Większość społeczeństwa, zwłaszcza polskiego, uważa, że święta Bożego Narodzenia są najważniejsze w całym roku kalendarzowym. Niestety, współczesny świat kreuje obraz, w którym przekazuje nam, że Boże Narodzenie nie wiąże się z narodzinami Pana Jezusa w stajence betlejemskiej, a masową komercjalizacją, tradycją wzajemnego obdarowywania się prezentami oraz postępującą sekularyzacją.
Jeszcze nie tak dawno temu w bardzo wielu domach Boże Narodzenie wiązało się z oczekiwaniem na narodzenie Pana Jezusa jako Zbawiciela, który przyszedł na świat z łona Maryi, aby nas odkupić i zbawić – z niewoli zła i grzechu, zamykającego bramy do Królestwa Niebieskiego. Dzisiaj coraz bardziej obserwujemy zamazywanie się tej przepięknej treści poprzez maskowanie jej różnymi komercyjnymi produktami. Skuteczność przedświątecznej reklamy odciągnęła nasze umysły od tego, co prawdziwe, co powinno być istotne w tym szczególnym dla nas czasie.
Przedświąteczne zjawisko „owczego pędu”
Ledwo po skończonej uroczystości Wszystkich Świętych możemy zauważyć zmianę wystroju w hipermarketach. To sygnał, że zbliża się Boże Narodzenie. Już przy samym wejściu zauważa się przeróżnego rodzaju choinki, bombki i łańcuchy. Sklepowe półki wręcz uginają się od kolorowych ozdób. Bogaty wybór i reklama z gazetki sugerują, by wybrać się na zakupy do hipermarketu. Szczególnie możemy tu zaobserwować zjawisko „owczego pędu”. Przypatrujemy się temu, co kupują inni. Za moment wybieramy to samo. Kupujemy, nie myśląc czasem, ile dana rzecz kosztuje. Nie myśląc, czy będzie to pasować do wystroju naszego domu. Kupujemy, aby pochwalić się na święta znajomym, rodzinie, że jesteśmy na czasie ze świąteczną modą.
Sklepowa „magia świąt”
Hipermarkety tworzą atmosferę, która przez społeczeństwo została nazwana „magią świąt”. Nastrój ten zostaje odpowiednio dopracowany przez zmianę repertuaru muzycznego – z tradycyjnego na świąteczny. Z głośników radiowych zaczynamy słyszeć jeden z największych przebojów bożonarodzeniowych, śpiewany przez zespół Wham. Oczywiście chodzi tu o piosenkę Last Christmas. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że tekst tego singla nie ma prawie nic wspólnego z bożonarodzeniową kolędą słyszaną w kościele. Łatwo można się o tym przekonać, sprawdzając tłumaczenie tego utworu na stronach internetowych.
Większość zapewne zgodzi się ze mną, że codziennie słyszane zwrotki i powtarzający się refren piosenek świątecznych zaczyna dręczyć niejedną osobę, robiącą zakupy w hipermarkecie. Sama kilka lat temu szczególnie tego doświadczyłam podczas pracy w Carrefourze. Nie spędzałam tam na szczęście w tym okresie 8 godzin dziennie, ale wystarczyły mi 2 dni w tygodniu, aby poczuć irytację. Zaczęłam więc zadawać sobie pytanie, jak można w kółko puszczać to samo? Czy ludzie odpowiedzialni za zmianę repertuaru muzycznego widzą tego negatywne skutki? Słuchanie dzień po dniu, przez długi czas tej samej piosenki, doprowadza człowieka do zniechęcenia świętami Bożego Narodzenia. Gdzie w tym wszystkim jest umiar? Zamiast móc skosztować świąt w należyty sposób, spożywamy je z gorszym smakiem i jakością.
Sekularyzacja bożonarodzeniowej symboliki
Niejeden sprzedawca spotkał się z taką sytuacją, kiedy klient życzył sobie kartki świąteczne bez motywu religijnego. Możemy się domyślić, że królującym motywem jest m.in. choinka, przyozdobiona najrozmaitszymi świecidełkami. Fakt, że za sprawą św. Bonifacego choinka – jako małe, wiecznie zielone drzewko iglaste – stała się prawdziwym i niepowtarzalnym symbolem wiecznego Boga i Jezusa Chrystusa. W dzisiejszych czasach zapomniano o tej symbolice. Jednak nadal w naszej świadomości, kojarzona jest ze świętami Bożego Narodzenia. Stanowi element kluczowego przekazu w reklamie. Głównym celem jej obecności w dużych centrach handlowych czy na miejskich rynkach jest stworzenie odpowiedniego nastroju a także przyciągnięcie uwagi.
Kolejnym takim akcentem jest obraz świętego Mikołaja. Bardzo wielu z nas zapomniało lub co gorsza nie wie, że prawdziwy święty Mikołaj urodził się w Turcji na przełomie III i IV wieku. Obraz świętego Mikołaja, który rozpowszechniono obecnie, nie przypomina historycznej postaci, ubranej w biskupie szaty. To duży krasnal z długą brodą, który nigdy nie istniał w realnym świecie. Każdego roku staje się komercyjnym hitem. W bardzo umiejętny sposób potrafi zachęcić do kupowania drogich gadżetów na święta. Jego wizerunek jest masowo rozpowszechniany. Pojawia się na bombkach, słodyczach i innych produktach, które kupujemy na święta.
To bardzo smutne, w jaki sposób dajemy pole do działania sztucznej postaci z Laponii, wypierając bezkonkurencyjnie prawdziwego świętego z Miry. Kilka lat temu portal wiara.pl przeprowadził internetową akcję „Brońmy prawdziwego św. Mikołaja!”. Inicjatorzy mówili: „Chcemy, aby dzieci w Polsce wiedziały, że św. Mikołaj to nie żaden disneyowski krasnal mieszkający w Finlandii, jeżdżący saniami zaprzężonymi w renifery i wpadający przez komin, lecz biskup, który kierował się ewangeliczną zasadą dawania jałmużny i czynienia dobra bez rozgłosu”. Święty Mikołaj z Laponii jest „świętym komercji”, który w bezczelny sposób manipuluje społecznością poprzez reklamę, a święty Mikołaj z Miry to wielki święty, czczony przez Kościół katolicki i prawosławny. Za jego wstawiennictwem możemy poprosić o pomoc w każdej potrzebie.
Święta okiem polskiego społeczeństwa
W grudniu 2013 roku Centrum Badania Opinii społecznej przeprowadziło badanie – przeprowadzone metodą wywiadów bezpośrednich (face-to-face) wspomaganych komputerowo (CAPI) – związane ze świętami Bożego Narodzenia. Reprezentowaną grupą losową byli dorośli mieszkańcy Polski, których liczba wynosiła 910 osób. Zadawano pytania na temat wigilijnych zwyczajów oraz stosunku do świątecznych promocji.
Jedno z pytań odnosiło się do wprowadzania przez sklepy od początku listopada promocji świątecznych oraz zmiany wystroju. Dane zostały zestawione z badaniami przeprowadzonymi w 2005 roku. Spytano o opinie badanych obywateli, w której 72% stwierdziło, że święta dla większości ludzi to tylko zakupy, a nie przeżycie duchowe. W 2005 roku taką opinię miało o 21% mniej ankietowanych niż w 2013 roku. W kwestii atmosfery świątecznej 65% badanych obywateli stwierdziło, że trwa ona zbyt długo, przez co same święta, kiedy nadejdą, nie są już niczym wyjątkowym. W 2005 roku ten odsetek wynosił 53% badanych.
Ankietowani zgodzili się ze stwierdzeniem, że sklepy budują świąteczny i radosny nastrój oraz ożywiają szare listopadowe i grudniowe dni. W 2013 roku opinię taką wyraziło 59% badanych, a w 2005 roku liczba ta była o 3% większa. Grupa badawcza stwierdziła także, że wystrój i promocja przypomina ludziom o świętach odpowiednio wcześniej, dzięki czemu można się dobrze przygotować do świąt i zdążyć ze wszystkim na czas. Tego zdania było 48% procent testowanych w 2013 roku, a 58% w 2005 roku.
Świąteczna refleksja
Początkowo świąteczny klimat, podsycany przez różne hipermarkety, wprawia w pozytywny nastrój, powodując wzrost neuroprzekaźnika – dopaminy w mózgu, odpowiedzialnego za pozytywne uczucia. Jednak z czasem nasz umysł zaczyna odczuwać przesycenie, spowodowane ciągłym bombardowaniem tymi samymi obrazami. Potwierdzają to badania przeprowadzone wśród 910-osobowej grupy, które ukazują nam krytyczne skutki komercjalizacji w hipermarketach. Wśród polskiej społeczności panuje coraz większe niezadowolenie spowodowane tym zjawiskiem, które przyczynia się do negatywnego odbioru tego wielkiego święta. Odczuwając zażenowanie świątecznym klimatem, zadajemy sobie pytanie, czy rzeczywiście Boże Narodzenie ma wyglądać w ten sposób? Zaczynamy zastanawiać się nad jego prawdziwym sensem i znaczeniem. Do naszych myśli zaczyna wkraczać refleksja. Uświadamiamy sobie, że tak naprawdę święta nie muszą wyglądać w ten sposób. Nie liczy się wystrój, a ich prawdziwy sens, czyli spędzenie czasu w rodzinnym gronie – do którego, oczywiście, zaprosimy Pana Jezusa. Święta trwają zaledwie kilka dni i po tym czasie wszystkie ich akcenty znikają z naszego pola widzenia. Zazwyczaj wtedy większość z nas zapomina o całej tej atmosferze i o posiadanych gadżetach. Jedynie pamięć o Jezusie Chrystusie – bo to Jego uroczystość – powinna być nieprzerwana. On powinien być stale w naszych sercach i pamięci. To On jest z nami cały czas i wspiera na każdym kroku – bez względu na to, jakimi jesteśmy ludźmi!