adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Po Namyśle: Czy dać sobie święty spokój?

KAP, KAP, KAP. Słyszycie? To kropla drąży skałę. To pojedyncze akty ludzi dobrej woli, które wpływają na ogólny kształt Kościoła. To cierpliwość, z jaką rozmawiają – zarówno z wierzącymi, jak i niewierzącymi, zarówno z kapłanami, jak i ze świeckimi.

Zdarzają się w życiu takie momenty, kiedy uaktywnia się „kompleks zbawiciela”. To te chwile, kiedy jest się przekonanym, że w relacji z drugim człowiekiem można odegrać kluczową rolę w zmianie jego postępowania i ogólnej poprawie jego życia duchowego. Entuzjazm takiego „naprawiacza” może przybierać wiele postaci. Czasem niestety bardziej przypomina powódź, która niszczycielskim żywiołem wdziera się w egzystencję i wywołuje jedynie potrzebę stawienia jej oporu. A czasem to, czego często potrzeba takiej pogubionej osobie, to świadectwo życia, spokojna rozmowa czy okazanie wsparcia (acz wcale niekoniecznie poparcia).

Natychmiastowy efekt

Znajomy opowiadał mi kiedyś, jak to próbował pomóc pewnej dziewczynie. Jej rodzice i rodzeństwo byli bardzo wierzący i starali się jej tę wiarę przekazać. Niestety, pomimo ich starań, w gimnazjum córka wpadła w nienajlepsze towarzystwo. Zaczęła kwestionować ich autorytet oraz celowość wiary, pić alkohol, palić papierosy, a później nawet się samookaleczać. Koleżanki coraz bardziej się o nią martwiły, więc przyszły do mojego kolegi. Kiedyś przy spotkaniu zagaił ją, co słychać, jak jej się życie układa. Na początku nie chciała z nim rozmawiać. Później jednak zaczęła się trochę otwierać i przy tym chwalić swoimi „osiągnięciami”. Opowiadała, jak to na nikim jej nie zależy, że radzi sobie sama. Że Bóg nie jest jej do niczego potrzebny i że to, w co wierzą katolicy, jest śmieszne. Nie przeszkadzało jej to w przystępowaniu do Komunii i współprowadzeniu jednej z dziecięcych wspólnot parafialnych. Mój znajomy zaczął przekonywać ją do powrotu na właściwą ścieżkę. Trwało to parę miesięcy. W pewnym momencie było już tak dobrze, że dziewczyna zgodziła się na walkę z nałogiem tytoniowym i – co ważniejsze – na spowiedź. Wszystko było już załatwione. Zaufany znajomy ksiądz mojego kolegi był już umówiony. I wtedy dziewczyna niespodziewanie się wycofała. Wówczas mój kolega, który dotąd był przekonany, że wszystko mu się udało, tak był rozczarowany, że swoim rozczarowaniem zaprzepaścił całe miesiące pracy. W jednej chwili z cierpliwego „drążenia” jego pomoc zmieniła się w silny nurt rzeczny. Stwierdził, że jak nie prośbą, to może groźbą. Straszył, że wyda ją rodzicom, proboszczowi. Z jednej strony czuł, że teraz już tylko pogarsza sprawę, ale z drugiej strony chciał chociaż ratować przed nią wspólnotę, którą współprowadziła. Ale dziewczyna ani się nie nawróciła, ani nie odeszła ze wspólnoty.Tę historię opowiadał mi dawno temu, kiedy sprawa była jeszcze świeża. Już wtedy miał poczucie winy, że stracił cierpliwość. Gdyby nie to, może ta historia potoczyłaby się inaczej…

Zobacz też:   Praca, praca

To tylko fragment tekstu, który ukazał się w 28. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.