adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Po Namyśle: Czy dzisiaj zależy od polskiej młodzieży następne tysiąc lat?

magazine cover

unsplash.com

Nie mają łatwego życia biskupi. Wszyscy ich krytykują. Nie dają im spokoju media. Co rusz wychodzą na jaw jakieś skandale. W maju w pewnym głośnym wywiadzie znany sakrocelebryta stwierdził, że ręce mu opadają na myśl o biskupach. Oj, niełatwe to życie.

Do tego z perspektywy przeciętnego młodego wiernego można dostrzec brak planu duszpasterskiego, zamknięcie w wieży z kości słoniowej, odrealnienie i brak kontaktu z rzeczywistością. Co gorsza, młodzi – tak zwana przyszłość Kościoła – mogą mieć nieustające poczucie bycia niewysłuchanymi. Ale czy jest aż tak dramatycznie?

„Młodzież zatęskni”

Kiedy latem epidemia koronawirusa powoli zaczynała się wycofywać, wywiadu dla tygodnika „Niedziela” udzielił arcybiskup Marek Jędraszewski. Pod koniec rozmowy został zapytany o młodzież, ponieważ proboszczowie mieli narzekać, że nie wróciła do kościołów. Arcybiskup udzielił zaskakującej odpowiedzi: „Myślę, że teraz ci młodzi zatęsknią za swoim katechetą, za swoim kościołem – i powrócą”.

W mojej opinii jest to dość naiwna konstatacja. Szczególnie jeśli kilka zdań wcześniej przeczytamy, na czym opiera się ta opinia arcybiskupa. „Gdy natomiast chodzi o młodzież – istotnie, jesienią ub.r., przed drugą falą pandemii, młodych w kościołach nie widziałem. Teraz gdy udzielam młodym sakramentu bierzmowania, widzę, w jaki sposób przeżywają oni tę uroczystość, podziwiam ich ogromne zaangażowanie”.

Bierzmowanie

Jestem pod wrażeniem, że arcybiskup jest w stanie postawić tak śmiałą diagnozę. Po pierwsze zastanówmy się, jak wygląda przygotowanie do sakramentu bierzmowania. O tym pisał Maciej Kapek w tekście do zeszłorocznego sierpniowego wydania „Adeste”, do którego zawsze chętnie odsyłam. Wspominając przygotowania mojego rocznika oraz roczników, spośród których ja przygotowywałem część osób, uważam, że bardzo niewiele było takich, które szły do tego sakramentu z pełnym przekonaniem i głębokim pragnieniem. Owszem, były jednostki, które określiłbym jako „zaciekawione” lub „poszukujące”. I całe szczęście, że takie są.

Ale albo wśród konfirmantów doszło do jakiegoś skoku jakościowego, albo w Małopolsce młodzież jest jakaś inna niż na moim Śląsku, albo jednak obserwacja arcybiskupa jest zbudowana na wyjątkowo wątłych fundamentach. Wystarczy spojrzeć na poparcie wśród młodych dla „czarnych marszy”, które nie tak dawno przetaczały się przez naszą ojczyznę. Już nie wspominając, że kontakt bierzmującego z bierzmowanymi zasadniczo ogranicza się do kilkunastosekundowego dialogu, kiedy na moment przestają być częścią bezimiennego zgromadzenia liturgicznego.

W mojej opinii to przykład syndromu zamknięcia się w wieży z kości słoniowej. Ekscelencja, na którego wizytę (wizytację?) w parafii maluje się trawniki na zielono, wyraża ukontentowanie spreparowaną dla niego fikcją, po czym w sporym medium dzieli się wrażeniami z tej farsy i wróży pomyślność.

Sołtys, Ten-Co-Nie-Pamięta i inni

Powrót z przytupem pewnego arcybiskupa, który został uprzednio usunięty przez papieża Franciszka, odbił się szerokim echem. Nawet jeśli łączenie biskupstwa z byciem sołtysem nie jest sprzeczne z Kodeksem prawa kanonicznego – choć zdania są podzielone – to z punktu widzenia kogokolwiek, kto przygląda się Kościołowi, mamy tu do czynienia z wyjątkową niestosownością.

W chwili, kiedy piszę ten tekst, internet ekscytuje się zdjęciami pewnego kardynała, który wraz ze swoim diakonem sekretarzem zażywa wypoczynku na plażach Adriatyku. I to bardzo krótko po tym, jak całą Polskę obiegła wieść, że wysłannik Watykanu prowadził na jego temat śledztwo, o którym nie wiedział nawet polski episkopat. Nie mówiąc o słynnym wywiadzie, z którego zapamiętano głównie to, że eminencja nic nie pamięta i nic nie wie. A ponadto ta nagonka na kardynała godzi w pamięć o „Największym Polaku Papieżu Rodaku”.

Zobacz też:   Jak nie odkładać świętości na później?

Do tego dochodzi cała (stopniowo się powiększająca) plejada biskupów, których przemieliły już watykańskie młyny. Na jesień planowana jest wizyta ad limina apostolorum. Z jednej strony takie wizyty są czymś naturalnym w relacji papież – biskupi. Unosi się jednak w powietrzu swąd podejrzeń, jakoby miała to być wizyta pilna, taki watykański dywanik. Niektórzy mają nadzieję na tak zwany wariant chilijski: cały episkopat pójdzie do wymiany w ramach papieskiego „wszyscy won”. Inni liczą na to, że chociaż ci mający najwięcej za uszami stracą głowy i diecezje; że ostanie się tylko to pokolenie biskupów, którzy prezentują podejście zgoła odmienne, którzy są młodzi i/lub mają doświadczenie duszpasterskie w pracy z młodzieżą, jak na przykład biskup Milewski, biskup Galbas czy biskup Bab.

Synod o młodzieży

W 2018 roku odbył się w Watykanie synod o młodzieży. Biskupi, przeprowadziwszy jako takie konsultacje społeczne, debatowali na temat ważnej dla przyszłości Kościoła grupy społecznej. Z jednej strony można odnieść wrażenie, że niewiele to dało. Dokumenty wydane po tym wydarzeniu były średnio przełomowe i niezbyt odkrywcze. Ale z drugiej strony coś tam zaczęło przebijać się do hierarchów. Pozwolę sobie wkleić tu cytaty, które już kiedyś zostały przeze mnie użyte w tekście Czy jestem terrorystą?, opublikowanym w zeszłorocznym październikowym numerze miesięcznika „Adeste”.

„Co mnie uderzyło i czego się nie spodziewałem, to fakt, że w wielu wystąpieniach młodych pojawia się prośba o lepszą liturgię. Dla mnie to prawdziwe odkrycie. Okazuje się, że liturgia jest jednak bardzo ważna. Młodzi mówią do nas: dajcie nam Słowo Boże, postarajcie się, aby liturgia do nas przemawiała, wyjaśnijcie ją nam, pomóżcie nam doświadczać Boga na liturgii. Osobiście myślałem, że to pokolenie nie interesuje się liturgią. Nie miałem racji. Tego się nie spodziewałem” – przyznał zaskoczony kardynał Oswald Gracias, arcybiskup Bombaju (Zakończył się pierwszy etap synodu [w:] vaticannews.va/pl).

„Jestem zaskoczony, że na tym Synodzie tak dużo mówi się o liturgii, o potrzebie pięknej, starannie przygotowanej liturgii, która przyciąga młodych i przemawia do ich serca” – wyznał natomiast zdumiony kardynał Gérald Lacroix, arcybiskup Quebecu (Piękna liturgia prowadzi młodych do Boga [w:] opoka.news).

Słoik pusty bardziej niż do połowy

„Trudno nalewać do słoika, skoro wiemy, że jest w nim dziura. To zwyczajne marnowanie sił. Skoro [młodzi] ludzie, których mamy, w jakiś sposób nam, jako Kościołowi, uciekają, to wypada chociaż minimalnie zatamować przecieki, zanim zacznie się dolewać” – to z kolei cytat z korespondencji z innym moim kolegą redakcyjnym – ks. Karolem Mateckim SDS. Trzeba przede wszystkim zatroszczyć się o tę młodzież, która chce mieć z Kościołem coś wspólnego. A tymczasem ten „betonowy elektorat” bardzo często bywa pomijany na rzecz przypodobywania się fatalnymi metodami tej młodzieży, która, w najlepszym wypadku, darzy Kościół obojętnością.

Tymczasem dane są nieubłagane. Religia w Polsce jest bardzo ważna dla raptem 16% młodych, jak podaje niezależna amerykańska firma badawcza Pew Research Center. A co z pozostałymi? Zwłaszcza że to 16% nie zostało podzielone na religie, zatem katolicka młodzież stanowi zaledwie jakiś tego ułamek. W Polsce tracimy tę młodzież szybciej niż inne państwa. Może startowaliśmy z wysokiego pułapu, ale nie wiem, czy to coś zmienia. „Już dzisiaj zależy od polskiej młodzieży następne tysiąc lat” – cytując młodzieżową wersję Apelu jasnogórskiego. Ale czy na pewno ta zaangażowana młodzież jest brana pod uwagę podmiotowo?

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.