adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Z Luksemburga do Rzymu

magazine cover

unsplash.com

Czy jest możliwe być piosenkarzem i nie śpiewać o erotyce? Tworzyć piosenki o historii i jej tragicznych postaciach, poruszać tematy filozoficzne? I śpiewać przy tym niskim głosem, a nie wysokim (jak większość wokalistów)?

Myślę, że to w dużej mierze pytania retoryczne. Każdy z nas zapewne potrafi wymienić jednego bądź kilku takich twórców.

Niedaleko ze środkowej Europy do Rzymu

Jérôme Reuter jest zdecydowanie jednym z nich. Pochodzący z Luksemburga muzyk zdaje się pisać teksty o tym, o czym aktualnie czyta. A czyta z pewnością wiele, o czym świadczą liczne odniesienia do literatury w jego twórczości. Niekiedy dużym kłopotem dla fanów staje się „rozgryzienie, do czego pije” artysta, posługujący się sprawnie językiem angielskim, a swobodnie – niemieckim i francuskim.

Przede wszystkim zawsze chętnie wraca on do historii Rzymu. Nieprzypadkowo w końcu jego projekt muzyczny (bo raczej tak należy to określić; większość czasu tworzy sam, więc trudno to nazwać „zespołem”) nosi miano Rome.

Eklektyczny styl

Jaka jest muzyka Reutera? Określa się ją mianami neofolku i martial industrial. Co to w praktyce oznacza? Podstawy to gitara akustyczna i wokal o niższych rejestrach. Niektóre piosenki są wprost balladowe, kojarzące się z bardami, których mamy wielu w naszej słowiańskiej kulturze. Stąd też niekiedy Rome reklamowany jest na polskich wydarzeniach jako „luksemburski bard”. Obok gitary niejednokrotnie słyszymy także inne instrumenty, niezwykle często perkusyjne. Zasadniczo nie ma jednak ograniczeń – są i całkowicie klawiszowe kawałki, jak również takie z instrumentami smyczkowymi. Z upodobaniem Reuter sięga też po brzmienia ambientowe, oparte na syntezatorach, które mogą być tłem dla utworów, ale w wielu przypadkach funkcjonują też samodzielnie. Często początkowy i ostatni utwór z albumu to ambientowy instrumental. Tworzy to mieszaninę muzyki refleksyjnej, melancholijnej i epickiej (kojarzącej się nieco z melodią marszową, wojskową).

Lwy i owce

Pierwszy minialbum Berlin (2005) oraz album Nera (2006) niespecjalnie się przebiły. Prawdopodobnie znaczna większość fanów nie jest w stanie wymienić tytułu żadnej piosenki z tych płyt. Confessions d’un voleur d’âmes (2007) i Masse Mensch Material (2008) pokazały znaczący rozwój Rome. Egzystencjalne teksty, a także klarowny i koncepcyjny układ tych albumów (w warstwie lirycznej oraz formalnej) sprawiły, że są one przystępniejsze w odbiorze. Dzieła te zawierają wiele ciekawych treści. Sam jednak wspomnę jedynie o piosence Die Brandstifter (tłum. Podpalacz), w której padają znamienne słowa: „You admire the lions / You despise all sheep / But following lions / Makes nothing but sheep”, co można by przetłumaczyć jako: „Podziwiacie lwy, gardzicie owcami, ale podążanie za lwami czyni z was owce”. Ta myśl – ślepe podążanie za innymi – uwłacza ludziom i czyni z nich posłuszny tłum. Człowiek sam powinien sobie wyznaczyć cel i drogę, a nie sugerować się fałszywymi autorytetami – to będzie też później wybrzmiewać zresztą częściej w twórczości Reutera.

Śladem anarchistów

Następnie ukazała się płyta Flowers from Exile (2009), która zyskała miano kultowej. Do dziś przez wielu uważana jest za najlepszą płytę Rome (zdania tego autor tekstu nie podziela). Opowiada ona historię hiszpańskich komunistów-anarchistów, którzy po wojnie domowej w swoim kraju (w czasie której walczyli z frankistami, ale również finalnie doświadczyli prześladowań ze strony reszty lewicy) udali się na emigrację do Odessy. Flowers… nie skupia się na polityce, ale raczej na doświadczeniu ich wygnania, jak również przeżywaniu „wewnętrznego wygnania”. Stąd tytuł albumu (i jednego z kawałków) można przetłumaczyć jako „Kwiaty z wygnania”. Natomiast inna piosenka nosi tytuł To Die Among Strangers (tłum. Umrzeć pośród obcych/cudzoziemców).

Zobacz też:   Korki z Biblii – jak ją czytać i które tłumaczenie wybrać?

Zainteresowanie anarchizmem jeszcze przez parę lat towarzyszyło Reuterowi. Płyta Nos Chants perdus (2010; tłum. Nasze zakazane piosenki) w enigmatyczny sposób porusza tematy śmierci, zdrady i walki, a kontekst i francuskie motywy w warstwie muzycznej zdają się wskazywać na okres Komuny Paryskiej (1871). Die Æsthetik der Herrschaftsfreiheit (2011; tłum. Estetyka anarchii) to trzypłytowy album o anarchii, walce z systemem oraz z opresyjną władzą. Mimo obecności pewnych odniesień do czasów rewolucji w Rosji jest to w dużej mierze bardziej abstrakcyjny i uniwersalny materiał. Die Æsthetik… posiada sporo naprawdę dobrych kawałków, takich jak: Spanish Drummer, Sons of Aeeth czy Ballots and Bullets. Trzeba jednak przyznać, że kiedy spojrzeć na dzieło jako całość, wydaje się ono nieco nużące, długie i nazbyt akademickie.

Gdzie jest niegdysiejsza Rodezja?

Naprędce przeskoczę o jeden album do przodu. A Passage to Rhodesia (2014; tłum. Droga/przejście do Rodezji) opowiada z kolei o upadku Rodezji, państwa istniejącego w latach 1965-1979 na terenie dzisiejszego Zimbabwe. Było to państwo zarządzane przez białych za pomocą narzędzi politycznych używanych wcześniej przez kolonizatorów. Po pewnym czasie zostało zaatakowane przez komunistyczne siły pod przewodnictwem Roberta Mugabe.

Wojna domowa zakończyła się upadkiem Rodezji i powstaniem Zimbabwe. A Passage… opowiada o stanie ducha żołnierzy broniących Rodezji oraz o refleksji obserwatorów na temat upadku tego państwa. Wolna od oceny obu stron poetycka analiza również przysporzyła tej płycie miano kultowej. Obok tego albumu wydany został również krążek House of Stone, który jest zasadniczo beztekstowym militarnym ambientem. Tytuł – „Dom z kamienia” – nawiązuje do nazwy Zimbabwe, która brzmi w ten sposób w języku shona, używanym w tym właśnie kraju.

Nowa epoka twórczości?

Wróćmy do poprzedniego albumu. Hell Money (2012) to płyta znacząco inna od omówionych powyżej. Moim zdaniem wyznacza nowy początek w twórczości Reutera. Mniej będzie później opowiadania o losach ludzkich z punktu widzenia bezstronnego twórcy, a więcej zaangażowania. Więcej osobistych refleksji, bardziej afirmatywnego poruszania się w tematyce omawianych idei. Hell Money to album o demonach, z którymi zmaga się artysta. To enigmatyczna spowiedź, która jednak zdaje się doczekać pewnego rodzaju rozgrzeszenia czy chociażby katartycznego oczyszczenia w następnych kilku albumach. Najpoważniejszym grzechem, który wyznaje twórca, jest acedia i wynikająca z niej pustka:

„My hands are tied, the spirit is gone / All that was right is now forlorn / And where is the fire that once was inside / The spirit is gone / My hands are tied” (This Silver Coil).

Rozliczenie się z mroczną stroną siebie nie zakończyło jednak twórczości Reutera, lecz zaprowadziło go na nowe, arcyciekawe ścieżki. O nich napiszę w następnej części serii, która ukaże się w kolejnym numerze „Adeste”.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.