adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Miesięcznik maj 2020, Społeczeństwo

Po Namyśle: Myślmy wierząc

magazine cover

pexels.com

Pisałem już tekst o rozumowym podejściu do zakazu seksu przed ślubem. Pisałem już tekst o rozumowym podejściu do zakazu uczestnictwa we mszach świętych z powodu epidemii. Pora na zwieńczenie tej mimowolnej trylogii tekstem o ogólnym stosunku wiary i rozumu.

Wzajemne relacje wiary i rozumu są dla mnie szalenie istotne. Muszą być w idealnej równowadze, aby nie przechylać się za bardzo ani w jedną, ani w drugą stronę. Z jednej strony bowiem czyha na nas groźba fideizmu, z drugiej zaś grozi nam niebezpieczeństwo scjentyzmu.

Fideizm i scjentyzm

Jak pisał św. Jan Paweł II w swojej encyklice Fides et ratio, bardzo często można spotkać się z przekonaniem, że wiedza racjonalna oraz refleksja filozoficzna nie są istotne dla rozumienia wiary (punkt 55). Jest to fideizm. Przejawia się m.in. w twierdzeniu, że treść Pisma Świętego ma być jedynym punktem odniesienia dla wierzących. Prowadzi to do utożsamiania słowa Bożego wyłącznie z tekstem Biblii i odrzucenia wielowiekowego nauczania Kościoła.

Scjentyzm natomiast nie dostrzega wagi innych form poznania rzeczywistości niż nauki ścisłe. Za wytwory wyobraźni uznaje wszelkie poznanie teologiczne lub religijne oraz wiedzę z dziedziny etyki bądź estetyki. Deprecjonuje wartości do poziomu wymysłów i pozostawia miejsce tylko dla twierdzeń potwierdzonych naukowo.

Żaden z powyższych systemów nie prowadzi do poznania prawdy, a zwłaszcza prawdy o Bogu. „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy” – pisze św. Jan Paweł. Trudno jest latać, kiedy używa się tylko jednego skrzydła. Fideizm jest wręcz groźniejszy dla Kościoła od scjentyzmu, ponieważ to, że ktoś „odpadł od wiary przez wiarę”, jest mniej widoczne i jest to postawa często wręcz podziwiana przez innych wierzących. Ten drugi za to wyklucza jakąkolwiek wiarę. Stąd też i polemika z nim nie jest skierowana do wewnątrz kręgu wierzących, lecz na zewnątrz niego. Jeśli ktoś oddalił się od Boga i wiary przez naukę, widać to o wiele łatwiej. 

Powódź

Znana jest zapewne anegdota o powodzi, która wdarła się do miasta. Wierzący wdrapał się na dach. Przypłynęła tratwa rozbitków. Przypłynął statek ratunkowy. Przyleciał helikopter. Ów wierzący wszystkim, którzy oferowali mu pomoc, mówił, że „Pan Bóg go uratuje”. Wody jednakże wezbrały tak wysoko, że zatonął. Po śmierci z wyrzutem spytał się Boga, dlaczego go nie uratował, skoro pokładał w Nim ufność. A Bóg mu odpowiedział – „Ależ ja chciałem cię uratować, przecież przysłałem ci tratwę, statek i helikopter, tylko ty nie skorzystałeś z mojej pomocy”.

Bóg ustanowił wszelkie prawa rządzące naturą. Jednak gratia supponit naturam – jak pisze św. Tomasz – „łaska buduje na naturze”. Z perspektywy człowieka wierzącego należy zrobić wszystko, żeby nie musieć liczyć na cud. Oczywiście, że cuda się zdarzają. Ale wiara w to wiąże się z podjęciem ryzyka. I staranie się o to, żeby samemu rozwiązać problem, nie stanowi braku wiary. Jest użyciem Bożego daru, jakim jest rozum.

Mam gorącą nadzieję, że ludzie wierzący pomimo wiary w Bożą opatrzność rozglądają się przed wejściem na przejście dla pieszych. Może to zdanie oraz powyższa anegdota to dwa skrajne, nieco prowokacyjne przykłady. Niemniej pewne rzeczy trzeba uwydatnić, żeby móc spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy.

Zobacz też:   Quetzalcoatl, Perkun czy Jezus?

Błędne wnioskowanie

Nie tak dawno mogliśmy obserwować powódź fideizmu, przetaczającą się zwłaszcza przez media społecznościowe. Jeden z księży w połowie marca, podczas kazania, w którym potępił fideizm i występowanie przeciwko zaleceniom biskupów, powiedział, że nie wystarczy przyjmować Ciała i Krwi Chrystusa, ale trzeba też chodzić do sklepów po zwykły pokarm. Nie trzeba było długo czekać na komentarze, że przecież jest udokumentowany przypadek mistyczki Marty Robin, która przez pięćdziesiąt lat nie przyjmowała żadnego pokarmu oprócz Chleba Eucharystycznego.

To jest doskonały przykład odrzucenia rozumu jako podstawy wiary. Jeśli rozumowo akceptuje się Bożą wszechmoc, to uznaje się wiarą, że Bóg może uczynić cud, który staje się niejako „wyjątkiem potwierdzającym regułę“, gdzie tą regułą jest jednak brak cudu. Natomiast jeśli wnioskuje się, że skoro Bóg uczynił cud, to zawsze będzie go czynił dla każdego, to jest to całkowite odrzucenie rozumowej wiedzy o działaniu świata, ponieważ liczy się tylko na cud.

Potrzeba cudów

Wiara nie jest emocją. Tak jak miłość nie jest emocją. Są to akty woli. Nie oznacza to bynajmniej, że w wierze i miłości nie ma miejsca na emocje. Oczywiście, że jest. Ale nie wolno opierać się wyłącznie na nich.

Bo one pojawiają się na chwilę i po chwili mogą zniknąć. Budowanie wiary lub miłości na emocjach jest jak budowanie domu na piasku. Przyjdzie jedna potężna burza – kłótnia w związku lub niewysłuchana modlitwa – i ta budowla może runąć.

Chyba że zbuduje się dom na skale z fundamentem rozumu. Bo tak samo jak w związku, wzajemne niezrozumienie wynika z niedostatecznego poznania drugiej osoby, tak i w wierze wynika z niewystarczającego poznania Boga.

Wielokrotnie obserwowałem powracającą z rekolekcji młodzież, która niespodziewanie przestawała się modlić czy w ogóle chodzić do kościoła. „A bo na rekolekcjach to było tak fajnie” – mówią. „A to pełna zjawisk modlitwa wstawiennicza z darami śmiechu, łez czy upadkami, a to adoracja w półmroku, z dymem kadzidła, emocjonalnymi piosenkami i szatami księdza leżącymi na ołtarzu, których każdy mógł dotknąć jak kobieta cierpiąca na krwotok”. Ja nie twierdzę, że takie „duchowe aktywności” są złe. Ale niestety bywają przedawkowywane bez wystarczającej podstawy intelektualnej. Bez wiedzy na temat nawet choćby podstaw wiary.

A później pojawia się bezsilność, jak w niedawnej sytuacji. Bo przecież na modlitwach wstawienniczych gdzieniegdzie na porządku dziennym jest uzdrawianie z bólu pleców, kolan, drobniejszych chorób czy nawet nowotworów. Aż tu przyszła epidemia i nie widać na ulicach armii uzdrawiających na zawołanie.

Zemsta fideizmu

Kiedy piszę te słowa, jest koniec marca. Jeszcze nie wiadomo, jakie będzie dla Kościoła pokłosie tej sytuacji. Ilu „niedzielnych katolików” lub osób uzależniających swoją wiarę w Boga od znaków i cudów powróci do kościołów.

Co mówił Jezus, kiedy Żydzi żądali znaku? „To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia” (Łk 11, 29–30).

Warto poznawać Boga i warto poznawać swoją wiarę. Łatwiej wtedy nie upaść w niej, kiedy rzeczywistość nami zachwieje.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.