adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo, Wiara

O rozsądek i umiar w sprawie alkoholu

Sierpień jest miesiącem trzeźwości. Jak co roku będziemy mieli okazję zetknąć się z mrowiem artykułów i apelów nawołujących do abstynencji alkoholowej. Nie jest to czymś dziwnym zważywszy na fakt nieumiarkowanego spożycia alkoholu i tzw. „kultury chlania”, której sprzyjają też inne patologie. Należy pamiętać o zachowaniu zdrowego rozsądku – w obie strony, tak abstynencji, jak i spożycia.

W moim doświadczeniu pedagogicznym walka z nadmiernym spożyciem alkoholu wśród ludzi była jednym ze sztandarowych problemów jakie należało poruszać. To była zwykle do bólu męczona kwestia, niejednokrotnie ujmowana językiem na pół ideologicznym, przez co nieprzystępnym młodzieży. Jak to już zwykle bywa, spór rozgrywał się na osi realizm – naiwność.

Po pierwsze pojawia się zasadnicza potrzeba racjonalizacji i unaukowienia tej kwestii. Zaraz za tym idzie oczywiście ryzyko (nie)zdroworozsądkowego bagatelizowania problemu, bo przecież „Grażyna, co mi się stanie jak tam sobie raz w tygodniu chlapnę. Przecież koledzy też tak robią i jest dobrze!”. Oczywiście, naiwność przeciętnego opoja, który raz w tygodniu staje się nietrzeźwy wraz z kolegami, a w tygodniu po pracy szprycuje się trzema puszkami piwa, jest niemierzalna żadnymi wskaźnikami głupoty.

Po drugie – z realizmem można pójść za daleko. Nie w sensie, że można myśleć zbyt realistycznie. Po prostu zacznie się przykładać zbyt wielką wagę do jakiegoś jednego (realistycznie ujętego) aspektu problemu np. wpływu alkoholu na zdrowie. Doprowadzi to do ideologicznego zwalczania jakiegokolwiek spożycia alkoholu. Ludzkość te problemy już zna pod postacią absurdów prohibicji.

Miesiąc trzeźwości

Niniejsza akcja ma swoje źródło w nauce Kościoła zwracającej uwagę na szkodliwy charakter alkoholu i potrzebę ograniczania jego dostępności. Tak więc od 1984 roku, sierpień ze względu na nagromadzenie świąt maryjnych oraz nauki kościoła jest miesiącem trzeźwości podczas którego odczytuje się w kościołach apele trzeźwości z przysięgą abstynencyjną.

Kościół pełni kluczową – w moim odczuciu – rolę w niesieniu pomocy osobom dotkniętym alkoholizmem bądź pijaństwem. Proces odnowienia osobowego wielokrotnie przebiega dzięki szczególnemu powierzeniu się chorego pod opiekę Chrystusa. Nie brakuje zresztą świadectw tych, którzy zostali przez Boga wyzwoleni z nałogu alkoholowego. 

„Wódeczko, wódeczko, cóżeś ty za pani…?”

W miesiącu trzeźwości nie chodzi jednak tylko o propagowanie abstynencji czy roli kościoła w procesie zdrowienia alkoholików. To także okazja do ciągłego odbanalizowywania i deprymitywizacji obrazu alkoholu.

Należy sobie zdać sprawę z następującej rzeczy: etanol jest substancją psychoaktywną, inaczej mówiąc narkotyczną, będącą w grupie tzw. depresantów (środki uspokajające). Jest wpisany na listę twardych narkotyków (uzależniających). To nie jest śmiesznie smakująca woda, po której ludzie głupio się zachowują, dużo mówią i śmierdzą. W niewielkiej ilości powoduje poprawę nastroju, rozrzewnienie i zanik zmęczenia, jednak w większej, stopniowo wpływa na poszczególne elementy ludzkiego organizmu, doprowadzając do zaburzenia ich działania.

Alkohol wchodząc w kontakt z różnymi sektorami mózgu, doprowadza do zaburzenia ich prawidłowego działania. W zależności od osoby i ilości spożytego alkoholu, dochodzi do różnych rekacji: jedni jako pierwsi mają poluzowane cugle względem zachowań społecznych, inni tracą koordynację ruchową, jeszcze inni otwierają się lub zamykają emocjonalnie.

Zobacz też:   Bicie ludzi jest złe… ale dzieci to co innego?

Alkohol powoduje też stopniową atrofię mózgu. Z racji tego, że etanol jest trucizną, każdorazowy proces metabolizowania go prowadzi do obumarcia części komórek organizmu, w tym komórek mózgowych. Osoba po upojeniu alkoholowym następnego dnia, idąc oddać mocz, w pewnym sensie wysiusia martwe komórki swojego mózgu usunięte po tym, jak obumarły one w wyniku zatrucia alkoholowego. Oczywiście, jest to pewne uproszczenie i zobrazowanie, jednak wskazuje ono na mechanizm działania alkoholu.

Wezwanie do trzeźwości

Trzeźwość rozumiem nie tylko jako abstynencję alkoholową, ale także jako świadomość problemu. Abyśmy dzisiaj spełniali piotrowe wezwanie do trzeźwości, nie możemy ograniczać się tylko do dogmatycznego „Niepicia, bo Kościół tak mówi”. To nie oznacza, że postawa zaufania Kościołowi jest zła. Ona ma być podparta naszym rozumieniem tej kwestii.

Często mówi się, że są narkotyki miękkie i twarde. A mnie zawsze na pedagogice uczono: „Nie ma miękkich i twardych narkotyków! To ludzie mogą być miękcy lub twardzi”. W obliczu spędzenia wesołej, szalonej nocy, ludziom łatwo przychodzi popuszczenie pasa i zignorowanie świadomości, że na poziomie mechanicznym jesteśmy tylko biotycznymi maszynami, żywymi, inteligentnymi skupiskami białek. I my naprawdę się psujemy jeśli tylko wlać w nas coś trującego. Zapewne nie odczujemy tego ani teraz, ani za miesiąc, ale to jest taka sama sytuacja jak ze źle naoliwionym silnikiem – w końcu się zatrze i zepsuje. Tak jak nasza wątroba, trzustka, żołądek i mózg.

O co chodzi z tym umiarem?

Umiarkowanie byłoby rozumnym rozpoznaniem granic swojego ciała, wpływu danej czynności bądź czynnika na to ciało i w efekcie wolnym aktem wyboru odmówienia sobie czegoś. To tak w teorii. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej.

Dlaczego nie umiemy sobie odmawiać? Bo człowiek to nie tylko czysty intelekt, ale też emocje, pożądliwość, sprzeczne interesy. To wszystko jest naszą częścią. Nie mogę powiedzieć, że zachcianka znietrzeźwienia się nie jest moją częścią. To jestem ja. Nie ma to wymiaru moralnego, bo to tylko ulotne, nietrwałe pragnienie. Ale nie należy zapominać, że to też jestem ja – to ja chcę się napić, to ja chcę zapalić, to ja chcę pójść na imprezę i zapomnieć o świecie.

To też nie znaczy, że mamy zupełnie odstawić napoje alkoholowe i wpadać w panikę na widok kieliszka wódki. W niewielkiej ilości, etanol wspomaga organizm człowieka. Szczególnie tyczy się to problemów z niedociśnieniem krwi, kłopotów krawiennych (wino wytrawne jest tu szczególnie pomocne), czy zapotrzebowaniu na dużą ilość kalorii i wody jednocześnie (piwo).

Asceza służy temu, by niezależnie od okoliczności, pożądliwości czy presji otoczenia, umieć tak po prostu powiedzieć „Nie, nie napiję się”. Często to będzie nawet mechaniczne, wyrachowane zmuszenie się do tego, by nie pić. I w tym jest – zdaje się – uświęcający charakter podjętego trudu, że ja nie chcąc tego co wybieram i tak to wybieram przez wzgląd na wyższe dobro swoje i miłość do Boga.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.