adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Ja jestem Pawła, a ja Apollosa

Od wielu już lat dążenia ekumeniczne rozpalają zapał i serca wielu. I słusznie. Ale to za mało. Ten zapał, to pragnienie i działanie chociażby przez modlitwę powinno charakteryzować wszystkich nas. Jeżeli tak nie jest, to mamy się czego wstydzić.

„Chrystus Pan bowiem założył jeden jedyny Kościół, tymczasem wiele chrześcijańskich wspólnot przedstawia się ludziom jako prawdziwe spadkobierczynie Jezusa Chrystusa. Wszyscy wyznają, że są uczniami Pana, mimo że mają rozbieżne przekonania i podążają różnymi drogami, jakby to sam Chrystus był podzielony. Ten podział otwarcie sprzeciwia się woli Chrystusa i jest zgorszeniem dla świata, a nadto przynosi szkodę najświętszej sprawie głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu”.

Trzeba przyznać otwarcie, że na przestrzeni wieków nasi ojcowie i matki jako Kościół, na czele z naszymi pasterzami, skutecznie zniszczyli i zniweczyli jedność, której pragnął dla nas Chrystus. W imię rozgrywek politycznych i chciwości, egoizmu oraz festiwali pychy doszło do rozbicia naczynia glinianego – Kościoła. Wzorowo kilkakrotnie powtórzyli oni grzech pierwszych rodziców, którzy myśleli, że będą jak Bóg znali dobro i zło. Nasi przodkowie myśleli, że jak Bóg, Kościół jest źródłem jedności i tę jedność może dyktować i narzucać. Nie można się bardziej pomylić. Tak jak Adam i Ewa nie stali się jak Bóg, tak i Kościół sam w sobie nigdy nie był i nie będzie źródłem jedności. Może być co najwyżej miejscem, rzeczywistością, w której ta jedność się realizuje i w której można jej doświadczyć. Tylko Bóg, tylko Chrystus jest tym Źródłem! Ale czy jest to problem tylko naszych przodków? W czym jesteśmy lepsi od nich?

Zobacz też:   Ukryte ojcostwo

Kto od kogo…
Trzeba przede wszystkim zrozumieć, że jedyny wewnętrzny podział, jaki jest w Kościele dopuszczalny, polega na rozróżnieniu grzechu i świętości oraz odróżnieniu grzechu od grzesznika. I na tym koniec. Kościół to nie tylko wspólnota świętych, to także wspólnota, która ma być oparciem i ratunkiem dla grzeszników. Nie może być rozumiany jako strefa przeznaczona dla „czystych” i „wybranych”. I to wewnętrzne napięcie, jakie rodzi się między ideą świętości a rzeczywistością grzechu jest właśnie tym, co Kościół musi wytrzymać.

A jednak wciąż żyjemy tak, jak byśmy mówili: „Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa” (1 Kor 1,12), ja Waldensa, ja Ariusza, ja Lutra, Zwingliego, Franciszka, Benedykta, Kramera, Szustaka, Lefebvre’a, Bonieckiego, Rydzyka… Zniweczyliśmy mądrość Krzyża ludzkimi słowami. Chodzimy na Eucharystię, przyjmujemy Chrystusa w Komunii Świętej, a wychodzimy z kościoła wciąż niepojednani, kpiąc sobie w ten sposób z samego Boga. Św. Paweł wiedział, co mówi. Skąd? Z doświadczenia. Sam należał do jednej z frakcji żydowskich, przez co uczestniczył w bolesnym podziale Narodu Wybranego. „Czy Chrystus jest podzielony?” – pyta dalej Apostoł Narodów w Liście do Koryntian. Czy tego uczy Pismo Święte: jak dzielić ludzi w Kościele, jak rozbijać jedność? Nie. Są tam natomiast wskazania, jak rozłamów unikać. Co jednak, jeśli do takiego rozbicia jedności doszło?


Powyższy tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w numerze 13. Miesięcznika Adeste. Pobierz go za darmo, aby przeczytać resztę!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.