adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Nasz patronat

Czy to się poskleja? Kilka uwag o rozbitym lustrze

anonim

Muzyka w Kościele przeżywa regres. Nie trzeba być organistą, kantorem czy Krzysztofem Namyślakiem, żeby to zauważyć. Czemu perła wśród katolickich sztuk rzucona została przed wieprze?

Próbę sformułowania odpowiedzi na to dostarcza Antonina Karpowicz-Zbińkowska w swojej nowej książce. Z dużym zaciekawieniem sięgnąłem po egzemplarz recenzencki Rozbitego zwierciadła. O muzyce w czasach ponowoczesnych. Czy to książka „naukowonudna” dla fachowców, czy może płomienna i popularyzatorska, dla „laików”?

Leksykon przed lekturą

Trzeba przyznać, że ani jedno, ani drugie. Stwierdzam to jako laik nieco bardziej od innych „zwykłych śmiertelników” obeznany z zagadnieniami muzycznymi. Przed lekturą, poza przypomnieniem sobie absolutnych podstaw z muzyki, warto też nieco odświeżyć sobie Platona, Arystotelesa, św. Augustyna i pitagorejczyków (tak, tych „matematycznych świrów” od twierdzenia Pitagorasa). Warto też sprawdzić, kim był Anicjusz Maliniusz Sewerynus Boecjusz (zazwyczaj nazwany tym ostatnim mianem), postać z przełomu V i VI w. po Chrystusie; niesłusznie nieco zapomniany filozof, teolog i tłumacz Arystotelesa na łacinę.

Rozważania na temat strojów naturalnych i stroju równomiernie temperowanego (mającego w Europie monopol na strojenie instrumentów mniej więcej od XVIII wieku) są oczywiście ciekawe, ożywcze. Dotyczą bowiem rzeczy, do której przywykliśmy, a zupełnie się nad nią nie zastanawiamy. Cenne jest snuć na takie tematy refleksje. Z drugiej strony dla przeciętnego czytelnika mogą się zdawać nudne lub zwyczajnie niepotrzebne. Może je uznać za abstrakcyjne akademickie rozważania i odłożyć książkę. Trochę dziwi mnie, że w książce jest to jedno z pierwszych omawianych zagadnień.

Muzyka i teologia

Tym bardziej, że w pozycji tej jest sporo naprawdę cennych fragmentów. Pytanie: co z koncertami w kościołach? Czym jest prawdziwa inkulturacja w muzyce kościelnej? Co z pojęciami sacrum i profanum? I czy Marcin Luter postawił muzykę w miejsce sakramentów?

Autorka przede wszystkim czerpie z Arystotelesa, św. Boecjusza i św. Augustyna. Jest też przede wszystkim wielką znawczynią twórczości Josepha Ratzingera. Niemiecki teolog (późniejszy papież Benedykt XVI) w swojej twórczości dużo uwagi poświęca muzyce. Anna Karpowicz-Zbińkowska chętnie go cytuje i przytacza jego rozumowanie. Jeśli więc komuś się zdaje, że książka to „tradsowskie, sentymentalne bajdurzenia”, to nie ma racji. W końcu Ratzinger to myśliciel, któremu przez większość życia bardzo (a przez późniejszą część „trochę”) daleko od, jakbyśmy dziś powiedzieli, konserwatystów czy tradycjonalistów.

Hamlet musi wrócić do Danii

Autorka celnie punktuje powszechnie panującą w tzw. sztuce wyższej (mówię tu o teatrach, operach) dekonstrukcję. (Piszę o „tak zwanej”, bowiem jeśli chodzi o opery, to oczywiście są znakomite dzieła, jak Turandot Pucciniego, ale w przerażającej większości gatunek ten stoi na niskim poziomie, jeśli chodzi o fabułę, słowa. Prawdę mówiąc, poznałem sporo oper, które oferowały znacznie mniej ambitnych przemyśleń niż przeciętny album rockowy z lat siedemdziesiątych czy też współczesna płyta rapowa). Prawdą jest, iż dekonstrukcja (i, nie bójmy się tego powiedzieć, ogromne ceny biletów) jest czymś, co niszczy teatr. I, w różnym stopniu, inne sztuki.

„Trudno dziś o inscenizację, która nie byłaby dekonstrukcją […]. Jeśli nic w tej kwestii się nie zmieni, to nasze dzieci nie będą już w ogóle rozumieć sztuki scenicznej, bo nikt nigdy nie zobaczy, jak wygląda sztuka klasyczna. Dekonstrukcja ma sens o tyle, o ile jest dyskusją z formą klasyczną; widz musi ją znać, by rozumieć, co jest dekonstruowane. Tymczasem po przekroczeniu pewnego punktu granicznego dekonstrukcja traci sens, bo przecież nie można w nieskończoność dekonstruować dekonstrukcji”, pisze autorka (s. 75). Święte słowa.

Zobacz też:   11 lat Summorum Pontificum

Współczesne problemy

Autorka upomina się też o rozumne podejście do muzyki liturgicznej. Celnie punktuje, iż to, co rzekomo miało być powrotem do ducha od litery, jest czymś odwrotnym. Mówię o źle rozumianym „czynnym uczestnictwie” w śpiewie. To właściwie dość zabawne, że często nazywani „drętwymi faryzeuszami” tradycjonaliści pokazują właśnie, że można w liturgii uczestniczyć bez okazywania tego zewnętrznymi czynami. Także w śpiewie.

Zgrabnie też pokazuje problemy związane z muzyką liturgiczną (nie „oprawą muzyczną”, jak czasem nazywają ją liturgiczni analfabeci) w „nowej” mszy świętej. Przykładowo: to, co było naturalne dla „starej” formy – długie utwory delektujące się słowem Bożym w wielogłosie bądź w chorale – jest nienaturalne dla tej „nowej”. Miałem nieraz okazję być ceremoniarzem podczas „nowej” mszy świętej. Pamiętam, z jak wielką ulgą dyrygenci chórów przyjmowali informację ode mnie, iż będą okadzenia czy procesje etc. Bez tego kończy się to często tak, że kapłan, skończywszy obrzędy, czeka na to, aż chór skończy śpiewać, i często nie wie, co ze sobą zrobić. Autorka proponuje pewne rozwiązania tej istotnej kwestii.

Rozbite szkło czy układanka?

„Staliśmy się piewcami dawnego, czasem może na poły mitycznego, blasku czasu, kiedy [lustro, zwierciadło – przyp. M.T.H.] było nienanaruszone, a także zbieraczami porozrzucanych odłamków. Próbujemy z nich ułożyć choćby część całości, powodowani oczywistym pędem do poszukiwania piękna i z jego pomocą – Boga. Podświadomie bowiem odczytujemy ślady logosu odbite nawet w najmniejszych znalezionych okruchach tego lustra” (s. 9-10).

Czy próby podejmowane przez muzycznych tradycjonalistów mają sens? Są walką o powrót do normalności? Czy może, parafrazując Jakuba Śmietanę (pomysłodawcę nazwy Adeste), jest to tak samo zasadne, co snucie przez bohaterów powieści postapokaliptycznych mitów na temat dawnej cywilizacji na podstawie ruin i fragmentów książek zapisanych nieodczytywalnym już pismem?

Nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy jednak, że muzyka kościelna przeżywa dogłębny kryzys. Nie mówię tu nawet o ewidentnych ekscesach (takich jak hymn wodociągów krakowskich czy też kompozycja pewnego skądinąd wielkiego pieśniarza wykonywana na wielu ślubach).

Poziom wykształcenia i, powiedzmy, „liturgicznej ogłady” organistów i kantorów jest tragicznie niski. Woła o pomstę do nieba. Można by powiedzieć, że gdyby nie mieszkający w tej Sodomie zacni ludzie (tacy jak moi redakcyjni koledzy – Jan Buczyński i Piotr Ulrich), należałaby się powtórka z deszczu siarki. To oczywiście nie tylko wina muzyków; swoją winę ponoszą też księża i inni wierni świeccy, a także toksyczna mentalność fałszywego „aktywnego uczestnictwa”.

Warto zawalczyć

Zostawmy jednak na razie wskazywanie winnych. Ważne jest podjęcie refleksji nad tematem. Książka Antoniny Karpowicz-Zbińkowskiej (dla ludzi działających „w branży” pozycja obowiązkowa) może być w tej kwestii pomocna. Zostawia pewien niedosyt, o pewne rzeczy chciałoby się autorkę dopytać. Być może wiele osób (w tym ja) by się z nią pokłóciło na temat muzyki nowoczesnej.

W każdym razie muzyki kościelnej nie możemy odpuścić. Zdecydowanie przegrywamy język i muzykę we współczesnym świecie. A bez słowa i dźwięku jedynym, co jeszcze my, Kościół katolicki, będziemy mieli do zaoferowania, będzie milczenie.

Książka Rozbite zwierciadło została wydana w 2021 roku w Krakowie przez Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec. Patronat nad książką objął m.in. miesięcznik „Adeste”. Więcej informacji na stronie wydawnictwa: tyniec.com.pl.
fot. tyniec.com.pl

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.