adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Wiara

Na uczcie króla Heroda

"Salome z głową Jana Chrzciciela", 1596 - 1659, Peter Paul Rubens

„Także król Herod posłyszał o Nim, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: »Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim«. Inni zaś mówili: »To jest Eliasz«; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: »To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał«” (Mk 6, 14-16).

Wszyscy znamy historię o kuszeniu i upadku króla Heroda zawartą w szóstym rozdziale Ewangelii Marka. Barwny obraz głowy Jana Chrzciciela na tacy znamy również z malarstwa. 

Królowie upadają

Nieprzypadkowo jest podkreślone, że był on właśnie królem. Mimo iż wszyscy wiemy, że marionetkowym. Na kartach Biblii jest wiele postaci królów. Zazwyczaj dokonywali oni rzeczy wielkich, ale prędzej czy później upadali. Czy to z powodu żądzy (jak król Dawid), czy też za przyczyną pielęgnowania lub tolerowania pogańskich kultów (jak liczni królowie z ksiąg królewskich), podejścia „kawa nie wyklucza herbaty” (król Salomon) albo z zazdrości (król Saul). 

Wszystkie te historie przypominają mi się podczas przechodzenia kolejnych części – po Elden Ringu – serii Dark Souls. We wszystkich tych grach pojawiają się szaleni władcy – Elden Ring jest nimi wręcz przepełniony – zdeprawowani, choć niegdyś szlachetni. Wypalili się jak król Gwyn z pierwszej części, stracili pierwotną wolę naprawy świata i w konsekwencji wolę życia, jak król Vendrick z drugiej części. Albo się jawnie zdeprawowali i pogrążyli w czynieniu zła.

Słyszałem kiedyś cytat – przypisywany Tomaszowi z Akwinu – iż o tym, czy ktoś jest święty, z pewnością można powiedzieć tylko, kiedy zostanie wyniesiony do godności królewskiej. Nikt, kto nie jest na szczycie, według tego rozumowania, nie jest aż tak kuszony jak król. Czy włada światem jak Aleksander, czy jest mądry i obfitujący we wszelkie bogactwa jak Salomon, czy może jest „człowiekiem w miękkie szaty odzianym” jak król Herod.

Ty też możesz być Herodem

Zatrzymajmy się przy tym ostatnim. Perykopa z Ewangelii Marka opowiada o konkretnym zdarzeniu. O tym, jak doszło do śmierci człowieka odzianego w wielbłądzią skórę, który jadł szarańczę i miód i głosił chrzest nawrócenia. Historia o głoszeniu jawnie niewygodnej prawdy dla władcy – o tym, że publicznie grzeszy i jest zgorszeniem – i o ukaraniu niepokornego proroka. 

Tę prawdziwą historię możemy też jednak odczytać na innym poziomie, alegorycznym. 

Królem Herodem, „człowiekiem odzianym w miękkie szaty” i słabym monarchą, zależnym od mocy tego świata, jest ludzka wola. Albo nawet głębiej – jest to istota, serce człowieka. Jan Chrzciciel, wtrącony do więzienia, jest głosem sumienia. Wołającym o sprawiedliwość prawem naturalnym. 

Herod popełnił coś więcej niż cudzołóstwo. Okradł swojego brata z jego własnej żony. Szczegóły tego zdarzenia nie są znane. Można jednak domyślić się, że za oszczędnymi słowami ewangelisty kryje się głęboki ludzki dramat. 

W sidle uwikłania

Ale Herod jest za bardzo uwikłany w relację z Herodiadą. Być może też duma nie pozwala mu przyznać się do błędu i wyciągnąć z tego konsekwencji. Zamyka Jana Chrzciciela, ale nie pozbawia go życia. „Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał” (Mk 6, 20).

Jego stan podobny jest do sytuacji wielu ludzi. Przede wszystkim możemy skojarzyć jego sytuację z ludźmi w tzw. ponownych związkach albo w konkubinatach. Którzy są oddaleni od Kościoła, od Boga, ale nie są do jednego ani drugiego nastawieni negatywnie. Niektórzy wręcz, podobnie jak Herod, chętnie słuchają księży, czytają Biblię, szukają prawdy. Nawet jednak jeśli tęsknią, nie są w stanie podjąć decyzji odcięcia się. Można to oczywiście przełożyć na różne inne grzeszne stany człowieka, w których tłumi on swoje sumienie, pozostawiając jednak okienko na światło Bożej nauki.

Zobacz też:   Skąd pochodzi prawdziwa radość?

Wracając jednak do historii. Herodiada, uosabiająca niespokojne i mściwe żądze, knuje różne intrygi. Aż w końcu wysyła swoją córkę, by tańczyła przed królem i biesiadnikami. Jej taniec wprawia biesiadników i Heroda w zachwyt.

Zabójcza namiętność

Taniec z całą pewnością może być pewną sztuką. I na pewno córka Herodiady musiała się kunsztem wykazać. Sądzę jednak, że ważny jest tu kontekst uczty. Biesiady na Bliskim Wschodzie potrafiły (i pewnie dalej potrafią) trwać wiele godzin, a nawet dni. Wiążą się ze spożywaniem alkoholu. Mimo iż wino pili raczej rozcieńczone (a pamiętajmy, spożywali nie tylko wino – również napoje z innych roślin), to biesiadnikom z pewnością musiało już nieco szumieć w głowie.

Nie na darmo Eklezjastyk ostrzega:

„Z kobietą zamężną nigdy razem nie siadaj
ani nie ucztuj z nią przy winie,
aby przypadkiem twa dusza nie skłoniła się ku niej,
byś przez swą namiętność nie potknął się aż do zagłady” (Syr 9, 9).

Żądza, wzmocniona przez alkohol (tak bowiem działa ta substancja – ona nie zmienia człowieka, ale sprawia, że jego stany psychiczne i emocjonalne są przeżywane intensywniej), potrafi odebrać rozum. I to właśnie się dzieje. 

Dzień, w którym pochował sumienie

Znamy koniec tej historii. Sumienie Heroda zostaje zabite. I to on ma ostatecznie krew na rękach. Nie Herodiada, nie jej córka (nieprzypadkowo ewangelista wspomina, że to jej córka, nie Heroda). Głowa Jana Chrzciciela na tacy jest czymś, co sam sobie nawarzył. 

Strach przed złamaniem obietnicy (uosabiającej bzdurne zasady i ograniczenia, które sami sobie nakładamy). Lęk przed ośmieszeniem się przed biesiadnikami (co ludzie powiedzą, co jeśli stracę w ich oczach?). I w końcu żądza i jej konsekwencje. To pogrążyło Heroda i uczyniło z niego człowieka złamanego, z zabitym sumieniem. 

Promyk nadziei dla uwięzionego

Herod dokonuje mylnej diagnozy. Mówi, że Jezus to Jan Chrzciciel, który wstał z martwych. Całkowity błąd, bo to Chrystus jest Bogiem, który wskrzesi Jana Chrzciciela na końcu czasów. Wracając do porównania do ludzi w grzesznych stanach: niekiedy sądzą, że budzi się w nich dawno pogrzebane sumienie. Nie dowierzają, że mogą doświadczać jakiejś zachęty łaski, starają się to sprowadzić do niższej warstwy. Uważają, że nie są godni być świadkami działania Chrystusa. 

Ale nawet taka postać może doczekać się pewnego światła. Myśl o Janie Chrzcicielu (o którym pewnie nawet starał się nie myśleć) ponowiła się, kiedy usłyszał o cudach Jezusa. Z tego można zaczerpnąć następującą refleksję: Boże światło, Boża moc i Jego słowo są mocniejsze niż mury fortec, w których zamyka się ludzkie serce po uwięzieniu czy zabiciu sumienia. Słowa duchownych mogą niekiedy przełamać najtwardsze serca. Tu mała dygresja: większość ludzi pielęgnuje nabożeństwo pierwszych piątków miesiąca ze względu na obietnicę śmierci z możliwością skorzystania z sakramentów. Tymczasem zapomina się o innej obietnicy przedstawione w objawieniach Małgorzaty Marii Alacoque: że kapłani będą kruszyć serca najbardziej zatwardziałych grzeszników. 

Jaki był koniec Heroda? Tego nie wiemy. Co jednak wiemy, to to, że zawsze możemy wyjść z błędu. Jeśli tylko wykażemy nieco odwagi, by odrzucić podszepty szatana, ciała i świata.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.