adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Cykl slawistyczny, Społeczeństwo, Wiara

Białoruski ośrodek polskości

Są takie miejsca, gdzie w sposób wyjątkowy można odczuć, że jest się Polakiem. Czasem są one głęboko utrwalone w naszej społecznej tożsamości, dobrze znane, pamiętne. To chociażby Grunwald, Częstochowa czy Wawel. Nigdy nie spodziewałbym się jednak, że takiej łączności z narodem polskim doświadczę za wschodnią granicą, na ziemiach podległych autorytarnej białoruskiej władzy…

Białoruś nie jest bowiem państwem łatwym ani dla Kościoła, ani dla polskości. Co prawda, i tak w porównaniu ze Związkiem Radzieckim, sytuacja zdążyła się ustabilizować. Wciąż jednak widać wyraźnie, jak władza faworyzuje Cerkiew prawosławną, a wydania Pana Tadeusza opatrzone podpisem „Bielaruskaja kniha” wywołują ironiczny uśmiech. Księża katoliccy chcący służyć wiernym w tym kraju, muszą starać się o białoruskie obywatelstwo. Choć nikt tu nie prowadzi otwartej walki z Kościołem, to jednak przepisy, choćby podatkowe, skutecznie utrudniają działalność duszpasterską. Sam prezydent Łukaszenko określa się wszakże jako „niewierzący prawosławny”.

Zakątek na tej ziemi

Mimo to Kościół rzymskokatolicki ma na Białorusi niemal półtora miliona wiernych i dwa główne miejsca kultu: Budsław oraz Trokiele. Pierwsze mocno związane jest z białoruską częścią katolików, drugie – to nie tylko miejsce czci cudownego obrazu, ale także ośrodek polskości. Polacy stanowią bowiem znaczącą część tutejszego Kościoła. Zwłaszcza przy zachodniej granicy kraju spotyka się parafie, w których stanowią sto procent wiernych. Trokiele to ich miejsce, ich sanktuarium. Dlatego nawet w głębokim komunizmie, gdy świątynia była zamknięta i groziło jej zburzenie, co roku ludzie zbierali się w tym miejscu na wspólną modlitwę.
Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy po przybyciu na miejsce w piątkowy wieczór (12.07) zobaczyłem tysiące wiernych odmawiających różaniec w ojczystym języku. Przychodzili tu już od kilku dni. Widywaliśmy ich zresztą w okolicach Lidy i Grodna, gdy pieszo lub na rowerach pielgrzymowali do Matki Bożej Trokielskiej. Byli w każdym wieku – od najmłodszych, niesionych na rękach rodziców, po staruszków ledwo trzymających się na własnych nogach. Nie zabrakło także licznych grup młodzieży. Tradycyjnie odpust obchodzony jest w drugą sobotę lipca, lecz świętowanie, co typowe na Kresach, rozpoczyna się już kilka dni wcześniej. Na miejscu znalazło się coś dla ciała i coś dla ducha – wata cukrowa, jarmarczne świecidełka, a jednocześnie nieustające czuwanie przed wizerunkiem Maryi. Wspaniała atmosfera modlitewnego zjednoczenia.

Zawitaj Królowo Różańca świętego…

W piątek w nocy z tą pieśnią na ustach zgromadzeni wierni wyruszyli procesją, by obejść wieś Trokiele i wrócić do sanktuarium. Na czele niesiono świetlisty krzyż, wierni szli za nim i trzymając w rękach zapalone świece, odmawiali różaniec. Procesję obstawiała milicja, jednak każda ze stron starała się nie prowokować – całość przebiegła spokojnie. O północy rozpoczęła się Msza Święta. W większości sprawowano ją w języku polskim, choć homilię abp Kondrusiewicz wygłosił w języku białoruskim. Mimo to była ona nad wyraz głęboka i poruszająca. Zwierzchnik białoruskiego Kościoła apelował do wiernych, aby społeczeństwo nie ulegało laicyzacji oraz niebezpiecznym nurtom ideologicznym. Piętnował gender i postępowe trendy. Po Eucharystii nastał czas całonocnego czuwania i adoracji.
Kolejnego dnia na liturgii odpustowej obecni byli przedstawiciele władz lokalnych oraz konsul generalny Rzeczypospolitej, Jarosław Książek. Również tego dnia nie brakowało silnych polskich akcentów. Pomijając fakt, że wszystkie modlitwy, pieśni oraz większa część Mszy Świętej sprawowane były w języku polskim, niezwykle patriotycznym elementem okazało się wystąpienie konsula Książka. Podkreślał, jak ważne jest, aby Polacy na tych ziemiach pielęgnowali swoją mowę i tradycje, a także zwracał uwagę na centralną rolę, jaką w życiu naszego narodu odgrywa Maryja.

Zobacz też:   Już nie zatęsknią, już nie wrócą…

Nić historii

Sam obraz Matki Bożej Trokielskiej liczy sobie już 500 lat. Do tej niewielkiej wsi został przywieziony z Wilna pod koniec wieku XVI. Już od samego początku zasłynął licznymi łaskami i uzdrowieniami. Przed tym wizerunkiem zwycięstwa dla Rzeczpospolitej Obojga Narodów wypraszał święty książę Kazimierz. Z tego też powodu domalowano go, klęczącego u stóp Maryi z różańcem w dłoniach. Podczas pożaru kościoła obraz w niewyjaśniony sposób ocalał, co uznano za potwierdzenie szczególnego działania Boga w tym miejscu.
Za czasów sowieckich do łagru zesłano ks. proboszcza Michała Szołkiewicza, świątynia zaś pozostawała bez duszpasterza. W latach 1963-1988 była zupełnie zamknięta. Wierni co rok spotykali się jednak, by wspólnie oddać cześć Matce Bożej, potajemnie przynoszono nawet Najświętszy Sakrament. Pod koniec lat osiemdziesiątych doszło do strajku w lokalnym kołchozie. Robotnicy nie pracowali, by władze zwróciły im kościół. Te wysiłki nie pozostały bezowocne – po ponownym otwarciu świątyni gwałtownie wzrosła popularność pielgrzymek, zwłaszcza wśród ludzi młodych, a odpust przybrał rangę diecezjalnego. Dokładnie 10 lat temu, w roku 2009, kard. Kazimierz Świątek (który swoją drogą spędził znaczną część życia na syberyjskiej zsyłce i w komunistycznych więzieniach) koronował obraz Matki Bożej. Od kilku lat świątynia nosi także tytuł Sanktuarium Królowej Naszych Rodzin.

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.