adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara

MEWA, czyli cztery powinności katolików w obecnym czasie

Modlitwa, Edukacja, Wyrozumiałość, Aktywność – w łatwym do zapamiętania skrócie MEWA. Prawdziwe mewy nie są zbyt przyjaznymi ptakami, ale jedną ich cechę możemy wykorzystać w swoim życiu: pragmatyzm działania. Czas jest niespokojny i szczególnie teraz potrzeba nam pamiętać o tym, co ważne. Natomiast emocje sprawiają, że albo nadmiernie akcentujemy jeden z aspektów życia katolickiego (kosztem innego), albo w ogóle zapominamy o naszych niektórych powinnościach.

Ostatnie dni to wybuch ogromnych protestów po ogłoszeniu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego odnośnie aborcji eugenicznej. Doskonale widać, jakie podłoże mają te protesty – choćby po tym, że gniew wzburzonego ludu w szczególny sposób obraca się przeciw Kościołowi: jego duchownym i wiernym, ale również (co jest nowością) fizycznie atakowane są świątynie, zakłóca się liturgię i inne praktyki religijne.

Trudno o debatę publiczną we właściwym tego słowa znaczeniu, bo następuje niewiarygodne pomieszanie pojęć, wrzucanie do jednego worka wielu różnych tematów i zagadnień, odzywają się różne resentymenty, które przez długi czas zespalały się ze sobą w jeden ładunek wybuchowy, który został właśnie podpalony. Iskra się znalazła i to nie byle jaka – bo trudno chyba o bardziej polaryzujący i emocjonalny temat w Polsce niż kwestia aborcji.

M jak modlitwa

Chrześcijanin to przede wszystkim człowiek modlitwy. Brzmi to czasami jak banał – mówimy nieraz: „teraz to pozostała już tylko modlitwa”, co jest niedobrym stwierdzeniem. Od modlitwy powinniśmy wychodzić, w niej szukać Bożego słowa, wsłuchiwać się w Jego głos i dopiero potem, ciągle trzymając się modlitwy, działać.

Dojrzała modlitwa nie jest wyrecytowaniem podanej formuły – to nie czas na czarodziejskie zaklęcia. Modlitwa, szczególnie w obecnych czasach niepokoju, powinna być wołaniem o odkrycie i pełnienie Bożej woli. Nie tak jak my chcemy, ale jak On chce. Może tak ma być, że mamy żyć we wszechogarniającym wrzasku, nienawiści tego świata i poczuciu, że już wszystko stracone – nie wiem. Może ma nas to wszystko przebudzić, wypalić tak jak złoto próbuje się w ogniu – nie wiem. A może emocjonujemy się tym zanadto, może nie mamy za każdym razem racji, może wypowiadamy za dużo słów, może nieraz działamy pochopnie, nieroztropnie – nie wiem. Tego wszystkiego trzeba dowiedzieć się na modlitwie.

Oczywiście warto korzystać ze sprawdzonych sposobów modlitwy, jak choćby różaniec (czy to przypadek, że to wszystko dzieje się w październiku? Nie sądzę) czy gotowe teksty modlitw. Modlitwa, którą zaproponowali polscy biskupi (na motywach Listu św. Pawła Efezjan) jest pięknym i wartościowym tekstem, z pewnością każdy powinien go wykorzystać. (https://episkopat.pl/rada-stala-kep-wzywamy-do-dialogu-spolecznego-i-poszanowania-godnosci-kazdego-czlowieka)

E jak edukacja

Katolik tęskni za niebem i żyje modlitwą, ale jednocześnie twardo stąpa po ziemi. Nie da się bronić nauczania Kościoła na temat ochrony życia bez posiadania podstawowej wiedzy. Podstawa to oczywiście Katechizm Kościoła Katolickiego i poszczególne tytuły z Magisterium Kościoła, jak chociażby encyklika Evangelium vitae św. Jana Pawła II. Warto też sięgać po różne teksty filozoficzne i teologiczne – nawet częściej pozakościelne, bo przecież wcale nie trzeba być katolikiem, żeby bronić prawa niewinnych osób do życia. Serdecznie zachęcam na przykład do lektury artykułu ks. dr. hab. Jacka Grzybowskiego Odnaleźć prawdę o powinnościach wobec człowieka, opublikowanego na portalu Teologii Politycznej. Tego typu tekstów jest oczywiście więcej, ale zawsze warto sięgać po te najświeższe, opatrzone współczesnym komentarzem.

Poza teologią i filozofią – biologia, bioetyka, medycyna. Oczywiście nie wymagajmy od siebie samych, żebyśmy byli specjalistami w każdej z tych dziedzin, ale musimy posiąść przynajmniej podstawową wiedzę, żeby móc przekazywać innym ludziom zdrową naukę, opartą na prawdzie o człowieku, jego godności i prawach. Szukajmy ich w internecie, pytajmy znajomych i specjalistów. Nie pozwalajmy, żeby ideologia wypychała wiedzę naukową.

Wreszcie: świadectwa. To nieoceniony skarbiec, z którego powinniśmy czerpać. Świadectwa i relacje rodziców, którzy „pokonali system”, pokazali, że jest alternatywa wobec aborcji, że da się osiągnąć większe dobro, że śmierć nigdy nie jest rozwiązaniem (albo jest rozwiązaniem pozornym). Czerpmy z takich świadectw ugruntowanie i nadzieję. Nie pozwalajmy, żeby takie osoby traktowano jak wariatów, którzy nie zrobili tego, do czego większość by ich namawiała; i nie pozwalajmy, żeby nazywać ich czyn heroizmem – bo to manipulacja słowna i zwyczajna nieprawda.

W jak wyrozumiałość

Jan Paweł II tak nakreślił definicję wyrozumiałości:

W rzeczywistości prawdziwa wyrozumiałość i szczere współczucie muszą oznaczać miłość do osoby, umiłowanie jej prawdziwego dobra, jej autentycznej wolności. Z pewnością nie może to polegać na ukrywaniu lub osłabianiu prawdy moralnej, lecz na ukazywaniu, że w swej istocie jest ona promieniowaniem odwiecznej Mądrości Bożej, objawionej nam w Chrystusie, i służbą człowiekowi, która pomaga mu wzrastać w wolności i dążyć do szczęścia. (Veritatis Splendor, nr 150)

Gdy przeczytałem te słowa, pomyślałem sobie, że wyrozumiałość można nazwać dojrzalszą siostrą tolerancji, o której tyle się ostatnio mówi. Wyrozumiałość jest nieodłącznie związana z miłością do osoby, troską o jej dobro. Widzimy protestujących krzyczących, często pełnych gniewu i agresji – nasze chrześcijaństwo domaga się tego, żebyśmy chociaż spróbowali te osoby zrozumieć. Nie można iść na łatwiznę i powiedzieć sobie: „to wrogowie Kościoła, siły zła” i tyle. Ich krzyk to często oznaka bezsilności, żalu, osamotnienia w życiowym dramacie. Prawdziwa wyrozumiałość to spore wyzwanie.

Zobacz też:   Moje prawa i obowiązki w Kościele

Oczywiście nie mam na myśli pobłażliwości wobec działań niezgodnych z prawem, stosowania przemocy, barbarzyńskiego niszczenia świątyń czy przeszkadzania w praktykach religijnych. Wyrozumiałość ma też swoje granice – a raczej: idzie w parze z zachowaniem pryncypiów oraz wiernością temu, co ważniejsze.

Wyrozumiałość musi nas więc prowadzić do prób wyciszania emocji, tonowania nastrojów, do propozycji dialogu. Pewnie, że trudno podjąć dialog z kimś, kto nieustannie krzyczy albo chce nas fizycznie atakować. Jednak powinniśmy być gotowi, gdy krzyk już ustanie (w końcu ile można ciągle krzyczeć?) i będzie można doprowadzić do spotkania twarzą w twarz (a nie z tłumem) – zaproponować rozmowę, zaprosić nawet do tego kościoła czy jego pomieszczeń, które wcześniej były atakowane na kawę, z pokazaniem pewnej otwartości. Gdy ktoś nie będzie chciał tego przyjąć – trudno, strząsamy pył z naszych butów i idziemy dalej.

A  jak aktywność

Wiara bez uczynków jest martwa. Można powiedzieć, że obecna sytuacja domaga się od nas szczególnej aktywności i działania – bo przez zmianę prawa (na razie tylko na poziomie orzecznictwa konstytucyjnego) dokonał się milowy krok w kierunku zupełnie innej rzeczywistości. To wymaga zmiany myślenia – dlatego jest dla wielu osób tak bardzo niezrozumiałe i bolesne. Ale to też domaga się od nas wszystkich konkretnych działań: skoro powiedziało się A, teraz trzeba powiedzieć (zrobić) B.

Paradoksalnie, jesteśmy teraz w nieco trudniejszej sytuacji, niż przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego: można powiedzieć, że łatwiej modlić się i apelować o zmianę jakiegoś prawa niż podjąć trud wcielania go w życie. Owszem, jest dużo dzieł i instytucji, które wspierają rodziców osób niepełnosprawnych, są hospicja perinatalne, domy opieki, ośrodki adopcyjne – ale to niemal kropla w morzu potrzeb.

Nie trzeba być znawcą tematu, żeby wiedzieć, że nasze państwo mocno niedomaga w tej przestrzeni. Wsparcie finansowe dla rodziców i opiekunów osób niepełnoprawnych jest śmiesznie niskie, żeby nie powiedzieć: upokarzające. Musimy teraz aktywnie domagać się od rządzących, żeby było zapewnione jakieś minimum, niezbędne do godnego życia (na pewno nie na dotychczasowym poziomie). Kościół daje piękny przykład prowadzenia miejsc wsparcia – w zasadzie gdyby nie ludzie Kościoła (ze szczególnym uwzględnieniem sióstr zakonnych), taka opieka niemal by w Polsce nie istniała. Teraz trzeba wspierać bardziej, więcej, ta skala musi wzrosnąć proporcjonalnie do potrzeb.

W czym problem, żeby każdy z nas ustawił w swoim banku stałe, konkretne wsparcie finansowe dla takich dzieł? Każdy wedle możliwości, ale ta darowizna „oby się okazała hojnością, a nie sknerstwem!” (2 Kor 9, 5).

To czynić, a tamtego nie zaniedbywać

Katolik to człowiek świadomy, spójny i konkretny, wierny nauczaniu Kościoła bez żadnych wyjątków. Bycie katolikiem nie oznacza dziś komfortowej i niezobowiązującej deklaracji – jest coraz częściej obarczone niewygodami, trudnościami, ostracyzmem czy nawet zaszczuwaniem w danym środowisku. Katolik jest wierny krzyżowi, a to przecież „znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34). Może dobrze, że kończy się powoli w Polsce czas katolicyzmu kulturowego, bo to wymaga katolicyzmu pełnego. Nie bójmy się, że łódź tonie, bo sztorm mocno nią buja – jest przecież z nami Pan! Bądźmy wierni, a jednocześnie mądrzy i praktyczni. Mam nadzieję, że cztery zaproponowane wyżej zasady pomogą nam być prawdziwymi świadkami Ewangelii – nie teoretykami, ale praktykami.

O autorze

Mąż i tata. Nauczyciel religii. Organista i dyrygent. Bloger, webmaster, publicysta. Pochłaniacz kawy, książek i seriali.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.