Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Dynamika, która nie jest niczym złym

magazine cover

pixabay.com

Ludzka płciowość to temat skomplikowany, niezwykle delikatny, a przy tym ważny. Niełatwo jest nam rozmawiać o tej najbardziej intymnej sferze naszego życia – a jednocześnie tak ważne jest, aby rozwijać ją w odpowiedni, uporządkowany sposób. Z tego względu postanowiłem porozmawiać z ks. Ryszardem Halwą – redaktorem naczelnym portalu prawy.pl i miesięcznika „Moja Rodzina” i zadać mu w imieniu wszystkich czytelników „Adeste” pytania, których boicie lub wstydzicie się zadać.

KM: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

RH: Na wieki wieków. Amen.

KM: Seksualność to temat niezwykle złożony i pełen niełatwych pytań. Na początku warto jednak zapytać, dlaczego w ogóle Kościół w swoim nauczaniu porusza związane z nią tematy?

RH: Dlatego, że człowiek jest istotą płciową. Tak jak mówi Księga Rodzaju: Pan Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę i powiedział „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię”. Płciowość jest wielką dynamiką i nie można tego traktować jako czegoś negatywnego, złego – tylko jako coś pozytywnego. Każdy normalny, dorosły człowiek tę dynamikę w sobie ma. Osoby żyjące w celibacie powinny ją ukierunkowywać na jakieś działanie, natomiast w przypadku żyjących w małżeństwie to powinno być uzupełnieniem miłości.

KM: W jaki sposób małżonkowie powinni przeżywać tę swoją miłość?

RH: Relację małżeńską można porównać do ziarna, które jest wsiewane w ziemię. Żeby ziarno wydało plon, musi obumrzeć; tak samo małżonkowie powinni umierać dla swojego egoizmu, żeby rodzić się dla drugiej osoby. Bo miłość to nie jest tylko uczucie, fascynacja. Wśród ludzi młodych dość często spotykamy się z wyobrażeniem: fascynacja, seks i koniec. Kiedy skończy się fascynacja, uczucie, to kończy się wszystko. Dlatego nieraz ludzie bazują tylko na płciowości, a kiedy skończy się uczucie szukają nowego partnera/partnerki – nie wiedząc, że z tą nową osobą dojdą dokładnie do tego samego momentu. Często jest również tak, że jeżeli pojawia się dziecko, to niektórzy niedojrzali potrafią zostawić dziecko i małżonka czy małżonkę i szukać nowych partnerów, co jest dzisiaj bardzo łatwe. Oczywiście do płciowości nie można podchodzić negatywnie. Tak jak wspomniałem, jest to dynamika, coś pięknego. Dawniej przyjmowano, że pierwszorzędnym celem małżeństwa jest zrodzenie potomstwa. Teraz przyjmuje się, że jest to wyrażenie miłości, ale również to, o czym jest mowa w Księdze Rodzaju – czyńcie sobie ziemię poddaną, bądźcie płodni. Czyli ten wymiar demograficzny też jest ważny, ale po pierwsze – tak jak wspomniałem – wyrażenie miłości. Jeżeli podchodzi się w ten sposób, jeżeli nie stawia się na pierwszym miejscu płciowości tylko bycie dla siebie nawzajem, ponoszenie wysiłku dla przezwyciężania różnic w temperamentach – to jest właśnie to umieranie dla swojego egoizmu, żeby rodzić się dla drugiej osoby. I dlatego ślubujemy sobie miłość i wierność do końca życia.

KM: Skąd jednak małżonkowie mają czerpać duchowe siły do budowy tak pięknego związku?

RH: Ślubując miłość do końca, w małżeństwie widzi się cały czas piękno tej drugiej osoby, a wiara pomaga pielęgnować wierność. Dlatego również ci rodzice, którzy pielęgnują w sobie prawdziwą miłość, oddanie się dla siebie, ofiarność, poświęcenie – będą też dobrze wychowywać dzieci. Dla nich ważne będzie, żeby dziecku dawać przykład chodzenia do Kościoła, przyjmowania sakramentów świętych, częstej spowiedzi… Wtedy nie muszą dziecku mówić wielkich rzeczy, bo ono obserwuje rodziców – jak oni się kochają, jak się szanują. I to jest dopiero siła! Pan Bóg daje tę siłę, bo sakrament małżeństwa małżonkowie zawierają sami. Ksiądz błogosławi związek małżeński, występuje w imieniu Chrystusa, a oni sobie ślubują miłość i wierność w imieniu Boga. Dlatego sakrament małżeństwa ma wielką moc. Bez wiary ludzie tracą później tę chęć poświęcenia się dla drugiej osoby, bo bez siły Boga pozostaje płycizna.

KM: Ten piękny obraz uporządkowanego pożycia małżeńskiego jest jednak często przesłaniany przez brak opanowania w obszarze seksualności. W „katolickim” internecie krąży obrazek przedstawiający wykres zależności pomiędzy poziomem wiary w Boga a grzechami przeciwko szóstemu przykazaniu – czy ta zależność jest prawdziwa?

RH: Tak, w życiu właśnie tak jest. W dzisiejszych czasach diabeł działa i chce na pierwszym miejscu podkreślić piękno drugiej osoby, ale nie duchowe, tylko fizyczne. W miarę upływu wieku przestaje się być fizycznie atrakcyjnym, ale poprzez piękno duchowe człowiek jest piękny przez cały czas. To jest ten wymiar religijny. Pamiętajmy również, że nam, katolikom, się wydaje, że jest nas tak mało, że diabeł ma potęgę, pieniądze, media – ale to jest nieprawda. Pan Bóg ma nad nim zawsze władzę. Mamy przykłady różnych opętań, chociażby krainę Gadareńczyków, gdzie diabeł mówi: „Czego chcesz ode mnie Jezusie, Synu Boga żywego?”. Jak widzimy, diabeł poznaje Chrystusa, boi się go, wyznaje wiarę w Niego. Chrystus miał władzę żeby uwolnić człowieka z legionu szatanów, który go męczył i dlatego teraz im bardziej będziemy się jednoczyć, tym bardziej będziemy wielką siłą. Nie powinniśmy się wstydzić znaku krzyża w codziennych sytuacjach – gdy rozpoczynamy podróż czy posiłek w restauracji, bo to jest świadectwo wiary. Nie powinniśmy się także wstydzić mówić, że małżeństwo jest sobie wierne kilkadziesiąt lat i nadal się kochają, nadal widzą w sobie piękno – mimo tego, że się starzeją, bo właśnie to jest ten wymiar nadprzyrodzony, który daje siłę wielkiej miłości ofiarnej.

KM: W jaki sposób diabeł atakuje sferę ludzkiej seksualności?

Jednym z najbardziej bezpośrednich, perfidnych sposobów jest ideologia gender. Co to znaczy płeć kulturowa? Znów nawiązujemy do Starego Testamentu: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię”. Wiemy, że prawo Boże jest zgodne z prawem naturalnym. Z doświadczenia, jako dorośli ludzie wiemy, że jeżeli niszczymy naturę, to natura zawsze odpłaci się tym samym.

KM: W takim razie w jaki sposób katolicy powinni traktować osoby twierdzące, że odnajdują w sobie skłonności homoseksualne?

RH: Powiem tak: istnieją specjalne grupy wsparcia dla osób, które mają tendencje homoseksualne. Niektórzy próbują nam wmówić, że to jest genetyczne, ale to nieprawda: to jest nabyte. Nieraz tak bywa, że w dzieciństwie panuje dominacja jednego z rodziców lub wręcz ojciec lub matka znęca się nad dzieckiem. Po dorośnięciu tacy ludzie nierzadko lgną do osób, które są delikatne i dlatego mogą szukać intymnych relacji z przedstawicielami tej samej płci, ponieważ brakuje im odpowiednich wzorców z dzieciństwa. Dlatego skłonności homoseksualne są czysto kulturowe, nabyte. Dawniej była to ogromna rzadkość – owszem, bywały pojedyncze sytuacje, ale to nie wystarczy, aby uznać tego typu skłonności za uwarunkowane genetycznie. Jeżeli ludzie uświadomią sobie, że to nie jest genetyczne, tylko nabyte, to można podjąć leczenie; jeżeli jednak uznają, że nie da się tego wyleczyć, to problem będzie się pogłębiać. Dlatego też potrzebne są grupy wsparcia, ale przede wszystkim wiara w Boga.

KM: Komu – i dlaczego – zależy na propagowaniu tzw. ideologii gender?

RH: Tym ludziom, którzy chcą nas zniewolić, którzy chcą panować nad światem; ludziom, którzy są związani z diabłem, bo inaczej nie da się tego określić. Szatan działa, jest tutaj i chce panować nad Panem Bogiem. Walka między Chrystusem a Szatanem odbywa się dzisiaj, to jest wielka walka. Dlatego nie dziwi trzecia tajemnica fatimska, która mówiła, że jeśli ludzie się nie nawrócą, to będą różne kataklizmy. Potrzeba wielkiego zwrotu do Boga! Bez Niego ci ludzie są naprawdę biedni. Ci, którzy promują ideologię gender, ci, którzy zmieniają płeć – oni są biedni, naprawdę biedni. Trzeba się za nich modlić i przede wszystkim uświadamiać ludziom, że to, o czym mówi Księga Rodzaju – to jest ważne. Pan Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę i to ma wymiar i demograficzny, i taki związany z okazywaniem sobie miłości. Tak było od początku świata, dopiero później ludzie, którzy zaprzysięgli się diabłu próbowali i próbują to zmienić. Dlatego mamy nieść pomoc tym ludziom, którzy są zagubieni – jak oni odnajdą Pana Boga to na pewno zrozumieją, że szli złą drogą.

KM: Czy można również powiedzieć, że jednym z pól tej walki dobra i zła jest pornografia?

RH: Zdecydowanie! I znów powiem: miałem kiedyś program dla TV Puls, gdzie m.in. robiłem takie felietony, a później była dyskusja między ekspertami i publicznością. Pojechaliśmy wtedy zrobić wywiad z taką panią, która powiedziała mi: „Proszę księdza. Z mężem zajęliśmy się pornografią – rozprowadzaniem różnych gazet pornograficznych. To doprowadziło do tego, że zabiłam kilkoro dzieci. Byłam na dnie”. Później odbiła się, kiedy poznała Pana Boga i nawróciła się; zaczęła nawet studiować teologię na UKSW, żeby poznać Go jeszcze lepiej. Tak więc widzimy, jak pornografia doprowadziła do rozbicia małżeństwa, zamordowania dzieci poczętych, frustracji – ale dobrze, że zwróciła się do Pana Boga, bo tak, jak Pan Bóg darował Kainowi zabójstwo brata, tak samo nie chce, żebyśmy my szli do piekła, ale chce nawrócenia. On wyciąga ręce i mówi: „Wróć do Mnie synu, tak jak syn marnotrawny wrócił, a dobry ojciec rzucił mu się na szyję”.

KM: Jak jest wpływ pornografii na psychikę, na rozwój młodego człowieka?

RH: Człowiek, który się uzależni od tego jest biedny. Nie jest zdolny do stworzenia dobrego, zdrowego związku z partnerem czy partnerką, bo cały czas nie będzie zdolny do wierności. Nie będzie również zdolny do nawiązania normalnego pożycia seksualnego w małżeństwie – ludzie, którzy są uzależnieni od pornografii będą czasami chcieli się sami zadowalać i cały czas będą śledzić w internecie treści pornograficzne.

KM: A co poradziłby ksiądz człowiekowi uzależnionemu od oglądania pornografii?

RH: Uważam, że należy podjąć bardzo radykalne środki. Zwrócić się do dobrego psychologa, do kogoś kto się na tym zna. Są grupy wsparcia, a także odpowiednie terapie dla takich osób – powinni z nich korzystać, żeby się wspierać, żeby wychodzić z tego zła. Przede wszystkim jednak trzeba uklęknąć przed Panem Bogiem – to jest wielka siła, ale i wielkie cierpienie. Podjąć walkę z jakimś uzależnieniem – to nie jest proste. Ludzie nieraz uciekają od tego, ale jak zwrócą się do Pana Boga i będą przystępować często do spowiedzi, to nawet jak upadają będą się podnosić. Upadniesz to wstawaj – nie wracaj do tego bagna, tylko na nowo podnoś się, módl się, idź do spowiedzi nawet codziennie, do Komunii świętej i Pan Bóg doda tej siły.

KM: Przejdźmy zatem do tematu bardzo ostatnimi czasy głośnego, czyli ochrony życia poczętego. Jak to w ogóle możliwe, że tak wielu ludzi uwierzyło, że kobieta ma prawo zamordować swoje dziecko?

RH: Znów: odpowiedzialni są ludzie – zaprzedani diabłu – którzy dążą do ograniczania liczby ludności na świecie. Hitlerowcy napisali w pamiętnikach oświęcimskich: „Naród, który będzie mocniejszy demograficznie – ten naród zwycięży”. Podam taki przykład, który nieraz na kazaniach mówię: Stanisława Leszczyńska (położna) była więźniem w Auschwitz. Pewnego dnia otrzymała od kata obozowego, „doktora” Mengele, rozkaz zabijania dzieci więźniarek, które się rodziły. Odpowiedziała: „Nie wolno! Życie każdego dziecka jest święte!” – choć wiedziała, że grozi jej kara śmierci. Po wojnie jej syn wspominał, że kiedy mama to powiedziała, wtedy Mengele ze spuszczoną głową po chwili milczenia stwierdził: „Przez chwilę wydawało mi się, że stałem się człowiekiem”. I uszanował jej powołanie – mogła przyjmować porody, tulić dzieci, leczyć… I właśnie dlatego musimy ratować się u Pana Boga, podejmować walkę z tymi, którzy dążą do zabijania, bo tak jak wspomniałem, to są ludzie zaprzedani diabłu. Kiedyś Bernard Nathanson, amerykański ginekolog, który masowo zabijał, jako lekarz zobaczył film ukazujący próbę aborcji. Widząc, jak dziecko się broni, kurczy się, ucieka, cierpi – zrozumiał swój błąd i stał się obrońcą życia. W późniejszych latach mówił: „Jako Żyd, niewierzący, wiem, że zmanipulowano opinię publiczną. Powiedziano, że należy legalizować aborcję, bo dużo dzieje się w warunkach nielegalnych, niehigienicznych itd. To nie była prawda – nie było tyle aborcji nielegalnej, jako Żyd, niewierzący potępiam to!”. I obrona życia doprowadziła go do Pana Boga – został ochrzczony, umarł jako katolik. Tak więc to jest wymysł diabła, który próbuje wmówić nam, że połączenie się plemnika z komórką jajową to jest jakaś galaretka. Różne dziedziny wiedzy – takie jak genetyka czy psychologia prenatalna – wyraźnie pokazują, że to jest istota ludzka.

KM: Czyli nauka stoi po stronie zwolenników pro-life?

RH: Oczywiście! Swego czasu zaprosiłem tu do Polski na konferencję prof. Jérôme Lejeune, nieżyjącego już odkrywcę zespołu Downa, którego proces beatyfikacyjny jest właśnie przygotowywany. Profesor mówił wówczas: „Jesteśmy pewni, że w chwili połączenia plemnika z komórką jajową rodzice przekazują dziecku pełny materiał genetyczny, czyli jest to istota ludzka. Jest już zakodowane jaka jest płeć dziecka, temperament, kolor włosów, oczu itd.”. Czyli nie ma innego okresu granicznego – 12. tydzień czy który – kiedy dziecko nagle staje się istotą ludzką, niż tylko moment połączenia się plemnika z komórką jajową.

KM: Co w takim razie pozostaje drugiej stronie, zwolennikom aborcji?

RH: Powiem tak: ja mam duże doświadczenie w dziedzinie obrony życia osoby. Znam niektóre feministki, które są za prawem do zabijania dzieci – one są biedne. Nieraz tak tłumaczyłem w mediach, że chcą poprzez zwielokrotnienie zła usprawiedliwić swoje sumienie. Prowadziłem kiedyś program dla TV Puls i pamiętam, jak taka osoba, która miała na sumieniu kilkanaścioro dzieci zabitych nawet mi nie podała ręki jak wchodziłem do studia i witałem się jako osoba prowadząca. Naprzeciw niej siadła dziewczyna z Gdańska i mówi: „Proszę państwa. Zachorowałam na ciężką chorobę – wymieniła nazwę po łacinie – i lekarz mówi: musi pani usunąć – nie zabić, tylko usunąć – dziecko, bo pani nie przeżyje. Nie posłuchałam i teraz cieszę się drugą uroczą córeczką – wrażliwą, inteligentną, chodzi do dwóch szkół”. I ta pani feministka odpowiedziała: „Podziwiam panią”. Jednak coś zadziałało.

KM: Jak w takim razie powinniśmy rozmawiać ze zwolennikami aborcji, żeby przekonać ich do stanowiska pro-life?

RH: Trzeba pamiętać, że kwestia obrony życia nie leży tylko w gestii wiary, ale w gestii prawa naturalnego, które jest zgodne z wiarą. Jeżeli uznamy, że płód od poczęcia jest człowiekiem – co jest faktem naukowym, o czym już wspominałem – to zabicie człowieka jest złem i koniec kropka. Poza tym – wymiar demograficzny. Widzimy, jak na zachodzie, gdzie jest słaba demografia, pojawia się islam i przejmuje Europę. Zachodnia Europa jest biedna, po prostu biedna; ludzie boją się wychodzić na ulice, bo są niebezpieczeństwa ze strony walczącego islamu.

KM: A co sądzi ksiądz o kampaniach pro-life wykorzystujących drastyczne zdjęcia zamordowanych dzieci – czy to dobra forma przekazu, czy jednak zbyt ostra i przez to mało przekonująca?

RH: Szczerze mówiąc nie wiem sam, trudno jest mi powiedzieć. Sam kiedyś wyświetlałem w szkołach podczas katechezy różne filmy – i brutalne, i później takie ukazujące aborcję, np. „Niemy krzyk”, ale równocześnie pozytywne – ukazujące pierwsze dni życia człowieka. Kiedyś ktoś do kard. Wyszyńskiego powiedział, że jakiś jezuita mówi o zabijaniu dzieci tak, że kobiety mdleją. A wie pan, co prymas odpowiedział? Powiedział: „Lepiej, że mdleją, niż gdyby miały to robić”. Osoba, która uświadomi sobie, że to jest tak brutalne – że to jest kawałkowanie tych dzieci, zabicie solą albo innymi strasznymi metodami – kiedy stanie przed takim problemem to sobie uświadomi, czym naprawdę jest aborcja. My możemy o pięknej miłości mówić ludziom, którzy są mocni w wierze, ale myślę, że dla ludzi nieprzekonanych czasami to jest dobre. Dlatego sądzę, że takie wyświetlanie filmów jednak powinno być, powinno się ukazywać tę brutalną prawdę, że to jest straszne zabicie dziecka. Z drugiej strony – ile mamy w telewizji i Internecie różnych brutalnych filmów, do których nawet dzieci mają dostęp?

KM: A jak ocenia ksiądz szanse na uchwalenie projektu zmiany ustawy zakazującego aborcji eugenicznej, zamrożonego obecnie w polskim Sejmie?

RH: Prawdopodobnie zostanie on przeprowadzony od strony Trybunału Konstytucyjnego, który uzna, że obowiązujący obecnie tzw. „kompromis aborcyjny” nie jest zgodny z konstytucją. Ale po rozmowie w różnymi prawnikami uważam, że lepiej, żeby była to osobna ustawa w sejmie. Niestety ci, którzy rządzą, w zeszłym roku – 6 października – odrzucili piękny projekt ustawy o ochronie życia i to było skandalem, bo ci ludzie, którzy powoływali się na wartości, sami je odrzucili. Utwierdzili ustawę pozwalającą min. zabijać dzieci chore. Tak więc uważam, że powinna powstać ustawa, ale jak zrobią – niestety nie mamy na to wielkiego wpływu.

KM: Rozumiem. Cóż, dziękuję za niezwykle głęboką i inspirującą rozmowę, a w ramach podsumowania chciałbym poprosić księdza o jakieś dobre rady dla naszych czytelników – jak radzić sobie z płciowością, jak unikać lub zwalczać pokusy związane z czystością?

RH: Przede wszystkim modlitwa, Komunia święta, należenie do jakichś wspólnot i pasja. Ludzie, którzy oddadzą się jakiejś pasji, sprawom społecznym w ogóle zapominają o takich pokusach. Ci zaś, którzy się nudzą, często sięgają do internetu po pornografię, po to i owo. Po prostu trzeba oddać się Panu Bogu, mieć pasję, robić coś dobrego dla ludzi i wtedy życie będzie piękne.

KM: Dziękuję za rozmowę, Szczęść Boże.

RH: Szczęść Boże!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.