adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara, Z życia Kościoła

„Jezu, Ty się tym zajmij!” – wywiad z autorką biografii ks. Dolindo Ruotolo

Dokładnie 137 lat temu, 6 października, na świat przyszedł Dolindo Ruotolo, późniejszy kapłan i mistyk, którego akt zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij!” porusza także dzisiaj. Przypominamy nasz wywiad z autorką biografii Sługi Bożego ks. Dolindo, panią Joanną Bątkiewicz-Brożek.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na wieki wieków amen!

Droga Pani Joanno, jak zaczęła się Pani przygoda z Ks. Dolindo Ruotolo?

W 2013 roku pracowałam nad przekładem Listu do córki Antonio Socciego. Włoski dziennikarz zamieścił w swojej książce fragment aktu oddania się Jezusowi „Jezu, Ty się tym zajmij”. Przekładając go, kilkakrotnie wstawałam od biurka i chodziłam po pokoju. „Jak to? Komu Jezus zostawił coś tak mocnego?”. Zachwyciła mnie prostota aktu, celne uwagi Jezusa. Czułam, jakby to wszystko było do mnie: Jezus zna doskonale moją nędzę, skłonność do komplikowania planów, do zamartwiania się itd. „To strata czasu! – mówi w akcie oddania – Oddaj to Mnie” i „Ja się tym zajmę, obiecuję Ci na Moją Miłość”. Czyste szaleństwo Boga. I jaka obietnica! Wtedy po raz pierwszy przeczytałam nazwisko „Dolindo Ruotolo”.

Krótko potem, jadąc na kolegium do redakcji, zastanawiałam się nad nowym tematem. Pustka w głowie i krótkie: „Jezu, Ty się tym zajmij!” zapaliło lampkę. No właśnie, trzeba sprawdzić, kim był kapłan, któremu Jezus zostawił tę potężną modlitwę. Miałam pół godziny, żeby się przygotować i przeczytać przed kolegium, kim był ks. Dolindo. Informacja, jaką zaserwował „wujek Google”, że to kapłan, do którego odsyłał sam św. o. Pio, postawiła mnie na nogi. „Co to musiał być za facet?!” – pomyślałam. Następną noc miałam z głowy. Chłonęłam autobiografię ks. Dolindo. Żaden życiorys nie dotknął mnie tak bardzo, jak ten. Powstał wtedy tekst pt. „Jezu, Ty się tym zajmij” i co ciekawe – a czego nie byłam wtedy świadoma – ukazał się na łamach Gościa Niedzielnego w rocznicę śmierci ks. Dolindo w listopadzie 2014 r.

A potem przyszła myśl o napisaniu biografii kapłana z Neapolu?

Absolutnie nie. Ale historia miała swój dalszy, nieoczekiwany dla mnie ciąg. Pisząc tekst, pragnęłam, by do jak największej liczby Czytelników dotarł akt zawierzenia, stąd był i tytuł. Pod tekstem umieściłam obszerne fragmenty modlitwy. Okazało się jednak, że do druku zamiast modlitwy poszła reklama. Stanęłam zrezygnowana pod ścianą wydruków w redakcji. Tekst nie miał sensu. Uderzyłam się wtedy mocno w serce: „Jezu, to teraz Ty się tym zajmij!”.

Dwa dni później zadzwonił telefon do redakcji, a potem kolejny – i tak przez ponad trzy miesiące. Czytelnicy pytali, czy jest jakaś książka o księdzu Dolindo. Byli spragnieni jego życia. Przez nawał telefonów nie mogłam pracować. W końcu poprosiłam, by więcej nie łączyć mnie z czytelnikami. „To co ja mam mówić?” – pytała sekretarka. „Może powiem, że ty piszesz?” – spojrzała na mnie. Zaśmiałam się tylko i usiadłam przy biurku. I wtedy zadzwonił telefon, ostatni w tej sprawie. „Wydawnictwo Esprit. Napisze pani biografię ks. Dolindo?”. Odjechałam wtedy na krześle od biurka. To była ewidentna wola Boża. Długi czas musiał minąć i wiele musiało się wydarzyć i powywracać w moim życiu, zanim usiadłam do biurka i zaczęłam pisać. Zanim przekroczyłam próg Neapolu, przeszliśmy oboje z ks. Dolindo długą, trudną i naprawdę pełną cierpienia drogę, a wszystko, co działo się przy powstawaniu książki, mogłoby złożyć się na osobną powieść.

Co Ks. Dolindo wniósł w Pani życie?

Miłość do Neapolu na pewno! To mój drugi dom. A tak poważniej: dzięki ks. Dolindo zostałam w Kościele. Przeszłam trudny moment, doznałam zranienia do tego stopnia, że pewnego ranka uderzyłam pięścią w stół, aż noże podskoczyły w kuchni i krzyknęłam: „Jak masz takich kapłanów, Jezu, to ja odchodzę! Rozumiesz!? Gdzie Ty jesteś w ogóle?! I czemu milczysz?!”. Usiadłam na kanapie, włączyłam telewizję i dodałam: „I nie piszę żadnej książki o Dolindo, nic!” Minęło kilka minut i zadzwonił telefon. Po drugiej stronie głos jednego ze znajomych biskupów: „Joasia, byłem właśnie w kaplicy i Pan Jezus mi mówi, żebym szybko do ciebie zadzwonił. Coś się stało?”. Popłakałam się jak dziecko. Cały dzień chodziłam po okolicy i płakałam. Ależ było mi wstyd… Jezus naprawdę stoi przy każdym z nas. I wszystko słyszy! „Bóg zawsze odpowiada!” – mówi ks. Dolindo.

Krótko potem na chwilę odwiedziliśmy z mężem naszego proboszcza. Przy pożegnaniu ks. Jacek mówi: „Chodźcie do kościoła, pokażę wam postępy remontu”. Pamiętam, jak weszliśmy, zapalił tylko reflektory na drogę krzyżową i obraz Matki Bożej Częstochowskiej, po czym mocno mnie przytulił: „Pamiętaj, Joasia, że to jest twój dom! Kościół to jest twój dom! I nie bój się, ks. Dolindo cię poprowadzi”. Ks. Dolindo nauczył mnie kochać Kościół bezgranicznie, bo „Kościół to Jezus” – to najpiękniejsza definicja, jaką kiedykolwiek napisano. Kapłan z Neapolu nigdy nie pozwalał krytykować Kościoła, bo kto uderza w Kościół, kto krytykuje papieża, ten uderza w Chrystusa. Mocne. Szczególnie dzisiaj.

W ciągu dziesięciu miesięcy odwiedziłam ponad trzydzieści parafii w Polsce i za granicą, przedszkole, seminarium, wkrótce więzienie. Każde takie spotkanie połączone jest z Eucharystią i adoracją. I widzę, jak Bóg działa, jak świadectwo życia ks. Dolindo zmienia ludzkie serca i dosłownie wkłada je w ręce Jezusa. Dzięki ks. Dolindo widzę, jak Bóg dotyka dziś setek, tysięcy serc ludzkich, jak dzięki niemu ci najbardziej poranieni przyjmują krzyż, w krzyżu Chrystusa odnajdują siłę – i to nie są słowa na wyrost. To też jest skarb, który wniósł do mojego życia ks. Dolindo, wielka łaska od Boga!

Kto może odnaleźć się w życiu świętego kapłana z Neapolu?

Kapłani, przede wszystkim kapłani! Pierwsze i najmocniejsze świadectwa, jakie do mnie napłynęły po wydaniu książki o ks. Dolindo, pochodzą od księży. I to takich, którzy albo byli na granicy depresji, albo chcieli odejść z Kościoła. Zostali dzięki świadectwu ks. Dolindo. To on rozpalił w ich kapłańskich sercach nowy płomień miłości. Dziś szatan próbuje mocno potrząsnąć Kościołem, atakuje bezpośrednio Piotra, zwodzi kapłanów. Wielu z nich odchodzi, do prasy co chwila przedostają się kolejne sensacje z życia niektórych seminariów. Dla wielu osób to pożywka, pretekst do odejścia, uderzania w Kościół.

I Bóg nagle, teraz właśnie, daje nam światło. Ks. prof. Robert Skrzypczak mówi, że Bóg zapalił w Kościele dwa światła w XX wieku: jedno w Krakowie – Faustynę Kowalską, a drugie w Neapolu – ks. Dolindo Ruotolo. Prawie dwadzieścia lat zawieszenia i odsunięcia od ołtarza, dzieła na indeksie, przesłuchania, zdradę, odrzucenie, głód – ten kapłan przeszedł potężną próbę. Mógł odejść, rzucić sutannę. Mógł odrzucić krzyż – ale wytrwał 88 lat na krzyżu z  Chrystusem. To gigantyczne światło dla kapłanów. „Krzyż to mundur kapłanów” – mówił. Jezus właśnie jemu, tak mocno sponiewieranemu w samym Kościele księdzu, zostawił nie tylko najpotężniejszą modlitwę, ale tysiące zapisków dla kapłanów. „Gdybyśmy wiedzieli kim są dla nas kapłani nie odstępowalibyśmy ich na krok” – powtarza ks. Dolindo.

Całkiem niedawno zaproszono mnie do pewnej parafii. Uprzedzono mnie, że tamtejszy proboszcz ma jakiś problem. Ileż o nim się nasłuchałam… „Musi usłyszeć o ks. Dolindo, żeby się nawrócił”. Pamiętam, jaka cisza zaległa w kościele, kiedy zapytałam parafian, czy modlą się za swojego proboszcza? „Czy ktoś się dziś za niego pomodlił?” Cisza… No właśnie. A Matka Boża powtarza we wszystkich miejscach, do których przychodzi na ziemi, żeby modlić się za kapłanów! Ks. Dolindo też mówił o tym z uporem,  tymczasem nam jest wygodniej niekiedy – przepraszam za wyrażenie – „pojechać po kapłanach” i wytykać im z premedytacją błędy. Kapłan to alter Christus – podkreślał ks. Dolindo. Ale to też człowiek i to bardziej narażony na podstępy szatana niż ktokolwiek inny, więc uklęknij dziś, weź różaniec i odmów go w intencji swojego proboszcza i wikariuszy! Nawet jeśli znasz słabość jakiegoś kapłana, to nic nie umniejsza mocy, jakiej udzielił mu Chrystus. Jeśli kapłan żyje w grzechu, to nie nasza w tym rola by go oceniać. Zrobi to Chrystus, kiedy spotkają się twarzą w twarz.

Zobacz też:   Nie jestem Hiobem – kwestia cierpienia w serialu Daredevil

Ks. Dolindo jest dziś wielkim głosem do kapłanów i o kapłaństwie. Daje konkretne recepty tym, którzy upadają lub czują znużenie. Karmić się Chrystusem i od Niego czerpać w czasie adoracji – nie dziesięciominutowej czy półgodzinnej raz w tygodniu. Codziennie! Zazdroszczę kapłanom. W każdej chwili, jeśli tylko zechcą, mogą spotkać się sam na sam, twarzą w twarz z Jezusem sakramentalnym. Ks. Dolindo w chwili tzw. ciemni ogrójca w Rzymie, w czasie przesłuchań czy kuszenia biegł od razu przed Najświętszy Sakrament i siedział czasem godzinę, czasem dwie. Milczał. Pozwalał, by Jezus na niego patrzył. „W chwili trudnej zanurz się przed Najświętszym Sakramentem w jednej ze scen Pasji Mojego Syna, a odzyskasz nowe siły” – to jest recepta jaką Matka Boża zostawiła ks. Dolindo. Działa błyskawicznie!

Co najbardziej zachwyca Panią w ks. Ruotolo?

Jego pokora i stuprocentowa, tzw. zero-jedynkowa wierność Jezusowi. On Go traktował na serio! On wytrąca wszystkie argumenty z ręki. Albo idziesz za Jezusem na serio i Go naśladujesz, albo nie. Albo bierzesz krzyż jak On, albo nie. W życiu ks. Dolindo był zawsze konkret: bity do krwi przez ojca łodygami kopru, zamknięty w ciemnej komórce ze szczurami, w bezgranicznym strachu modlił się za ojca! Poniewierany przez przełożonych w seminarium prosił Chrystusa, czy on, kleryk Dolindo, może dźwigać ich krzyże i ich cierpienie. Kiedy zobaczył nazwiska najbliższych córek duchowych pod donosem, jaki wysłały na niego do Rzymu, pojechał do domu tych dziewcząt i to on przed nimi ukląkł, prosząc o wybaczenie. Proszę to powiedzieć dziś jakiemuś psychologowi, to mówiąc wprost – popuka się w głowę. Ale logika Jezusa nie jest z tego świata. Pewna kobieta w Londynie, po świadectwie podeszła do mnie i mówi, że dziś wieczorem uklęknie przed synową, która jej dokucza! Nie wiem, czy jej się udało, ale zachwyca mnie i zadziwia jak bardzo żywy jest ks. Dolindo i jego życie w ludziach.

Ks. Dolindo swoim życiem mocno pokazuje życie Jezusa. Jego historia to historia Jezusa. To mnie zachwyca! Ks. Dolindo oskarżany, poniżany w czasie przesłuchań przed Świętym Oficjum milczał, jak Jezus przed Piłatem. Nikogo nigdy nie oskarżał. A potem, przez tyle lat, każdego dnia, najpierw wytykany palcami, jako zawieszony kapłan, przystępował do Komunii jako ostatni. Zawsze w sutannie! Po latach na ulicach Neapolu wytykano go dalej palcami, ale już z innym  komentarzem: patrzcie, idzie święty kapłan!

Mogłabym mówić godzinami, ale nie mogę pominąć jednej sceny z życia ks. Dolindo, która we mnie pracuje. Rok 1921. Rzym. Kapłan w czasie pierwszego przesłuchania przed Świętym Oficjum, niejako z automatu – taka była procedura – został nie tylko odsunięty od możliwości sprawowania Eucharystii, ale zakazano mu też przyjmowania Komunii. Ks. Dolindo na sali zemdlał. Przełożony domu ojców pasjonistów, gdzie na czas przesłuchań mieszkał ks. Dolindo, zeznał, że był tego dnia świadkiem takiej oto sceny: ks. Dolindo, w środku nocy przedostał się do kaplicy. Podszedł do tabernakulum, otwarł je i wyciągnął rękę, by dotknąć Jezusa sakramentalnego. Z anielską dobrocią, głośno płacząc, pytał: „Jezu, dlaczego?”. Ta scena mnie rozwaliła, bo zadaję sobie pytanie, czy ja, która mogę codziennie przyjmować Jezusa, tak za Nim tęsknię…

Kim teraz jest dla Pani Ksiądz Dolindo?

Ks. Dolindo to teraz nieodłączna część mojego życia, również mojej rodziny. Starsza córka namalowała piękny portret ks. Dolindo. Postawiliśmy go w centralnym miejscu salonu. Pewnego dnia zabrałam go do samochodu, chciałam zrobić kopię, bo jest naprawdę imponujący. Kiedy młodsza córka wróciła ze szkoły i zobaczyła, że portretu nie ma, aż krzyknęła: „Mamo, a gdzie ks. Dolindo? On ma tu zawsze być! Bez niego tu pusto”. Ks. Dolindo stał się moim duchowym przyjacielem i przewodnikiem ku Jezusowi Ukrzyżowanemu. Mój spowiednik często pyta mnie: a co zrobiłby w tej sytuacji ks. Dolindo? Czy np. podałby kogoś do sądu? A i taka sytuacja była – powstał plagiat mojej książki, gdzieś indziej posłużono się moją pracą bez wskazania źródła. Prawnik był gotowy, wszystkie przepisy prawa za mną, ale zapytałam ks. Dolindo: co robić? Odpowiedź była jasna: „Jezus nigdy nikogo nie podałby do sądu”. To jest trudne, bo mam do tego prawo – czysta sprawiedliwość – ale miłość mówi inaczej. A sąd zostawiam Bogu. Pytam ks. Dolindo o wiele rzeczy, o radę, wskazówkę. Otwieram listy do córek duchowych i dostaję zawsze konkretną odpowiedź. Kiedy wszystko się rozlatywało w czasie pracy nad książką, odpowiadał: siadaj, na kartce zrób plan dnia. Wczoraj odebrałam wiadomość o bardzo trudnej sytuacji, jeśli chodzi o dzieła ks. Dolindo. I otwarłam zdanie: „W sprawie trudności z publikacją komentarzy do Pisma Św. oddaj to na ręce Maryi” oraz „Córko moja ,trudności w jakich jesteś są potrzebne”, „Nie poddawaj się”.

Czy ks. Dolindo ma coś do przekazania młodym Polakom?

Ufajcie Bogu! Zawsze. To jest jego najważniejszy przekaz. Do młodych Polaków ks. Dolindo mówi: odwagi i nie panikujcie, kiedy fale na morzu się podniosą. Jest jeden wektor: Jezus Chrystus i Jego krzyż! Nie dajcie się zwieść tym, którzy promują tylko tzw. Ewangelię sukcesu. Tak, Bóg chce naszego szczęścia, ale, jak pisze Tomasz à Kempis, gdyby była jakaś inna droga do zbawienia niż krzyż i cierpienie, to Chrystus by nam o tym powiedział.

We wrześniu 2014 r., słuchałam rekolekcji o. Augustyna Pelanowskiego. Pamiętam dobrze konferencje o obecności Jezusa w Eucharystii. Cały czas lały się ze mnie łzy i nie byłam w stanie nad tym zapanować. „Może wszystko w twoim życiu jest teraz dobrze – mówił o. Augustyn, cytuję z pamięci – ale co zrobisz, kiedy nagle coś pęknie? Kiedy zdradzą cię bliscy, odwrócą się przyjaciele? Kiedy ktoś odejdzie od ciebie? Co zrobisz? Do kogo pójdziesz? Dlatego karm się Tym Ciałem. Tylko Jezus w Eucharystii da ci życie” – mówił rekolekcjonista. Całość rekolekcji oparta była na Księdze Tobiasza. „Zapytaj Boga czego od ciebie jeszcze oczekuje, jaką dla ciebie przygotował drogę. Poproś, żeby posłał do ciebie anioła, jak do  Tobiasza, żeby wskazał ci tę drogę” – to zdanie o. Pelanowskiego tak utkwiło mi w sercu, że zaczęłam to stosować.

I Bóg szybko odpowiedział, bo dwa miesiące potem pojawił się w moim życiu ks. Dolindo i widzę, że to nie koniec. „Jezu ufam Tobie i Ty się tym zajmij!” – czyli kocham Twoją wolę, chcę żyć według Twojego planu. Wszystko inne to strata czasu. Choć nie wiem, co wydarzy się i gdzie będę, choć pracuję nad kolejnymi książkami, do końca nie wiem, co w nich będzie, to jestem spokojna. Ks. Dolindo nauczył mnie totalnie zaufać Bogu. On pisze scenariusz mojego życia i to On jest moim Szefem!

Jak wygląda obecnie proces beatyfikacyjny?

Nie ma wciąż orzeczenia Rzymu o braku przeszkód. Proces jest na szczeblu diecezji, jego fazę wstępną rozpoczęto w 1995 roku. 11 grudnia 1996 r. arcybiskup Neapolu, kard. Michele Giordano, po zebraniu dokumentacji zwrócił się do Kongregacji ds. Świętych o orzeczenie tzw. „Nulla osta”. Po kilku latach otrzymał odmowę bez podania przyczyny. W międzyczasie zmienił się postulator – pierwszym był o. Antonio Maglione, po jego śmierci o. Massimiliano Maffei, postulator Franciszkanów Niepokalanej. Obecne jest on zawieszony przez swoich przełożonych.

Pod wpływem masowego już teraz napływu pielgrzymów z Polski do grobu Sługi Bożego ks. Dolindo, proboszcz parafii Matki Bożej z Lourdes i Św. Józefa zwrócił się przed kilkoma miesiącami do kardynała Sepe z pytaniem o losy procesu. Ponowiono pytania skierowane do Rzymu. Metropolita Neapolu wyznaczył teologów, którzy badają sprawę, trwa także przygotowywanie nowych postulatorów. Potrzeba potężnej modlitwy w tej sprawie. Jeśli ktokolwiek otrzyma jakąś łaskę za wstawiennictwem Sługi Bożego ks. Dolindo, proszę, by zgłosić to bezpośrednio do parafii w Neapolu, na ręce proboszcza – wyłącznie tam.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Niech Pan Jezus błogosławi!

Rozmawiał ksiądz Dawid Sebastian Tyborski.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.