adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Kultura

Dziesięć ciekawych i wartościowych książek do przeczytania w święta

Okres Bożego Narodzenia to przede wszystkim święty czas, w którym wspominamy tajemnicę wcielenia Słowa Bożego. Z czysto ludzkiego punktu widzenia jest to również moment, w którym możemy złapać nieco oddechu, oderwać się od codzienności i przemyśleć na spokojnie wiele spraw. Sprzyja to również zagłębieniu się w ciekawą lekturę – zwłaszcza tym z nas, którzy w zgiełku życia codziennego rzadko znajdują na to czas. Jeśli więc już zastanawiacie się, z jaką książką w dłoni zasiąść w fotelu przy kubku gorącej zimowej herbaty lub grzańca – postanowiłem przygotować subiektywną listę, która może choć trochę pomoże w podjęciu tej strategicznej decyzji.

Tytułem wyjaśnienia: jest to mój osobisty wybór książek, które z różnych powodów zapadły mi w pamięć i uważam je za godne polecenia. Nie traktujcie więc tego jako jakiejś „listy książek polecanych przez Adeste”. Nie prowadzimy również żadnej współpracy czy patronatu związanego z którymkolwiek z wymienionych tytułów.

Starałem się wybrać książki niezbyt ciężkie czy wyspecjalizowane, ale jednocześnie wartościowe, interesujące i takie, które wnoszą coś nowego. Nie znajdziecie tu więc ks. Hellera, Benedykta XVI czy św. Tomasza z Akwinu ani Remigiusza Mroza czy Paulo Coelho. Rozrywka miesza się na mojej liście z wartościami. Raz przeważa jedno, a raz drugie. Myślę jednak, że udało się osiągnąć dość niezły balans. Nie chcę też nic sugerować kolejnością książek, dlatego ułożyłem je alfabetycznie według nazwisk autorów. A ponieważ pomyślałem, że taka lista może stać się dla kogoś inspiracją przy wyborze świątecznych prezentów, dlatego postanowiłem przygotować ją z pewnym wyprzedzeniem. Nie przedłużając, przejdźmy więc do pierwszej pozycji.

Bill Bryson – Ani tu, ani tam: Europa dla początkujących i średnio zaawansowanych

W zasadzie wystarczy spojrzeć na tę dobroduszną, pogodną twarz, by zyskać przekonanie, że to będzie dobra książka. Ale nie uprzedzajmy faktów. Moja przygoda z twórczością Billa Brysona – na razie dość krótka, ale na pewno jeszcze nie zakończona – zaczęła się, gdy pewnej niedzieli, przechadzając się po pchlim targu przy Hali Targowej, zwróciłem uwagę na książkę pt. Zapiski z Wielkiego Kraju okraszoną wielką flagą USA na okładce. Bezpośredni, wypełniony humorem i punktujący różne absurdy opis życia codziennego w Stanach zdecydowanie zachęcił mnie do zainteresowania się innymi książkami autora. Tak w moje ręce wpadła wspomniana pozycja zatytułowana Ani tu, ani tam…

Jak można się domyślić, tym razem autor wziął na warsztat Europę. Europę, która nie jest mu zupełnie obca, ponieważ jego żona jest Brytyjką, a sam przez dość długie okresy życia mieszkał i pracował na Wyspach. Poza tym już raz, gdy był studentem, odbył długą podróż po starym kontynencie, którą teraz, jako bardziej doświadczony i ustabilizowany życiowo mężczyzna, chce niejako powtórzyć. Trzeba przyznać, że trasa jest naprawdę konkretna – prowadzi od położonego daleko za kołem podbiegunowym Hammerfest aż do Konstantynopola. Po drodze autor poznaje wielu ludzi, przeżywa ciekawe (choć nie zawsze miłe) przygody, przejeżdża m.in. przez Włochy, Niemcy, Francję czy powoli gotującą się do bratobójczej wojny Jugosławię (książka ukazała się w 1991 r.). Przede wszystkim jednak ani na chwilę nie traci charakterystycznego dystansu oraz humorystycznego, ale i bystrego spojrzenia na codzienność przeróżnych miejsc, które odwiedza.

Bill Bryson na tle katedry i zamku w Durham (fot. Wikimedia Commons).

Gilbert K. Chesterton – opowiadania detektywistyczne z postacią o. Browna

Chestertona przedstawiać chyba nikomu nie trzeba. Myślę też, że wielu z was zgodzi się, że wśród jego bogatej spuścizny – zarówno beletrystycznej, jak i publicystycznej – każdy może znaleźć coś ciekawego i inspirującego dla siebie. Pozwolę sobie zwrócić więc uwagę na wciąż dość mało popularny w Polsce wycinek jego twórczości, czyli opowiadania z postacią ks. Browna, które Chesterton pisywał na przestrzeni wielu lat. Oryginalnie ukazały się one w pięciu zbiorach: Niewinność ojca Browna, O mądrości ojca Browna, Niedowiarstwo księdza Browna, Tajemnica ojca Browna i nieprzetłumaczona jak dotąd na język polski The Scandal of Father Brown. W księgarniach można jednak znaleźć również inne kompilacje, pod innymi tytułami. Z tego względu nie polecam żadnej konkretnej książki, tylko cały obszar, bo po cokolwiek z ks. Brownem w roli głównej sięgniecie, tak czy inaczej będziecie zadowoleni.

Postać o. Browna stanowi w pewnym sensie odpowiedź na Sherlocka Holmesa czy Herculesa Poirota. Ten bohater również jest bardzo inteligentny i błyskotliwy, a jednocześnie przy rozwiązywaniu zagadek kryminalnych zwraca bardzo dużą uwagę na psychikę i duchowość podejrzanych. Przede wszystkim jest jednak dobrym, pobożnym kapłanem katolickim i właśnie ten fakt ma największy wpływ na jego osobowość i postępowanie. Taka kreacja postaci ks. Browna pozwala Chestertonowi zawierać sporo konserwatywnego, katolickiego przesłania w trzymających w napięciu historiach kryminalnych, co czyni te opowiadania absolutnie wyjątkowymi w światowej literaturze. Warto dodać, że postać o. Browna zapoczątkowała pewien motyw kulturowy księdza-detektywa, którego nieco mniej, moim zdaniem, udanym przedstawicielem jest popularny obecnie Ojciec Mateusz.

Zdjęcie z planu serialu Father Brown, prod. BBC (fot. Wikimedia Commons).

Sławomir Koper i Tomasz Stańczyk – Ostatnie lata polskiego Wilna

Zacznijmy wyrazami uznania wobec autorów, którzy przy swoich książkach wykonali nieprawdopodobną pracę. Piszę „książkach”, ponieważ Ostatnie lata polskiego Wilna to tylko jeden z tytułów z serii, którą uzupełniają Ostatnie lata polskiego Lwowa, Ostatnie lata polskich Kresów i Najdalsze Kresy: ostatnie lata. Te trzy pozycje na razie trzymam jednak na liście „do przeczytania”, natomiast na pierwszy ogień poszło Wilno, do którego mam jakiś wyjątkowy sentyment. Lektura nie zawiodła mnie, a wręcz przeciwnie – dość powiedzieć, że była to dla mnie jedna z inspiracji do pielgrzymki z Krakowa do Wilna na rowerze.

Dlaczego ta książka jest aż tak dobra? Cóż, głównie dlatego, że nie jest to po prostu kolejna książka o polskich Kresach skupiająca się na szczegółach historycznych czy martyrologii (choć, oczywiście, nie chcę tu umniejszać zasług badaczy drążących trudną prawdę o tamtych czasach). Panowie Sławomir i Tomasz postawili sobie jednak wyraźnie za cel coś innego: oddanie specyficznego klimatu miejsc i czasów, o których piszą. I choć oczywiście nie jestem w stanie tego w pełni ocenić, to myślę, że osiągnęli ten cel w bardzo dużym stopniu. Bo gdzie indziej przeczytamy np. o tym, że Stanisław „Cat” Mackiewicz miał w zwyczaju zamawiać na obiad dwie zupy i jeść je jednocześnie obiema rękami, o pojedynkach na parasolki w wileńskich kawiarniach, bezpowrotnie utraconym klimacie „Kaziuków” czy największej mafii II Rzeczpospolitej? I która książka o Wilnie jest okraszona tak imponującą liczbą ilustracji i zdjęć z epoki? Podsumowując: dla osób zainteresowanych Kresami pozycja absolutnie obowiązkowa.

Widok na Wilno w latach trzydziestych (fot. Henryk Poddębski, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego).

Zofia Kossak-Szczucka – Błogosławiona wina

O Zofii Kossak warto przypominać przy każdej okazji, bo jest to postać, którą wielu we współczesnym świecie najchętniej skazałoby na zapomnienie. Polska pisarka nie pasuje bowiem do wielu tworzonych na użytek lewicowej propagandy mitów, zwłaszcza tych związanych z postawą Polaków wobec Żydów podczas Holocaustu, ale i katolickim spojrzeniem na rolę kobiety w społeczeństwie czy tradycyjną wizją życia rodzinnego. Podobnie jak biografia Kossak-Szczuckiej, „niewygodna” dla wielu jest też jej twórczość, wśród której znajdziemy m.in. takie perełki jak autobiograficzna Pożoga, hagiograficzni Szaleńcy Boży czy wyjątkowa trylogia o wyprawach krzyżowych.

Błogosławiona wina to nieco mniej znana i dość nieduża objętościowo powieść historyczna, luźno oparta na faktach. Akcja toczy się w wieku XVII, a głównym bohaterem jest wojewoda litewski, książę Mikołaj Sapieha, który w pewnym okresie swojego życia popadł w niewytłumaczalne osłabienie i apatię. Cudowne uzdrowienie nastąpiło dopiero podczas pielgrzymki do obrazu Matki Bożej Gregoriańskiej w Rzymie. Mocno poruszony zaistniałym cudem książę Sapieha postanowił poprosić papieża o podarowanie mu wspomnianego obrazu, a gdy to się nie udało, wykradł go i potajemnie przywiózł do rodzinnego Kodnia na Podlasiu. Po wykryciu przestępstwa wojewoda został ekskomunikowany przez papieża Urbana VIII, jednak szybko okazało się, że zbrodnia ma również pozytywne konsekwencje, które nadają jej znamion tytułowej „błogosławionej winy”. W ten sposób zawiązuje się ciekawa intryga będąca podstawą bardzo pouczającej powiastki filozoficzno-moralnej.

Kadr z filmu Błogosławiona wina (2015; fot. YouTube).

Ks. Wojciech Kościelniak – Między Taborem a Golgotą. Wspomnienia misjonarza

Na mojej liście nie zabrakło też miejsca dla solidnej porcji historii misyjnych. „Solidnej” w pełnym tego słowa znaczeniu, bo Między Taborem a Golgotą to potężna (licząca prawie siedemset stron) „kobyłka”. Mimo to gwarantuję, że przeczytacie ją szybko, nie będziecie się nudzić i na pewno nie będziecie mieć poczucia straconego czasu. Sam natrafiłem na nią dość przypadkowo – z różnych powodów wybrałem się na mszę świętą do sąsiedniej parafii akurat w dniu, gdy ks. Wojciech przyjechał do Krakowa i właśnie tam przez całą niedzielę wygłaszał kazania oraz zbierał środki na cele misyjne. Zaciekawiony jego opowieściami postanowiłem zakupić książkę, wspierając przy okazji działalność misji katolickich w Tanzanii.

Ksiądz Wojciech na jednej ze stron swojej książki stwierdza, że życie jest zbyt krótkie, żeby czytać dobre książki, więc należy czytać tylko te bardzo dobre. Myślę, że jego książka zalicza się do tej kategorii. Mimo że jest bardzo długa, nie zawiera niepotrzebnych wtrąceń czy „lania wody”. Zamiast tego otrzymujemy szczegółową i bardzo osobistą opowieść o prawie trzydziestu latach pracy misjonarza w Tanzanii. Misje poznajemy od każdej możliwej strony: przeczytamy o budowie ośrodków zdrowia, problemach związanych z wciąż dużą popularnością szamanów czy licznymi epidemiami w Afryce, niezwykle barwnej współpracy z miejscowymi, trudach budowy budynków i relacji międzyludzkich a także o tym, jaka Tanzania po prostu jest.

Tanzańskie dziecko (fot. ks. Janusz Pociask).

Waldemar Łysiak – Asfaltowy saloon

To bardzo ciekawa pozycja i dla wielu może być sporym zaskoczeniem. Waldemar Łysiak postacią anonimową raczej nie jest – pewnie przynajmniej części z was nie jest obcy za sprawą pokaźnego dorobku literackiego czy publicystyki. Autora tego kojarzy się jednak głównie z publikacjami historycznymi i esejami społeczno-politycznymi, w których silnie akcentuje on swoje konserwatywne spojrzenie, nie stroniąc od mocnych słów i opinii. Tymczasem nieco zapomniany, wydany w 1980 r. Asfaltowy saloon jest książką… podróżniczą. A na dodatek pamiętnikiem.

Zobacz też:   Niedzielne PeryKopy: Bóg daje czy Bóg zabiera?

Asfaltowy saloon to zapis wspomnień Łysiaka z dwutygodniowej podróży samochodowej po Stanach Zjednoczonych, w czasie której autor postanowił odwiedzić nieco mniej znane, ale ważne dla amerykańskiej historii i kultury miejsca. Ameryka Łysiaka jest zupełnie inna od tej, którą przedstawiają znane filmy i seriale. Nie znajdziemy tu za wiele opisów Los Angeles, Chicago czy Nowego Jorku. Przeczytamy za to historię Polaka, który poświęcił życie na budowę największego pomnika na świecie (przedstawiającego indiańskiego wodza Szalonego Konia), trzymające w napięciu opowieści o gorączce złota, przestępcach Dzikiego Zachodu, wojnie secesyjnej czy obronie twierdzy Alamo. Jednak najbardziej zapadł mi w pamięć rozdział poświęcony Elvisowi Presleyowi. Autor dowiedział się o jego śmierci, gdy był w drodze, co spowodowało spontaniczną zmianę planów tak, aby osobiście pojechać na pogrzeb artysty. Opis pożegnania króla rock and rolla jest połączony z przejmującą opowieścią o życiu piosenkarza, splocie nieszczęśliwych okoliczności, które doprowadziły do przedwczesnej śmierci Elvisa oraz jego wpływie na historię Ameryki. Ta książka to prawdziwe reportażowe mistrzostwo świata i jeśli tylko będziecie mieli możliwość ją przeczytać, gorąco zachęcam.

Korczak Ziółkowski, polski rzeźbiarz opisany w książce Asfaltowy saloon (fot. Wikimedia Commons).

Bernard Newman – Rowerem przez II RP. Niezwykła podróż po kraju, którego już nie ma

Tak, to kolejna w tym zestawieniu książka podróżnicza. Od razu dodam, że nie ostatnia. Ale akurat ta pozycja jest wyjątkową wśród wyjątkowych. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na tytuł, który właściwie jest bardzo prosty i jasny, a jednak intryguje. Bo jak to: historia Anglika, który w latach trzydziestych objechał całą Polskę dookoła na rowerze? Tak, to prawda, choć trzeba dodać, że Bernard Newman podobnych reportaży o różnych krajach napisał kilkadziesiąt. To zresztą naprawdę barwna osobistość, choć w Polsce wciąż pozostaje praktycznie nieznany. Ten stan rzeczy nieco zmienia właśnie polskie tłumaczenie książki Rowerem przez II RP, opisującej naprawdę niezwykłą podróż. Dość powiedzieć, że dysponując nowoczesnym jak na ówczesne czasy rowerem (o imieniu George), nieporównywalną do obecnej infrastrukturą i drogami tylko z rzadka pokrytymi utwardzoną nawierzchnią, Newman pokonywał odcinki często przekraczające sto kilometrów dziennie, co nawet dziś jest (przynajmniej dla mnie) dość sporym wyzwaniem.

Bardzo ciekawą cechą tej książki jest absolutnie wyjątkowe spojrzenie autora na opisywane miejsca i sytuacje. Newman jest przede wszystkim Anglikiem, więc oczywiście patrzy na Europę Środkowo-Wschodnią w pewien charakterystyczny, wyspiarski sposób (choć na każdym kroku podkreśla swój szacunek wobec Polaków i Polski). Jak zresztą sam napisał: „Nie występuję w roli obrońcy Polski – to nie jest książka pisana na zamówienie – ale od razu wyznam, że świetnie się czułem wśród Polaków i ogromnie ich polubiłem” (Newman B., 2021, s. 12). Co więcej, autor pisał swoją książkę w latach trzydziestych, więc w sposób naturalny nie wiedział jeszcze wielu rzeczy, które dziś są oczywiste, np. tego, że ten nowo wybrany kanclerz Niemiec z charakterystycznym wąsikiem za parę lat okaże się jednym z największych zbrodniarzy w historii i wywoła wojnę światową, a zagłada milionów Żydów już na zawsze zmieni postrzeganie tego narodu przez opinię publiczną. Z mocno innym od dzisiejszego nastawieniem Newman przejechał więc kilka tysięcy kilometrów po kraju, którego już nie ma, opisując m.in. Wolne Miasto Gdańsk, Warszawę, Kraków, Zakopane, Lwów, Czarnohorę, bagna Polesia, Wilno, granicę polsko-litewską (której przekraczanie było wówczas możliwe tylko za specjalnym wojskowym pozwoleniem i wiązało się z dużym niebezpieczeństwem), Litwę oraz Prusy Wschodnie.

Okładka jednego z pierwszych wydań książki (fot. Goodreads).

Antoni F. Ossendowski – Nieznanym szlakiem

Właściwie mógłbym napisać: „Czytajcie Ossendowskiego. Najlepiej wszystko” i na tym poprzestać. Bogata twórczość tego autora, skazanego w czasach komunizmu na zapomnienie i od niedawna odkrywanego na nowo, jest bowiem prawdziwą kopalnią dających do myślenia historii, interesujących doświadczeń i przepięknej polszczyzny. Mógłbym więc polecić Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów – niezwykłą opowieść o ucieczce Ossendowskiego z ogarniętej rewolucją Syberii do Chin, codziennym narażaniu życia i zmaganiach z tajemniczym baronem von Ungernem-Sternbergiem. Mógłbym zwrócić uwagę także na znakomitego Lenina – beletryzowaną biografię wodza rewolucji październikowej, znacznie poszerzającą spojrzenie na jej przyczyny, jakie możemy wynieść ze szkolnych lekcji historii. Mógłbym napisać o znakomitych przedwojennych przewodnikach turystycznych, jak np. tym na temat Huculszczyzny, który sam czytałem przed wycieczką w tamte rejony. Zapewne na tej liście mogłoby się ponadto znaleźć wiele książek, których nie miałem jeszcze okazji przeczytać.

Książką, którą wybrałem na tę listę, jest zbiór opowiadań pt. Nieznanym szlakiem. Jest to wybór historii, które Ossendowski przywiózł ze sobą ze swoich licznych podróży po świecie, tak więc na przestrzeni niecałych dwustu stron odwiedzimy wiele krajów na różnych kontynentach. Wszystkie opowieści są jednak przesycone promocją szlachetności, przedsiębiorczości, patriotyzmu, tęsknoty za domem, ale jednocześnie za przygodą. Taką wymowę ma opowieść o Polakach planujących ucieczkę z Syberii, polskim studencie uczącym zdobyczy cywilizacji Buriatów pośrodku tajgi czy pracy dziennikarzy relacjonujących różne dziwne wydarzenia. Nie ma przypadku w tym, że na okładce mojego wydania Nieznanym szlakiem znalazł się cytat z biografii Ossendowskiego pióra Witolda Michałowskiego Ossendowski. Podróż przez życie: „Wszechstronność zainteresowań, zdolności, talent, ambicja, żyłka awanturnicza, skłonność do intryg – wszystko to razem tworzyło mieszaninę piorunującą. Niech inne narody go nam zazdroszczą”.

Antoni Ossendowski (trzyma ręce w kieszeniach) podczas wyprawy do Gwinei (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego).

Jean Raspail – Na królewskim szlaku

Zmarły przed dwoma laty Jean Raspail to pisarz obecnie dość popularny, szczególnie wśród osób o bardziej tradycjonalistycznym podejściu do życia. Zapewne więc wielu z was zetknęło się z jego powieściami takimi, jak chociażby Pierścień rybaka, Obóz świętych czy Król zza morza. Nieco inną pozycją jest przetłumaczona niedawno na język polski pozycja Na królewskim szlaku. Właściwie można powiedzieć, że jest to książka, której miało nie być. Jej powstanie zawdzięczamy szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, który sprawił, że Raspail po latach odnalazł swój dziennik prowadzony podczas jednej z młodzieńczych podróży i postanowił przeredagować go do postaci wspomnieniowej książki podróżniczej.

A było co opisywać, bo też i była to podróż niezwykła. Otóż Jean Raspail jako młody mężczyzna pod koniec lat czterdziestych XX wieku postanowił wybrać się ze swoimi trzema francuskimi przyjaciółmi w podróż tradycyjnymi kanu po historycznym szlaku wodnym spajającym francuskie posiadłości w Ameryce Północnej. Trasa wiodła więc od Trois-Rivières w kanadyjskim Quebecu przez Rzekę św. Wawrzyńca, Ottawę, Wielkie Jeziora, Wisconsin, a następnie Missisipi, aż do Nowego Orleanu. Podróż śladami francuskich zdobywców, podróżników i misjonarzy, najeżona niebezpieczeństwami i wypełniona historią, ciągnęła się przez dobre kilka tysięcy kilometrów. Wspomnienia Raspaila przepełnione są duchem przygody i młodzieńczej odwagi, ale przede wszystkim pobrzmiewają w nich właściwe temu autorowi nuty tradycji, rojalizmu, patriotyzmu, katolicyzmu i tęsknoty za starą, dobrą, przedrewolucyjną Francją.

Francuski misjonarz o. Jacques Marquette, jedna z inspiracji Raspaila – obraz Wilhelma Lamprechta (fot. Wikimedia Commons).

abp Fulton J. Sheen – Skarb w glinianym naczyniu

Na koniec – jak to się mówi: last, but not least – zostawiłem coś „stuprocentowo” religijnego. Nie mogłem pominąć książki, która na każdej kartce zaskakuje, odkrywa krok po kroku ukryte piękno wiary katolickiej, zmusza do myślenia, a jednocześnie czyta się ją jak porywającą powieść. Taka właśnie jest autobiografia Sługi Bożego abp Fultona Sheena, którą napisał (a częściowo, osłabiony chorobą, podyktował) pod koniec swojego długiego i bogatego życia. I choć abp Sheen znany jest z umiejętności mówienia o sprawach najważniejszych przystępnym i prostym językiem, to i tak spośród tych kilku jego książek, które przeczytałem, tę czytało mi się najlepiej. Pewnie jest tak dlatego, że Skarb w glinianym naczyniu to przede wszystkim pisana lekkim, zrozumiałym dla każdego językiem opowieść.

Z tej książki można wyciągnąć naprawdę wiele. Można poznać wiele inspirujących historii osób nawróconych przez znanego arcybiskupa, kulisy jego pracy w mediach, sposoby na pracę nad sobą, ćwiczenie się w pokorze, efektywną naukę i ciągły rozwój własnej duchowości. Przeczytamy tu również wiele o najnowszej historii Kościoła – abp Sheen opisuje chociażby prace Soboru Watykańskiego II „od kuchni”, osobiste spotkania z kilkoma kolejnymi papieżami czy długoletnią pracę na rzecz misji. Dowiemy się także ciekawych szczegółów z życia samego arcybiskupa, jak np. to, dlaczego nie lubił kurczaków, jak wypowiadał się o Polsce czy to, który znany hollywoodzki aktor pod wrażeniem jego osobowości zmienił nazwisko na Sheen. A także dlaczego zdjęcie z podróży do Izraela, które zamieściłem poniżej, uważał za swoje ulubione.

Abp Fulton J. Sheen podczas podróży do Izraela (fot. Pinterest).

Jeśli ten tekst zachęci kogoś z was do przeczytania którejś z wymienionych tu książek, to będzie mi bardzo miło. Przede wszystkim jednak chodzi o promocję świadomego czytelnictwa, czytania dobrych i mądrych książek oraz wyciągania z każdej z nich czegoś rozwojowego dla siebie. Czytajmy i myślmy o tym, co czytamy, bo, jak napisał kiedyś Diderot: „Ludzie przestają myśleć, gdy przestają czytać”.

A na koniec pytanko do was, drodzy Czytelnicy: może i wy macie jakieś ciekawe lektury do polecenia na święta, święta i po świętach? Jeśli chodzą wam po głowie tytuły, które na pewno umieścilibyście na takiej liście jak powyższa, koniecznie dajcie znać w komentarzu!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.