Na tablicach grobów między datą urodzenia i datą śmierci jest zwykle mały znak „–” symbolicznie oznaczający całe nasze życie. Nieważne, ile przeżyliśmy, jakie zdobyliśmy doświadczenie, a może nawet wycierpieliśmy, nasze życie sprowadza się do kreski pomiędzy dwiema skrajnymi datami.
Można by rzec, że przecież nikt (lub prawie nikt) nie funduje zmarłym epitafiów, w których wychwalałoby się ich żywot. Najważniejsze to urodzić się i umrzeć, bo historię życia zna Bóg. Jednak te dwie daty – urodzenia i śmierci, a raczej kreska między nimi, doskonale obrazują to, co obecnie ma miejsce w debacie na temat ochrony życia. Przyglądając się ludziom Kościoła, można bowiem odnieść wrażenie, że dyskusja dotycząca ochrony życia sprowadza się jedynie do problemu narodzin i naturalnej śmierci człowieka…
A co pomiędzy? Karaluchy i śmieci
Rok 1994. Czerwona ziemia afrykańskiego kraju przesiąknięta milionami ludzkich istnień mimo stacjonujących tam sił pokojowych ONZ. Maczety i porąbane ciała. O rwandyjskim ludobójstwie dużo już napisano, jednak o wielu sprawach jakby zapomniano. Nikogo nie obchodzą tysiące ludzi, którzy przeżyli, a których koszmary i trauma doprowadzają do szaleństwa, nawet po 25 latach od tych tragicznych wydarzeń. Tego mordu można było uniknąć (zwłaszcza na tak wielką skalę). A jednak chcemy zapomnieć o żywych, bo są wyrzutem naszego sumienia, sumienia wielu chrześcijan…
25 lat później pogarda wobec życia człowieka powraca w środowiskach, które chciałyby nieść sztandar wiary katolickiej i stanąć w jej obronie przed zalewem hord imigrantów niosących Europie jedno: islamizację. Głód, brud, choroby, brak nadziei i poczucie przegranego życia to obraz wielu obozów dla uchodźców, zwłaszcza w Afryce, ale również i tu, w Europie. A ich mieszkańcy to karaluchy, nie-ludzie, śmieci – to jedne z wielu określeń, które padały pod adresem tych, którzy z różnych powodów wyruszyli do Europy. I nadal padają. Niezależnie od tego, co jest powodem wędrówki uchodźców – socjal lub ucieczka przed wojną, pogarda i pozbawianie ich człowieczeństwa są niedopuszczalne, a tym bardziej nie mogą się tego dopuszczać wyznawcy Jezusa Chrystusa.
Rachunkiem sumienia nie tylko dla opinii publicznej, ale przede wszystkim dla katolików w Polsce powinny być słowa biskupa Krzysztofa Zadarki, który w wywiadzie dla KAI z okazji 105. Dnia Migrantów i Uchodźców w 2019 r. przyznał, że słowa najbardziej urągające godności uchodźców usłyszał z ust najbardziej zdeklarowanych katolików, czyli tych, którzy walczą z aborcją i eutanazją, określających siebie mianem obrońców życia. Bo przecież zadeklarowany katolik nie może być zwolennikiem aborcji czy eutanazji.
Wartość życia pedofila
Czy życie każdego człowieka ma więc dla katolików jakąkolwiek godność i świętość? A może „godność i świętość” są tylko wtedy, kiedy człowiek jest dobry? Będzie to budzić wstręt i oburzenie w wielu katolikach, ale każde życie jest święte, nawet mordercy dziecka, pedofila, terrorysty (sic!). Ilu z nas – zróbmy szczery rachunek sumienia – pozbawiłoby zbrodniarza miana człowieka i wysłało go do gazu bądź na krzesło elektryczne? W dyskusji o eutanazji wybrzmiewa okrzyk: „Tylko Bóg ma prawo odebrać życie człowieka”. To prawda. Ale gdy dochodzimy do problemu kary śmierci, wielu konserwatywnych katolików wręcz żąda jej dla tych, którzy dokonali obrzydliwych czynów. Choć nikt nie powie tego wprost, to przekaz jest wyjątkowo zrozumiały: skoro nie są ludźmi, a bestiami czy karaluchami, to trzeba ich zabić, a nie trzymać w więzieniu i utrzymywać z podatków, także z podatków ich ofiar. Życie pedofila, gwałciciela jest tak samo święte jak ich ofiar i również każdego z nas. Obrzydliwe? Ale jakże prawdziwe. Żadna zbrodnia czy grzech nie są w stanie sprawić, że można pozbawić człowieka prawa do naturalnej śmierci.
Niejednokrotnie w dyskusji społecznej dotyczącej kary śmierci pojawia się zdumiewająca sprzeczność. Wielu obrońców życia z łatwością zgodziłoby się na karę śmierci przy jednoczesnym sprzeciwie wobec eutanazji i aborcji. Również po drugiej stronie można tę sprzeczność zauważyć. Przeciwnicy kary śmierci często są równocześnie zwolennikami prawa do aborcji. Jednak dla katolika sprawa powinna być prosta: każde życie jest święte, niezależnie od tego, czy jest się zbrodniarzem, czy ofiarą.
Sama rozłożyła nogi
Tak łatwo ją wskazać palcem. Młodociana matka z brzuchem, jakże często w środowiskach prokatolickich wytykana, bo „rozłożyła nogi”. A ona najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Wyzywana od najgorszych ladacznic. Dla niej prościej byłoby, żeby dziecka nie było. A jednak zdecydowała się (sama bądź pod przymusem rodziców) urodzić. Życie jej dziecka w oczach katolików jest święte, ale wielu z nich depcze świętość i godność życia jej samej. Czy życie matki, nawet młodocianej, niemającej męża, nie przedstawia takiej samej wartości jak życie każdego innego człowieka? Odpowiedź znów zaboli: ma taką samą wartość jak życie każdego człowieka, bowiem w oczach Boga każde życie jest święte i stanowi wartość samą w sobie. Ale wielu uważających się za prawdziwych wyznawców Jezusa Chrystusa chciałoby wartość i świętość życia niejednego człowieka zdeprecjonować, a w ten sposób pokazać światu, że to oni są tymi dobrymi, przykładnymi katolikami, którzy co niedzielę siedzą w pierwszej ławce. Zapominają o swojej grzeszności, ale z łatwością osądzają życie innych.
„Czub” za ścianą
Sporo mówi się o ochronie życia chorych dzieci, zwłaszcza tych upośledzonych psychicznie i fizycznie. Wielu obrońców życia źródło wszelkiego zła widzi już w badaniach prenatalnych, bo są one wyrokiem śmierci wobec tych, których obecny świat nie chce. Ale znów zróbmy sobie rachunek sumienia z tego, jaki jest nasz stosunek wobec ludzi z upośledzeniem fizycznym lub umysłowym. Zdecydowana większość z obrzydzeniem patrzy na tych Innych, których zachowania nie mieszczą się w kanonie postaw ludzkich. Wrzeszczącego, obślinionego „czubka” nikt nie chciałby mieć za ścianą jako sąsiada, bo będzie wrzeszczał, krzyczał… Najczęściej pojawiają się wręcz żądania oddania takiego człowieka do ośrodka. Ale czy na tym ma polegać ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci? Czy jesteśmy w stanie przejść od żądań (i to słusznych) do czynów? Zaproponować pomoc sąsiadom opiekującym się chorym członkiem rodziny?
„Śmierdziel” w autobusie
Ochrona życia to również współodpowiedzialność za życie drugiego człowieka, który z różnych powodów nie potrafi poradzić sobie w życiu. Zwłaszcza w dużych miastach, bo na wsiach ten problem występuje sporadycznie, kiedy to mijamy ludzi, na widok i zapach których „chce nam się rzygać”. Niejednokrotnie zdarza nam się określać ich mianem śmierdzieli i zapomnieć, że w oczach Boga ich życie ma taką samą wartość jak nasze. Widzimy w nich znów podludzi… A słowa Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40) lekceważymy. Przypomnieć tu należy historię biskupa Carlosa Arturo Gomeza z Kolumbii, który przebrał się za bezdomnego w trakcie diecezjalnego kongresu duszpasterstwa społecznego. Zamiast pomocy spotkała go obojętność katolików, którzy debatowali nad problemami społecznymi w diecezji. Czy to nie absurd?
Krzyk ziemi
Do ochrony życia należy również troska o ziemię i wszystkich jej mieszkańców. Odpowiedzialne korzystanie z zasobów naturalnych i szacunek dla każdego życia, także zwierząt, jest obowiązkiem wszystkich katolików, bowiem one również zostały stworzone przez Boga. Otrzymaliśmy ziemię z jej olbrzymim bogactwem naturalnym od Boga. Musimy pamiętać, że nie jest ona naszą własnością, lecz jak dobitnie zauważył Mały Książę, pożyczyliśmy ją od naszych dzieci. Czy jako przykładni katolicy, obrońcy życia wyrażamy sprzeciw wobec katowania zwierząt, eksperymentów na nich lub umyślnego zanieczyszczenia świata przez nielegalne wysypiska, palenie śmieci, rabunkową działalność gospodarczą? Działania te każdorazowo wołają bowiem o pomstę do nieba i słusznie zostały uznane za grzech. Czy po prostu milczymy?
Wielu powie: mnie to nie dotyczy. Segreguję przecież odpady, kocham zwierzęta, nie palę śmieci w piecu, używam wielorazowych opakowań… I chwała Ci za to, jednak niereagowanie na zło wobec świata jest również grzechem. Zgoda na to, aby sąsiad paleniem śmieci zatruwał powietrze, przymykanie oka, jak i obojętność na wyrzucanie śmieci do lasów również jest niegodne katolika, ale i obrońcy życia.
Rachunek sumienia obrońcy życia
Wielu przecież uważa, że najprościej jest zostawić pomoc wszelkim fundacjom bądź stowarzyszeniom. Ludzie myślą, że wystarczy krzyczeć, że aborcja i eutanazja to zło i muszą zostać zakazane. Przy czym nie interesuje ich życie tego, który już jest na świecie, już się urodził. Wielu odbiera godność i wartość jego życia, bo przecież sam tego chciał. A jednak i jego Bóg kocha, tak jak tych wielu obrońców życia, którzy zagubili drogę… Odnajdźmy ją i szanujmy każde życie, bo każde jest święte i chciane przez Boga, nawet jeśli wielu myśli inaczej. Poświęćmy choć godzinę na pomoc drugiej osobie, starszej sąsiadce, rodzicom albo na wolontariat w hospicjum, czy w innej fundacji. Dostrzeżmy, że każde życie, nawet pedofila czy młodocianej matki, mimo wszystko jest święte i nie nam dane jest ich osądzać.