Naprzeciw Teatru Narodowego, w rzędzie budynków, obok kawiarni Costa Coffee znajduje się niepozorny kościół. Jest to siedziba Duszpasterstwa Środowisk Twórczych, których życie tętni właśnie na placu Teatralnym. Ale poza mszami dla artystów, spotkaniami formacyjnymi i koncertami można tam również, patrząc przez przeszklone drzwi, dostrzec zupełnie inny widok. Przy ołtarzu z krzyżem na środku, ładnymi świecami i charakterystycznymi tablicami ołtarzowymi stoi kapłan w tradycyjnych szatach liturgicznych.
Ten ksiądz to Wojciech Pobudkowski, członek Instytutu Dobrego Pasterza erygowanego w 2006 roku przez papieża Benedykta XVI. Instytut w swojej apostolskiej działalności posługuje się nadzwyczajną formą rytu rzymskiego i w jej duchu wychowuje swoich seminarzystów. W Polsce obecny jest w Białymstoku, Częstochowie i właśnie Warszawie.
Stara msza w nowoczesnym kościele
Kościół pod wezwaniem Świętego Brata Alberta i Świętego Andrzeja Apostoła zbudowany został w 1999 roku (za pieniądze mBanku SA, środowisk artystycznych i „Rzeczpospolitej”) i wtedy też konsekrował go święty Jan Paweł II. Fasada wzoruje się na dziewiętnastowiecznej fasadzie autorstwa słynnego architekta Chrystiana Piotra Aignera. Był odpowiedzialny między innymi za budowę kościoła Świętego Aleksandra i kościoła Świętej Anny w Warszawie, jak również za przebudowę Pałacu Namiestnikowskiego i Arsenału.
Do kościoła o prostokątnym kształcie (sprawiającym wrażenie, że świątynia składa się tylko z nawy poprzecznej) wchodzi się przez przeszklone drzwi, a w środku znajduje się kilka obrazów ze zbiorów Muzeum Narodowego i Zamku Królewskiego. Parę nietypowych przedstawień świętych, nietuzinkowa droga krzyżowa (składa się z… punktów, jakkolwiek dziwnie to brzmi) i prostokątny kształt kościoła nadają kościołowi nowoczesnego wydźwięku.
Nawet gdy już zajmie się miejsce, wybrzmi dźwięk sygnaturki, a do ołtarza podejdą ksiądz i ministranci, ubrani w tradycyjne szaty, ciągle jest się poddanym mocnym estetycznym wrażeniom. Niesamowity kontrast między nowoczesnością świątyni a tradycyjną ofiarą sprawia, że zmysły są niezwykle pobudzone. „Barokowa estetyka” i „skanseniści” – to tylko dwa z wielu epitetów, które usłyszałem od znajomego na temat środowisk tradycyjnych. Tutaj te określenia w ogóle nie mają racji bytu. W tym miejscu zdaje się wyłaniać prawda, że niektóre stare rzeczy są zawsze aktualne. „Chrystus jest zawsze nowoczesny” – jak to wyraził w wywiadzie-rzece z Pawłem Lisickim kardynał Gerhard L. Müller. Stają przed oczami kadry z Młodego papieża, a zwłaszcza ta scena, w której Pius XIII ubiera się w tradycyjne, uroczyste papieskie szaty, podczas gdy odgrywany jest utwór Sexy and I Know It amerykańskiego duetu LMFAO. Rozglądam się wokół – widzę ludzi w różnym wieku: osoby starsze, w średnim wieku, małżeństwa z dziećmi i młodzież. Na mszach śpiewanych śpiewa Schola Cantorum Beati Vladislai, którą tworzą młodzi mężczyźni. Środowisko skupione wokół duszpasterstwa Instytutu Dobrego Pasterza w Warszawie, tak przecież młode (istnieje od końca 2017 roku), zdaje się, że rozwinęło się błyskawicznie. Oprócz codziennych mszy świętych (jak piszę ten tekst, to, co prawda, msze niedzielne odprawiane są tylko w 2. i 4. niedziele miesiąca, ale prawdopodobnie to się zmieni) w tej świątyni, z inicjatywy instytutu odbywają się też coniedzielne msze w podwarszawskim Brwinowie, a w samej stolicy erygowany został ostatnio Dom Instytutu Dobrego Pasterza.
W większość sobót po mszach świętych odbywają się także katechezy duchowe oparte o dzieła świętej Teresy od Jezusa. Krótkie, treściwe nauki potrafią zainspirować do pracy nad swoim życiem duchowym. Ważną rzeczą jest też to, że pół godziny przed i po każdej Ofierze można skorzystać ze spowiedzi.
Serce
Nad ołtarzem głównym wisi szesnastowieczny obraz autorstwa włoskiego malarza Sebastiana del Piomby. Przedstawia on Chrystusa, który ręką wskazuje na swe Najświętsze Serce. Drugą rękę kieruje na dół, tak jakby pokazywał okrągłe tabernakulum, mówiąc: „To jest Serce Moje”. Ksiądz Pobudkowski w jednym z kazań powiedział, że „gromadzimy się na Najświętszej Ofierze, sercu naszej wiary, przed Sercem Jezusa, w sercu Warszawy”. Rzeczywiście, patrząc na mapę stolicy, można odnieść wrażenie, że plac Teatralny znajduje się w jej środku.
Wiele ludzi przychodzi tutaj w tygodniu, na msze zazwyczaj odbywające się o siódmej rano, przed pracą czy szkołą. Gdy bywam tutaj przed swymi zajęciami o ósmej rano (które są dla mnie wielkim wyzwaniem, bo nie lubię wstawać rano), zawsze zadziwia mnie ta enklawa skupienia i modlitwy. Gdy idę później placem Piłsudskiego i Krakowskim Przedmieściem, które o tej porze stają się żywe, zastanawiam się, jak to jest możliwe, że w tłocznym i hałaśliwym mieście stołecznym znaleźć można Boga. W tym mieście mieszają się rzeczy dobre i złe, tak wiele jest tu kościołów z Najświętszym Sakramentem, księży i gorliwych wiernych, i tak wiele tu barów ze striptizem i ludzi walczących z Kościołem. Pomimo zgiełku można znaleźć Boga w ciszy. Codziennie można przyjąć do swego serca Pana Jezusa w Komunii Świętej. Można, przechadzając się po dobrze znanych ulicach, siedząc w ulubionej kawiarni, mieć ciągle w swej pamięci, że się tu nie należy. Że dąży się do swej prawdziwej ojczyzny w niebie.
Jak powiedział ksiądz Wojciech Pobudkowski: „Warszawa jest szczególnie obdarowana Bożą łaską, dlatego też będzie surowo osądzona w Dniu Ostatecznym, jeśli z łaski tej nie skorzysta”.
Takie miejsca, w których wspólnota jest żywotna, jak to jest w małym kościele naprzeciwko ogromnego gmachu Teatru Narodowego, są w Warszawie liczne. I nie są to tylko środowiska tradycyjne (chociaż warto wiedzieć, że Warszawa to miasto, w którym dwa razy na dzień odprawiana jest msza święta w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego). Czasem to parafie z bardzo gorliwymi księżmi diecezjalnymi, czasami duszpasterstwa przyklasztorne.
Zdaje się, że jest parę elementów wspólnych, niezależnych od formy rytu. Primo, w tych miejscach kapłani i świeccy funkcyjni (ministranci, scholiści) z uwagą i troską poświęcają się temu, aby msza święta była sprawowana pięknie i pobożnie. Secundo, kapłani gorliwie oddają się spowiedzi i zależy im na dobrej jakości kazań i katechez. Tertio, wierni dbają o swoich pasterzy, modląc się za nich i pomagając im w bieżących sprawach, również w zabezpieczaniu ich materialnego bytu.
To nie wygodna świątynia, nie ogromne przychody parafii sprawiają, że wspólnota rozkwita, ale ofiarność, pobożność, gorliwość i inne cnoty duchownych i świeckich, którzy ją tworzą. Potrzebujemy pamiętać o naszym religijnym zaangażowaniu i pracy nad sobą. Co nam przyjdzie z tego, że będziemy chodzić do tego, a nie innego kościoła, na tę, a nie inną formę rytu, że będziemy tego publicznie bronić i uzasadniać, jeśli ograniczymy nasze uczestnictwo do niedziel? „Czy znacie jakiegoś świętego, który tylko w niedziele i święta chodził na Ofiarę mszy świętej?” – zapytał kiedyś retorycznie duchowy opiekun duszpasterstwa tradycji na placu Teatralnym. I miał rację. Świętość nie może być „od święta”, nie może być powierzchowna i obojętna. Chrystus pragnie, aby ludzie wytrwale i gorliwie do Niego się zbliżali. I nikt w polskiej stolicy nie może powiedzieć, że nie ma środków, aby Jego pragnieniu podołać.