adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Dynamika, która nie jest niczym złym

Dynamika, która nie jest niczym złym

Ludzka płciowość to temat skomplikowany, niezwykle delikatny, a przy tym ważny. Niełatwo jest nam rozmawiać o tej najbardziej intymnej sferze naszego życia – a jednocześnie tak ważne jest, aby rozwijać ją w odpowiedni, uporządkowany sposób. Z tego względu postanowiłem porozmawiać z ks. Ryszardem Halwą – redaktorem naczelnym portalu prawy.pl i miesięcznika „Moja Rodzina” i zadać mu w imieniu wszystkich czytelników „Adeste” pytania, których boicie lub wstydzicie się zadać.

KM: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

RH: Na wieki wieków. Amen.

KM: Seksualność to temat niezwykle złożony i pełen niełatwych pytań. Na początku warto jednak zapytać, dlaczego w ogóle Kościół w swoim nauczaniu porusza związane z nią tematy?

RH: Dlatego, że człowiek jest istotą płciową. Tak jak mówi Księga Rodzaju: Pan Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę i powiedział „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię”. Płciowość jest wielką dynamiką i nie można tego traktować jako czegoś negatywnego, złego – tylko jako coś pozytywnego. Każdy normalny, dorosły człowiek tę dynamikę w sobie ma. Osoby żyjące w celibacie powinny ją ukierunkowywać na jakieś działanie, natomiast w przypadku żyjących w małżeństwie to powinno być uzupełnieniem miłości.

KM: W jaki sposób małżonkowie powinni przeżywać tę swoją miłość?

RH: Relację małżeńską można porównać do ziarna, które jest wsiewane w ziemię. Żeby ziarno wydało plon, musi obumrzeć; tak samo małżonkowie powinni umierać dla swojego egoizmu, żeby rodzić się dla drugiej osoby. Bo miłość to nie jest tylko uczucie, fascynacja. Wśród ludzi młodych dość często spotykamy się z wyobrażeniem: fascynacja, seks i koniec. Kiedy skończy się fascynacja, uczucie, to kończy się wszystko. Dlatego nieraz ludzie bazują tylko na płciowości, a kiedy skończy się uczucie szukają nowego partnera/partnerki – nie wiedząc, że z tą nową osobą dojdą dokładnie do tego samego momentu. Często jest również tak, że jeżeli pojawia się dziecko, to niektórzy niedojrzali potrafią zostawić dziecko i małżonka czy małżonkę i szukać nowych partnerów, co jest dzisiaj bardzo łatwe. Oczywiście do płciowości nie można podchodzić negatywnie. Tak jak wspomniałem, jest to dynamika, coś pięknego. Dawniej przyjmowano, że pierwszorzędnym celem małżeństwa jest zrodzenie potomstwa. Teraz przyjmuje się, że jest to wyrażenie miłości, ale również to, o czym jest mowa w Księdze Rodzaju – czyńcie sobie ziemię poddaną, bądźcie płodni. Czyli ten wymiar demograficzny też jest ważny, ale po pierwsze – tak jak wspomniałem – wyrażenie miłości. Jeżeli podchodzi się w ten sposób, jeżeli nie stawia się na pierwszym miejscu płciowości tylko bycie dla siebie nawzajem, ponoszenie wysiłku dla przezwyciężania różnic w temperamentach – to jest właśnie to umieranie dla swojego egoizmu, żeby rodzić się dla drugiej osoby. I dlatego ślubujemy sobie miłość i wierność do końca życia.

KM: Skąd jednak małżonkowie mają czerpać duchowe siły do budowy tak pięknego związku?

RH: Ślubując miłość do końca, w małżeństwie widzi się cały czas piękno tej drugiej osoby, a wiara pomaga pielęgnować wierność. Dlatego również ci rodzice, którzy pielęgnują w sobie prawdziwą miłość, oddanie się dla siebie, ofiarność, poświęcenie – będą też dobrze wychowywać dzieci. Dla nich ważne będzie, żeby dziecku dawać przykład chodzenia do Kościoła, przyjmowania sakramentów świętych, częstej spowiedzi… Wtedy nie muszą dziecku mówić  wielkich rzeczy, bo ono obserwuje rodziców – jak oni się kochają, jak się szanują. I to jest dopiero siła! Pan Bóg daje tę siłę, bo sakrament małżeństwa małżonkowie zawierają sami. Ksiądz błogosławi związek małżeński, występuje w imieniu Chrystusa, a oni sobie ślubują miłość i wierność w imieniu Boga. Dlatego sakrament małżeństwa ma wielką moc. Bez wiary ludzie tracą później tę chęć poświęcenia się dla drugiej osoby, bo bez siły Boga pozostaje płycizna.

KM: Ten piękny obraz uporządkowanego pożycia małżeńskiego jest jednak często przesłaniany przez brak opanowania w obszarze seksualności. W „katolickim” internecie krąży obrazek przedstawiający wykres zależności pomiędzy poziomem wiary w Boga a grzechami przeciwko szóstemu przykazaniu – czy ta zależność jest prawdziwa?

RH: Tak, w życiu właśnie tak jest. W dzisiejszych czasach diabeł działa i chce na pierwszym miejscu podkreślić piękno drugiej osoby, ale nie duchowe, tylko fizyczne. W miarę upływu wieku przestaje się być fizycznie atrakcyjnym, ale poprzez piękno duchowe człowiek jest piękny przez cały czas. To jest ten wymiar religijny. Pamiętajmy również, że nam, katolikom, się wydaje, że jest nas tak mało, że diabeł ma potęgę, pieniądze, media – ale to jest nieprawda. Pan Bóg ma nad nim zawsze władzę. Mamy przykłady różnych opętań, chociażby krainę Gadareńczyków, gdzie diabeł mówi: „Czego chcesz ode mnie Jezusie, Synu Boga żywego?”. Jak widzimy, diabeł poznaje Chrystusa, boi się go, wyznaje wiarę w Niego. Chrystus miał władzę żeby uwolnić człowieka z legionu szatanów, który go męczył i dlatego teraz im bardziej będziemy się jednoczyć, tym bardziej będziemy wielką siłą. Nie powinniśmy się wstydzić znaku krzyża w codziennych sytuacjach – gdy rozpoczynamy podróż czy posiłek w restauracji, bo to jest świadectwo wiary. Nie powinniśmy się także wstydzić mówić, że małżeństwo jest sobie wierne kilkadziesiąt lat i nadal się kochają, nadal widzą w sobie piękno – mimo tego, że się starzeją, bo właśnie to jest ten wymiar nadprzyrodzony, który daje siłę wielkiej miłości ofiarnej.

Zobacz też:   Tak, wierzę!

KM: W jaki sposób diabeł atakuje sferę ludzkiej seksualności?

Jednym z najbardziej bezpośrednich, perfidnych sposobów jest ideologia gender. Co to znaczy płeć kulturowa? Znów nawiązujemy do Starego Testamentu: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię”. Wiemy, że prawo Boże jest zgodne z prawem naturalnym. Z doświadczenia, jako dorośli ludzie wiemy, że jeżeli niszczymy naturę, to natura zawsze odpłaci się tym samym.

KM: W takim razie w jaki sposób katolicy powinni traktować osoby twierdzące, że odnajdują w sobie skłonności homoseksualne?

RH: Powiem tak: istnieją specjalne grupy wsparcia dla osób, które mają tendencje homoseksualne. Niektórzy próbują nam wmówić, że to jest genetyczne, ale to  nieprawda: to jest nabyte. Nieraz tak bywa, że w dzieciństwie panuje dominacja jednego z rodziców lub wręcz ojciec lub matka znęca się nad dzieckiem. Po dorośnięciu tacy ludzie nierzadko lgną do osób, które są delikatne i dlatego mogą szukać intymnych relacji z przedstawicielami tej samej płci, ponieważ brakuje im odpowiednich wzorców z dzieciństwa. Dlatego skłonności homoseksualne są czysto kulturowe, nabyte. Dawniej była to ogromna rzadkość – owszem, bywały pojedyncze sytuacje, ale to nie wystarczy, aby uznać tego typu skłonności za uwarunkowane genetycznie. Jeżeli ludzie uświadomią sobie, że to nie jest genetyczne, tylko nabyte, to można podjąć leczenie; jeżeli jednak uznają, że nie da się tego wyleczyć, to problem będzie się pogłębiać. Dlatego też potrzebne są grupy wsparcia, ale przede wszystkim wiara w Boga.

KM: Komu – i dlaczego – zależy na propagowaniu tzw. ideologii gender?

RH: Tym ludziom, którzy chcą nas zniewolić, którzy chcą panować nad światem; ludziom, którzy są związani z diabłem, bo inaczej nie da się tego określić. Szatan działa, jest tutaj i chce panować nad Panem Bogiem. Walka między Chrystusem a Szatanem odbywa się dzisiaj, to jest wielka walka. Dlatego nie dziwi trzecia tajemnica fatimska, która mówiła, że jeśli ludzie się nie nawrócą, to będą różne kataklizmy. Potrzeba wielkiego zwrotu do Boga! Bez Niego ci ludzie są naprawdę biedni. Ci, którzy promują ideologię gender, ci, którzy zmieniają płeć – oni są biedni, naprawdę biedni. Trzeba się za nich modlić i przede wszystkim uświadamiać ludziom, że to, o czym mówi Księga Rodzaju – to jest ważne. Pan Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę  i to ma wymiar i demograficzny, i taki związany z okazywaniem sobie miłości. Tak było od początku świata, dopiero później ludzie, którzy zaprzysięgli się diabłu próbowali i próbują to zmienić. Dlatego mamy nieść pomoc tym ludziom, którzy są zagubieni – jak oni odnajdą Pana Boga to na pewno zrozumieją, że szli złą drogą.

KM: Czy można również powiedzieć, że jednym z pól tej walki dobra i zła jest pornografia?

RH: Zdecydowanie! I znów powiem: miałem kiedyś program dla TV Puls, gdzie m.in. robiłem takie felietony, a później była dyskusja między ekspertami i publicznością. Pojechaliśmy wtedy zrobić wywiad z taką panią, która powiedziała mi: „Proszę księdza. Z mężem zajęliśmy się pornografią – rozprowadzaniem różnych gazet pornograficznych. To doprowadziło do tego, że zabiłam kilkoro dzieci. Byłam na dnie”. Później odbiła się, kiedy poznała Pana Boga i nawróciła się; zaczęła nawet  studiować teologię na UKSW, żeby poznać Go jeszcze lepiej. Tak więc widzimy, jak pornografia doprowadziła do rozbicia małżeństwa, zamordowania dzieci poczętych, frustracji – ale dobrze, że zwróciła się do Pana Boga, bo tak, jak Pan Bóg darował Kainowi zabójstwo brata, tak samo nie chce, żebyśmy my szli do piekła, ale chce nawrócenia. On wyciąga ręce i mówi: „Wróć do Mnie synu, tak jak syn marnotrawny wrócił, a dobry ojciec rzucił mu się na szyję”.


Powyższy tekst jest fragmentem wywiadu, który ukazał się w numerze 12. Miesięcznika Adeste. Pobierz go za darmo, aby przeczytać resztę!

 

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.