O grzechu pierworodnym zwykło się myśleć jako o pierwotnej winie, z którą człowiek się rodzi. Niezależna od ludzkiej woli natura tego grzechu budzi jednak wątpliwości co do interpretowania go jako osobistej winy. W końcu nikt ani nie prosił się na świat, ani tym bardziej nie miał wpływu na to, czy ten grzech popełnić, czy nie.
Mówiąc o grzechu pierworodnym, warto wskazać, że sama nazwa – tzn. określenie go mianem grzechu – pochodzi od św. Augustyna z Hippony (zob. O łasce Chrystusa i grzechu pierworodnym). W dzisiejszych czasach jest to sformułowanie niefortunne, gdyż sam jego opis nie wskazuje, że byłby to grzech w takim sensie, w jakim typowo rozumie się osobiste przewinienia moralne.
O naturze grzechu ciężkiego Katechizm Kościoła katolickiego pisze następująco: „Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako »słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu«” (KKK 1849). Następnie, odnosząc się do definicji Jana Pawła II, stwierdza: „Aby grzech był śmiertelny, są konieczne jednocześnie trzy warunki: »Grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą«” (KKK 1857). Innymi słowy, grzech ciężki to taki czyn, który został popełniony z pełną świadomością i zgodą oraz dotyczy materii poważnej.
Natura grzechu pierworodnego
Katechizmowy opis grzechu pierworodnego, w pewnym sensie stojący w kontraście do definicji grzechu ciężkiego, brzmi następująco: „Człowiek – kuszony przez diabła – pozwolił, by zamarło w jego sercu zaufanie do Stwórcy, i nadużywając swojej wolności, okazał nieposłuszeństwo przykazaniu Bożemu. Na tym polegał pierwszy grzech człowieka. W następstwie tego faktu każdy grzech będzie nieposłuszeństwem wobec Boga i brakiem zaufania do Jego dobroci” (KKK 397). Następnie: „Wszyscy ludzie są uwikłani w grzech Adama. Stwierdza to św. Paweł: »Przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami« (Rz 5, 19); »Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli« (Rz 5, 12)” (KKK 402). I wreszcie w KKK 405 Kościół zauważa: „Chociaż grzech pierworodny jest grzechem własnym każdego, to jednak w żadnym potomku nie ma on charakteru winy osobistej”.
Grzech pierworodny w ujęciu Kościoła jest zatem dziedziczoną z pokolenia na pokolenie skazą. Tak jak chorzy genetycznie rodzice mogą z pewnym prawdopodobieństwem przekazać wadliwe geny swojemu potomstwu, tak też i wszyscy ludzie – otrzymawszy uprzednio wadę duchową – przekazują ją dalej bezwolnie.
Grzech własny a wina osobista
Kluczowe dla zrozumienia, czym w istocie jest grzech pierworodny, a także dla dostrzeżenia, że nie jest to ten sam rodzaj grzechu, co grzech ciężki, jest właściwe rozróżnienie między terminami „grzech własny” i „wina osobista”.
Czym jest zatem grzech własny? Termin ἁμαρτία (hamartia) w języku greckim oznacza grzech, winę lub przewinienie. Termin ten jednak ma etymologię nawiązującą do łucznictwa i oznacza po prostu nietrafienie do celu. Grzech zatem, ściśle rzecz biorąc, jest formą błędnego rozeznania, które prowadzi do niecelnego (tzn. niemoralnego, grzesznego) postępowania w życiu. Gdy więc wprowadzamy rozróżnienie pomiędzy grzechem własnym a winą osobistą, wskazujemy, że w kontekście grzechu pierworodnego własność grzechu polega na obarczeniu człowieka przyrodzonym brakiem zdolności do trafiania w cel o charakterze moralnym. Człowiekowi z pewną łatwością przychodzi pudłowanie.
Osobno zaś ma się sprawa winy osobistej, która – jak wcześniej wskazano – wynika z osobistego ludzkiego działania. To jest: o ile grzech pierworodny ułatwia człowiekowi popełnianie zła, o tyle dobrowolne nietrafienie do celu zaciąga dopiero winę osobistą.
Wada – tak, wina – niekoniecznie
W konsekwencji tak postawionej sprawy nietrudno dostrzec, że grzech pierworodny nie jest winą w znaczeniu osobistej winy moralnej. To raczej tragedia egzystencji każdego człowieka, który choć nie prosi się na świat i nie ma nic do powiedzenia w kwestii tego, kim się urodzi, mimo to zmuszony jest partycypować w skażonym dziedzictwie Adama.
Należałoby nawet – jak się zdaje – doprecyzować sposób mówienia o grzechu pierworodnym: sam termin odnosić do buntu pierwszych rodziców wobec Boga, jego skutki zaś obecne w kolejnych pokoleniach nazywać skazą adamową.
Koniec końców, o ile jako potomkowie Adama jesteśmy skazani na śmierć z powodu skutków jego grzechu, o tyle w Chrystusie Jezusie, Logosie Wcielonym, zostaliśmy z tej skazy nie tylko obmyci, lecz także zaproszeni do uczestnictwa w życiu Boga na wieczność. I, jak się zdaje, to jest najważniejszy przekaz Kościoła na dziś – nie tragiczna i straszna perspektywa śmierci, lecz zwycięstwo Chrystusa, które przyćmiewa wszelkie niedogodności życiowej skazy.
