adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Niedzielne PeryKopy

Co się dzieje w czasie Mszy Świętej? (cz. 2)

Sigla:

Iz 55,10-11

Ps 65,10-14

Rz 8,18-23

Mt 13,1-23

Mówiliśmy ostatnio o tym, że w czasie Mszy Świętej oddajemy Bogu należną Mu cześć. W tym samym momencie miłosierny Bóg uniża się, by nas uświęcić, czyli sprawić, że staniemy się bardziej podobni do Chrystusa.

Ta dynamika towarzyszy całej liturgii. Słowo staje się ciałem i ubiera w szaty ludzkich słów po to, byśmy je zrozumieli. A to nie zawsze nam się udaje. Tak często zamykamy uszy na słowo Boga i próbujemy sami stworzyć sobie Jego obraz. Bóg tym samym okazuje się być ryzykantem, który z miłości do nas pozwala zrobić ze sobą, co nam się tylko podoba.

Podobnie rzecz ma się ze świętą wiarą przekazaną grzesznej ludzkości. Pisał o tym kard. J. Ratzinger, gdy rozważał dzieje Credo: „W zwierciadle losów tego tekstu widać zatem, jak odpowiedź na wezwanie z Galilei, z chwilą, gdy weszła do historii, musiała się zmieszać ze wszystkim, co ludzkie, z interesami poszczególnych regionów, z obojętnością panującą między tymi, którzy są powołani do jedności, z intrygami władców tego świata. Jest ważną rzeczą, byśmy to widzieli, gdyż i to należy do rzeczywistości wiary w świecie, że śmiały skok w nieskończoność, jaką oznacza wiara, odbywa się tylko wśród małostkowości spraw ludzkich; że również tu, gdzie człowiek waży się poniekąd na to, co dla niego największe, na skok poza własny cień ku sensowi, który by dał mu oparcie – postępowanie jego nie jest czyste, szlachetne, wielkie, tylko odzwierciedla go jako istotę rozdwojoną, godną politowania w swej wielkości, a przecież zawsze jeszcze wielką w swej nędzy. Przy tym uwidacznia się tu coś bardzo istotnego, mianowicie że wiara ma i musi mieć coś wspólnego z przebaczeniem, że chce człowiekowi dać poznać, iż jest on istotą, która może się odnaleźć tylko w otrzymywaniu i niesieniu dalej przebaczenia, która potrzebuje przebaczenia nawet w tym, co ma najlepszego i najczystszego”. W tym samym tekście kard. Ratzinger zwrócił uwagę na to, że wiara rodzi się ze słuchania, że światło prawdy dociera do nas, gdy spotykamy się ze słowem Bożym.

Czy zatem zadaniem Liturgii Słowa jest pobudzenie Twojej wiary? Owszem, też. Niemniej jej głównym celem jest – znowu – oddanie czci Bogu. W czytaniu słowa Bożego nie chodzi nawet o to, byś się czegoś nauczył, ale lektor, czytając ogłasza dzieła Boga, opowiada urywki historii zbawienia, tym samym uwielbiając Pana. W tej chwili, gdy wielbisz Boga słuchając tekstów Pisma Świętego, On zsyła na Ciebie deszcz, który pozwala Twojej wierze rosnąć: „jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne”.

Zobacz też:   Wszyscy jesteśmy jak zwierzęta

Teraz możesz się nieco zdziwić – przecież chodzisz do Kościoła już od lat, a tak niewiele się zmienia. Co jest nie tak? Dlaczego wiara nie rośnie? Z odpowiedzią śpieszą wszystkie czytania dzisiejszej Liturgii Słowa.

Po pierwsze – dużo zależy od tego, jaką glebą jesteś i jak wygląda Twoje życie. Słuchanie Słowa to relacja z Osobą, a nie automatyczne ustawienia rzeczywistości. Słowo nie wydaje plonu według z góry zaplanowanego programu, ale dialoguje z Tobą. Możesz Je zgubić. Możesz Je puścić mimo uszu, Możesz Je pochwycić na chwilę tylko po to, by zaraz znów Je utracić. Możesz w końcu Je przyjąć i wydać plon nawrócenia, zmiany życia, zbliżenia się do Boga.

Po drugie – nawet jeśli już „złapiesz” słowo, nawet jeśli już wpadnie w ziemię, to do plonu jeszcze daleka droga. Potrzebna jest Twoja współpraca z łaską, która wbrew pozorom wcale nie jest prosta. Apostoł przypomina, że nowy człowiek rodzi się w bólach.

Po trzecie – być może jest tak, że spodziewasz się, że Bóg zadziała dokładnie tak, jak sobie to zaplanowałeś, a słowo będzie pracowało w Tobie w ten, a nie inny sposób. Cos takiego może mieć miejsce, gdy walczysz z jakąś wadą, grzechem, nałogiem. Modlisz się, modlisz i nic. Postanawiasz sobie, zaciskasz zęby, a jest jak było (lub nawet gorzej). Co z tym zrobić? Pokornie i cierpliwie trwać w modlitwie, przyjmować słowo Boże i otwierać się na światło prawdy. To Bóg decyduje w jaki sposób Cię uzdrowić –  zaufaj Mu. To Bóg najlepiej wie czego Ci potrzeba i jaką drogą ma Cię poprowadzić. Bo „słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem”. To słowo ma wypełnić to, czego chce Bóg, a nie to, czego Ty chcesz.

Oto kolejna odsłona misterium Mszy Świętej – słowo Boga odczytywane ku Jego chwale staje się słowem żywym. Staje się deszczem, który może ożywić Twoją wiarę i całe życie. Staje się światłem prawdy, które jak latarnia morska, prowadzi do portu Niebios.

Boże, Ty ukazujesz błądzącym światło Twojej prawdy, aby mogli wrócić na drogę sprawiedliwości, spraw, niech ci, którzy uważają się za chrześcijan, odrzucą wszystko, co się sprzeciwia tej godności, a zabiegają o to, co jest z nią zgodne. Przez Chrystusa, Pana naszego.

אמן

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.