adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Polonia Zawsze Wierna

336 lat po Odsieczy Sobieskiego… | Polonia Zawsze Wierna

Wiedeń to miasto o niezwykłej historii, jedna ze stolic europejskiej kultury i sztuki. To również miejsce jednego z największych zwycięstw polskiego oręża, kiedy to król Jan III Sobieski ocalił Europę przed inwazją Turków. Jak jednak wygląda współcześnie i jak się w nim żyje?

Z Moniką Kubacką, mieszkanką Wiednia, rozmawiał Konrad Myszkowski.

Konrad Myszkowski: Zacznijmy tradycyjnie – jak wygląda codzienne życie w Austrii?

Monika Kubacka: Życie w Austrii (a konkretnie w Wiedniu) jest zupełnie inne niż w Polsce, ale to nie znaczy, że ojczyzna jest mi obojętna. Żyje się tu inaczej, chociażby dlatego, że Austria to kraj, gdzie za przeciętną pensję można żyć na naprawdę niezłym poziomie. Mam znajomych w moim wieku (czyli przed trzydziestką), którzy po ukończeniu studiów mają tu łatwiejszy start. Stać ich na dużo więcej, żyją też w o wiele lepszych warunkach niż polska młodzież. Być może właśnie dlatego Wiedeń od kilku lat wygrywa rankingi na najlepsze miasto do zamieszkania, a cały kraj zalicza się do najbardziej rozwiniętych ekonomicznie państw Europy.

KM: A jak się tam czujesz jako Polka?

MK: Moi rodzice (obydwoje Polacy) mieszkają od ponad trzydziestu lat w Austrii. Z rozmowy z nimi i częścią rodziny, która też tam mieszka, wynika, że nasi rodacy są przyjmowani bardzo dobrze (potwierdzają to również moi znajomi przebywający na stałe w Wiedniu). Coraz rzadziej spotyka się sytuacje, by Polacy byli traktowani w inny sposób niż obywatele austriaccy. Myślę nawet, że miejscowi zaczynają doceniać nas jako ludzi bardzo pracowitych i uczciwych. Od znajomych, którzy przyjaźnią się z rodzicami od ponad dwudziestu lat, nigdy nie usłyszałam złych słów na temat Polaków. Starsi Austriacy opowiadali mi nawet bardzo pięknie historie wojenne; do dziś żywią oni głęboki szacunek i podziw dla naszego narodu – zarówno za bohaterską postawę w czasie II wojny światowej, jak i za wiele innych rzeczy.

KM: Zresztą, jako Polacy nie jesteście nad Dunajem osamotnieni?

MK: Statystyki z 2015 roku pokazują, że w Austrii żyje ponad dziewięćdziesiąt tysięcy Polaków, co daje nam wśród mniejszości ósmą pozycję pod względem liczby cudzoziemców żyjących w Austrii (około 69% Polaków żyje w stolicy, dlatego w samym Wiedniu zajmujemy szóste miejsce). W Austrii na szeroką skalę działa Pismo Polonii Austriackiej „Polonika”, które ukazuje się od marca 1995 roku. Można je kupić wszędzie na terenie całego kraju jako magazyn informacyjno-społeczny. Magazyn porusza przede wszystkim problematykę związaną z życiem Polonii w Austrii, informuje zatem o wszystkich istotnych wydarzeniach dotyczących tego środowiska. W historii prasy austriackiej jest to najdłużej ukazująca się w regularnie gazeta polskojęzyczna.

fot. Monika Kubacka

KM: A jak wygląda religijność Austriaków?

MK: Około 75% (czyli dużo, jak na kraje Zachodu) mieszkańców Austrii uważa się za katolików. W ostatnich latach, głównie przez napływ imigrantów, wzrosła liczba muzułmanów – z 4,2% do około 5,5%. Istnieją także mniejszości luterańska i prawosławna.

Polacy w Wiedniu gromadzą się licznie na nabożeństwach w tak zwanych „polskich” kościołach. Można to zaobserwować na przykład w kościele Świętego Krzyża na Rennwegu, gdzie zawsze jest bardzo dużo naszych rodaków. Przy tamtejszej parafii działa aż dwanaście wspólnot i organizacji, w które żywo angażują się Polacy – są to między innymi Chór Polonii Wiedeńskiej, Domowy Kościół, Wspólnota „Galilea”, Duszpasterstwo Studentów i Młodzieży Pracującej „Przystań”, Wspólnota modlitewna świętego Jana Pawła II, Poradnia Naturalnego Planowania Rodziny, Ruch Światło-Życie, Rycerki Niepokalanej, Róże Żywego Różańca, Grupa Anonimowych Alkoholików, Al.-Anon (wspólnota rodzin uzależnionych) oraz liczna grupa Liturgicznej Służby Ołtarza. Polacy chętnie angażują się w życie chrześcijańskie i biorą czynny udział we mszach świętych.

KM: A Austriacy?

MK: Bardzo podobnie, tylko z pewną małą różnicą: w szkołach co prawda jest nauczana religia (podobnie jak u nas), miejscowi przyjmują sakramenty święte, ale z chodzeniem do kościoła są trochę na bakier. Znają świetnie historie biblijne, czasami nawet lepiej niż my, ale uważają, że coniedzielna Eucharystia to chyba za dużo. Do swoich świątyń udają się najczęściej w okresie świąt. To da się szczególnie zauważyć się w większych miastach. Na wsi natomiast wygląda to podobnie jak w Polsce – niedzielna msza to obowiązek.

Zobacz też:   Miłosierdzie na nieludzkiej ziemi, czyli o polskich duszpasterzach na Białorusi

KM: Jakie relacje panują między katolikami a wyznawcami innych religii?

MK: To dobre pytanie, ponieważ w ostatnich czasach zmienia się to diametralnie, głównie przez to, że do Austrii napływają coraz większe fale uchodźców. Statystyki podają, że obecnie w kraju zamieszkuje około siedmiuset tysięcy wyznawców Allaha (w samym centrum Wiednia jest ich mniej więcej 8% na ogólną liczbę mieszkańców miasta).W ogóle Austria jest jednym z pierwszych krajów Europy, który uznał muzułmanów za legalną wspólnotę religijną i uregulował jej status prawny. Państwo zapewnia swoim mieszkańcom swobodę religijną, ale muzułmanie uważają, że to Europa powinna się dostosować do islamu, a nie na odwrót. Większość spośród nich to imigranci zarobkowi, którzy przyjechali tu w latach sześćdziesiątych XX wieku z Turcji oraz Bośni i Hercegowiny i zostali już w Wiedniu.

W ubiegłym roku ukazał się niemiecki artykuł 335 lat po odsieczy Sobieskiego muzułmanie podbijają Wiedeń. Z okazji kolejnej rocznicy wyprawy naszego króla na wzgórzu Kahlenberg miał zostać odsłonięty jego pomnik. Pomimo tego, że pod statuę wmurowano już kamień węgielny, władze Wiednia zdecydowały, że monument tam nie stanie. Dlaczego? Uzasadnienie było proste – stolica Austrii staje się powoli miastem islamskim… Władze obawiały się ataków terrorystycznych oraz zagrożenia ze strony ludności muzułmańskiej.

KM: Zagrożenie jest rzeczywiście tak poważne?

MK: W codziennym życiu również nie wygląda to ciekawie. W szkołach publicznych dzieci wyznające islam stanowią nieraz 60% klasy, a niekiedy nawet całej placówki. Dziewczęta chodzą zawinięte w chusty. Wprawdzie rząd chce zakazać zakrywania głowy w szkołach i przedszkolach, ale w Wiedniu nie ma o tym mowy. Islamscy uczniowie szanują muzułmanów, którzy popełniają morderstwa „honorowe”. Dzieci są przekonane, że same powinny zostać zabite przez rodzinę, gdyby pogwałciły prawo szariatu. Chłopcy wyszukują dziewczynki, które są ubrane „jak chrześcijanki”. Grożą im, straszą je i maltretują. Nie chodzi wcale o jakieś nieskromne, nieprzyzwoite stroje, ale o zwykłą europejską odzież; wystarczy bluzka w kwiaty. W ten sposób islamska społeczność radykalizuje się coraz mocniej, bo uczniowie o bardziej liberalnych poglądach są szykanowani. Ale na ten temat można by jeszcze wiele powiedzieć. To smutne…

KM: By jednak nie kończyć naszej rozmowy tak ponurym akcentem, powiedz, jakie są Twoje plany na najbliższe lata? Czy zamierzasz na stałe osiąść na austriackiej ziemi?

MK: To pytanie, tak szczerze, dotyka mojego serca w samym środku. Powiem tak: kiedyś wydawało mi się, że austriacki scenariusz może się zrealizować – skończę szkołę i wyfruwam z powrotem do Wiednia. Jestem realistką, ale też i góralką, więc jak już coś postanowię, to się tego trzymam. Po ukończeniu studiów coś się jednak zmieniło. Zaczęłam pracę z młodzieżą w Polsce w szkole jako germanistka i poczułam, że to jest to, co chcę robić, że chcę nauczać języka niemieckiego, ale również kultury krajów niemieckojęzycznych, w szczególności Austrii. Wiedeń zawsze będzie mi bardzo bliski i na pewno będę tam często wracać. W trakcie studiów zaczęłam też intensywne wędrówki po górach. Zdobywałam szczyt za szczytem w polskich Tatrach i… coś poruszyło się w mojej duszy. Teraz już nie wyobrażam sobie życia bez naszych pięknych górskich krajobrazów. Mimo że widzę je za oknem, to jednak przebywanie „na żywo” wśród nich to zupełnie inna bajka… Chciałabym, by moja rodzina, którą założę, mieszkała w Polsce, bo tutaj spotkałam swoją drugą połówkę; tu też odnalazłam swoje miejsce na ziemi. Szukając sensu swojego życia, poszukujemy tak naprawdę samych siebie… ja chyba już to znalazłam. Nie znaczy to jednak, że nie spotkacie mnie już w Wiedniu, bo mimo tego, że jedna połowa serca zdecydowanie postanowiła zostać pod Tatrami, to druga nadal pozostanie w mieście Mozarta…

KM: Dziękuję za rozmowę!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.