adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Dlaczego okultyzm jest niebezpieczny?

magazine cover

pexels.com

Wielokrotnie przechodziliśmy już przez artykuły opisujące różnego rodzaju zagrożenia duchowe. Faktycznie, praca egzorcystów, demonologów i teologów badających tego typu problemy jest potrzebna. Często jednak literatura popularna w tym zakresie wprowadza zbyt mocną retorykę opartą o przestrzeganie, a za mało o wyjaśnianie. Jesteśmy ostrzegani przed magią, ale nie wiemy do końca, co jest w niej – w sensie praktycznym – groźnego.

Praktyki magiczne istniały od zawsze, odkąd ludzkość zaczęła organizować swoją kulturę wokół jakichś form religijności. Nie chodziło tam tylko o wyobrażenia, sny i błędnie rozumiane zjawiska fizyczne, odczytane jako działanie bogów bądź duchów. Jak stwierdza Arystoteles, cytując Talesa z Miletu: „Świat jest pełen bogów”.

Oznacza to, że jeszcze kilkaset lat przed Chrystusem ludzie żywili przekonanie, że to, co dzisiaj nazywamy prawami przyrody, było najróżniejszymi bóstwami. Warto zauważyć, że ówczesnym sposobem prowadzenia namysłu nad przyczynami funkcjonowania świata było właśnie wykorzystywanie mitów do wyjaśniania pewnych zjawisk. Słowa Talesa: „Świat jest pełen bogów”, są w rzeczywistości jego filozoficzną interpretacją tych mitów. Filozof po prostu zauważał, że tak wtedy widziano świat.

Dlaczego ten rys historyczny jest tak istotny? Bo pokazuje, że magia czy różnego rodzaju wyobrażenia o charakterze duchowym, nie są jedyne irracjonalnymi bajkami. Choć są trudnymi do zrozumienia, dziwacznymi praktykami, są mimo wszystko ugruntowane w jakiejś formie namysłu nad światem.

Magia a okultyzm

Okultyzm, choć jako nazwa jest stosunkowo nowym terminem, to jako zjawisko jest znany od wieków, głównie pod postacią wiedzy ezoterycznej. Już w starożytnej Grecji kwestia wiedzy tajemnej była przedmiotem rozważań. Zajmowano się nią w wąskich kręgach mędrców religii orfickiej, wśród pitagorejczyków, a nawet w pierwszym i drugim wieku po Chrystusie, w formie ezoteryki wywiedzionej z nurtu filozoficznego neoplatonizmu.

Wprawdzie współczesne nauczanie Kościoła wyraźnie wskazuje na zagrożenia płynące zarówno z praktyk magicznych jak i okultystycznych, to nie dość wyraźnie określa się różnice między tymi dwoma dziedzinami aktywności kulturowej. Magia jest przede wszystkim zespołem czynności rytualnych mających na celu podporządkowanie sobie jakichś sił wyższych: duchów przodków, jakiegoś bóstwa, czasami demonów (por. Jaroszyński P. Magia, [w:] Powszechna encyklopedia filozofii, 2005, t. 6, s. 681-686).

Okultyzm natomiast, jak wskazuje ks. dr. Antoni Drabowicz, jest zespołem różnych nauk tajemnych przekazujących wiedzę o świecie, ale nieopartych o wiedzę naukowo-przyrodniczą. Drabowicz zauważa słowami A. Posackiego, że okultyzm jest formą gnozy (jakiegoś poznania rzeczy ukrytych, tajemnych) połączonej z praktyką magiczną. Ksiądz A. Zwoliński zaś, jak przytacza Drabowicz, opisuje okultyzm jako swoistą naukę tajemną, której celem jest czerpanie wiedzy i sił nadprzyrodzonych z tajemnych, nieznanych innym praw natury (Drabowicz A., Egzorcyzm w walce z demonami, 2018, s. 74).

Człowiek chce wiedzieć

Zauważamy w człowieku istnienie potrzeby wyjaśniania świata i siebie w tym świecie. W konsekwencji pojawia się również potrzeba władzy nad uprzednio poznaną rzeczywistością. Tak działa człowiek: chce dostosowywać świat pod siebie samego. Jak zauważa Martin Heidegger, człowiek jest jakby na pograniczu natury i kultury. Z jednej strony przeżywa siebie jako istotę cielesną, zwierzęcą, ale z drugiej tworzy zaawansowaną kulturę. To dzięki niej człowiek dostosowuje otoczenie do swoich potrzeb.

Nieuchronnie w kontakcie z rzeczywistością człowiek eksperymentuje niejako z samym sobą. Odkrywa coś takiego jak medytacja transowa, odmienne stany świadomości. Uzyskuje je nie tylko poprzez przyjmowanie substancji psychoaktywnych, ale też konkretne techniki mentalne. Dzięki nim możliwe są doświadczenia tak drastycznie inne, że rodzą one naturalnie odmienne światopoglądy. Ciężko nie zmienić poglądów, gdy w grę wchodzi rzekomy kontakt z zaświatami, rozmowy z duchami, przepowiednie i tajemne energie.

Czy okultyzm potępia tylko chrześcijaństwo?

Dochodzimy tu do bardzo interesującego pytania – jeżeli istnieją praktyki magiczne i okultystyczne, to czy są one przedmiotem krytyki wyłącznie w chrześcijaństwie? Otóż nie.

W islamie Koran stoi na twardym stanowisku, że praktyki magiczne są dosłownie brakiem wiary w Boga, a sam Bóg potępia takie czyny (Koran, 2:102). Zarówno w hinduizmie, jak i w buddyzmie magia jest wyraźnie krytykowana jako szereg praktyk i zjawisk godzących w zdrowy rozsądek i przyrodzoną człowiekowi racjonalność. Budda na widok kubeczka rzekomo podnoszonego wyłącznie siłą woli stwierdził, że coś takiego uderza w racjonalność człowieka, a następnie miał zdeptać naczynie. Empedokles w starożytnej Grecji został wydalony z miasta za niewiarę w bogów i praktyki magiczne o wątpliwej reputacji. Judaizm zaś wyraźnie przestrzega przed kabałą, zwracając uwagę, że ktokolwiek się nią para, wchodzi w kontakt z sitra achra, czyli tzw. drugą bądź lewą stroną (w domyśle: ze światem przeciwnym Bogu).

Nie jest zaskoczeniem również istnienie tzw. procesów o czary, czyli prób uregulowania prawnie zjawiska okultyzmu. Stało się to rzecz jasna powodem kompromitacji instytucji religijnych w oczach wielu ludzi. Nie tylko z racji radykalności działań podejmowanych przeciwko osobom oskarżonym o magię (m.in. kara śmierci), ale też przekonania, że poważne instytucje nie powinny zajmować się takimi „bzdurami” jak czary.

Okultyzm jest zły? Ale dlaczego?

Skąd właściwie, poza źródłami czysto teologicznymi i ludowymi, przekonanie o złu wypływającym z praktyk okultystycznych? Jak zauważa ks. dr A. Drabowicz w Egzorcyzmie w walce z demonami: „Nie ma możliwości zmierzenia ani uchwycenia tych zjawisk poprzez stosowanie nowoczesnej nauki, które dałyby ostateczne rezultaty oparte na doświadczeniu” (s. 74-75). Czy nie jest to więc podstawowy problem, dla którego unikanie kontaktu z takimi praktykami jest zasadne? Jeśli gdzieś jest ciemno, a latarka nie działa, to po prostu tam nie wchodzę.

Zobacz też:   Walka o pomniki – przykład Leopolda II

Magowie wskazują oczywiście na różne źródła pochodzenia swoich tajemnych zdolności. Najpopularniejszą odpowiedzią jest teza, jakoby człowiek posiadał w sobie jakieś ukryte zdolności bądź tajemne energie. Czy rzeczywiście tak jest? Człowiek to także dusza, więc owa dusza zapewne posiada jakieś właściwości, dzięki którym może funkcjonować nawet po śmierci, poza ciałem. Czy jednak jest to dowód na istnienie tajemnych energii duchowych?

Jest to wątpliwe z następującego powodu: każdy z ludzi mniej lub bardziej potrafi śpiewać, tańczyć, rachować, pisać opowiadania. Jedni wykonują te czynności lepiej, inni gorzej. Są tacy, którzy niemalże całkowicie tego nie potrafią. Nie brak im jednak zdolności motorycznych i dzięki chwili wysiłku są w stanie opanować coś prostego. Inaczej wygląda to w przypadku okultyzmu, który wymaga pracy i znajomości wiedzy tajemnej, niedostępnej tak łatwo dla przeciętnego człowieka. Wymagane są liczne inicjacje i rytuały wtajemniczające w niniejsze praktyki.

A może to dar?

Inne stanowisko w tej sprawie jest takie, że zdolności magiczne wprawdzie nie pochodzą bezpośrednio od człowieka, jednak są swego rodzaju darem lub pomocą. W takim razie czyją są pomocą? Dobrych duchów? Jakich? I dlaczego jakikolwiek duch miałby komuś coś oferować? Skąd konieczność składania ofiar (niekiedy krwawych) w różnorakich rytuałach magicznych, skoro dary z zaświatów miały być hojnością dobrych duchów? I dlaczego tak wiele jest przypadków osób, które, wdawszy się w praktykę okultystyczną, kończą opętane? Czy to tylko przysłowiowy „wypadek przy pracy”, czy raczej reguła?

Zbyt wiele jest tutaj niejasności, których nie można rozwiać bez odwołania się do wątpliwych świadectw okultystów. Cały ten problem zresztą lubię przyrównywać do sytuacji, w której obca osoba oferuje dziecku prezent w zamian za pójście gdzieś razem. Wiadomo, jak tego typu (nie)lukratywne propozycje się kończą. Są po prostu ofertą od pedofila.

Mówiąc jeszcze bardziej dosadnie: nie ma racjonalnego, zdroworozsądkowego argumentu, który miałby – w moim odczuciu – skłonić kogokolwiek do wdania się w praktykę, nad którą nie ma pełnej kontroli. Tym bardziej że człowiek, mając może co najwyżej szczątkowe poznanie świata duchowego, jest w zasadzie skazany na łaskę i niełaskę istot, które tam spotyka.

Realne niebezpieczeństwo

Tak zwany świat astralny, do którego podróżują okultyści poprzez tzw. eksterioryzację, jest – według świadectw osób praktykujących – wypełniony najróżniejszymi, często dziwacznymi stworzeniami. Podróż astralna jest formą jasnowidzenia. Tak czy inaczej, z jakichś przyczyn ezoterycy nawiązują kontakt nie tylko ze zmarłymi ludźmi. Spotykają tam też osobliwe projekcje swojej własnej podświadomości (często potworne), widują demony, a nawet obrzydliwe pasożyty duchowe (czymkolwiek one są, jeśli nie po prostu złymi duchami).

Istnieje ogromna pokusa, by zajmować się tego typu praktykami. Jak stwierdziłem na początku, człowiek pragnie poznania świata i władzy nad nim. Okultyzm daje właśnie taką władzę. Pytanie tylko: za jaką cenę?

Według mnie najistotniejszym argumentem przeciwko takim praktykom nie są porażające świadectwa osób opętanych czy niestworzone opowieści ezoteryków o wizjach, których doświadczyli. Oczywiście są one dość ważnymi argumentami przeciwko. Jednak ostatecznie wygrywa argument zdroworozsądkowy, polegający na tym, że jeżeli nie wiem, w co wchodzę, gdzie wchodzę, kogo tam spotkam, to nie wchodzę tam w ogóle.

Okultyzm to nie jest pójście do klubu nocnego, w którym nikogo się nie zna. To chodzenie w ciemnościach, nie mając nikogo ani niczego (poza własnym ułomnym osądem), kto mógłby cię pokierować. Świat jest pełen samozwańczych guru i mędrców. W tzw. „astralu” możesz spotkać istoty, które będą oferowały pomoc. Tylko że nie ma racjonalnego powodu, dla którego miałbyś wierzyć i jednym, i drugim. Ci pierwsi wielokrotnie okazywali się być szarlatanami. Co do tych drugich zaś, to nawet nie ma pewności, czy istnieją naprawdę, czy są tylko wytworem pokręconej iluzji.

I co dalej?

Świadectwo francuskiego zakonnika Jean Marie Verlinde pokazuje, że rzeczywistość duchowa jest o wiele bardziej skomplikowana, niż to sobie wyobrażamy. Verlinde, zanim został duchownym, wyznawał hinduizm, a następnie został okultystą. Praktykował medytację, doświadczał – jak sam twierdzi – stanu nirwany. Wreszcie jako mag miał leczyć ludzi dotykiem swych dłoni. Okazało się to jedną wielką iluzją złego ducha, który pod płaszczykiem świetlistej istoty zatruwał życie Verlinde i innych ludzi. Po identyfikacji problemu potrzebne były egzorcyzmy.

Zakonnik zapytany, jak odnosi się do nauk ezoterycznych, odparł, że nawet jeśli istnieją czakry, różne wymiary duchowe (astralne), to ostatecznie i tak to wszystko jest stworzone i podporządkowane Bogu. Stąd, nawet jeżeli doświadczenia podróży astralnych, niesamowitych wizji i magicznych zdolności są prawdziwe (w sensie, że działają w sposób praktyczny), to albo mogą pochodzić od Boga, albo od przeciwnika Boga.

Zaskakujące jednak w darach Bożych jest to, że nie są one przytłaczające. Charyzmaty nie powodują, że osoba je posiadająca doświadcza przerwania porządku jej normalnego życia. Specjalne zdolności nie są też uzależnione od woli charyzmatyka, ale od woli Boga. Cudowne zjawiska dzieją się niezależnie od ludzi i na chwałę Bożą, a nie dla chwały jakiegoś pojedynczego człowieka.

Z tego tytułu zasadne stają się liczne przestrogi przeciwko magii zawarte w Piśmie Świętym. Potwierdzają one również obawy teologów, egzorcystów i demonologów, którzy wskazują, że takie działania sprowadzają na człowieka więcej szkód duchowych niż pożytku.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.