adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wielkotygodniowy Rachunek Sumienia

Wielka Sobota

Dziś na świecie panuje niczym niezmącona cisza. Syn Boży umarł i został pogrzebany. Ta historia nie kończy się jednak w tak smutny sposób – wierzymy przecież, że Jezus pokonał śmierć i trzeciego dnia zmartwychwstał. Czy aby jednak na pewno jest taka nasza wiara? Czy na serio ufamy, że Bóg wstał z grobu i przywrócił ludzkości utracone życie? W tym ostatnim wpisie z cyklu Wielkotygodniowego Rachunku Sumienia zechciejmy się pochylić nad kwestią tego, jak wygląda wypełnianie przez nas przykazań Bożych i kościelnych. Czy zawsze oddajemy Bogu to, co mamy najlepsze? Czy za każdym razem stawiamy Go na pierwszym miejscu? Czy pokornie wsłuchujemy się w nauczanie Kościoła i przyjmujemy je bez szemrania? A może jest zupełnie inaczej?

Już po wszystkim. Nad światem rozciągnął się szeroki płaszcz głębokiego milczenia. Słońce znów wzeszło nad sprawiedliwymi i tymi, którzy dopuszczają się nieprawości. To jednak nie koniec tej historii: nim zaświta pierwszy dzień tygodnia, wiatr znów będzie wesoło igrał między zielonymi gałązkami drzewek oliwnych, żołnierze stojący na straży rozpierzchną się zatrwożeni tym, co zobaczą, a kamień nie będzie już przesłaniał blasku poranka. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Mój Panie! Twoje najświętsze ciało zostało złożone w grobie. Cały świat, pogrążony w smutku, boleje. Kościół już drugi dzień nie sprawuje ofiary eucharystycznej. Doświadczyłeś, mój Jezu, wszystkiego: nieludzkiego cierpienia, okrutnej śmierci i w końcu własnego pogrzebu. Milczenie, które zapanowało, jest bardzo wymowne. To cisza przed wielkim trzęsieniem sumień i dusz, które pragną żywego Boga. Tu nie potrzeba słów – tu konieczna jest głęboka wiara w to, że grób to nie koniec, to dopiero początek. To brama, przez którą muszę przejść, aby cieszyć się życiem z Tobą na wieki, Panie. Czy jednak wierzę w swoje zmartwychwstanie?

Chrystusowe ciało owinięto w płótna wraz z wonnościami. Na myśl przychodzą mi teraz dwa zdarzenia: wskrzeszenie Łazarza i moment, kiedy jego siostra Maria namaściła Twoje stopy. Dlaczego? Może dlatego, że w moim życiu zbyt często pojawia się woń duchowego rozkładu. Wiele razy przecież zaniedbywałem czy wręcz lekceważyłem nakazy Dekalogu. Za nic miałem przykazania, które dał mi Kościół, by wskazać mi drogę do Ciebie. Łazarz wyszedł z grobu po czterech dniach, wezwany Twoim głosem. Płakałeś, Jezu, nad jego śmiercią, był bowiem Twoim przyjacielem.

A co ze mną? Mnie też zaoferowałeś dozgonną przyjaźń, którą przypieczętowałeś męką i krzyżem. Co uczyniłem, by się odwdzięczyć? Uśpiłem swoje sumienie, zatoczyłem nad siebie kamień i pośród fetoru grzechów, w których gniję od lat, głuchy stałem się na Twoje wołanie. Nie chciałem widzieć, że nade mną też płaczesz, bo przecież tak bardzo pragniesz mojego życia… Taka była – i nader często bywa i teraz – moja „wdzięczność”.

Brakuje mi odwagi i wiary Marii, która, nie zważając na szemranie obecnych, wylała olejek nardowy na Twoje stopy. Zamiast tego, podobnie jak Judasz, zżymam się i wolę tolerować bylejakość: swojego życia, celebracji liturgii, wystroju świątyni. Tak często zapominam, że otrzymałem od Ciebie wszystko, więc winienem oddawać to, co mam najlepsze. Gdzie podziała się moja troska o właściwe przygotowanie do przeżycia mszy świętej? Gdzie mój zmysł wiary, nakazujący mi starać się o to, by najświętsze tajemnice były celebrowane z należytym pięknem, dostojnie, z powagą i w pełnym skupieniu na Tobie, Jezu?

Zobacz też:   Pascha nova & vetera: Eucharystia - nauką uniżenia

Przesłoniłem to wszystko źle pojmowanym myśleniem o dobru o bliźniego, którego winienem kochać, ale nie ponad Ciebie! Chciałbym wcisnąć liturgię i swoje przeżywanie sakramentów w ramy zwyczajności, jak gdyby spotkanie z Tobą nie było czymś nadzwyczajnym. Jestem hipokrytą! Dla siebie zawsze pragnę rzeczy wspaniałych i niezwykłych, dlaczego więc miałbym ogołocić z należnej czci i chwały Ciebie, który oddałeś mi wszystko, nawet samego siebie?

Tak, Panie, w swoim życiu na piedestale stawiałem własne ego, znajdujące się niekiedy pod przykrywką odruchu miłości drugiego człowieka. Tak, Ty sam nakazałeś mi miłować tych, których spotykam, nawet nieprzyjaciół – ale czy w tym wszystkim chodzi mi o Twoją chwałę, czy może raczej o to, bym zwyczajnie poprawił swój wizerunek i poczuł się lepszy niż inni?

Wiele razy brakowało mi wiary. Nie widziałem sensu praktykowania swojej religii, widząc w niej zbiór rytuałów. Nie umiałem przyznać się przed kapłanem w konfesjonale, że pobłądziłem; uważałem, że sam będę najlepszym sędzią we własnej sprawie. Zdarzało mi się kwestionować słuszne nakazy, które ustanowił w swej mądrości Kościół, bardziej ufając temu, co mnie wydaje się słuszne. Zapominałem przy tym, że poza nim nie ma zbawienia…

Nie chciałem, Panie, naśladować Twej Matki, która dała mi najlepszy przykład ufności i zawierzenia. Jak to się kończyło? Poczuciem beznadziei, bezsensu, zagubienia…

Przebacz mi, Chryste, że tak często na pierwszym miejscu stawiałem własne dobro, spotykanych ludzi, pracę, przyjemności, a nie Ciebie – mojego Boga i Zbawiciela. Miej litość nade mną i pobudź moje serce do tego, by całkowicie oddało się Tobie ze świadomością, że tam, gdzie Ty królujesz, tam wszystko jest we właściwym porządku, tam czeka pusty grób, tam jest moje zmartwychwstanie.

Wpatrzony w Twój pusty grób, Panie, chcę zapytać samego siebie:

  • Jaki jest mój stosunek do liturgii: czy postawa zewnętrzna faktycznie wyraża moje wewnętrzne nastawienie i pragnienia?
  • Czy wypełniam przykazanie troski o potrzeby swojej wspólnoty, czy może przyłączam się do chóru osób walczących z Kościołem lub tych, które zapominają, że sami go tworzą?
  • Jak wygląda moja wiedza religijna – czy pogłębiam swoje wiadomości na temat wiary i życia prawdziwe chrześcijańskiego?
  • Kiedy ostatnio byłem u spowiedzi świętej i Komunii – czy korzystam z nich „od wielkiego dzwonu”, czy staram się żyć na co dzień sakramentami? A może całkowicie zarzuciłem praktyki religijne?
  • Czy podejmuję wzmożoną pracę nad sobą, by zwalczyć grzeszne nałogi, „umrzeć” dla tego świata, wyjść z grobu grzechów i stawać się coraz lepszym?
  • Kogo lub co stawiałem w swoim życiu na pierwszym miejscu zamiast Pana Boga?
  • Czy wierzę jeszcze w cud Zmartwychwstania?

Dobranoc, grobie święty, najświętszego Ciała,
który Matka Bolesna łzami oblewała.
Niech Ci będzie cześć w wieczności
za Twe męki, zelżywości,
Jezu mój!
Niech Ci będzie cześć i chwała
za Twą boleść, którąś miała,
Maryjo.

(fragment pieśni pasyjnej Dobranoc, Głowo święta)

Kyrie eleison!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.