adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Społeczeństwo

Paolo Borsellino – człowiek nadzwyczajnie zwyczajny


„Mówię tylko, że oni mogą zabić moje ciało fizyczne… Ale jestem jeszcze bardziej świadomy, że nigdy nie będą mogli zabić moich idei i wszystkiego, w co wierzę!” – te słowa powtarzał Paolo Borsellino, człowiek, który radykalnie miłował swój naród i konsekwentnie mu służył.

Był włoskim sędzią toczącym bezkompromisową walkę z sycylijską mafią. Piastował stanowisko głównego prokuratora w Marsali i jako jeden z siedmiu sędziów śledczych doprowadził w latach osiemdziesiątych do słynnego Maksiprocesu – najważniejszego procesu sądowego w historii włoskiego wymiaru sprawiedliwości. Podczas rozprawy zarzuty postawiono aż czterystu sześćdziesięciu pięciu prominentnym mafiosom. Trzystu czterdziestu dwóch z nich skazano na łącznie dwa tysiące sześćset sześćdziesiąt pięć lat więzienia, a dziewiętnastu usłyszało wyrok dożywocia. Betonowy bunkier, w którym toczyła się batalia sądowa, został wyposażony w najnowsze systemy bezpieczeństwa, m.in. system ochrony antyrakietowej. Budynku strzegło wielu uzbrojonych żołnierzy, a oskarżonych umieszczono w klatkach, które miały ułatwić utrzymanie spokoju podczas procesu, dla uczciwych przedstawicieli prawa stanowiącego niemal gwarancję mafijnej zemsty.

„Teraz kolej na mnie” 

Paolo Borsellino doskonale zdawał sobie sprawę ze śmiertelnego niebezpieczeństwa, na które był nieustannie narażony. Otrzymując wiadomości o kolejnych morderstwach dokonywanych przez mafię, miał świadomość, że sam może stać się celem następnego z nich. Dwa miesiące przed śmiercią doświadczył straty bliskiego przyjaciela i wieloletniego współpracownika – Giovanniego Falconego, który zginął od podłożonego przez mafię ładunku wybuchowego ważącego około trzystu pięćdziesięciu kilogramów, rozłożonego na niemal stumetrowym odcinku autostrady. Bomba odebrała życie sędziemu, jego żonie oraz towarzyszącym im policjantom. Kiedy Borsellino przyjechał na miejsce tragedii, uświadomił sobie, kto będzie obiektem kolejnego zamachu. Od tamtej pory wiedział, że ściga się z czasem. Zapytany, czy wyjedzie z Palermo, odpowiedział: „Wielu przyjaciół radzi mi odpuścić, bo materiały wybuchowe są już w mieście. Ale jak mógłbym zawieść tylu uczciwych obywateli? Muszę zostać”.„Teraz kolej na mnie” – powtarzał spokojnie. Nie ignorował zagrożenia i obca mu była bezmyślna brawura, jednak potrafił codziennie funkcjonować ze świadomością nieuchronnej śmierci. Wiedząc, co go czeka, w dalszym ciągu żartował z ochroniarzami i pocieszał zatroskaną rodzinę. 

Duchowy testament sędziego 

Miesiąc po zabójstwie Giovanniego Falconego spotkał się z młodymi ludźmi, harcerzami, którzy przybyli do Palermo, by upamiętnić to wydarzenie. Wraz z księdzem Cosimem Rattoballim napisał dla nich wyjątkowe przesłanie odnoszące się do dwóch biblijnych błogosławieństw: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” oraz „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie”. Wiedział, że walczy o coś znacznie ważniejszego od osądzenia winnych, a dążenie do sprawiedliwości znaczyło dla niego więcej niż własne życie. Stwierdził: „Oni mogą zabić moje ciało fizyczne […]. Ale jestem jeszcze bardziej świadomy, że nigdy nie będą mogli zabić moich idei i wszystkiego, w co wierzę!”

Zobacz też:   I nigdy nie będziesz iść samotnie!

,,Nie mogę, mam spotkanie”

W obliczu nadchodzącej śmierci najbardziej bał się o swoich ochroniarzy, z którymi łączyła go głęboka przyjaźń. ,,Wchodził zawsze tylnym wejściem. Nie chciał, by jego obecność komukolwiek mogła zagrażać. Gdy kazano mu jeździć samochodem z kuloodpornymi szybami, sam go prowadził, a ochrona jechała z tyłu, by w przypadku zamachu nikt poza nim nie ucierpiał” – wspomina Fiore, siostrzeniec Paola.  Niezależnie od skali niebezpieczeństwa sędzia daleki był od zaniedbywania życia duchowego. W każdą niedzielę zjawiał się na mszy świętej, stanowiącej dla niego źródło, z którego czerpał swoją odwagę. Za każdym razem, gdy ktoś sugerował mu, by ze względu na bezpieczeństwo odpuścił Eucharystię, spokojnie odpowiadał: „Nie mogę, mam spotkanie”, i wychodził do kościoła. W tych prostych słowach dzielił się niezwykłym świadectwem wiary opartej na wytrwałości i konsekwencji. 

Gotowy na spotkanie

Sędzia został zamordowany 19 lipca 1992 roku. Mafia zastawiła pułapkę pod domem jego matki, którą zamierzał zawieźć na badania. Wraz z nim zginęło pięciu ochroniarzy. Bliscy zabitych agentów nadal przyjaźnią się z rodziną włoskiego bohatera. Dwa dni przed śmiercią prawnik poprosił księdza Cosimę o spowiedź. „Musisz mnie wyspowiadać. Chcę w ten sposób się przygotować” – powiedział. Opuszczając miejsce pracy, zajrzał po kolei do wszystkich przyjaciół i każdego z osobna uściskał. Dopiero po jego śmierci zrozumieli, że tym gestem chciał się z nimi pożegnać.

Heros codzienności

Borsellino w niczym nie przypominał typowego bohatera. Od blasku fleszy wolał kojące światło czerwonej lampki w kościele, a spotkania ze znanymi osobami nigdy nie zastąpiły mu zabawy z dziećmi. Mimo to swoim postępowaniem pokazał, czym jest prawdziwa służba oraz chrześcijaństwo w praktyce. Żył pełnią człowieczeństwa i każdym czynem na nowo definiował pojęcie humanizmu. Wszystko, co robił, wynikało z ogromnej miłości, którą obdarzał innych. Kochał żonę, dzieci oraz swoją ojczyznę. Wierzył w sprawiedliwość i dążył do niej nieustannie, doskonale wiedząc, jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.