adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Areopag Młodych, Kultura, Społeczeństwo

I nigdy nie będziesz iść samotnie!

15 kwietnia 2019 roku. Rozpoczął się Wielki Tydzień. A pojutrze w walce o półfinał Ligi Mistrzów zmierzą się FC Porto i FC Liverpool – jednak dziś stadion tych drugich wypełnia przejmujące milczenie. Przejmujące, ponieważ na trybunach bynajmniej nie jest pusto. Dziś tłumy kibiców nie wiwatują – opuszczają stadion w ciszy, by dopiero poza jego murami, w pobliskich zborach lub na placach zaśpiewać niosące nadzieję słowa: and You’ll never walk alone…

Ile znacie protestanckich pieśni i piosenek religijnych? Zaskoczę Was – prawdopodobnie więcej, niż myślicie. Na pewno kojarzycie Amazing Grace i When the Saints go Marching In – to muzyczne klasyki, śpiewane przy wielu okazjach. Nearer My God to Thee było ostatnim utworem wykonywanym przez orkiestrę na tonącym Titanicu, a obecnie jest śpiewane w polskich kościołach jako Być Bliżej Ciebie chcę. Gospelowy rodowód ma część pieśni oazowych – i tak, Ty, światłość dnia to Here I am to worship, Nasz Pan jest potężny to Awesome God, Jak Łania to As the deer, Mój Jezu, Mój Zbawco to Shout to the Lord, Przed Tronem Twym to You Are Near,a Pan jest mocą swojego ludu to In the Lord I’ll be ever Thankful. Wiele z tych piosenek znamy i lubimy – nawet jeśli jako katolicy interpretujemy ich tekst inaczej, niż autor miał na myśli.

Walk on through the rain…

Pewnie jednak dla wielu z Was zaskoczeniem będzie, iż do powyższej listy można dopisać również piosenkę znaną na świecie przede wszystkim jako hymn FC Liverpoolu – You’ll never walk alone. Dlaczego twierdzę, że jest to piosenka religijna? Cóż, utwór, który dla nas jest przede wszystkim hymnem The Reds, w krajach anglosaskich jest powszechnie wykorzystywany przy różnych okazjach religijnych – a przede wszystkim znajduje się w czołówce najpopularniejszych pieśni zarówno ślubnych, jak i pogrzebowych. Jej nagrania często można znaleźć wśród kompilacji największych przebojów gospel, a liczni pastorzy “przyznają się” do niej, wyciągając z tekstu religijne refleksje.

Okładka Daily Mirror z 17. kwietnia 1989 r. – fot. Flickr

Faktem jest jednak, że początki You’ll never walk alone nie są związane z wspólnotami protestanckimi, ale z… teatrem. A konkretnie – teatrem muzycznym.

Utwór powstaje w 1945 r. na potrzeby musicalu Carousel. Gdy w jednym z aktów umiera mąż jednej z bohaterek, jej kuzynka postanawia podnieść ją na duchu śpiewając piękną, melodyjną piosenkę o tym, że tak naprawdę nigdy nie będzie sama. Piosenka zdobywa uznanie, ale prawdziwym przebojem zostaje dopiero dwie dekady później.

W pierwszej połowie lat 60′ muzyczny świat podbija słynna “Czwórka z Liverpoolu” – The Beatles. Na fali ich sukcesu, w mieście powstają dziesiątki zespołów grających rock and rolla. Jeden z nich – Gerry and the Pacemakers – postanawia włączyć do swojego repertuaru właśnie You’ll never walk alone, w wersji delikatnej ballady rockowej. Piosenka staje się przebojem, trafia do radia i na… stadion FC Liverpoolu. Obiekt przy Anfield Road jest bowiem jednym z pierwszych wyposażonych w radiowęzeł, używany m.in. do umilania kibicom czasu przed meczami oraz w przerwach. Fani The Reds ochoczo podłapują melodyjny refren – piosenka jest łatwa, a jednocześnie podniosła i niesie ze sobą bardzo pozytywne przesłanie.

…with hope in Your heart…

Prawdziwym hymnem The Reds piosenka staje się pod koniec lat 80′. Utwór jest nierozłącznie związany z tragicznymi wydarzeniami sprzed dokładnie trzydziestu lat. 15 kwietnia 1989 r. drużyna FC Liverpoolu ma rozegrać mecz na stadionie Hillsborough w Sheffield. Półfinał Pucharu Anglii przeciwko Nottingham Forrest to spotkanie wyjątkowe – należy się spodziewać licznej grupy fanów, mimo to kibice Liverpoolu otrzymują miejsca na zbyt małej trybunie. Gdy tuż przed pierwszym gwizdkiem wielu z nich wciąż tłoczy się przed wejściem, policja decyduje się otworzyć wszystkie bramy. Wówczas zniecierpliwiony tłum ciśnie się na trybunę, przepełniając ją i napierając na osoby stojące najbliżej boiska. Nieświadomi niczego kibice z górnej części trybuny coraz bardziej naciskają, podczas gdy setki osób z dołu zostają dosłownie zadeptane lub zgniecione. Ginie 96 osób, ponad 750 zostaje rannych. Najmłodszą ofiarą śmiertelną jest zaledwie 10-letni John-Paul Gilhooley – kuzyn późniejszej legendy Liverpoolu, Stevena Gerrarda. To najczarniejszy dzień w historii The Reds i jeden z najczarniejszych w historii piłki nożnej.

Dzień później w rzymskokatolickiej katedrze w Liverpoolu odbywa się msza żałobna. Na zakończenie 13-tysięczny tłum odśpiewuje You’ll never walk alone – tak jakby chcieli uchwycić się niesionej przez te słowa nadziei i wypełnić nią pustkę po ofiarach tragedii. Śpiewają ją co roku 15 kwietnia, pomimo, że FC Liverpool już nigdy nie rozegrał meczu w tym dniu. Towarzyszy im podczas ponaddwudziestoletniej walki o sprawiedliwość – policja, federacja piłkarska i ratownicy z pomocą prasy długo starają się ukryć swoje rażące zaniedbania i oczernić w oczach opinii publicznej kibiców.

Skład FC Liverpool na mecz finałowy Ligi Mistrzów 2004/05 – fot. Mirror

Jednak dźwięki You’ll never walk alone przywołują przed oczy przede wszystkim inny obraz. Obraz tłumu kibiców, dopingujących śpiewem swój zespół. I sukcesy niesionej dopingiem drużyny – na czele z niezapomnianym wieczorem 25 maja 2005 r. Liverpool nie przystępuje do finału Ligi Mistrzów przeciwko AC Milanowi jako faworyt – to włoska drużyna pewnie przeszła wszystkie wcześniejsze fazy, a o jej sile stanowią takie legendy, jak Dida, Cafu, Maldini, Nesta, Gattuso, Seedorf, Kaka czy Crespo, by wymienić tylko najbardziej znanych. Mecz zaczyna się zgodnie z przewidywaniami – już w pierwszej minucie do siatki trafia Maldini, a do przerwy jest 0:3. The Reds są mocno pobici, ale nie znokautowani. Po przerwie z trybun rozlega się You’ll never walk alone – i już wkrótce zaczyna się jeden z największych come-backów w historii piłki nożnej. W 54′ minucie bramkę pakuje Gerrard, a sześć minut później po golach Smicera i Xaviego Alonso (dobitka po karnym) jest już 3:3. Ten wynik utrzymuje się do końca meczu i przez całą dogrywkę – duża w tym zasługa rozgrywającego mecz życia polskiego bramkarza The Reds, Jerzego Dudka. Dudek zostaje też bohaterem serii rzutów karnych, gdzie broni uderzenia Pirlo i decydujące Szewczenki. FC Liverpool zdobywa Puchar Europy.

Zobacz też:   Eter: nieufność wobec widzów

…and You’ll never walk alone!

Tyle o historii – a co z przesłaniem samej piosenki? Przede wszystkim: skoro w powszechnej opinii porusza tematykę religijną, to jak można ją interpretować z chrześcijańskiego punktu widzenia? W większości artykułów na jej temat, jakie udało mi się znaleźć, pojawia się odniesienie do pierwszego rozdziału Księgi Jozuego. Po śmierci Mojżesza Bóg powołuje Jozuego, aby przewodził Narodowi Wybranemu, wchodzącemu po 40-tu latach tułaczki do Ziemi Obiecanej. Bóg powtarza kilkukrotnie Bądź mężny i mocny, a na zakończenie stwierdza:

Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz

Joz 1,9

Wierzymy, że Bóg jest Miłością i stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo z miłości. Wierzymy również, że jest wszechmogący i nieskończenie mądry. Można więc założyć, że nam towarzyszy i pomaga – co to jednak znaczy?

Należałoby zapytać, jakiej pomocy tak naprawdę od Boga potrzebujemy. Tekst You’ll never walk alone można zrozumieć bardzo przyziemnie – jeżeli dzieje się coś złego, to później zawsze wszystko się ułoży i będzie dobrze. At the end of a storm there’s a golden sky. Często jednak chcielibyśmy, żeby oznaczało to, że Bóg rozwiąże wszystkie problemy, z którymi się do Niego zwrócimy, i spełni każdą naszą prośbę. Zapominamy wówczas o kilku kwestiach, które moim zdaniem są bardzo istotne w relacji człowieka z Bogiem:

  • Nasze szczęście/spokój/zadowolenie z życia na ziemi nie jest najważniejsze – powinniśmy myśleć przede wszystkim o wieczności. Jedynym prawdziwym szczęściem jest zbawienie.
  • Bóg wie najlepiej, co jest dla nas najlepsze – wie to lepiej, niż my sami. Co więcej, życie każdej i każdego z nas ma w Jego zamyśle jakiś cel – dlatego każdy z nas jest wyjątkowy, posiada określone zdolności i cechy charakteru.
  • Bóg jest wszechmogący, ale dał człowiekowi wolną wolę. Korzystając z tej wolnej woli, człowiek może wybrać nieposłuszeństwo Bogu – i często się tak dzieje. Stąd na świecie jest tyle zła, które dotyka również każdego z nas. Jeśli spotyka nas nieszczęście nie oznacza to, że Bóg się od nas odwrócił, albo że zasłużyliśmy na nie swoimi grzechami.
  • Bez względu na to, co nas spotka – ufajmy Panu. Każde cierpienie ma sens, a każda przeciwność losu czy nieszczęście jest okazją do przemyślenia swojego życia i umocnienia relacji z Bogiem.
  • Boża pomoc nie zwalnia nas z odpowiedzialności za nasze życie. Obowiązkiem każdego człowieka jest odkrywanie Boga i swojego miejsca na świecie, dążenie do bycia coraz lepszym człowiekiem, a poprzez to do zbawienia siebie i innych ludzi.

Oczywiście, to tylko przyczynki do szerszej refleksji, którą w Wielkim Tygodniu polecam każdej i każdemu z Was. Tekst You’ll never walk alone nie zawiera wszystkich odpowiedzi, jednak może zainspirować właśnie do podobnej refleksji – szczególnie, jeśli prowadzimy ją w oparciu o nauczanie Kościoła i fragmenty Pisma Świętego. Dlatego ten wpis zakończę jeszcze jednym cytatem z Biblii. To fragment mojego ulubionego psalmu, niosący w sobie dużo więcej nadziei niż stwierdzenie You’ll never walk alone – a zarazem w pewien sposób je uzupełniający. Przypomina bowiem, że w cierpieniu nigdy nie jesteśmy bezsilni, nie wolno nam tracić nadziei, a z Łaską Bożą należy współpracować.

Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości.

Ps 126, 5

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.