adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Środowe bieganie na krawędzi

magazine cover

pexels.com

Gdyby istniały ludowe przysłowia na temat serwisów streamingowych, być może stworzono by takie: seriale HBO oglądaj z uwagą, seriale Netflixa byle jak. 

Gdy więc napiszę, że ten tekst jest owocem dwutygodniowego, żmudnego pisania zdań i ich poprawiania, poprzedzonego wieloma miesiącami refleksji i lektury podręczników kulturoznawczych, będą Państwo z całą pewnością wiedzieli, że żartuję. 

Ja po prostu obejrzałem parę relatywnie nowych (przynajmniej w czasie, gdy to piszę) pozycji i wyciągnąłem kilka wniosków. Przygotowywałem już niegdyś poważniejsze analizy, takie jak ta. Jej popularność nieco mnie przerosła i postanowiłem wtedy, że już nigdy nie napiszę o serwisach streamingowych. Nie muszę mówić, że jestem słaby w postanowienia.

„Ah, here we go again”

Pozwólcie, że Państwa zaproszę na krótką, niezbyt poważną podróż po Netfliksie. Towarzyszyć nam będą Gotka z Meksyku, Latynos z Night City i niesforna siostra Sherlocka Holmesa. 

Ach, byłbym zapomniał. Stranger Things. Co prawda od ostatniego sezonu minęło nieco czasu, jednak warto się do niego odnieść. Serial nie tylko podbił zasięgi Kate Bush. Scena z jej piosenką Running Up That Hill była poruszająca, jak wiele innych scen. Z całą pewnością ten sezon był świetny. Nie zmienia to faktu, że po obejrzeniu pomyślałem sobie: „Wow! To było niezłe. Nie czekam na następny sezon”. Wydaje mi się, że twórców przerósł sukces. Mogliby już zamknąć Stranger Things, pomyśleć o czymś pobocznym.

Lapidarność stylu

Nie oszukujmy się, mało ludzi sięgnie po pięciosezonowy serial, jeśli nie oglądało go wcześniej na bieżąco. Tak, są ludzie którzy „bindżują” seriale. Sam tak zrobiłem ze znakomitym Breaking Bad, ale przygody Waltera White’a i Jessego Pinkmana również miały pięć sezonów i wymagające jest obejrzenie ich w całości. Z kumplami żartowałem, że wystarczyłoby wyciąć z serialu niewiele wnoszącą do fabuły żonę głównego bohatera i spokojnie dałoby się zmieścić serial w trzech, czterech sezonach. 

Moim zdaniem Better Call Saul, czyli serial poboczny w stosunku do Breaking Bad, będący wyjaśnieniem historii Saula Goodmana i Mike’a Ehrmentrauta oraz innych postaci, ma ten sam problem. Składa się z sześciu sezonów. Nie ukrywam, że oglądając go obecnie, wiele przewijam. Serial ma sporo świetnych akcji, jednakże nie umie utrzymać napięcia cały czas. Wszystko ma potencjał na bycie ciekawym, również prawo. Nie zawsze jednak potencjał ten się wydobywa. Inna sprawa, że to uniwersum (o ile można tak to nazwać) nie jest tak samo ciekawe bez Waltera i Jessego, którzy na swój chaotyczny sposób wywrócili stolik z lokalnymi intrygami gangów, zmieniając sytuację diametralnie. 

Czy obejrzę kolejny sezon Stranger Things? Jeśli nie będzie wówczas jakiegoś ciekawego anime do obejrzenia, to pewnie tak. Jednak w moim oczekiwaniu na ten serial jest mniej więcej tyle emocji co w golfie. Bez urazy dla Adriana Meronka.

Przed cybernapadem należy zebrać drużynę

CD Projekt Red to nie tylko nazwa brzmiąca jak losowe połączenie trzech słów, ale również marka. Zaczynająca jako wypożyczalnia gier (nie pytajcie, czy mieli licencję na spolszczenie Baldur’s Gate) firma odniosła gigantyczny sukces z serią gier Wiedźmin. Za to inny projekt, z którym wiązały się ambitne plany stworzenia hitu, okazał się blamażem. Mowa o Cyberpunku. Twórcy jednakże nie poddali się, zaczęli dodawać kolejne patche, łatać grę. Zarazem w 2022 roku wyszedł efekt ich współpracy z japońskim studiem Trigger – serial Cyberpunk: Edgerunners (reżyseria: Hiroyuki Imaishi, scenariusz: Rafał Jaki). 

Fabuła Edgerunners („biegaczy na krawędzi”?) jest raczej dość przewidywalna. Chłopak z biednej, latynoskiej dzielnicy, aspirujący do bycia w klasie wyższej, nagle spada na samo dno (choć już i tak nie miał lekko). Włącza się w działania przestępczej grupy, ładuje w siebie biomechaniczne ulepszenia itd. Wiadomo, że koniec będzie z fajerwerkami, pokazując zarazem, że systemu nie da się pokonać – bo o to w świecie Cyberpunka chodzi. „Śmieci” nie mogą zniszczyć systemu, ale mogą odejść godnie, z pompą, być zapamiętani. 

Zobacz też:   Bierzmowanie – sakrament (nie)dojrzałości

Fabuła jednak nie jest najistotniejsza. To, co najważniejsze, to klimat, a ten w tym serialu jest bardzo dobry. Dobrze jest też usłyszeć w anime polskie piosenki. Warto obejrzeć ten krótki, domknięty serial, zastanowić się nad wizją dystopijnego świata, w którym wszyscy poza nieliczną grupą biednieją, a właściwie to niczego nie posiadają na własność, bardziej wynajmują. To nie jest nasz świat, prawda?

Środa

Ale nie Magdalena Środa, a Środa Addams. Wednesday to bardzo udany serial utrzymany w thrillerowo-detektywistycznej konwencji. Wednesday (grana przez aktorkę z Meksyku, Jennę Ortegę) jest członkiem rodziny Addamsów, mającej zamiłowanie do groteskowej makabry. Rekreacyjne granie w rosyjską ruletkę, rozmaite przestępstwa czy mroczne tajemnice to codzienność w tej familii. Filmy o tej uroczej rodzince były parodią horrorowej konwencji. 

Wednesday jako serial ma w sobie dużo ironii i autoironii. Zagadka nie jest być może nazbyt skomplikowana, ale jednak trzyma w napięciu. Postacie są rozpisane bardzo dobrze. Zabawne napięcie między mroczną i chłodną Wednesday a jej współlokatorką w szkole dla odmieńców, Enid Sinclaire (graną przez Emmę Myers), wesołą i kolorową, lekko zwariowaną ekstrawertyczką, jest bardzo dobrze zbudowane. Jednak coś jest w stwierdzeniu, że podstawą komizmu jest kontrast. 

Zarazem nieprzypadkowo szkoła, do której trafia Wednesday, nazywa się Nevermore. Autor słynnego poematu Kruk, Edgar Alan Poe, jest patronem szkoły. Dzieło nawiązuje również do jego opowiadań.

Obsadowa konwencja

Rację mieliby krytycy wskazujący na to, że to dzieło postmodernistyczne. W odróżnieniu od wielu produkcji Netfliksa tutaj „coś poszło tak”, jeśli chodzi o konwencję obsadową. Akcja dzieje się w międzynarodowej szkole, nie dziwi więc zupełnie czarna syrena (zresztą raczej negatywna postać). Wątek LGBTQIA+ pojawia się dosłownie w jednej scenie, która zresztą lekko bawi. Postać, która jest wychowywana przez dwie kobiety, to wyjątkowo nieporadna, nieprzystosowana do życia w społeczeństwie jednostka, można więc powiedzieć, że raczej mamy do czynienia z niezamierzoną krytyką LGBTQIA+. 

Dysfunkcyjne rodziny to element być może nie główny, ale bardzo istotny, odmieniany przez wszystkie przypadki w tym serialu. To bardzo istotny aspekt funkcjonowania w społeczeństwie. Jeśli młodzi ludzie oglądają ten serial, to chyba dobrze, że przy okazji wyśmienitej rozrywki mają podane poważne refleksje.

Millie Bobby Brown w innej roli

No i została jeszcze Enola Holmes, już druga część (a pewnie będą kolejne; tak jak w pierwszej, reżyserem był Harry Bradbeer, a scenarzystą Jack Thorne). Sukcesem tego filmu są te momenty, w których zapominamy o tajnym laboratorium w Hawkins, o Jedenastce, o „Dziwniejszych Rzeczach”, które się dzieją w okolicy tego małego amerykańskiego miasteczka, a widzimy ruchliwą i bystrą siostrę Sherlocka Holmesa, żyjącą w alternatywnym świecie, w którym niebiali zamieszkiwali dziewiętnastowieczny Londyn, piastując ważne funkcje. 

Podsumowując, kino rozrywkowe, nic szczególnie ambitnego, nic specjalnie odmóżdżającego. Słodki film pozostawiający nieco gorzki posmak, ale niekoniecznie gorzki w dobry sposób (może bardziej pasowałoby „kwaśny posmak”?). Można obejrzeć, o ile się pamięta, że nie jest to historyczny film i ma się trochę dystansu do Netflixa. 6/10, jak napisałem w recenzji.

Nie warto było robić nic?

Czy warto używać Netflixa do oglądania jego własnych produkcji, czyli nie ograniczać się do filmów i seriali „wypożyczanych” przez serwis? Nie warto, chociaż są pewne szczytne wyjątki, choćby wymienione w tym tekście. I ja, służbowo, specjalnie dla Państwa takich wyjątków będę dalej szukał. No, chyba że firma z czerwonym „N” w logo znacząco podniesie opłaty.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.