adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Społeczeństwo

„Wy mi nie klaszczcie” – czy nie zmarnowaliśmy tego stulecia?

Kościół w Polsce w ostatnich dniach żył przygotowaniami do setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II. W niedzielę, 17 maja (VI Niedzielę Wielkanocną) w wielu kościołach odczytano list Prezydium KEP napisany specjalnie z tej okazji. Zabrzmiała Barka, wywieszono biało-żółte flagi. Czy rzeczywiście warto obchodzić urodziny papieża-Polaka?

„Świętowanie” setnych urodzin papieża nabrało dla mnie osobistego wymiaru, gdy mój przyjaciel nominował mnie do akcji #JP2challenge – twoje ulubione zdanie św. Jana Pawła II. Myślę, że ta nominacja miała duży wpływ na powstanie tego tekstu. Zastanawiając się, które słowa Karola Wojtyły poruszają mnie najbardziej, naszło mnie kilka refleksji co do samych dzisiejszych obchodów, a także tego, co obecnie robi się z jego słowami i nauczaniem – i tego dotyczył będzie niniejszy felieton (do samej nominacji postanowiłem odnieść się pod tekstem).

Wszystkiego najlepszego, Ojcze Święty!

Zainteresowany niejako tą sytuacją przeczytałem raz jeszcze tekst mojego redakcyjnego kolegi, Krzysztofa Namyślaka, zatytułowany Po Namyśle: O jedną kremówkę za daleko (możecie przeczytać go TUTAJ). Podpisuję się pod tym stanowiskiem rękami i nogami. Nie będę zatem rozwodził się nad praktyką śpiewania Barki i innych jej podobnych. Nawiążę jednak do tego, co Krzysztof pisał o obchodzeniu kolejnych rocznic śmierci papieża. Rzeczywiście, wpadliśmy w „szał godziny 21:37”, co zdążyło się już odbić szerokim echem w grupach młodzieży. Pozwolę sobie jednak dopowiedzieć, iż samo celebrowanie dnia śmierci osób wyniesionych na ołtarze pozostaje jak najbardziej uprawnione (nawet, gdy tego dnia nie następuje obchód liturgiczny). Jest to tzw. „dies natalis” (z łac. dzień narodzenia) danego świętego – dzień jego narodzin dla nieba, trwałego zjednoczenia się z Bogiem, do którego dążył w czasie swojej ziemskiej pielgrzymki.

Dzisiejsza sytuacja pokazuje jednak, że w naszym polskim Kościele poszliśmy jeszcze dalej – robiąc wielką, medialną i liturgiczną fetę z okazji setnych urodzin Jana Pawła II. Może przypomnę, że obchodzenie ziemskich narodzin w kulcie katolickim przynależy świętym naprawdę wyjątkowym – oprócz Bożego Narodzenia świętujemy przyjście na świat jedynie Najświętszej Maryi Panny i św. Jana Chrzciciela – ponieważ te wydarzenia miały bezpośredni związek z historią naszego zbawienia. Nie ujmując nic osobie św. Jana Pawła II, twierdzę, że nie bez kozery nie ustanowiono liturgicznego święta „Narodzin św. Jana Pawła II w Wadowicach” – nie było to wydarzenie ściśle związane z misterium zbawczym, więc nie obchodzi się go w liturgii.

Można byłoby teraz powiedzieć, że tu wcale nie chodzi o obchód liturgiczny. Zapytam w takim razie – czemu doprowadzono więc do takiego kuriozum? Skąd biorą się pieśni o Janie Pawle II, których wykonywanie w ostatnim czasie niezwykle się zintensyfikowało? Dopowiem jedynie, iż nie jest to wyłącznie kwestia pobożności organistów, ponieważ wiadomo mi, że są oni do takiej praktyki obligowani przez księży. Dlaczego wyżej wspomniany list Prezydium KEP czytany jest w miejscu przewidzianej prawem homilii? Wreszcie – dlaczego wszyscy starają się za wszelką cenę nadać tym obchodom liturgiczny charakter?

Pozostaje mi tylko napisać, że 18 maja w rycie rzymskim obchodzimy wspomnienie dowolne św. Jana I, papieża i męczennika, zaś w tradycyjnej liturgii święto św. Wenancjusza oraz, w tym roku, poniedziałek Dni Krzyżowych. Piszę to celem przypomnienia, gdyby ktoś wpadł na cudowny pomysł nieuzasadnionego dopasowywania celebracji pod wyżej wspomniany jubileusz.

W przypadku obchodów mających charakter pozaliturgiczny wciąż pozostaje pytanie, czy warto. Zawsze należy spytać o intencje. Nie mam prawa nikogo osądzać, jednak zastanawia mnie, czy tak huczne świętowanie ziemskich urodzin św. Jana Pawła II nie próbuje „odrzeć” go ze świętości. W przypadku osób wyniesionych do chwały ołtarzy, jak wyżej wspomniałem, nowym dniem narodzenia staje się dzień śmierci – odejścia do Pana. Nasi orędownicy, zjednoczywszy się z Bogiem w rzeczywistości nieba, są przecież wyjęci z naszego ziemskiego porządku, w który wpisuje się także obchód czyichś urodzin. Gdyby odbyło się to na zasadzie zwykłej historycznej wzmianki, nie rodziłoby to takich wątpliwości. Moim zdaniem organizacja tak wielkich uroczystości rodzi zbyt wiele niejednoznaczności natury teologicznej, szczególnie, gdy jubileusz ten, zupełnie bezzasadnie, znajduje swoje odbicie w liturgii Kościoła.

Zobacz też:   Miłość w czasach sztucznej inteligencji, czyli ostrzeżenie Kai-Fu Lee

Wy mi nie klaszczcie, wy mnie słuchajcie!

Te słowa usłyszeli niegdyś Polacy od Jana Pawła II. Patrząc na to, co się dzieje, pozostają one wciąż niezwykle aktualne. Mam wrażenie, że najczęściej go nie słuchamy, pisząc sami jego historię i budując mu naszą „papolatrią” wielkie posągi. Obchodzimy jego urodziny, robiąc z tego wielki narodowy festyn, odsuwając wręcz papieża na dalszy plan. Mówiąc krótko: „Ojcze Święty, my Ci wyprawimy urodziny, Ty nic nie musisz robić”.

Nie chciałbym prezentować magicznego myślenia o świętych, przypisując Janowi Pawłowi II różne myśli i intencje. Śmiem jednak domniemywać, że ten pokorny człowiek, który w akcie oddania Chrystusowi i Maryi za swoją dewizę obrał „Cały Twój”, który powiedział do ludzi „wy mi nie klaszczcie”, który w pokorze znosił swoją chorobę i nie obnosił się z cierpieniem, którego prosta trumna podczas pogrzebu spoczęła na samej ziemi – wolałby, abyśmy nie gloryfikowali jego osoby. Pochylmy się nad tym, jakie głębokie słowa wypowiedział i jak pisał o naszym Panu, o Jego doskonałej ekonomii zbawczej, o szacunku do życia ludzkiego i wielu innych sprawach, które poruszył w swoim nauczaniu, a o których dzisiaj zapominamy.

Łudząco przypomina to lekcję polskiego opisaną w Gombrowiczowskiej Ferdydurke, gdzie padają znamienne słowa: „Słowacki wielkim poetą był”. Pozwolę sobie sparafrazować: „Dlaczego Jan Paweł II wzbudza w nas zachwyt i miłość? (…) Dlatego, panowie, że Jan Paweł II wielkim Polakiem był!”. Szkoda tylko, że tym razem nie zdajemy sobie sprawy z komizmu tej sytuacji.

Mimo tego, że zupełnie nie rozumiem obchodów stulecia urodzin tego świętego, to bardzo dziękuję za wszelkie głosy rozsądku w tej sprawie. Dzięki nim jubileusz ten staje się coraz bardziej „cywilizowany”. Rzeczywiście, powstało wiele szczytnych inicjatyw, które mają na celu przybliżać nauczanie św. Jana Pawła II – za takie uważam wszelkie akcje związane z czytaniem dzieł papieża oraz challenge, do którego zostałem zaproszony. Warto tylko pamiętać o papieskim apelu – „wy mnie słuchajcie”.

Samo zachwycanie się jego myślami i pięknymi cytatami byłoby puste i pozbawione istoty. Skoro jesteśmy tak skorzy obchodzić te urodziny, to bądźmy konsekwentni – wprowadźmy głębokie nauczanie papieża do naszego postępowania i codziennych postaw. Zapewniam – może to być nawet korzystne. Sprawimy wówczas, że cały ten jubileusz będzie miał przysłowiowe „ręce i nogi”.

PS Po tych słowach refleksji przyszedł czas na moją odpowiedź na „wyzwanie”– moimi ulubionymi słowami św. Jana Pawła II jest fragment encykliki Redemptoris Mater  (pkt 3): „Pragniemy zwrócić się w sposób szczególny do Tej, która pośród »nocy« adwentowego oczekiwania zaczęła świecić jako prawdziwa »Gwiazda zaranna« (Stella matutina). Istotnie, tak jak gwiazda owa, »jutrzenka«, poprzedza wschód słońca, tak Maryja, od swego Niepokalanego Poczęcia, poprzedziła przyjście Zbawiciela, wschód Słońca sprawiedliwości w dziejach rodzaju ludzkiego”.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.