adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Polonia Zawsze Wierna

Budzę się rano w albańskim raju

Nosi nas ostatnio w cyklu #PoloniaZawszeWierna po egzotycznych krajach, oj, nosi… Po wizycie w Mongolii tym razem wracamy do Europy, a konkretnie na jej południowy wschód. Albania powoli, bardzo powoli zyskuje status kraju, który bierze się pod uwagę, planując wakacje. Z jednej strony ma to sens – znajdziemy tam piękne plaże, jeziora, góry i ciekawe zabytki. Z drugiej strony wciąż mocne jest przekonanie, że Albania to państwo biedne, mocno doświadczone przez komunizm i niebezpieczne. Jak jest w rzeczywistości? O to pytałem moich kolejnych rozmówców.

Z grupą misjonarzy z Wolontariatu Misyjnego Salvator, którzy posługiwali na misjach w Albanii, rozmawiał Konrad Myszkowski.

KM: Na początku chciałbym zapytać, czym tak w ogóle jest Wolontariat Misyjny Salvator?

Wolontariat Misyjny Salvator to grupa ludzi w wieku 18-30 lat, głównie studentów, którzy mają poczucie, że wiarą należy się dzielić. Formalnie mamy kilka regionów w Polsce, a od niedawna także w Londynie. Celem wolontariatu, jak już wspomniałem, jest szerzenie wiary, ale także rozwój duchowy, budowanie społeczności i zbieranie środków, gdyż bez nich nie byłoby szans na wyjazdy misyjne.Średnio raz w miesiącu odbywają się spotkania regionalne, w czasie których planujemy zbiórki pieniędzy, modlimy się i integrujemy (grając w planszówki do późnych godzin nocnych). Trzy razy do roku organizowane są spotkania ogólnopolskie, a w czasie ostatniego z nich, w maju, ma miejsce obrzęd posłania na misje. Okres wakacji to czas wyjazdów. W ramach WMS-u funkcjonuje kilka grup, które zajmują się różnymi aspektami naszej działalności (muzyczna, fotograficzna, filmowa). Organizujemy również weekendowe warsztaty, w czasie których możemy rozwinąć swoje umiejętności. Grupa muzyczna nagrała w studiu płytę na upamiętnienie jednej z naszych wolontariuszek, Heleny Kmieć, która tragicznie zginęła w czasie pełnienia misji w Boliwii.

KM: Jednak creme de la creme są wyjazdy na misje?

Wyjazdy misyjne trwają od dwóch tygodni do nawet pół roku. Jeździmy do takich krajów jak Ukraina, Węgry czy Albania, ale także na Filipiny, do Zambii czy Izraela. Każda z misji ma swój specyficzny charakter, wynikający z terenu, charakteru wykonywanych zajęć oraz samejplacówki. Często organizujemy kolonie i półkolonie dla dzieci, lecz są też misje typowo medyczne (na przykład praca z niepełnosprawnymi), edukacyjne (prowadzenie zajęć w szkołach, ale i nauczanie dorosłych) oraz „projekty” budowlane. Większość misji prowadzimy poza granicami naszego kraju, jednak nie jest to regułą.

KM: Co przekonało Was, że Pan Bóg chce Was posłać właśnie na misje? I dlaczego właśnie do Albanii?

Trudno powiedzieć o tym w kilku słowach. Jako że jeden obraz wart jest więcej, niż tysiąc słów – polecamy zobaczyć na YouTube reportaż na temat jednej z naszych misji.

KM: Co trzeba zrobić, żeby pojechać na takie misje?

Jest kilka wymogów formalnych, m.in. pełnoletniość, angażowanie się w zbiórki, odpowiedni stan zdrowia (również psychicznego – wykonuje się test, jest rozmowa z psychologiem), a także uczestnictwo w spotkaniach, bo trudno być wolontariuszem, nie mając odpowiedniego przygotowania czy podstaw formacji duchowej. W zależności od miejsca posługi mogą pojawić się dodatkowe wymagania bądź „atuty”, na przykład znajomość podstaw danego języka, posiadanie prawa jazdy czy umiejętność gry na gitarze. Dodatkowo, wyjazd na pozaeuropejskie placówki wymaga doświadczenia w postaci minimum jednego wyjazdu europejskiego.Ważne jest ostatnie spotkanie formacyjne, w czasie którego organizowanych jest wiele warsztatów – podstawy współdziałania w grupach, praca z dziećmi (zabawy, tańce, przygotowywanie zajęć plastycznych), pierwsza pomoc (z naciskiem na jej praktyczne aspekty). Liczy się nasze zaangażowanie – misje nam się nie „należą”, to nam powinno zależeć na wyjeździe. Co istotne, nie ma obowiązku wcześniejszego doświadczenia misyjnego czy planowania wyjazdu na misje, by należeć do wolontariatu. Również i tu, na miejscu, jest co robić, a przy okazji można nabrać doświadczenia i być może w przyszłości zdecydować się na wyjazd.

KM: Nie wszystkiego jednak da się nauczyć?

Wolontariusz udający się na misje musi mieć odpowiednie predyspozycje psychiczne (stąd wcześniejsza ewaluacja). Przede wszystkim trzeba być gotowym na zmęczenie, niewyspanie, problemy z komunikacją, a czasem poczucie samotności (wyjazdy jednoosobowe). Należy być osobą stabilną emocjonalnie i konsekwentną w działaniu, nie zrażać się niepowodzeniami. Trzeba umieć improwizować – to słowo-klucz na misjach, gdzie często rzeczy dzieją się kompletnie inaczej, niż planowaliśmy. Warto mieć również poczucie humoru i być otwartym na innych – ułatwia to nawiązanie kontaktu z ludźmi, sprawia też, że łatwiej jest funkcjonować na co dzień.

KM:Jak wygląda praca wolontariusza na misjach?

Każdy wyjazd misyjny ma swój indywidualny charakter. Trudno jest pokrótce opisać prowadzenie lekcji w filipińskich slumsach, budowanie kościoła na wyspie leżącej na jednej z rzek w Zambii, organizowanie półkolonii dla dzieci w Albanii czy Kazachstanie, zajmowanie się obłożnie chorymi w Gruzji lub Izraelu, miesięczny pobyt w domu dziecka w czasie świąt Bożego Narodzenia czy pomoc w organizacji i udział w pielgrzymce do jednego z sanktuariów na Białorusi. Są to całkowicie inne realia i formy posługi – już sama różnorodność miejsc przyprawia o zawrót głowy. Wspólnym mianownikiem jest jednak uczestnictwo w życiu duchowym danej społeczności i indywidualnie z będącymi na miejscu księżmi i siostrami zakonnymi. Również to, że świadczymy o Bogu i działamy dla Niego, nie tylko modlitwą, ale również swoją postawą (drobnymi pracami na rzecz parafii, jak koszenie trawy, zakupy czy porządki, a nierzadko rozmową, uśmiechem i dobrym gestem). Zwykła obecność przy drugim człowieku, okazanie uwagi czy uśmiech mogą zdziałać cuda. Pan Bóg czasem przemawia w ciszy.

KM: A przechodząc już do samej Albanii… Tak właściwie jaki to kraj?

Albania jest państwem o trudnej historii (czasy komunizmu) i innej mentalności mieszkańców niż nasza. Z własnych obserwacji mogę powiedzieć, że chłopcy zachowują się jak macho, natomiast dziewczyny są na ogół nieśmiałe, wycofane. Różnicę kulturową widać na przykład w tańcu – nie chodzi już o samą muzykę, lecz również to, że nie tańczy się tam w parach, tylko w kółkach, rzędach. Albania to kraj ogromnych kontrastów, od razu rzucających się w oczy. W stolicy można zauważyć na jednej ulicy najnowszą wersję luksusowego auta i wóz ciągnięty przez wychudzoną szkapę. Na wsi jest wiele kawiarni i lokali weselnych rozświetlonych setkami lampek i żarówek oraz przysiółki, gdzie jeszcze nie dotarła elektryfikacja.Mimo to Albania dynamicznie się rozwija. Emigranci albańscy, poznawszy styl życia w bogatych krajach, próbują inwestować w ojczyźnie i rozwijać ją. Branża turystyczna i hotelowa jest mocno rozbudowana i każdy może znaleźć tu coś dla siebie. Albania jest stabilnym i bezpiecznym krajem do życia tak dla miejscowych, jak i przybyszów.

KM: Jak w tych kontrastach odnajdują się tamtejsi mieszkańcy?

Współcześni Albańczycy to naród emigrantów. Każda rodzina ma kogoś, kto wyjechał zagranicę i zarabia tam na utrzymanie całego domu. Stąd wśród młodzieży panuje mocna tendencja, by zaraz po osiągnięciu pełnoletności wyjechać z kraju. Mało spotyka się osób z wielkimi aspiracjami edukacyjnymi czy też artystycznymi – wszystko musi służyć wymiernemu celowi finansowemu.Po wielowiekowym panowaniu na tych terenach Imperium Osmańskiego pozostało w mentalności, obrzędowości i zachowaniu Albańczyków wiele elementów kultury islamskiej. Naturalna jest dla nich nadrzędna pozycja mężczyzny w społeczności czy rola kobiety jako matki dzieci i opiekunki ogniska domowego zamkniętej w czterech ścianach mieszkania. Po dzień dzisiejszy aranżowane są małżeństwa, co wiąże się z pewnym układem biznesowym czy też awansem społecznym. Rodzina stanowi największą wartość: o rodzinę się dba, pilnuje się dobrej opinii o niej i nikt nie może „ot tak” zapomnieć o familijnych więziach i konotacjach. Najstarsi członkowie rodzin znają na pamięć historie rodowe, listę przodków oraz powinowactwa z każdej strony na przestrzeni przynajmniej trzech pokoleń wstecz. Jest to bardzo ważne, gdyż z okazji wesel czy pogrzebów obowiązkowo trzeba powiadomić wszystkich o uroczystości i zaprosić tych, którym należy się przypisany zwyczajem szacunek.Czasy komunizmu pozostawiły w Albańczykach ślad w postaci zupełnego braku poczucia odpowiedzialności za dobro wspólne, stąd mnóstwo śmieci na każdym kroku, kradzież państwowego prądu i nieumiejętność organizowania się w małe grupy dla osiągnięcia wspólnego celu.

Zobacz też:   Z ziemi polskiej do włoskiej

KM: A jak w Albanii działa Kościół katolicki?

Albania jest pod tym względem niezwykła. W czasie komunizmu wyznania były mocno szykanowane, wskutek czego istnieje przepaść pokoleniowa. Osoby wierzące są albo w podeszłym wieku, albo stosunkowo młode, stąd też Albania, mimo że w Europie, jest dla nas krajem misyjnym.Od wieków jest to państwo wieloreligijne. Nigdy nie było tu konfliktów ani nieporozumień na tle wyznaniowym. Kościół katolicki jest obecny na tych ziemiach od stuleci i ma swoją ugruntowaną pozycję. Pomimo tego, iż chrześcijanie są mniejszością, nikt nie traktuje ich z pogardą czy bez szacunku. Obecni w Albanii księża i siostry zakonne pracują w większości wśród ubogich zamieszkujących wsie i górskie tereny, gdzie życie jest naprawdę ciężkie.W czasach reżimu komunistycznego katolicy pozostali w trudno dostępnych górach, by tam bez przeszkód praktykować wiarę. Obecnie państwo otrzymuje znaczną pomoc ze strony Kościoła, gdyż przez zakony i parafie prowadzone są szkoły, domy dziecka, szpitale, przytułki i jadłodajnie dla bezdomnych oraz domy opieki dla seniorów. Opiece Kościoła powierzone zostały nawet niektóre zabytki sakralne, na zabezpieczenie i renowację których państwo nie ma funduszy.

KM: Jaka była najbardziej interesująca przygoda, jaka przytrafiła się Wam podczas misji?

Byliśmy już w Albanii po kilka razy i możemy powiedzieć, że ten kraj ma w sobie „to coś”. Na pewno niezapomniane są długie przejazdy samochodem. Dwukrotnie byliśmy na „mikromisjach” w okresie świąteczno-noworocznym i chyba każdy z nas zapamięta zimowe przejazdy przez Europę wypakowanym minibusem. Śnieżyce, górskie podjazdy w Serbii, Kosowo. W tym roku podróż była wyjątkowo emocjonująca, ponieważ jeszcze w Polsce nasz bus miał awarię. Szczęśliwie udało się wypożyczyć od napotkanego mechanika „zastępczy” pojazd, który… zepsuł się już w Albanii. Cudem udało się dojechać do niby to serwisu, niby złomowiska, gdzie lokalny „majster” w ciągu godziny prowizorycznie go naprawił. Na tego typu przygody warto być przygotowanym.

Ciekawostką w Albanii są częste przerwy w dostawie prądu, a co za tym idzie – brak wody, gdyż nie działa pompa. Na pewno jednak niesamowitym doświadczeniem były spotkania z ludźmi. Mieliśmy okazję odwiedzić rodzinę, która straciła dach nad głową w wyniku niedawnego trzęsienia ziemi, a także po raz drugi spędzić sylwestra wraz z dziećmi przebywającymi w pobliskim domu dziecka.

KM: Jak misje wpłynęły na Wasze życie?

Powiedzmy sobie szczerze: wyjazdy na zagraniczne misje to rzecz, która trwale zmienia człowieka. Na własne życzenie wyrywamy się ze znanego środowiska i trafiamy do obcych nam miejsc, w których realia są czasem abstrakcyjne. Wielu wolontariuszy mówi, że w czasie swojej działalności więcej otrzymało niż dało od siebie – i jest to prawda. Czasem jesteśmy uważani za „bohaterów”, tymczasem są nimi misjonarze, którzy żyją tam na co dzień. Bohaterami są także mieszkańcy tych miejsc, którzy czasem ledwo wiążąc przysłowiowy koniec z końcem potrafią ugościć nas w najlepszy możliwy sposób.

KM: Na pewno jest to doświadczenie, które wiele może nauczyć.

Będąc na misjach, uwrażliwiamy się na drugiego człowieka. Uczymy się bezinteresowności, ale również samych siebie – w czasie wyjazdów mamy okazję poznać swoje granice, nauczyć się nowych rzeczy, a będąc niejako „skazani na siebie”, niesamowicie zgrywamy się jako zespół. Nie wstydzę się powiedzieć, że Wolontariat Misyjny Salvator to najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie w życiu. Przez cały okres szkoły i studiów nie poznałem tylu fantastycznych ludzi, nie nawiązałem tak głębokich relacji i nie rozwinąłem się psychicznie i duchowo tak bardzo, jak w ciągu kilku lat tutaj. Od dłuższego czasu jeździmy wspólnie na zagraniczne wycieczko-pielgrzymki (Rzym, Francja, Izrael).WMS to jednak nie tylko misje– to również niesamowita wspólnota, która funkcjonuje także poza wolontariatem. Razem chodzimy w góry, wyjeżdżamy na wakacyjne urlopy, spotykamy się na różnego rodzaju wydarzeniach czy nawet imprezach typu RUNMAGEDDON. Można powiedzieć, że WMS to „styl życia”, ale i relacje – z Bogiem i ludźmi.

KM: Czy czytelnicy Adeste mogą w jakiś sposób wesprzeć działalność misyjną WMS-u?

Jak to powiedział kolega – wolontariat można wesprzeć na trzy sposoby:

  • pierwszy, najłatwiejszy – finansowo. Paliwo, bilety, ubezpieczenia – to wszystko kosztuje;
  • drugi, trudniejszy – modlitewnie. Modlitwa jest potrzebna i będąc na misjach czujemy, że działa;
  • trzeci, najtrudniejszy – dołączając do nas. Najlepiej odezwać się na Facebooku, poprzez stronę Wolontariat Misyjny Salvator.

Nie raz, nie dwa słyszałem relacje osób, które pojawiły się na którymś ze spotkań i już „utknęły”, z miejsca dołączając do wolontariatu. Jak same mówiły, panuje tutaj zaskakująca atmosfera i otwartość – będąc u nas po raz pierwszy, nie czuły się ani zagubione, ani nie na miejscu. Miały wrażenie, że są jak wśród przyjaciół, którzy cieszą się swoją obecnością. To wszystko jest niesamowite i świadczy o działaniu Boga. Nie chodzi o to, by się tutaj chwalić, „jacy to jesteśmy fajni” – ważne, by nie bać się spróbować. Sam pojawiłem się na swoim pierwszym spotkaniu, bo nie miałem żadnych planów na długi weekend majowy. Uznałem, że nie ma nic do stracenia, a może będzie fajnie? Nie wyobrażam sobie, jak wyglądałoby moje życie, gdybym tak nie pomyślał.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.