adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Społeczeństwo, Wiara

Czy Bóg przegra z ponowoczesnością?

„Gott ist tot! – Bóg umarł!” Ten cytat z Fryderyka Nietzschego wydaje się z pozoru prowokacyjny, antychrześcijański. A nawet bluźnierczy. Bo jak ktoś ma czelność ogłaszać śmierć Boga – możemy zapytać. Jeśli jednak spojrzymy na te słowa w szerszym kontekście, to okazuje się, że odbijają się w nich jak w lustrze koncepcje ponowoczesnego świata, w którym żyjemy. Bóg umarł. A może to my i nasze utopijne, ponowoczesne społeczeństwo codziennie go zabijamy?

Jest rok 2018. Dostęp do nowoczesnych technologii w krajach tzw. Pierwszego Świata jest normą, a w niektórych, jak w Estonii, uznawane jest za prawo obywatelskie. Robotyzacja wchodzi w etap nowoczesnych technologii, a moce obliczeniowe superkomputerów pozwalają nam spojrzeć w strukturę atomu. Jednocześnie geometrycznie wzrasta liczba samobójstw (wg fundacji AFSP w USA liczba samobójstw wzrosła między 2015 a 2016 rokiem z 13,26 na 13,42 na 100 tys. mieszkańców) w wielu miejscach na świecie. Świat budowany przez nas miał być pozbawiony problemów, które trapiły poprzednie pokolenia. Jednak okazuje się, że kiedy burzy się stary porządek, na placu ludzkości może pozostać jedynie duchowa pustynia.

Nasz (nie)idealny świat

Chcąc przyjrzeć się temu, jak wiara miewa się w zglobalizowanym społeczeństwie, należy zadać sobie pytanie o najważniejsze definicje. Wśród naukowców, a szczególnie socjologów, trwa spór czy społeczeństwa rozwiniętych państw są w fazie „nowoczesności” czy przeszliśmy do ponowoczesności. Jest to o tyle ważne, że zmienia to optykę patrzenia na wiele zjawisk społecznych, w tym na wiarę chrześcijan w XXI wieku.

Z definicji socjolog Barbary Szackiej wynika, że ponowoczesność to „pojęcie wykorzystywane w teorii modernizacji na określenie etapu rozwoju społecznego, bądź cyklu modernizacyjnego po ukształtowaniu się społeczeństwa nowoczesnego. Termin «społeczeństwo ponowoczesne» jest też niekiedy zamiennie stosowany na określenie społeczeństwa poprzemysłowego i społeczeństwa informacyjnego”.

I mimo tego, że definicja ta jest dość zawiła i zrozumiała dopiero przez wyjaśnianie innych, to prof. Szacka w dalszej części publikacji podaje cechy ponowoczesności. Niektóre z nich to: konsumpcjonizm, indywidualizm, relatywizm moralny, rozwój kultury popularnej i utowarowienie kultury, globalizacja, glokalizacja, wzrost alfabetyzmu funkcjonalnego, gospodarka oparta na wiedzy, wzrost nierówności społecznych, zróżnicowania kulturowego, problemów tożsamościowych.

Zobacz też:   Czy chrześcijaństwo może zostać nazwane mitem? cz.II

W powyższych definicjach i przykładach widzimy sprzeczności, targające współczesnym światem: z jednej strony otwarcie na nowe kultury, rozwój społeczeństwa informacyjnego i kontrola technologii nad życiem, a z drugiej pewna aksjologiczna pustka, w której człowiek, na własne życzenie, pozbywa się określania wartości określających cywilizację, w której żyje.

Bóg w wielkim mieście

Wiara w rozwiniętych społeczeństwach, w których których mobilność, szybki dostęp do informacji i wszechobecny rozwój, jest ogromnym wyzwaniem. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że wiele światowych metropolii to duchowe pustynie, w których chrześcijaństwo traktowane jest, co najwyżej, jako jedno ze zjawisk społecznych, a pobożność traktowana jest jak emocjonalny sentyment. Nie ma wątpliwości, że duszpasterstwo w wielkich miastach staje przed znacznie poważniejszymi wyzwaniami, niż w mniejszych miejscowościach. Przede wszystkim, grupy wiernych są mniej regularne, obserwowane jest zjawisko tzw. churchingu, czyli wybierania sobie kościoła, w którym uczestniczy się w Liturgii. Po drugie, w duszpasterstwie odbijają się problemy wielkomiejskich wiernych: stres, pośpiech, zmęczenie i doraźność. W takich warunkach metropolie stają się nieraz, o czym już wspomniałem, duchowymi pustyniami.

Duchowni mają za zadanie niekopiowanie stylu, który mogą zastać na ulicach, ale tworzenie ze świątyń prawdziwych oaz, w których nie słychać ulicznego szumu, kapłan nie śpieszy się za wszelką cenę z celebrą, a wierni mogą poczuć się bardziej bliscy sobie nawzajem, niż w codziennym pośpiechu. Owoce niezrozumienia tej zasady widać w wielu świątyniach Europy Zachodniej, gdzie duszpasterze łudzą się, że przyciągną wiernych do świątyń kopiowaniem wzorców z kultury popularnej. Liturgię podczas których kapłan zamienia się w konferansjera dotyka syndrom „macdonaldyzacji wiary”. Religia w takim systemie musi być light i łatwa do przyswojenia, bo takie jest życie w wielkomiejskich centrach. Jest to jednak pokusa, która prowadzi także lokalne kościoły do duchowej pustki. Wierny nie będzie widział wyraźniej różnicy między tym, co wewnątrz i na zewnątrz kościoła. Nie dziwi zatem ogromny odpływ wiernych ze środowisk wcześniej przywiązanych do wiary .


Powyższy tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w numerze 9. Miesięcznika Adeste. Pobierz go za darmo, aby przeczytać resztę!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.