adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Promieniowanie duchowe rodziców na św. Jana Pawła II

magazine cover

Muzeum-Dom-Rodzinny-JPII

W poprzednim numerze zarysowałem biografię Emilii i Karola Wojtyłów do momentu narodzin przyszłego papieża. W tym numerze pragnę przyjrzeć się dalszemu życiu obu małżonków i ich wpływowi na wychowanie świętego Jana Pawła II.

Wojtyłowie po zakończeniu pierwszej wojny światowej osiedlili się w Wadowicach. Nadchodziły dla nich lepsze czasy. Karol Wojtyła senior awansował w wojsku i zaczął otrzymywać większą pensję. Syn dorastał i uzyskiwał bardzo dobre wyniki w nauce, a Emilię zaskoczyła pewna wiadomość.

Narodziny Karola Wojtyły 

Jesienią 1919 roku Emilia dowiedziała się, że będzie miała dziecko. Trzynastoletni Mundek, który nie zdążył poznać młodszej siostry, zmarłej kilka lat wcześniej zaraz po urodzeniu, miał mieć w końcu rodzeństwo. W rodzinie zapanowała wielka radość.

Niestety trwała ona krótko. Pani Wojtyła została bowiem poinformowana przez znanego ówcześnie ginekologa, doktora Jana Moskałę, że ciąża jest zagrożona. Lekarz nakłaniał ją do aborcji. Emilia była słabego zdrowia, a dwie wcześniejsze ciąże wysokiego ryzyka jeszcze bardziej je nadszarpnęły. Mimo to zdecydowała, że się nie podda. Wielka determinacja oraz wiara w to, że Bóg kieruje jej życiem, sprawiły, że stanowczo odmówiła aborcji. Odtąd przeszła pod opiekę doktora Samuela Tauba, który umiejętnie poprowadził jej ciążę, ratując zdrowie oraz życie zarówno matki, jak i dziecka (por. Kindziuk M., Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II, 2020, s. 190-199).

Drugi syn urodził się 18 maja 1920 roku. Rodzice nadali mu imiona Karol Józef. Pierwsze na cześć Karola Habsburga, a drugie na cześć cesarza Franciszka Józefa – ze względu na sympatię do austriackich władców (por. Kindziuk M., Matka Papieża. Poruszająca opowieść o Emilii Wojtyłowej, 2013, s. 143).

„Jak się później okazało, urodziła je w niezwykłych okolicznościach: przy – dobiegającym przez otwarte okno pokoju – biciu kościelnego dzwonu i śpiewie Litanii loretańskiej ku czci Najświętszej Maryi Panny (mieszkańcy Wadowic uczestniczyli akurat w nabożeństwie majowym). Jak opowiadał kard. Stanisław Dziwisz, Ojciec Święty doskonale znał te historie. Z pewnością była to też dla niego pierwsza, odebrana w rodzinie, lekcja poszanowania ludzkiego życia od chwili poczęcia. Musiało to wywrzeć wpływ na nauczanie Jana Pawła II na temat życia dzieci nienarodzonych” (Kindziuk M., Ciepło rodzinnego miasta. Wojtyłowie, „Biuletyn IPN” 2017, nr 6, s. 68).

Choroba i śmierć matki

Od dnia narodzin Lolka ‒ jak na niego mówiono w domu ‒ życie rodziny Wojtyłów było naznaczone chorobą i cierpieniem Emilii. Swoje obowiązki wypełniała jednak tak, by mąż wraz z synami nie odczuli jej słabości. Ze świadectw, które nam pozostały, wyłania się obraz kobiety silnej psychicznie i bardzo dobrze zorganizowanej. Choć ciągle traciła siły, dbała o sprawy domowe i spacerowała z synami, gdy tylko czuła się lepiej. Co najważniejsze, nauczyła ich znaku krzyża, modlitwy oraz przywiązania do wartości religijnych i patriotycznych (por. Kindziuk M., Matka Papieża…, s. 150-153).

Co ciekawe, zachowało się wspomnienie Marii Kaczorowej o chorobie Emilii: „Pani Emilia była bardzo pogodna i godziła się zawsze z wolą Bożą, była ciężko chora. Na co? To była dla mnie tajemnicą, bo nie wypadało pytać, to wyglądało na serce i na jakiś reumatyzm, jej po prostu chwytało nogi, ale ja nigdy nie pytałam, ona była starsza ode mnie. Było to w latach 1927–1929. Rozmawiałyśmy o wszystkim, jak to sąsiadki: o Lolku, którego taka kochała… martwiła się, że jest taka bezsilna… ubierała się bardzo skromnie, przeważnie w pastelowe barwy, włosy miała długie, czesała je, jak dawniej, w taki czub. Już była lekko siwa. Wyglądało to bardzo oryginalnie. Głos miała cichy, łagodny i powolny […]. Ona była cicha. Była uosobieniem kobiecości. To jest takie moje zdanie. Czy w słowach była oszczędna? Nie, tego nie mogę powiedzieć. Była – co jeszcze raz podkreślam – bardzo kulturalna, taka typowa kobieta dawnych czasów. Ideał kobiety epoki. Była bardzo lubiana, nawet obcy ludzie zauważali w niej niezwykłą pogodę ducha, no i była niezwykle pobożna” (Rodzina Wojtyłów [w:] domjp2.pl).

Święty Jan Paweł II, podobnie jak Maria Kaczorowa, miał w głowie obraz chorowitej matki. Jak podają źródła, „swoją matkę znał właściwie wyłącznie jako osobę chorą. (…) Jego wspomnienia o matce są dość mgliste; pamięta jednak, że było mu przykro, kiedy raz pojechała do Krakowa bez niego, pewnie po poradę lekarską” (Frossard A., Nie lękajcie się. Rozmowy z Janem Pawłem II, tłum. A. Turowiczowa, Watykan 1982, Kraków 2005, s. 14).

Emilia w stosunku do swoich dzieci żywiła wielkie pragnienie, żeby jeden z nich został księdzem, a drugi lekarzem (por. Kindziuk M., Matka Papieża…, s. 153–154). Sam papież wspominał o tym tak: „Moja matka chciała mieć dwóch synów: lekarza i księdza; mój brat był lekarzem, a ja mimo wszystko zostałem księdzem” (Frossard A., dz. cyt., s. 14).

Emilia Wojtyłowa zmarła w Wadowicach 13 kwietnia 1929 roku, w wieku zaledwie czterdziestu pięciu lat. W akcie zgonu jako przyczynę śmierci podano niewydolność nerek i zapalenie mięśnia sercowego. Msza święta pogrzebowa została odprawiona 16 kwietnia w parafialnym kościele pod wezwaniem Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach. Następnego dnia Emilia została pochowana na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pierwotnie spoczęła w grobowcu swoich krewnych Kuczmierczyków, ale w 1934 roku zwłoki zostały przeniesione do rodzinnego grobu Kaczorowskich, gdzie spoczywają do dziś (por. Kindziuk M., Emilia i Karol Wojtyłowie…, s. 273–284).

Tak wspominał ją syn: „Matkę straciłem jeszcze przed Pierwszą Komunią św. w wieku 9 lat i dlatego mniej ją pamiętam i mniej jestem świadom jej wkładu w moje wychowanie religijne, a był on z pewnością bardzo duży” (Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, 1996, s. 22).

Karol jako ojciec

Po śmierci matki ojciec wychowywał syna samotnie. „Był mu ojcem i matką. Zawsze blisko. Dobry, łagodny, cierpliwy. Z żelazną konsekwencją wypełniał rodzicielskie obowiązki. Nie prosił nikogo o pomoc. […] Sam przyrządzał śniadania i kolacje. Tylko na obiady chodził z synem do jadłodajni naprzeciw domu. W oczach sąsiadów stanowił wzór rodzica. Mężczyzna silny, ale jednocześnie po macierzyńsku opiekuńczy. Kształtował charakter Lolka, dbał o jego wszechstronny rozwój i edukację. Uczył go nawet niemieckiego w domu; stąd przyszły papież mówił tym językiem z ojcowskim, austriackim akcentem” (Kindziuk M., Ciepło rodzinnego miasta…, s. 72).

Zobacz też:   Listy pielgrzyma #3

Jan Paweł II tak wspominał swojego ojca: „Mogłem na co dzień obserwować jego życie, które było życiem surowym. Z zawodu był wojskowym, a kiedy owdowiał, stało się ono jeszcze bardziej życiem ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzyło mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mego Ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym” (Jan Paweł II, dz. cyt., s. 22). To właśnie ojciec nauczył go modlitwy do Ducha Świętego. Papież odmawiał ją zresztą codziennie, przez całe życie, a nawet wspomniał, że to właśnie ojcu zawdzięcza napisanie encykliki O Duchu Świętym (por. Kindziuk M., Emilia i Karol Wojtyłowie…, s. 341-342).

W innym miejscu mówił z kolei tak: „Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca, którego życie duchowe po stracie żony i starszego syna niezwykle się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. (…) Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełniania własnych obowiązków (…). Mojego ojca »uważam za niezwykłego człowieka«” (Frossard A., dz. cyt., s. 14-15). To nam pokazuje, że papież miał świadomość, jak wielki wpływ na jego formację i życie duchowe wywarł ojciec.

Śmierć ojca przyszłego papieża

3 maja 1938 roku Lolek przyjął bierzmowanie, a na cztery dni przed osiemnastymi urodzinami zdał maturę. Warto nadmienić, że na świadectwie miał same oceny bardzo dobre. Był wzorowym uczniem. Zapisał się na studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, co oznaczało przeprowadzkę. Obaj z ojcem przenieśli się w sierpniu 1938 roku do Krakowa, gdzie zamieszkali przy ulicy Tynieckiej 10, w dzielnicy Dębniki (por. Kindziuk M., Emilia i Karol Wojtyłowie…, s. 358-363).

Juliusz Kydryński zapamiętał Wojtyłę seniora w następujący sposób: „Był to człowiek niezwykły. Zawsze uśmiechnięty, drobny i zupełnie siwy, lekko przygarbiony, sprawiał wrażenie starszego, niż był w istocie. Był człowiekiem o wielkiej kulturze i anielskiej dobroci i łagodności. (…) Gdy wyobrażałem sobie czasem człowieka świętego, lecz równocześnie głęboko i mądrze związanego z życiem, to ojciec Karola mógłby być jego wzorem. Wzruszająca była miłość i pełna wzajemnego zrozumienia przyjaźń tych dwóch ludzi: ojca i syna” (tamże, s. 366).

Nagle przyszedł tragiczny wrzesień 1939 roku i wybuch drugiej wojny światowej. Wojtyłowie wyruszyli na wschód, uciekając przed Wehrmachtem. Dotarli do Sanu, za Tarnów, ale kiedy dowiedzieli się, że 17 września Polskę od wschodu zaatakowali Sowieci, wrócili do Krakowa, który znajdował się już pod okupacją niemiecką. Syn zatrudnił się w zakładach chemicznych Solvay, w kamieniołomach, jako robotnik. Ojciec, dopóki mu zdrowie dopisywało, prowadził dom (por. tamże, s. 371–372). „Przygotowywał posiłki, cerował skarpety, reperował nawet Karolowi buty. W niedzielę razem chodzili do kościoła, przeważnie na dwunastą do franciszkanów. Przekuwali cierpienie na wiarę. Dużo rozmawiali” (Kindziuk M., Ciepło rodzinnego miasta…, s. 73).

To z tych rozmów z pewnością powracały wspomnienia o matce. W 1939 roku Lolek napisał ku jej pamięci taki wiersz:

„Nad Twoją białą mogiłą
białe kwitną życia kwiaty –
– o, ileż lat to już było
bez Ciebie – duchu skrzydlaty –

Nad Twoją białą mogiłą,
od lat tylu już zamkniętą,
spokój krąży z dziwną siłą,
z siłą, jak śmierć – niepojętą.

Nad Twoją białą mogiłą
cisza jasna promienieje,
jakby w górę coś wznosiło,
jakby krzepiło nadzieję.

Nad Twoją białą mogiłą
klęknąłem ze swoim smutkiem –
o, jak to dawno już było –
jak się dziś zdaje malutkiem.

Nad Twoją białą mogiłą,
o Matko – zgasłe Kochanie –
me usta szeptały bezsiłą:
– Daj wieczne odpoczywanie –” 

(Kindziuk M., Matka Papieża…, s. 200).

Ojciec Karola zaniemógł ‒ prawdopodobnie na serce ‒ w Boże Narodzenie 1940 r. i do zdrowia już nie wrócił. W lutym 1941 r., po powrocie z pracy, Karol zastał go martwego w fotelu. Karol Wojtyła zmarł 18 lutego 1941 roku, w wieku sześćdziesięciu trzech lat. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim, w grobowcu rodziny Kaczorowskich (por. tamże, s. 205-207).

Tak później wspominał Karol swojego ojca w wywiadzie z André Frossardem: „Ten mój ojciec, którego uważam za niezwykłego człowieka, zmarł – prawie że nagle – podczas drugiej wojny światowej i okupacji, zanim ukończyłem dwudziesty pierwszy rok życia” (Frossard A., dz. cyt., s. 14).

Ku beatyfikacji

Kościół na przestrzeni wieków beatyfikował błogosławionych i kanonizował świętych, aby dać nam – wiernym – pociągający przykład dążenia ku świętości. Wśród nich znaleźli się także rodzice znanych dzieci. Wystarczy wspomnieć chociażby św. Monikę (matkę św. Augustyna), św. Zelię i Ludwika Martin (rodziców św. Teresy z Lisieux) czy bł. małżonków Quattrocchich. To właśnie Jan Paweł II wskazał nam małżeństwo jako wybór wspólnej drogi do zjednoczenia z Bogiem. „Można dążyć do świętości razem, jako para małżeńska. Jest to droga piękna, niezwykle owocna i ważna z punktu widzenia dobra rodziny, Kościoła i społeczeństwa” (Jan Paweł II, Przeżywali zwyczajne życie w sposób nadzwyczajny [w:] opoka.org.pl).

Czyż świadectwo życia Emilii i Karola Wojtyłów nie zasługuje na włączenie ich w poczet świętych rodziców? Moim zdaniem tak, ale czas to na pewno jeszcze pokaże. W wyniku starań archidiecezji krakowskiej 7 maja 2020 roku rozpoczął się ich proces beatyfikacyjny. Od tego czasu przysługuje im w Kościele katolickim tytuł sług Bożych.

O autorze

Nauczyciel informatyki i religii. Animator przygotowujący młodzież do sakramentu bierzmowania. Nadzwyczajny szafarz komunii świętej. Lubiący dobrą książkę, muzykę chrześcijańską oraz podróże.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.