Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj
Miesięcznik lipiec 2019, Społeczeństwo

Proszę unikać stresu

magazine cover

pixabay.com

Slow food, slow fashion, slow business – to tylko niektóre angielskie określenia wiążące się z nietypowym stylem życia, który się w naszych zabieganych czasach narodził. Mowa o slow life. To lebensphilosophie, która propaguje zwolnienie tempa, zdrowe jedzenie, uświadomienie sobie, co jest wartością w życiu i unikanie stresu. Ten ostatni jest dla nas często nieodłącznym towarzyszem zarówno w nauce i pracy, jak również w trakcie wypoczynku.

I to o nim będę pisał, a nie o „powolnym życiu” czy „wolnym jedzeniu” (i już wiadomo, czemu korzystamy z zapożyczeń – po polsku „to nie brzmi”, tak samo, jak nie brzmią dobrze tłumaczenia łacińskich paremii). Ale jest to ciekawy znak czasu, że w całym tym szalonym pędzie i trybie online zrodziło się coś tak mocno odmiennego. Przesada, przesyt zazwyczaj rodzi odruchy wymiotne, czyli mniej dobitnie mówiąc, reakcję odwrotną – ot, i kolejny przykład na potwierdzenie tej tezy.

„Dynamiczna relacja adaptacyjna pomiędzy możliwościami jednostki a wymogami sytuacji […] charakteryzująca się brakiem równowagi psychicznej i fizycznej” – tak polska Wikipedia „definiuje” pojęcie „stres”. Samo słowo „stres” jest zapożyczeniem – pochodzi od angielskiego stress, czyli, w pierwotnych znaczeniach „naprężenie”, „ciśnienie”, „naciśnięcie”. Czasownik stress oznacza „obciążyć”, „podkreślić”, „zaakcentować”, „nacisnąć”. Można by powiedzieć, że ludzie posługujący się angielskim połączyli to psycho-fizjologiczne zjawisko z pojęciami takimi jak ciężar czy nacisk – obciążenie fizyczności i psychiki człowieka.

W Polsce obciążenie to jest ogromne. Wedle badania The Workforce View in Europe 2017, w którym przebadano około 10 000 pracowników z ośmiu krajów (Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch, Holandii, Szwajcarii i Polski), Rzeczpospolita przoduje, jeśli chodzi o odczuwanie stresu. Codziennie stres odczuwa 22% respondentów, a 24% co najmniej raz w tygodniu. Dodatkowo 46% twierdzi, że cierpi stres często lub bardzo często. Częściej stresują się kobiety niż mężczyźni, młodsi niż starsi. To tylko jedno z badań dotyczące pracowników firm. Ale zjawisko to nie ogranicza się do pracy. Zamordystyczne, niegrzeszące jakością polskie szkolnictwo też jest środowiskiem, w którym stres kwitnie. Zwłaszcza jeśli mówimy o tak zwanych „dobrych szkołach” czy większych kierunkach na państwowych uczelniach.

Inna sprawa, jak studenci i starsi uczniowie sobie z tym problemem radzą – bardzo często w trakcie dni roboczych nic z tym nie robią, a w weekend „odbijają” to sobie, „uderzając w melanż”. W wakacje funkcjonują w tym weekendowym trybie non stop. Ogromny stres większość czasu, a w czasie wolnym imprezowanie – to bardzo rujnuje człowieka. Owszem, lekki stres może być czymś stymulującym działanie, wręcz pozytywnym, i nigdy nie wyeliminujemy go całkowicie. Ale to dotyczy tylko okazjonalnego, krótkotrwałego napięcia. Stres jest przyczyną osłabienia naszej aktywności, naszego myślenia, pamięci, może być przyczyną chorób (nadciśnienie, dolegliwości jelit, nowotwory to tylko początek listy). Osłabia odporność, ma również niekorzystny wpływ na gospodarkę, bowiem zestresowany pracownik to mało wydajny pracownik. Stres to jeden z „paskudnych raków” toczących nasze społeczeństwo – utrudnia naukę, spowalnia społeczeństwo i przymnaża pacjentów psychologom oraz lekarzom rozmaitych dziedzin.

Rafał Ziemkiewicz w publicystycznej powieści Zgred, kończąc wywód o tragicznej sytuacji na kolejach, panoszącym się kolesiostwie i finansowych przekrętach, napisał następujące dwa zdania: „A pani doktor ci mówi: »przede wszystkim proszę się nie denerwować, unikać stresu«. Z choinki się urwała”. W książce tej główny bohater i narrator Rafalski (porte-parole Ziemkiewicza) zmaga się z cukrzycą – zaczyna prowadzić wolniejszy tryb życia, zdrowiej się odżywiać, uprawiać sport. Odkrywa jednak nieustannie, że nie da się zachować spokoju w dziennikarskim zawodzie. Akcja dzieje się w lutym, marcu i kwietniu 2010 roku, a więc czasie niespokojnym i burzliwym.

I gdy rozglądamy się wokoło i gdy jesteśmy społecznie uwrażliwieni czy pracujemy w tak zwanych zawodach zaufania społecznego, dostrzec możemy panoszącą się w naszym kraju niesprawiedliwość. Przybiera ona najróżniejsze formy – od biurokratycznych, urzędowych niegodziwości po nikczemności rodzinne. Trudno w takiej sytuacji, jeśli nie jest się nihilistą, zachować spokój i uniknąć zdenerwowania. Stres może stać się nawet przygniatający, jeśli dotyczy on kogoś z naszego bliskiego otoczenia.

Co wtedy? Gdzie szukać pokoju i wypoczynku?

Chrystus mówi: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,28-⁠29). Święty Bazyli Wielki następująco komentuje ten fragment: „[…] jarzmo Chrystusa jest słodkie, a jego ciężar lekki i daje odpocznienie tym, którzy je przyjmują; wszystko zaś, co obce nauce Ewangelii, jest uciążliwe i nie do zniesienia”. Czy pamiętamy o tym, że nasz wypoczynek jest w naszym Panu? Czy pamiętamy, że zanim wdrożymy inne środki, nasz stres powinniśmy oddać na modlitwie? Że by zapanować nad codziennym stresem, warto każdego dnia znaleźć czas na spacer z różańcem w ręku? Że potrzeba nam wyciszenia na rozmowie z Bogiem? Dobrze każdemu zrobi codzienne lectio divina, czyli rozważanie Pisma Świętego lub czas na adorację. A jeśli kogoś obowiązki przygniatają mocniej, jeśli nie ma czasu na przebywanie każdego dnia przed Najświętszym Sakramentem, to może tym bardziej powinien o taki dłuższy moment się postarać. „Półgodzinna medytacja każdego dnia jest ci niezbędna, chyba że jesteś bardzo zajęty. Wówczas potrzebujesz całej godziny” – tak to wyraził święty Franciszek Salezy. Zarazem wszystko, co grzeszne, wyniszcza nas i pozbawia nas pokoju.

No, panie Hejwowski, powie ktoś, znowu uciekasz w religię, a miałeś mówić o stresie, zjawisku społecznym. A co ja mogę poradzić na to, że najwięcej zdenerwowania pozwalamy sobie aplikować, nie rozwijając naszego życia duchowego modlitwą? Że nie pamiętamy, że lex orandi lex vivendi („prawo modlitwy prawem życia”)?

Ale to prawda, że nie jest to jedyny czynnik. Od dłuższego czasu (i być może czytelnik znający moje poprzednie teksty mnie za to zgani) wzbiera się we mnie przekonanie, że źródłem wielu chorób naszego społeczeństwa, takich jak chora ambicja, wyścig szczurów, chroniczne zmęczenie i niewyspanie, stres czy ślepe dążenie za poglądami innych, jest nowoczesna technologia. Technologia, która miała być dla nas nieocenioną pomocą (i często jest) oraz narzędziem, a która stała się naszym zniewoleniem. Mówię tu o smartfonach i ich krewniakach. Wiem, brzmi to źle, staroświecko, dziwnie, jeśli pomyśleć, że tekst ten jest w formie elektronicznej. Niezręczne jest pisanie w internecie o szkodliwości mediów elektronicznych. To tak, jak bycie eurosceptykiem w europarlamencie. Ale ktoś to musi robić.

Uzależnienie od telefonu, korzystanie z internetu kilka godzin dziennie (statystycznie ponad 4 godziny w przypadku nastolatków) to także powody zwiększonej podatności na stres. Destruktywne jest też to, że wychodząc z pracy czy studiów, wciąż w nich jesteśmy – czytamy maile służbowe, odbieramy telefony od klientów, piszemy do współpracowników na Messengerze („o tym też już też pisałeś, Hejwowski” – zauważyć może pamiętliwy czytelnik, ale nic na to nie poradzę).

Ciągły dostęp do wiadomości kosztem funkcjonowania w świecie realnym tworzy w nas nadmierne napięcie. Jak już dawno potwierdziły badania, siedzenie do późna przy telefonie czy laptopie ma wpływ na nasz sen. Niewyspanie zwiększa podatność na stres (i na manipulację, ale o tym kiedy indziej). Ogrom pracy zwiększa zdenerwowanie, a zarazem przez złą organizację często zarywamy noce, by się wyrobić przed deadlinem (pozdrawiam w tym miejscu swoją redakcję). Błędne koło.

Jest ono oczywiście jeszcze bardziej skomplikowane – chociażby przez to, że ten szalony aktywizm pozbawia ludzi pogłębionej refleksji, z umiejętności tworzenia własnych poglądów. Przyjmują oni pewne narzucane z góry aksjomaty. Na przykład moje doświadczenie w rozmowach z ludźmi krytycznie nastawionymi wobec Kościoła mówi mi, że w większości przypadków ich krytycyzm oparty jest na frazesach (zresztą, co ciekawe, tych samych frazesach), a nie wysnuwa się go z rzetelnej „rozkminy”.

„Hejwowski, miałeś o stresie, a piszesz o wszystkim!” – powie ktoś. Ależ tu leży pies pogrzebany! Stres nie jest zjawiskiem autonomicznym. Jego wszechobecność w naszych czasach i w naszych środowiskach jest elementem układanki, a nie jednym z obrazów w muzeum chorób współczesnych. Jego paliwem jest nasze osłabienie czy atrofia życia duchowego, chory wyścig szczurów i niezdrowa ambicja, przeciążenie elektroniką, rozpad relacji, zmęczenie, niewyspanie i brak czasu na refleksję, wyciszenie.

Co zatem postuluję? Myślę, że nie ma magicznej recepty. Jest ona prosta, choć trudna – zwolnijmy. Ograniczmy dzienny dostęp do internetu, więcej czasu spędzajmy offline. Zbadajmy swoje potrzeby, jeśli idzie o sen i dajmy swojemu organizmowi się wysypiać. Rozdzielmy pracę od życia prywatnego, jeśli tylko możemy. Znajdźmy czas na modlitwę. Jeżeli stres zbytnio nas przygniata, jeśli wydaje nam się, że to nie tylko kwestia wyżej wymienionych rzeczy, nie bójmy się skorzystać z pomocy specjalistów. Poszukajmy rzeczy, które nas uspokajają (np. hobby) i znajdujmy każdego dnia czy tygodnia czas na nie.

Dawno nie powtarzałem tak często jak w tym tekście słowa „stres”. W tym wakacyjnym okresie na pewno można od niego odpocząć. Wszystko spowalnia, a ciepła pogoda sprawia, że łatwiej nam się rozleniwić. Jest to też czas na pogłębienie relacji z Bogiem w czasie pielgrzymek czy rekolekcji. Urlop to katalizator – bez niego nie moglibyśmy normalnie funkcjonować. Zachęcam szanownych czytelników do głębszego zastanowienia się nad swoim funkcjonowaniem w roku roboczym. Przyszedł na to świetny moment.

Zróbcie to, naprawdę. Nie wchodźcie ponownie w błędne koło nieprzemyślanego aktywizmu i napięcia.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.