adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo

To były wyjątkowe święta

„Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka”. Czy słowa anonimowej Starożytnej homilii na Świętą i Wielką Sobotę brzmiały w tym roku bardziej przejmująco niż zwykle?

W ostatnich dniach Wielkiego Tygodnia dzwoniliśmy i pisaliśmy do siebie, życząc „zdrowia przede wszystkim”, dodając później, że „to będą wyjątkowe święta”. Gdy chwilowo zabrakło nam tematów przy wielkanocnym stole czy też w czasie rozmowy przez Skype’a, wzdychaliśmy, że te święta są wyjątkowe.Zapewne to samo jesteśmy skłonni powiedzieć dziś, gdy, trwając w radości Oktawy Zmartwychwstania, powróciliśmy do naszych codziennych obowiązków. To były wyjątkowe święta – zupełnie inne niż te, do których się przyzwyczailiśmy.

Może właśnie to jest lekcją płynącą z tegorocznej Wielkiej Nocy? Jak wielu z nas zapomniało o tym, że do Triduum Paschalnego i uroczystości wielkanocnych nie wolno się przyzwyczaić? Może te „wyjątkowe” święta wyjdą nam na dobre, bo przypomną, że tak naprawdę każda Wielkanoc jest wyjątkowa? Przecież w historii świata nie wydarzyło się nic bardziej wyjątkowego, niż męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Kto wie, czy niezwykłość tegorocznych misteriów paschalnych nie pchnie nas do odkrycia na nowo niezwykłości Triduum Sacrum? A może poczynimy kolejny krok i na nowo uderzy nas niezwykłość mszy świętej, będącej przecież bezkrwawą realizacją tej samej krzyżowej Ofiary Jezusa, w której większość katolików od kilku tygodni nie może uczestniczyć?

Oczywiście nie oznacza to, że tegoroczne święta są w jakikolwiek sposób gorsze od przeszłych czy przyszłych. Przecież jak co roku mamy okazję pochylić się nad najważniejszymi wydarzeniami w historii zbawienia i od nas zależy, jak ją wykorzystujemy. Nie wiem, jak Wy, ale ja nigdy nie myślałem o tegorocznej Wielkanocy w jakoś diametralnie inny sposób niż zwykle. Nie miałem takiego poczucia, że to będą święta „mimo wszystko”, na dalszym planie, gdzieś obok epidemii koronawirusa. Nie, Wielkanoc jest centralnym punktem w roku i nic nie jest w stanie jej „odwołać” czy „przesunąć”. Nasi przodkowie świętowali ją podczas stanu wojennego, okupacji, powstań, wojen, prześladowań, zaraz czy jeszcze innych zawieruch, ale trudne wydarzenia nie odbierały obchodom ani odrobiny sensu i głębi. Radość zmartwychwstania i dobra nowina o zwycięstwie nad śmiercią, piekłem i szatanem jest bowiem niezmienna i wciąż aktualna. Na święta zawsze warto patrzeć jak na szansę, bo wtedy skupiamy się przede wszystkim na tym, żeby ją dobrze wykorzystać. A to, jak to zrobimy, zależy nie od wydarzeń na świecie, sytuacji społecznej i politycznej, a tylko i wyłącznie od nas.

To było niezwykłe Triduum także dla mnie. Niespodziewanie, w ostatniej chwili, załapałem się do mocno okrojonej służby liturgicznej, więc mogłem wziąć udział we wszystkich mszach i nabożeństwach tego świętego czasu. To wielka łaska. Po dobrych paru latach odświeżyłem sobie przebieg posługi przy ołtarzu w trakcie tych najważniejszych dni w roku liturgicznym. Po raz pierwszy w życiu pozwolono mi dotknąć kadzidła czy paschału podczas Wigilii Paschalnej; w obliczu epidemii okazało się, że Pan Bóg potrzebuje przy ołtarzu nawet moich dwóch lewych rąk. No i oczywiście po raz pierwszy przeżyłem Triduum przy niemal pustym kościele. Tym większą więc wdzięczność czuję za to, że słowa: „Patrzcie, tak mówi, grób ten pusty został! Pan z martwych powstał! Alleluja!” mogłem usłyszeć tak, jak zawsze – podczas mszy świętej w noc Zmartwychwstania.

Poza samym uczestnictwem w nabożeństwach wielkim darem była okazja przystąpienia do sakramentów. To akurat w mojej parafii było dość łatwe dla każdego, ale mam świadomość, że wielu katolików w Polsce – pewnie i pośród Was, czytających ten tekst – było tej możliwości pozbawionych. Jednocześnie, jak zawsze w takich sytuacjach, pojawiło się wiele dyskusji, opinii, a nierzadko niestety wzajemnej wrogości.

Odpowiedzialność nie jest rzeczą tak łatwą, jak czasem się nam wydaje. Oczywiście, jako społeczeństwo wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu odpowiedzialni za walkę z panującą obecnie zarazą i nieodpowiedzialne zachowania pojedynczych ludzi wiążą się w tym czasie z dużo większym ryzykiem niż zwykle. Jednocześnie jednak epidemia nie zwalnia nas od tej odpowiedzialności, którą dźwigamy na co dzień. Wciąż jesteśmy odpowiedzialni za swoje zbawienie, za swoich bliskich i relacje z nimi, za obowiązki służbowe, bezpieczeństwo, higienę, porządek i wszystko to, o co troszczymy się każdego dnia. Piekarze odpowiadają za zachowanie zaleceń epidemiologicznych w swoich piekarniach, ale przede wszystkim za upieczenie odpowiedniej ilości pieczywa, żeby ludzie mieli co zjeść na śniadanie. Pracownicy sklepów również odpowiadają za przestrzeganie tymczasowych obostrzeń, ale przede wszystkim za to, żebyśmy byli w stanie się zaopatrzyć w potrzebne produkty. Czemu więc tak trudno nam zrozumieć, że księża również nie zostali zwolnieni z odpowiedzialności za potrzeby duszpasterskie powierzonych sobie wiernych?

Nie można mieć do nikogo pretensji o to, że wypełnia swoje obowiązki. Niestety jednak w przypadku kapłanów jest to trudniejsze, ponieważ człowiek niewierzący (czy też „niepraktykujący”) nigdy nie zrozumie, czym dla wierzących są sakramenty – a one są dla nas ważniejsze niż pełne półki w sklepach. Zresztą, pozostając przy tej analogii: co by Was bardziej wkurzyło w supermarkecie – to, że na hali znajduje się kilka osób więcej, niż powinno, czy to, że nie da się kupić podstawowych produktów? Tak samo jest z kościołami, dlatego cieszę się, że w mojej parafii przez cały Wielki Tydzień można było w specjalnie wyznaczonym miejscu, z zachowaniem fizycznego dystansu, wyspowiadać się i w osobnej kaplicy (w pięcioosobowych grupkach) przyjąć Komunię Świętą. Istniała też okazja, by pomodlić się chwilę przed Najświętszym Sakramentem w Ciemnicy czy przy Grobie Pańskim, zachowując oczywiście obowiązujące limity. Jak dla mnie właśnie tak wygląda duszpasterska odpowiedzialność.

Zobacz też:   Pascha nova & vetera: Wyprowadzeni z niewoli

Nie zrozumcie mnie źle. Wiem, że jest dyspensa i brak uczestnictwa we mszy świętej w niedzielę nie jest w tym czasie grzechem. Niepójście do spowiedzi i Komunii Świętej jest czymś jak najbardziej zrozumiałym. Wiadomo też, że mamy mnóstwo transmisji nabożeństw w sieci i telewizji, a Kościół naucza o Komunii świętej duchowej oraz żalu doskonałym. Chodzi mi tylko o to, żeby nie przesadzać w drugą stronę, bo sytuacja naprawdę nie jest aż tak tragiczna, żeby nie dało się zorganizować w miarę swobodnego dostępu do sakramentów – chociażby tak, jak jest to w mojej parafii. Jeśli jest taka możliwość, nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystać – i wielu ludzi to czyni. Można również z niej nie skorzystać w obawie o własne zdrowie – i mnóstwo osób tak robi. Nie wiem, jak Wy, ale ja uważam, że ani do jednych, ani do drugich nie można mieć pretensji. Mamy wyjątkową sytuację i dyspensę, więc dopóki ona trwa, obejrzenie niedzielnej mszy świętej w telewizji jest w porządku – nawet, jeżeli w naszej parafii odprawia się co niedzielę czterdzieści sześć mszy świętych (pozdrawiam Mierzyno pod Szczecinem!). Jednocześnie, jeśli możemy przystąpić do sakramentów i robimy to przy zachowaniu rządowych zaleceń związanych z epidemią, to również jest w porządku. Księża umożliwiający w swoich parafiach dostęp do nich po prostu odpowiedzialnie wypełniają swoją posługę.

W ogóle epidemia po raz kolejny pokazała, jak wielki problem mamy z ósmym przykazaniem. Oczywiście to nic nowego, że odpowiedzialność za własne słowa nie jest szczególnie ceniona, ale nie oznacza to, że problem wolno bagatelizować. Oceniamy zbyt łatwo i zbyt szybko, na podstawie zbyt małej ilości informacji, pozwalając emocjom wziąć górę nad logiką i zbyt niechętnie przyznając się do błędu. Mierzymy się z sytuacją, z jaką nikt z nas się jeszcze nigdy nie spotkał, a nagle wszyscy zachowujemy się jak eksperci. Jest to złe przede wszystkim nie dlatego, że kogoś krzywdzi. Oczywiście, to też, ale jednak często osoba, na której się wyżywamy, siedząc przed telewizorem lub na Facebooku, nawet o tym nie wie lub w ogóle jej to nie obchodzi. Nie chodzi też o to, że nakręcając się, szkodzimy własnemu zdrowiu i relacjom z bliskimi, choć o tym też warto pamiętać. Najważniejsze jest to, że rzucając oskarżeniami i osądami, obniżamy i tak bardzo niski poziom debaty publicznej. Robiąc to w dobie kryzysu na pewno nie pomagamy go rozwiązać, wręcz przeciwnie. Nasze nieodpowiedzialne słowa mogą narobić więcej szkód, niż czyjeś nieodpowiedzialne zachowanie.

Tak, wielu się to może nie podobać, ale epidemia nie zdejmuje z nas z odpowiedzialności za nasze słowa i czyny. Nie zwalnia nas też z obowiązku trzeźwego osądu sytuacji, zrozumienia drugiego człowieka i sprawiedliwej oceny jego działań. Nikomu nie nadaje też przywileju nieomylności ani prawa do czucia się lepszym, niż „ci debile, którzy nie rozumieją powagi sytuacji” albo „ci idioci, którzy panikują, a przecież to prawie to samo, co zwykła grypa”. Mamy prawo być oburzeni na osoby łamiące zasady bezpieczeństwa i wręcz obowiązek je upominać. Jednocześnie żaden koronawirusek nie dał nam prawa do traktowania takich ludzi z wyższością, pogardą czy nienawiścią. Możemy chwalić lub krytykować poszczególne działania rządu, policji, mediów, biskupów czy kogo tam chcemy, mamy prawo o nich dyskutować i się spierać, ale nie wolno nam obrażać drugiego człowieka tylko dlatego, że akurat ma inne zdanie. Nie wolno nam zakładać czyjejś złej woli tylko z tego względu, że w naszej opinii się myli. Aż chciałoby się zaśpiewać razem z Kaczmarskim: „Chroń mnie Panie od pogardy, od nienawiści strzeż mnie Boże”.

To były wyjątkowe święta – inne niż to, do czego się przyzwyczailiśmy. Dały nam szansę inaczej spojrzeć na Triduum Paschalne i warto, abyśmy z tej szansy skorzystali. Wielu z nas nie mogło uczestniczyć osobiście w liturgii, ale nie ma się czym martwić. Triduum będzie również za rok i udział w celebracjach będzie wtedy smakował jak nigdy dotąd.

To jest wyjątkowy czas. Jest inny niż to, do czego przyzwyczaiło nas życie. Daje nam szansę na nowe spojrzenie na świat, ponowne zdefiniowanie wielu przyzwyczajeń i rzeczy, które do tej pory uważaliśmy za pewniki. Naprawdę, warto z tej szansy skorzystać.

A wy, o czym myśleliście w święta?

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.