adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura

„Jan Paweł II śmieszył małe dzieci”. Poważnie o pewnej instalacji

Jan Paweł II – rzeźba „Zatrute źródło” J. Kaliny

Przed dwudziestoma laty pewien włoski artysta wpadł na pomysł: całkiem zabawnie byłoby pokazać, jak to w Jana Pawła II walnął meteoryt. Reakcje polskiej publiki były wówczas do bólu poważne. Dziś natomiast inny artysta przedstawia papieża, który ciska meteorytem w morze krwi. Co robi publika? Śmieje się.

Nie chodzi tu nawet o przemianę pokoleń, jaka dokonała się na przestrzeni tego czasu. Nie od dziś przecież wiadomo, że Papież Polak jest dla młodych ludzi raczej memem niż świętym. Raczej chodzi o to, że choć wszyscy narzekamy na brak nowoczesnej sztuki katolickiej, to gdy taka się już pojawia, niewielu chce ją interpretować. Z niewiadomych przyczyn właśnie przed interpretacją – która czasem musi być odważna – uciekamy jak przed ogniem. I albo pozostawiamy dzieło lewicowym krytykom, albo samemu sobie.

Papież i meteoryt

Na Dziedzińcu Głównym Muzeum Narodowego w Warszawie stanęła ostatnio nowa rzeźba Papieża Polaka. Nie chodzi jednak o kolejny pomnik, o nie, to coś więcej! Tym, którzy jeszcze jej nie kojarzą, podpowiadam: „to ten Jan Paweł, co rzuca kamieniem”. Odbiór okazał się raczej mało zróżnicowany – i są nim oczywiście memy. Praca Jerzego Kaliny (ur. 1944) ma nawiązywać do instalacji Maurizia Cattelana z roku 1999, która przedstawia papieża przygniecionego meteorytem (swoją drogą to właśnie ten motyw został wykorzystany w czołówce Młodego papieża). Siłą rzeczy rzeźba doczekała się licznych adaptacji jako mem. Wśród zainteresowanych głośną instalacją znaleźli się jednak i tacy, którzy postanowili uderzyć w poważniejsze tony.

Tak na przykład śmiertelnie poważny profesor Hartman zdążył określić instalację „paroksyzmem szaleństwa”, przypominając jakby mimochodem, że Jan Paweł II nie odprowadzał w Polsce podatku dochodowego. Są także bardziej znaczące głosy, jak ten Bogdana Deptuły, który przypomina, że „ciskając kamieniem w »czerwoną zarazę«, Wojtyła nie będzie świętym w naszych oczach. Będzie rzeźnikiem, w zabryzganej od krwi sutannie”. Tylko właśnie – czy aby na pewno chodzi tu o świętego, który, jak człowiek bez grzechu, rzuca w bliźniego kamieniem?

Sporo sensu

„Tęczowa zaraza” z pewnością jest tutaj dobrym tropem. Czerwona tafla wody od razu może skojarzyć się nam z komunizmem albo z morzem krwi przelanej przez marksistów. Postać ojca świętego wyrasta z niej („papież zza żelaznej kurtyny”) i ją rozbija. Nie czyni jednak tego w afekcie, na jego twarzy nie widać gniewu ani nienawiści. Jest ona opanowana, bije z niej wręcz delikatny spokój jak ze świętego obrazka. Ta niezgodność gestu i mimiki prowadzi nas ku dalszej interpretacji: rozbicie tafli czerwieni nie jest zemstą, nie jest aktem wymierzonym przeciw drugiemu człowiekowi. Przecież jeśli Jan Paweł II w jakikolwiek sposób przyczynił się do upadku bloku sowieckiego, to nie z pomocą tych słynnych, watykańskich dywizji, ale właśnie dzięki modlitwie: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”.

Zobacz też:   Biskup, patron zakochanych (i nie tylko).

Kamień należałoby więc odczytywać jako polemikę z poglądem, że Kościół, za jedyny swój oręż mając modlitwę, z natury musi być słaby. Owszem, modlitwa Kościoła jest pokorna i pozbawiona nienawiści. Jednak jej skutki są jak najbardziej wymierne – dlatego właśnie potrafi ona mieć charakter dziejowy. Boże zaangażowanie w dzieje ludzkości jest dla autora czymś niezaprzeczalnym. To nie Kościół ugina się pod ciężarem dziejów, jak mogłoby wynikać ze wspomnianej rzeźby Maurizia Cattelana. Kościół współdziała z Bogiem w ich budowaniu, choć światu często wydaje się to niewiarygodne.

Jest jeszcze odniesienie do współczesności: to tytuł dzieła, czyli Zatrute źródło. Z uwagi na zaangażowanie poprzednich prac autora można przypuszczać, że jest to odniesienie do Polski. Na taką interpretację wskazuje również gra kolorów – krwista czerwień w połączeniu z bielą sutanny komponuje się w polskie barwy narodowe. Co chce nam więc pokazać Kalina? Być może to, że po piętnastu latach od śmierci Papieża Polaka widać już wyraźnie, że mimo upadku komunizmu nasze państwo wciąż dąży do laicyzacji. Popularne są prądy intelektualne, które niektórzy określają jako „neomarksizm” bądź „marksizm kulturowy” – albo jak abp Jędraszewski, jako „tęczową zarazę”.

Patos i śmieszność

Pytanie więc, dlaczego główną reakcją na nowoodsłoniętą instalację jest powszechna wesołość. Zatrute źródło jest przecież dziełem zaangażowanym – może nie politycznie, ale na pewno społecznie. Bije z niego przede wszystkim smutek i zaduma nad obecną kondycją Polski. Być może chodzi o to, że Cattelano, autor pierwszej z rzeźb, to pospolity skandalista. Jego pracom, tworzonym w nurcie postmodernizmu, skrajnie daleko jest do powagi. Kalina natomiast próbował odpowiedzieć na śmieszność patosem. Taka taktyka natomiast z reguły skazana jest na porażkę, jako że w efekcie patos sam siebie ośmiesza. Paradoksalnie całkiem możliwe, że bez tego nawiązania instalacja byłaby lepsza. Na gruncie dyskursu z postmodernizmem bardzo trudno jest bowiem w taki sposób promować dobre wartości.

Twórca, zwłaszcza zaangażowany, powinien potrafić przewidzieć takie reakcje. Autor Zatrutego źródła – być może z uwagi na wspomniany we wstępie dysonans pokoleniowy – niestety takiej zdolności nie posiadł. Przez to w pewnym stopniu sam ośmieszył swoje dzieło, próbując je uczynić zbyt patetycznym. Z drugiej strony publika czasem też mogłaby spróbować wznieść ponad podśmiechujki z „papaja”, które poza internetowymi grupkami raczej przecież nie uchodzą. Skoro za gimbazę uważamy domorosłych krytyków, którzy na widok Fontanny Duchampa nie mają do powiedzenia nic innego, jak „hehe, ?️isuar”, to przecież nie będziemy traktować poważnie tych, którzy bez konfidencjonalnego uśmieszku nie potrafią rozmawiać o papieżu. Prawda?

***

Fotografia: rmf24.pl; na prawach cytatu.

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.