mam tutaj wiele miejsca na opisywanie całej przebytej drogi. Zarysuję tylko krótki szkic podstawowych faz działania:

1) Sprzeciw kard. Stefana Wyszyńskiego wobec starań komunistów o mianowanie biskupów i innych dostojników kościelnych w 1953 r., którego konsekwencją było uwięzienie prymasa (1953-⁠1956 r.);

2) Śluby jasnogórskie narodu w 1956 r., Wielka Nowenna Tysiąclecia 1957-⁠1966 r. oraz obchody Millennium Chrztu Polski w 1966 r. (cały ten program był mocno nacechowany teologią pracy, a więcej na ten temat pisałem w artykule Program odnowy duchowej i moralnej narodu prymasa Stefana Wyszyńskiego, „Adeste”, nr 7, 2018);

3) Walka w obronie pracowników w latach 70. w postaci Kazań świętokrzyskich prymasa Wyszyńskiego i jego zabiegów w sprawie zmiany konstytucji i kodeksu pracy oraz działalność kardynała Wojtyły, przede wszystkim w kontekście środowiska robotniczego i górniczego (Nowa Huta, pielgrzymki górników do Piekar Śląskich itd.);

4) Pontyfikat św. Jana Pawła II i jego encykliki społeczne: Laborem exercens (1981 r.), Sollicitudo rei socialis (1987 r.) oraz Centesimus annus (1991 r.), a także jego pielgrzymki do Polski i społeczny wymiar wielu kazań wygłoszonych w tym czasie.

Niektóre wskazówki katolickiej nauki społecznej

Ta wytężona i skoordynowana praca leży u podstaw Solidarności i polskiej wolności w ogóle. Dlatego należy jej się przyjrzeć, starać się ją zrozumieć i czerpać z niej skarby, którymi Polska jest w stanie wzbogacić Europę i świat. Warto bliżej zapoznać się z tym, jak sprawy społeczne i kwestię robotniczą rozpatrywali prymas Wyszyński i św. Jan Paweł II, bo ich poglądy w tym zakresie były zawsze natchnione katolicką nauką społeczną. W tym artykule nie da się opisać wszystkich zagadnień związanych z tą kwestią. Chcę jednak przytoczyć kilka najważniejszych elementów katolickiego nauczania społecznego na temat pracy, ważnych dla obecnej dyskusji:

1) Personalistyczny wymiar pracy ludzkiej. System społeczno-ekonomiczny nie może być podporządkowany zyskowi. Centralne miejsce w porządku ekonomicznym musi zajmować człowiek. Nie jest prawdą, że zysk sam w sobie zawsze poprawia poziom życia wszystkich ludzi. Oczywiście, że rozwój gospodarczy jest ważny i że zysk tutaj odgrywa ważną rolę. Natomiast nie wystarczy zadowolić się wiarą w to, że generowanie zysku z automatu służy ludziom, więc wykorzystywanie pracownika staje się niejako moralnie usprawiedliwione. Praca musi służyć człowiekowi, pracownikowi. Pracodawca ma obowiązek opiekować się swoim podwładnym, tak samo jak pracownik ma obowiązek sumiennego wykonywania swoich obowiązków.

2) Wynagrodzenie rodzinne. Jednym z podstawowych praw pracownika jest sprawiedliwa zapłata za wykonaną pracę. Zatrzymanie wynagrodzenia robotnikom Kościół zalicza do grzechów wołających o pomstę do nieba. Zapłata nie jest jałmużną – ona należy się pracownikowi za wykonaną robotę. Nauczanie społeczne Kościoła idzie o krok dalej niż żądanie sprawiedliwego wynagrodzenia. Trzeba dążyć do wynagrodzenia rodzinnego, czyli uwzględniającego liczbę osób, które pracownik ma na utrzymaniu. Dwóch pracowników może wykonywać taką samą pracę i według kryteriów zapłaty sprawiedliwej powinni otrzymać takie samo wynagrodzenie. Natomiast jeśli jedna z tych osób żyje sama i pod dachem rodziców, a druga ma na utrzymaniu wielodzietną rodzinę, to dla pierwszej wynagrodzenie będzie dodatkowym luksusem, a dla drugiej może nie wystarczyć, aby zapewnić podstawowe rzeczy dla utrzymania rodziny. Pensja rodzinna ma zapobiec takim nierównościom i wzmocnić rodzinę.

3) Społeczny wymiar własności prywatnej. Własność prywatna jest naturalnym prawem człowieka. Wchodzimy w posiadanie dóbr materialnych na trzy główne sposoby: a) przez zajęcie czegoś, co dotychczas było niczyje; b) jako owoc własnej pracy; c) poprzez przeniesienie praw do posiadania rzeczy na inną osobę (dziedziczenie, podarunek, sprzedaż). Natomiast wszystko, co posiadamy, jest w ostatecznym rozrachunku własnością Boga. Musimy się więc posługiwać dobrami materialnymi zgodnie z zasadami sprawiedliwości i miłosierdzia. A te zasady nakazują m.in. nakarmić głodnego. Dlatego finansowanie opieki społecznej z podatków jest jak najbardziej zgodne z chrześcijańskim porządkiem moralnym. I to wcale nie znosi obowiązku jałmużny. Państwo może i powinno wykorzystywać swoje możliwości do tego, aby zapewnić zorganizowaną pomoc dla najuboższych. W wyjątkowych sytuacjach, takich jak wojna, klęski żywiołowe itp., państwo ma prawo użyć naszych dóbr materialnych, ale musi oddać je jednak z powrotem (lub ich równowartość), kiedy sytuacja wróci do normalnego stanu. Człowiek, który głoduje, ma prawo „ukraść” jedzenie, aby nakarmić siebie lub swoje dzieci. Taki czyn nie jest kradzieżą, bo dobra materialne muszą służyć wszystkim ludziom dla zabezpieczenia ich podstawowych potrzeb życiowych. Powoływanie się na prawo do własności prywatnej nawet w sytuacji, kiedy ktoś obok mnie głoduje, nie jest zgodne z porządkiem naturalnym. Wiara libertarian w odruchowe miłosierdzie ludzi, które nagle wyzwoliłoby się po zniesieniu „państwa opiekuńczego” i które miałoby doprowadzić do eliminacji ubóstwa, bo ludzie nagle zaczną sobie wzajemnie pomagać, należy do tych samych bajek, co komunistyczne wyobrażenia o raju na ziemi po zniesieniu własności prywatnej. Libertarianie zapominają o podstawowej prawdzie chrześcijańskiej antropologii – o słabości natury ludzkiej, która jest następstwem skłonności do zła wynikającej z grzechu pierworodnego. Zamknięcie się na drugiego człowieka nie jest skutkiem „państwa opiekuńczego”, lecz ludzkiego egoizmu.

4) Państwo jako pośredni pracodawca. Nauczanie społeczne Kościoła rozróżnia pracodawcę pośredniego i pracodawcę bezpośredniego. Pracodawcą bezpośrednim może być np. firma. Pracodawcą pośrednim jest natomiast państwo. Ono kształtuje warunki dla działalności gospodarczej, w tym zasady zatrudniania, oraz prawa i obowiązki pracowników i pracodawców. Państwo ma zarówno prawo, jak i obowiązek ingerowania w życie gospodarcze oraz w stosunki pomiędzy pracownikiem a pracodawcą bezpośrednim. Oczywiście to prawo musi być wykonywane z umiarem i główną motywacją musi być dobro wspólne. Jednak wyeliminowanie państwa z relacji pomiędzy pracownikiem a pracodawcą jest sprzeczne z nauczaniem społecznym Kościoła. Państwo musi wykorzystywać instrumenty, którymi tylko ono dysponuje, dla zabezpieczenia godności człowieka pracującego oraz dla polepszenia sytuacji gospodarczej i sprawiedliwości społecznej.

5) Solidaryzm społeczny. Katolicka nauka społeczna nie pojmuje społeczeństwa w kontekście walki klas – przeciwnie, przykazanie miłości bliźniego nakazuje wzajemny szacunek pomiędzy klasami społecznymi. Robotnik i pracodawca powinni razem starać się o dobro wspólne. Nie powinni oni walczyć jeden przeciwko drugiemu, lecz wspólnie starać się o polepszenie warunków pracy i dobrobytu zarówno pracownika, jak i całego zawodu. Świetnie to określił kard. Stefan Wyszyński w jednym ze swoich artykułów, które napisał jako młody ksiądz: „Do głosu dojść musi rodzina, Kościół, Państwo, zawód. Rodzina da społeczeństwu wychowanego obywatela, Kościół wpoi weń i w społeczeństwo głębokie poczucie godności obywatela-chrześcijanina i sprawiedliwości – miłością wzmocnionej, Państwo zabezpieczy mu warunki, umożliwiając osiągnięcie celów doczesnych i ostatecznych, zawód wytworzy atmosferę wzajemnej pomocy, współpracy i opieki. Nowy, trwały porządek społeczny utworzy nie walka, lecz solidarna współpraca”.

Zakończenie

To tylko niektóre z zasad katolickiej nauki społecznej na temat pracy. Nie da się w tym artykule szczegółowo omówić wszystkich kwestii. Ważne jest jednak, abyśmy czerpali z tego dziedzictwa, które kształtowało się w Kościele mierzącym się z wyzwaniami zmieniającej się w minionych dwóch stuleciach pozycji robotnika. Ważne jest, abyśmy czerpali z doświadczenia pokoleń, które żyły przed nami. Ważne jest również, abyśmy nie zapominali o dziedzictwie, które pozostawili nam św. Jan Paweł II i prymas Stefan Wyszyński. Nie odrzucajmy własnego dziedzictwa, szczególnie jeśli jest ono wartościowe i sprawdziło się w ciężkiej walce na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Jestem przekonany, że takie skarby mają większą wartość i łatwiejsze zastosowanie w naszym społeczeństwie niż porady radykalnych amerykańskich youtuberów. Szanujmy tradycję katolicką i polską, szukajmy inspiracji u sprawdzonych źródeł.

Na koniec jeszcze pragnę przytoczyć myśl prymasa Stefana Wyszyńskiego z kazania wygłoszonego w warszawskim kościele św. Krzyża 20 stycznia 1974 r.: „Powiecie dziś może: cóż to, prymas zamienił się w jakiegoś komunistę? – nie, ja jestem chrześcijańskim myślicielem społecznym, zajmującym się od dziesiątek lat tymi problemami. Od czterdziestu lat pracuję w tej właśnie dziedzinie naukowej i z zainteresowaniem śledzę rozwój polityki społecznej. Dlatego zdając sobie sprawę z sytuacji, lękam się, aby nie odrodził się u nas duch kapitalizmu, aby ustrój demokratyczny nie rządził się duchem kapitalistycznym, gdyż wówczas zepchnęłoby się człowieka na pozycję robota i oceniałoby się go tylko od strony jego zdolności produkcyjnej. (…) Pragnęlibyśmy ojczyznę naszą uwolnić od koszmaru nawrotu ducha kapitalistycznego, bo miał on swoje wielkie obciążenia moralne. Nie trzeba myśleć, że Kościół sprzyjał kapitalizmowi. Najlepszym świadectwem są wszystkie encykliki społeczne, nie tylko Leona XIII, Piusa XI czy Piusa XII, lecz chociażby ta, na którą się powołuję – Jana XXIII Pacem in terris i wcześniejsza Mater et Magistra. Kościół zawsze lękał się przerostu władania materii nad duchem i zawsze powtarzał za Chrystusem: »Nie samym chlebem żyje człowiek, ale wszelkim słowem, które pochodzi z ust Boga« (Mt 4,4). Zawsze przypomina, że Słowo ciałem się stało i żywi człowieka Bożym Ciałem”.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.