adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Społeczeństwo

Zabić za życie

Trudne tematy wiążą się najczęściej z trudnymi dyskusjami. Trudne dyskusje z kolei niejednokrotnie przeradzają się w spory i kłótnie. Eskalacja emocji powoduje, że pierwotna różnica stanowisk traci znaczenie na rzecz obrony swojej racji za wszelką cenę. Ceną tą staje się personalny atak na rozmówcę (który właściwie nie jest już rozmówcą, a przeciwnikiem), kłamstwo, manipulacja, a w najgorszym przypadku – argumenty siłowe. Szkoda tylko, że najbardziej na tym wszystkim cierpi prawda.

Oczywiście, powyższy schemat pasuje do przeróżnych zagadnień społecznego dyskursu, skupmy się jednak przede wszystkim na jednym z nich – debacie dotyczącej moralnej oceny, a co za tym idzie prawnej dopuszczalności aborcji. Spór na ten temat jest współcześnie bardzo gorący i często powraca, choć jego poszczególne odsłony mają zwykle bardzo podobny przebieg. Zarówno po stronie pro-choice, jak i pro-life znajdziemy pewne powtarzające się argumenty, których można spodziewać się przy okazji dowolnej dyskusji na temat aborcji. Wśród nich pojawiają się także wzajemne oskarżenia o przemoc, co – szczególnie w przypadku strony pro-life – powoduje konsternację spowodowaną brakiem pomysłu, jak na taki atak odpowiedzieć. Tymczasem problem „antyaborcyjnej przemocy” realnie istnieje, a hasło anti-abortion violence posiada nawet własny, rozbudowany artykuł w anglojęzycznej Wikipedii. Znajdujemy w nim wzmianki o licznych i poważnych przypadkach terroryzmu, włączając w to postrzelenia, zabójstwa (najczęściej lekarzy-aborcjonistów, jak chociażby dr. S. Rogersa w Australiii w 2001 r., dr. G. Tillera w Kansas w 2009 r. czy dr. D. Gunna na Florydzie w 1993 r.), strzelaniny, ataki bombowe na centra aborcyjne, a nawet porwania dzieci. Problem nie jest więc pomijalny. Czy jednak istnienie takiego rodzaju przemocy kompromituje wszystkie postulaty ruchu pro-life?

Dyskusja, racja, eskalacja

Zacznijmy nasze rozważania od podstaw, czyli od kilku fundamentalnych pytań. Po pierwsze: kto jest odpowiedzialny za przemoc (czy to słowną, czy fizyczną), kłamstwa tudzież manipulacje dokonywane w imię dowolnej idei? Tu odpowiedź jest prosta – odpowiedzialny jest ten, kto się takich czynów dopuszcza – niezależnie od tego, czy jego idea jest słuszna, czy też nie. Trudniejszym pytaniem jest: kto jest odpowiedzialny za eskalację wzajemnej agresji? Tu jednak również należałoby wskazać na wszystkich tych, którzy – świadomie lub nie – niweczą dyskusję, sprowadzając ją z poziomu wymiany racji na poziom wymiany ciosów, a więc przenosząc ją ze sfery intelektualnej do sfery emocji. Do głowy przychodzi zatem kolejne pytanie: komu zależy na tym, żeby spór stawał się coraz mniej merytoryczny?

Zobacz też:   Śmiertelne oblicze neopogaństwa

W tym miejscu odpowiedź jest już inna. Jakkolwiek bowiem winnych eskalacji emocji i napięć możemy znaleźć po obydwu stronach, tak trzeba przyznać, że sytuacja ta jest na rękę tylko jednej ze stron. Konkretnie – tej, która nie ma racji. To proste – ten, kto rzeczywiście broni prawdy, jest w stanie uzasadnić swoje stanowisko logicznymi twierdzeniami, zatem w jego interesie jest, aby dyskusja miała charakter jak najbardziej merytoryczny. Wówczas za pomocą posiadanych argumentów może on udowodnić swoje racje oraz obalić argumenty strony przeciwnej, przekonując tym samym innych dyskutantów do swojego stanowiska. Przeciwnie jest w przypadku osób chcących przekonać innych do uznania ich punktu widzenia, ale nie posiadających dowodów za nim przemawiających. Wówczas zamiast argumentów stosuje się emocjonalne pseudoargumenty, kłamstwa, manipulacje oraz personalne ataki na drugą stronę. Powoduje to nie tylko, jak już wspomniano, spadek poziomu dyskusji, ale prowadzi również do wzajemnej agresji.

To tylko fragment tekstu, który ukazał się w 27. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.