
Niniejszy tekst stanowi polemikę z artykułem Egzorcyzmy w Sejmie. Spór o granice między wiarą, terapią a państwem autorstwa Mateusza Kukli, opublikowanym na łamach portalu Klubu Jagiellońskiego 26 kwietnia 2026 r.
Kukla pokrótce opisuje pewną petycję w sprawie prawnego ograniczenia możliwości stosowania egzorcyzmów. Cytowana przez niego zwolenniczka ograniczeń „zdaje się być [sic!] niewolnikiem scjentystycznego światopoglądu”. Atakując podejście, które określa jako „scjentystyczne”, Kukla sam popełnia błąd, dobierając niewłaściwą argumentację i zajmując tym samym również błędne stanowisko.
„Demony” a demony
Kukla atakuje stanowisko całkowicie odrzucające istnienie demonów – w którym egzorcyzmy są bezcelowe – i proponuje stanowisko, w którym… egzorcyzmy są zabiegiem psychologiczno-magicznym.
Część pierwsza problemu, czyli sfera psychologii. Podany jest przykład alkoholika, który spersonifikował swój nałóg, nadając mu postać diabła namawiającego go do picia wódki. W psychologii taki zabieg nazywa się eksternalizacją i polega na oddzieleniu „ja” od „mój problem”. Inną metaforą psychologiczną jest utożsamienie ludowych obrazów diabłów z różnych kultur z wypieranymi przez ludzi obszarami psychiki. W tej optyce egzorcyzm jest zabiegiem, który wspomaga chorego psychicznie w rozwiązaniu problemu, oddziałując na umysł poprzez symbolikę, a zdrowemu w ten sam sposób pomaga w tzw. integracji osobowości. Autor felietonu zdaje się podzielać taką opinię: „Zjawisko opętania przez demony oraz perspektywa współczesnej psychologii są w zasadzie odmiennym sposobem [sic!] mówienia o tym samym problemie”. Spoiler: nie są, ale o tym później.
Część druga, czyli, z braku lepszego słowa, magiczne rozumienie egzorcyzmów. To, że poznanie metodą naukową jest ograniczone do tego, co jest obiektywnie obserwowalne i mierzalne, to prawda. Natomiast traktowanie demonów jako „[przejawu] pewnej destrukcyjnej siły obecnej we wszechświecie, która dąży do panowanie [sic!] chaosu”, to ślepy zaułek. Kukla pisze, że „[nie] jest to już tak dalekie od tradycyjnego rozumienia szatana, opisywanego w teologii katolickiej jako upadły anioł, a więc byt osobowy, mający określony [sic!] cechy i sposób działania”. No cóż, jego rozumienie jednak jest dalekie do katolickiego, nawet przy cytowaniu Biblii (w felietonie pada cytat za Mk 5, 9: „Na imię mi Legion, bo nas jest wielu”). W tej optyce egzorcyzm to – jak już powiedziałem o rozumieniu „magicznym”, to będę kontynuował tę nomenklaturę – rytuał magiczny, który tej złej sile przeciwstawia… coś. Na przykład wspomniane w felietonie Moc i Zwierzchność, rozumiane tu nie jako tytuły aniołów, a jako „struktury porządkujące rzeczywistość działające jednocześnie na poziomie społecznym, psychologicznym i duchowym”.
A jak jest naprawdę?
Demon to nie jest ani metafora elementów ludzkiej psychologii, ani personifikacja bezosobowej, trudnej do określenia siły natury jeszcze niezbadanej lub w ogóle niemożliwej do zbadania metodą naukową. To termin teologiczny na konkretny element rzeczywistości duchowej. Katechizm Kościoła katolickiego w punkcie 2851 mówi: „Zło, o którym mówi ta prośba [tj. „ale nas zbaw ode Złego” z Ojcze nasz], nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu […]”. Dla katolika egzorcyzmy mają sens wyłącznie w perspektywie duchowej, bo „mają na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi”, jak mówi KKK w punkcie 1673, gdzie też wyraźnie zaznacza, że „[czymś] zupełnie innym jest choroba, zwłaszcza psychiczna, której leczenie wymaga wiedzy medycznej. Przed podjęciem egzorcyzmów należy więc upewnić się, że istotnie chodzi o obecność Złego, a nie o chorobę”.
Tutaj dochodzimy do sedna problemu w postawie autora: jest to jego rozumienie relacji pomiędzy religią a ideologią konserwatyzmu. Odniosłem wrażenie, że dla Kukli religia jest jedynie elementem ideologii i tożsamości konserwatywnej; jest zredukowana do tego, co jest poza jej właściwym celem. W polskim społeczeństwie poglądy wynikające z wiary katolickiej są nazywane konserwatywnymi. W innych społeczeństwach mogłyby być nazwane reakcyjnymi, kontrrewolucyjnymi bądź w drugą stronę: liberalnymi, rewolucyjnymi, wywrotowymi. Natomiast to wiara definiuje ten „konserwatyzm”, a nie na odwrót.
Na koniec wtrącę tu opinię, że można osobiste problemy różnej natury nazywać czyimiś „demonami” w ramach metafory. Natomiast przy przyjęciu tej metafory niezwykle łatwo jest o ekwiwokację, czyli błąd polegający na pomyleniu dwóch znaczeń (w tym przypadku znaczenia dosłownego i metaforycznego) tego samego wyrazu, zwłaszcza u odbiorcy, który styka się z daną treścią w oderwaniu od szerszego kontekstu.
