adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Wspaniałe jest życie, wspaniała jest śmierć

magazine cover

unsplash.com

Chrześcijanin to człowiek, który wie, że ani on sam, ani jego doczesne życie nic nie znaczą. To ktoś, kto jedyny sens swojego istnienia upatruje w Bogu – nie szuka i nie pragnie niczego więcej. To człowiek, który dla Chrystusa pragnie zarówno żyć, jak i umierać.

To fenomen chrześcijaństwa: rezygnacja prowadzi wierzącego do wolności, umartwienie – do szczęścia. Ta mądrość wydaje się światu głupstwem. Zresztą nic dziwnego. Świat nie ma przecież perspektywy wiecznego szczęścia w niebie, nie może powtórzyć za Pawłem: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk” (Flp 1, 21). Świat nie jest zdolny zrozumieć, że życie i śmierć mogą być tak samo pociągające. Jako chrześcijanie stajemy natomiast przed dylematem: umrzeć oznacza żyć wiecznie, lecz przecież jesteśmy powołani do działania w świecie. Co zatem wybrać? Czy i życiem, i śmiercią należy się tak samo zachwycić?

Whitman, czyli mistyka codzienności

Nie inaczej myśleć musiał Walt Whitman, który w Poem of a Few Greatnesses zachwyca się – nomen omen – paroma wspaniałościami. Przypomina w tym wręcz psalmistę, który wychwala wszystkie dzieła Boga i człowieka: „Wspaniała jest młodość, równie wspaniały jest wiek starczy; wspaniałe są dzień i noc. […] Wspaniałe jest małżeństwo, handel, codzienne gazety, książki, wolny rynek, kolej żelazna i parowce, i telegrafy, poczta i wymiana dóbr”. Również tu, podobnie jak w Księdze Psalmów, zachwyt nad pięknem świata przeradza się w refleksję nad sensem istnienia.

„Wspaniałe jest życie, prawdziwe i mistyczne, gdziekolwiek się dzieje i do kogokolwiek należy. / Wspaniała jest śmierć: tak śmierć, jak i życie, łączą wszystkie części w jedno. […] Nie znam rzeczywistości śmierci, ale wiem, że musi być wspaniała”. Oprócz zachwytu jest to więc postawa radykalnej ufności wobec Boga. Nic, co dzieje się z Jego woli, nie może być dla nas złe – rzeczywistość jest w tym sensie święta. Jako chrześcijanie nie możemy przyjąć innej postawy: nie możemy ani biernie, z niemrawym znudzeniem, ulegać biegowi życia, ani też na siłę próbować przejąć nad nim sterów. Nie jesteśmy przecież sami sobie sterem, żeglarzem, ani tym bardziej okrętem.

Apostoł Paweł, czyli o dwóch siłach

Postawa chrześcijańska opiera się zatem na dwóch filarach: akceptacji woli Boga i zaangażowaniu w zgodzie z tą wolą. Czym dokładnie ona jest i do czego dąży? Dobre rozeznanie tego to nie lada sztuka. Paweł w Liście do Efezjan zwraca na przykład uwagę, że istnieją w nas dwie „dążności”: „Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha – do życia i pokoju. A to dlatego, że dążność ciała wroga jest Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna” (Ef 8, 6-7).

Mistrzowie chrześcijańscy od wieków wskazywali, że odejście od świata – czy fizyczne, czy wyłącznie wewnętrzne – zawsze pomaga we wsłuchaniu się w głos Boga. Stąd właśnie bierze się idea ascezy, której głównym celem jest właściwa selekcja bodźców: ich podział na te, które przybliżają i oddalają nas od zbawienia. Równie istotna jest selekcja i rozeznanie samych tych wyrzeczeń. Nie każde wyrzeczenie jest przecież potrzebne, nie każde jest święte. Post nie ma sensu, jeżeli nie przybliża nas do Boga. A wielu jest przecież ludzi, których umartwienia prędzej wpędziłyby w pychę, niż doprowadziły do świętości.

Kohelet, czyli radosna marność

Być może dlatego właśnie Kohelet, kończąc swój wykład o marności, zachęca czytelnika do radosnego życia. Jeżeli bowiem Bóg daje mu okazję do zaznania przyjemności wśród przemijającego życia, to warto z niej skorzystać: „Nuże więc! W weselu chleb swój spożywaj / i w radości pij swoje wino! / Bo już ma upodobanie Bóg w twoich czynach. […] Używaj życia z niewiastą, którąś ukochał, / po wszystkie dni marnego twego życia, / których ci [Bóg] użyczył pod słońcem. / Po wszystkie dni twej marności!” (Koh 9, 7.9).

Zobacz też:   Jaka jest najlepsza winda do nieba?

Mędrzec zaraz stawia jednak warunek: do korzystania z tych uciech potrzebna jest mądrość. Umiejętność odróżnienia tych przyjemności, które napełnią nas szczęściem i wdzięcznością wobec Boga, od tych, po których doznamy zawodu i które mogłyby nas sprowadzić na bezdroża. Wskazuje na konieczność wsłuchania się w siebie i rozeznania, czego naprawdę potrzebujemy. Ta zasada dotyczy nie tylko doczesnych przyjemności, ale wszystkiego, czego się podejmujemy. Jaki sens ma angażowanie się w kolejną dobrą inicjatywę, jeżeli mamy tyle na głowie, że doskonale wiemy, że jej nie podołamy? Podobnie z dodatkowymi postami czy modlitwami: jeżeli przesadzimy, mogą nas duchowo wycieńczyć i nie przynieść żadnych dobrych owoców.

Dlatego właśnie asceza nie powinna polegać na braniu na siebie zobowiązań ponad siły. Jeżeli tak jest, nie doprowadzi nas ona do Boga. W podobnym duchu prorokuje Izajasz: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? / I waszą pracę – na to, co nie nasyci? / Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki / i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. / Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, / posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (Iz 55, 2n). Nawet cnota, jaką jest pracowitość, może więc nas zwodzić. Dzieje się tak, gdy zapominamy o jednym, najważniejszym celu, któremu całe nasze życie ma służyć: bliskości z Bogiem.

Ćwiczenia z rezygnacji

Współcześnie, wraz z rozwojem mediów, asceza stała się czymś jeszcze trudniejszym. Dobrym przykładem są naturalnie nowe technologie, które, mając w założeniu oszczędzić nasz czas, zwykle prowadzą do jego marnotrawienia. Ich specyfika polega na tym, że wprowadzają nas w stan ciągłego czuwania, zmuszają do bycia wciąż on-line. Człowiek współczesny odbiera zbyt dużo bodźców i często czuje, nawet nie do końca uświadomioną, powinność ich przyswajania. Liczne badania pokazują, że taki tryb życia znacząco obniża koncentrację, a wykonywanie wielu zadań „jednocześnie” paradoksalnie wydłuża czas potrzebny nam na przejście od jednego do drugiego z nich. Mimo to trudno jest odłączyć się na dłużej od internetu albo nawet zrozumieć, dlaczego inna osoba nie odpisuje nam od jakiegoś czasu. A jednak czasem jest to konieczne dla zdrowia tak psychicznego, jak i duchowego.

Chyba właśnie temu nadmiarowi informacji zawdzięczamy rosnące zainteresowanie filozofią minimalizmu. Bo faktycznie rezygnacja jest czymś, czego wszyscy dziś bardzo potrzebujemy i co powinniśmy ćwiczyć. Jako chrześcijanie natomiast możemy, korzystając z wielowiekowej tradycji, wzbogacić ją o aspekt duchowy. Naszym punktem wyjścia jest bowiem perspektywa zbawienia, przy której cała doczesność staje się marnością. Z drugiej strony ta marność nie wyklucza przecież radości – a nawet, jak twierdzi Kohelet, powinna do niej prowadzić. Asceza chrześcijańska nie może być mylona z cierpiętnictwem. Pozostaje jeszcze zachwyt nad światem: nad tym, co jest, ponieważ Bóg chce, aby było. Zachwyt, który powinien prowadzić nas do zgody z Jego wolą oraz z rzeczywistością, którą ta wola utwierdza.

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.