
Ten tekst powstał z mojego poczucia pewnego braku. Wydaje mi się, że w popularnym obiegu brakuje materiału o adoracji, który dotykałby konkretów, ale zarazem nie był zbyt długi. O adoracji nieraz mówi się na poziomie zanadto ogólnym. A gdy już w licznych książkach poświęconych tej problematyce wchodzi się w temat bardziej szczegółowo, często porusza się aspekty, które nie są niezbędne do doświadczenia tej formy modlitwy.
Uważam, że praktyka adoracji jest szczególnie cenna w XXI wieku, w czasach, gdy firmy zatrudniające specjalistów biją się o to, jak za pomocą różnych sztuczek sprawić, aby to do nich, a nie nas samych, należało panowanie nad naszą uwagą. Jak mamy służyć naszą uwagą Bogu, jeśli sami nawet nią nie władamy?
Mam nadzieję, że przynajmniej jedna osoba dzięki przeczytaniu tego tekstu doświadczy przemieniających skutków tej modlitwy, a może nawet wyruszy dalej, gdziekolwiek Bóg zechce ją zaprowadzić.
Co adorować
Pisząc ten tekst, wyobrażałem sobie osobę klęczącą przed tabernakulum w pustym, cichym kościele. Jednakże wszystko, co tu powiedziałem, równie dobrze można odnieść do cichej adoracji przed wystawioną monstrancją, Ciemnicą albo Grobem Pańskim urządzonym zgodnie z polskim zwyczajem w czasie Triduum Paschalnego. Dla wygody w tym tekście będę pisał po prostu „Najświętszy Sakrament”. Warto jednak odnotować, że nie musi być on bezpośrednio widoczny; patrzenie na tabernakulum jest w zupełności wystarczające.
Co więcej, wszystko w tym tekście bez zmian można odnieść też do adoracji krzyża w Wielki Piątek. Jeśli ktoś z jakichś względów ma trudność, aby chodzić do kościoła bądź znaleźć kościół cichy i otwarty poza godzinami mszy i nabożeństw, jako obiekt adoracji może wybrać krzyż lub obraz z Jezusem w swoim własnym domu, oczywiście wstawiając sobie nazwę tego obiektu w miejsce słów „Najświętszy Sakrament” w tekście.
W kościołach przy tabernakulum pali się zazwyczaj lampki oliwne (często elektryczne na wzór oliwnych) przypominające nam o czuwaniu, którego symbolem są one w Ewangelii. Ciekawe byłoby zbadanie, czy dawniej te symbole Ducha Świętego także wykorzystywano jako obiekt skupienia podczas czuwań. Jeśli nawet jednak tak kiedykolwiek było, nie jest to raczej współcześnie praktykowane.
Jak zacząć
Na początek należy przybrać taką postawę ciała, która wyrażała będzie stan ducha, w jakim chcemy spędzić ten czas z Panem. Jeśli jednak ze względów zdrowotnych lub innych nie jesteśmy w stanie tego zrobić, to nie ma sensu tego sobie wyrzucać, lecz zrobić to, co najlepsze i możliwe w danej sytuacji.
Istotne jest uświadomienie sobie na początku obecności Boga, w szczególności Jego obecności w Najświętszym Sakramencie, na który się patrzymy. Przywitajmy Boga tak, jak wydaje nam się słuszne.
Co robić w trakcie
Pozostajemy w modlitwie przez czas, jaki sobie postanowiliśmy.
Co w tym czasie robić? Patrzeć się, kontemplować? Rozmyślać? Rozmawiać z Bogiem? Żadna z tych odpowiedzi nie jest błędna. Pytanie, czy jest to czas na rozmyślanie, czy raczej na kontemplację, staje się nieistotne, gdy przeczytamy pouczenie Katechizmu Kościoła katolickiego: „W czasie kontemplacji można jeszcze rozmyślać, w każdym jednak razie spojrzenie kieruje się na Pana” (por. KKK 2709).
Warto zadać w tym czasie pytanie, które stawiał sobie św. Wincenty Pallotti (a także w podobnych słowach wielu przed nim i po nim): „Kim jesteś, Boże mój, i kim ja jestem przed Tobą?”*. Można medytacyjnie powtarzać sobie to pytanie i zauważać, jaką budzi w nas reakcję.
Kluczowe jest jednak, aby wzrok mieć skierowany na Jezusa i dobrze dać temu wyraz, utrzymując go możliwie cały czas na Najświętszym Sakramencie. Oczywiście nie chodzi o zaniedbywanie potrzeby mrugania – nasz wzrok służy nam przecież dla Bożej chwały.
Może czasem nasza uwaga odbiegnie od adoracji – skierujmy ją z powrotem na Pana, na którym skupiony jest nasz wzrok. Niekiedy niespokojny pobiegnie on gdzie indziej – skierujmy go z powrotem ku Panu, przy którym trwa nasza uwaga. A choćby oba gdzieś uciekły, skierujmy je z powrotem tam, gdzie postanowiliśmy trwać w tym czasie.
Tak naprawdę z tego, co wyżej powiedziałem, wynika, że nie trzeba sobie stawiać żadnych pytań, o niczym rozmyślać, choć jest to możliwe. Jednak kluczowe jest ciągłe powracanie uwagą i wzrokiem do Pana.
Jak zakończyć
Na koniec podziękujmy Jezusowi za czas, jaki mogliśmy z Nim spędzić, i poprośmy Go, abyśmy także przez resztę naszego życia, w każdej chwili, również poza kościołem, mogli trwać w Jego obecności dzięki mieszkającemu w nas Duchowi Świętemu.
Zapowiedź drugiej części
Zapraszam też do lektury drugiej części, która wkrótce zostanie opublikowana pod tytułem O różnorakich trudnościach w czasie adoracji.
* Jest to popularna synteza wielokrotnie powracającej (w nieco różniących się wariantach) modlitwy zapisanej w pismach Pallottiego. Cytat ten występuje niemal dosłownie w punkcie 213 w trzecim tomie jego pism, ale słowa „przed Tobą” są dodane z późniejszego punktu, będącego kontynuacją tej samej modlitwy.
Patrz: Św. Wincenty Pallotti, Wybór pism, t. 3: Pisma Pallottiego dotyczące jego duchowości, wyb. i oprac. F. Bogdan SAC, 1987, s. 253, 255, pkt 213 i 214.
Grzegorz Pietrzak: programista, od lat zainteresowany teologią, filozofią i psychologią. Szczególnie bliskie są mu nauki Tomasza z Akwinu.
