adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Po Namyśle: Warto poczekać z tym seksem

Na pewno macie takiego kolegę lub koleżankę, którzy krzywo patrzą się na znajomych mówiących, że nie czekają z seksem do ślubu. Jeśli jesteście wierzącymi katolikami, to sami jesteście takimi kolegami. Coraz częściej jednak niezachowywanie czystości przedmałżeńskiej jest normalizowane, „bo przecież trzeba się poznać i dopasować”. I jeżeli wyskoczycie, że „to grzech przeciwko szóstemu przykazaniu”, „Bóg tego zakazuje” lub „Kościół to potępia”, bądźcie gotowi na to, że nawet niektórzy katolicy – a w każdym razie ludzie jakimś cudem uważający się za katolików – zbędą Was i wyśmieją, mówiąc, że jesteście zacofani. Czy jednak da się „usunąć” Boga i Kościół z tego równania i wskazać na pozareligijne argumenty na czekanie z seksem do ślubu?

Im bardziej człowiek zagłębia się w prawo zapisane w Pięcioksięgu i im bardziej porównuje to z wiedzą obecnie dostępną, tym bardziej odnosi wrażenie, że to musiała być Boża interwencja w działanie świata. Dwa bardzo wyraziste przykłady to obrzezanie mężczyzn i zakaz spożywania wieprzowiny. Ze względu na niedobór wody i stosunkowo niski poziom higieny, obrzezanie stanowczo ułatwiało utrzymanie czystości. Świnie natomiast są zwierzętami wszystkożernymi. Jest bardzo wiele pasożytów, które w nich bytują, a które mogą przenosić się na człowieka. W dzisiejszych czasach mięso jest badane przed dopuszczeniem do sprzedaży i spożycia, ale kiedyś bezpieczniej było założyć, że wszystkie świnie są „nieczyste”. Podobnie jest i z wieloma innymi Bożymi nakazami.

Dojrzałość

Jest wystarczająco wiele argumentów pozareligijnych przeciwko uprawianiu seksu przedmałżeńskiego.

Seks służy budowaniu i umacnianiu miłości między małżonkami. Małżeństwo – czy kościelne, czy też cywilnoprawna imitacja tegoż – polega na tym, że bierze się odpowiedzialność za drugą osobę. Że przed całym światem dwoje ludzi przyznaje się do siebie, przyznaje, że są mężem i żoną. Jeżeli nie dorosło się do tej odpowiedzialności, nie ma co brać się za „przedłużanie gatunku”. Bo jeśli mężczyzna nie ma na tyle dojrzałości, żeby związać się z jedną kobietą, to można mieć uzasadnioną wątpliwość, że nie starczy mu jej na nią i dziecko (lub dzieci).

Ktoś jednak zauważy, że ryzyko ciąży jest niewielkie, gdy stosuje się antykoncepcję. Może i tak. Ale co z tego, skoro nie daje to stuprocentowej pewności? Nikogo nie będzie interesowało, że zawaliło się życie komuś, kto okazał się tym błędem statystycznym. Te punkty procentowe, które dzielą skuteczność danej metody od stu procent, to prawdziwi ludzie.

Początki

Przyjrzyjmy się temu zatem od strony biologicznej. I społecznej, ale patrząc od początku formowania się związku.

Chłopak i dziewczyna zaczynają się sobie podobać. Poznali się na imprezie i zaiskrzyło. Wzorem znanym z popkultury mogliby zaraz po imprezie wylądować razem w łóżku, ale tego nie robią, bo wiedzą, czym to grozi. Zaczynają zatem się spotykać. Lepiej poznawać. Rozmawiają o swoich pasjach. Patrzą na siebie, jak patrzy człowiek na człowieka, przyjaciel na przyjaciela. Zaczynają się sobie coraz bardziej podobać. Ona ma uwielbiane przez niego długie włosy, piękny uśmiech, jest opiekuńcza, ślicznie wygląda, gdy śmieje się z jego żartów. On jest wysoki, dobrze zbudowany, szarmancki, ma ciekawe zainteresowania. Jeśli fascynacja – a po niej zakochanie – jest zdrowa, dostrzegają nie tylko zalety, ale też i wady drugiej osoby. Jemu zdarza się spóźniać, ona miewa drobne foszki. Wiedzą, że będą musieli nad sobą pracować. Po pewnym czasie zaczynają trzymać się za ręce. Później pojawiają się pocałunki. Najpierw w rękę, w czółko, w policzek – przyjemne przejawy czułości. Za jakiś czas idą krok dalej i już całują się w usta. Każdy z tych etapów powoduje, że wydzielają się między innymi endorfiny – „hormony szczęścia” – i oksytocyna, która odpowiada za przywiązanie. Pomaga to utrzymać związek, ale nie ma wystarczającej mocy, żeby do reszty odebrać rozum. Oprócz tego cały czas pracują nad swoimi wadami, żeby – jak to mówi Pieśń nad Pieśniami – „schwytać małe lisy, które pustoszą winnice” (Pnp 2,15), czyli wyeliminować skazy charakteru, póki są niewielkim problemem.

Zobacz też:   Co kultura średniowieczna mówi nam o miłości?

Te etapy poznawania się mogą mieć różny trwania. Niektórym wystarcza parę miesięcy, innym zajmuje to kilka lat. Wtedy następuje dobry moment na przeniesienie relacji na wyższy poziom poprzez zaręczyny. Jeśli decyzja podjęta została w wolności i dojrzałości, wtedy młodzi mogą oficjalnie zacząć ostatni etap przygotowań do małżeństwa. Dobrze jest nie przeciągnąć tego czasu, bo można tak się wprawić w unikaniu seksu, że po ślubie pojawi się problem z rozpoczęciem współżycia. Warto wykorzystać go na wspólną formację przedmałżeńską oraz – bardziej przyziemnie – na zorganizowanie różnych technicznych kwestii, takich jak kościół, sala czy orkiestra.

Co się jednak dzieje, kiedy para postanawia w krótkim czasie rozpocząć współżycie?

Uzależnienie

Trzeźwy osąd względem drugiej osoby ma się do pierwszego orgazmu. Dlaczego? Ano dlatego, że wtedy mózg jest zalewany dużymi ilościami endorfin i oksytocyny. Mózg zapamiętuje, co spowodowało ich wyzwolenie, wobec czego ośrodek nagrody zaczyna domagać się powtórki. Rozpoczyna się coś, co, nie przesadzając, można byłoby nazwać uzależnieniem. Oksytocyna wywiera zwłaszcza duży wpływ na kobiety. Po porodzie wydzielana jest podczas karmienia piersią, co – oprócz produkcji mleka – powoduje wzmożenie „instynktu macierzyńskiego”, przywiązania do dziecka. Podczas orgazmu powoduje natomiast wzrost przywiązania do partnera. Przykładem tu jest choćby idealizowanie go pomimo wad, które ma, a które dostrzega się w codziennych relacjach. Musi minąć czas, żeby mózgowi „spowszedniały” otrzymywane dawki hormonów, żeby znowu zacząć trzeźwo myśleć. U mężczyzn natomiast, zwłaszcza niedojrzałych, może pojawić się wykorzystywanie przywiązania kobiety w celu zaciągnięcia do łóżka. I często bywa tak, że skoro chłopak osiągnął już to, do czego normalnie potrzebne by mu było małżeństwo, przestaje się starać. Odwleka zaręczyny, ślub albo – co gorsza – zaczyna oglądać się za innymi kobietami w poszukiwaniu nowych doznań. Dużo słyszy się o kobietach, które pomimo doświadczania przemocy ze strony konkubenta nie wzywają policji i nie odchodzą od oprawcy. Mają irracjonalne przekonanie, że „on je kocha”, „on się zmieni” lub – co gorsza – że „one go zmienią”. To są klasyczne, choć drastyczne, przykłady „uzależnienia” wynikającego z przywiązania na tle seksualnym.

Kiedy para weźmie ślub i zamieszka razem, na pewno będą zdarzać się konflikty. To jest czas, kiedy trzeba się dotrzeć. Mnóstwo rozwodów ma miejsce w pierwszych pięciu latach małżeństwa. Biorąc pod uwagę powszechność seksu przedmałżeńskiego, jest to ten okres, kiedy konflikty na tle wspólnego życia czy mieszkania narastają, a seks już nie daje takiej siły spajającej związek. Co innego, kiedy drugą osobę poznawało się bez „zaślepiających orgazmów”. W przypadku ewidentnych wad którejś ze stron związek rozpadłby się samoistnie. Skoro młodzi dotrwali jednak do ślubu, teraz właśnie przyda im się ten zastrzyk endorfinowo-oksytocynowy, żeby przetrwać burze, które będą targać jeszcze niedoświadczoną i niedograną załogą tego rozpoczynającego się rejsu łupinką o nazwie „małżeństwo”.

Dlatego bynajmniej nie warto spieszyć się z rozpoczynaniem współżycia przed wcześniejszym poznaniem partnera „na chłodno”, bo można zaszkodzić przyszłości swojej, partnera, a dalej – dzieci.

Przywróćmy jednak Boga do równania (wszak jest to pismo o katolickim profilu) i otoczmy modlitwą wszystkich narzeczonych i tych, którzy są na wcześniejszych etapach związku, aby trwali w czystości, bo to jedyna droga do stworzenia świętych rodzin.

To jest tekst, który ukazał się w 29. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.