adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik maj 2020, Społeczeństwo

„Nie wierzę w religię”

magazine cover

unsplash.com

Czy religia jest jeszcze komuś potrzebna? Statystyki globalne pokazują, że tak. Świadczy o tym dynamiczny wzrost liczby wyznawców islamu i utrzymująca się (procentowo) na stałym poziomie liczebność chrześcijan. Ale oczywiście, jak zawsze, diabeł tkwi w szczegółach.

Według badań Pew Research Center w Polsce co niedzielę do kościoła uczęszcza 55% Polaków starszych niż czterdzieści lat, ale raptem 26% młodszych. Codziennie modli się 39% starszych i tylko 14% młodszych.

Generalnie amerykański instytut stwierdził, że „generacyjny spadek” religijności jest największy w Polsce.

Portal OKO.press, podsumowując dane na temat Polaków, napisał: „Tezy o rzekomej religijności polskiej młodzieży można włożyć między bajki. Pokolenie JPII nigdy nie istniało” (Krzysztof Pacewicz, Polska globalnym liderem… w spadku religijności). Na koniec artykułu stawiana jest też odważna teza: „Wraz z powolnym – ale konsekwentnym – bogaceniem się społeczeństw całego świata można ostrożnie założyć, że globalny poziom religijności będzie powoli – ale konsekwentnie – spadał” (tamże). Dlaczego antemurale christianitas, niebędące już de facto krajem katolickim, tak szybko się laicyzuje?

Odpowiedź 1.: „Nowe czasy nie biorą jeńców”

Społeczne przeobrażenia. Zmiana środowiska, w którym żyją ludzie. „Nowe czasy nie biorą jeńców, nie uznają konwencji. Takie tempo – to dla mnie szok” (Kult, Nowe tempa).

Nie chcę pisać, że żyjemy w trudniejszych czasach niż nasi rodzice. Na pewno zupełnie innych. Sytuacja na rynku pracy jest bardzo złożona – nagle okazuje się, że inżynierowie nie znajdują pracy, kierownicze stanowiska obejmują absolwenci filozofii, a intratne oferty dostają graficy i programiści bez wyższego wykształcenia. Wszystko się szybko zmienia, wygrywają ci z największą zdolnością adaptacyjną. W chwili, w której to piszę, wszyscy zainteresowani z niepokojem śledzą wpływ SARS-CoV-2 na gospodarkę kraju i świata. Czy będzie do czego wracać z kwarantanny? Kto zyska, kto straci?

Prawdziwym problemem jest zapewnienie sobie miejsca do życia. Mieszkania na sprzedaż są bardzo drogie (wybaczcie, piszę z perspektywy Warszawy). Wynajmowanie czegoś, w czym można spokojnie żyć samemu i na godziwym poziomie, wymaga znacznie więcej niż „dwa dwieście na rękę” (jak mawiają moi znajomi na najniższą krajową).

Studiowanie jest bardzo wymagające. Jeśli ktoś studiuje stacjonarnie, to ma mnóstwo zajęć na uczelni i dużo nauki w domu. Jeśli oprócz tego pracuje, to jego grafik jest bardzo „zapchany”.

Jezus Chrystus powiedział przecież: „Inne znowu [ziarna] padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je” (Mt 13, 7), po czym dodał, że „[…] troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne” (Mt 13, 22b). Troska o zapewnienie sobie bytu i brak czasu sprawiają, że jeśli do takiej osoby dotrze Słowo Boże, to nie ma ona ani głowy do skupienia się na nim, ani wolnej chwili, żeby podjąć nad nim refleksję. I to jest początek wielkiej pustki, która zawsze źle się kończy.

Czego to jest wina? Systemu szkolnictwa w Polsce? Kapitalizmu i „Januszy biznesu”, jak to mój kumpel-nacjonalista mawia? Braku zrozumienia starszych dla innych realiów, w których żyją młodsi i braku ich wsparcia?

Odpowiedź 2.: Polski katolik, czyli Polak, ale nie katolik

Przeważająca większość moich znajomych ateistów, agnostyków – ogółem mających problemy z wiarą – to nie są ludzie, którzy dokonali nad tą kwestią głębszej refleksji. Ich stanowisko wynika bardziej z przykładu (a raczej antyprzykładu) rodziców, rodziny.

Mentalność Kościoła polskiego, jak już to kiedyś pisałem, jest „wiejska”. Pamiętam, jak w liceum omawialiśmy Chłopów. Pewnego razu pani polonistka dała nam do wykonania zadanie, które polegało na opisaniu kwestii religii w tej przydługiej powieści. „Przyjrzyjcie się przede wszystkim, czy wiara wpływa na moralność” – zaznaczyła. Odpowiedź brzmiała oczywiście „nie”.

To, co wielu z mojego pokolenia mogło obserwować, to właśnie brak korelacji religii z życiem codziennym. Jak pisałem wyżej, zaledwie 39% dorosłych modli się codziennie. A więc religia nie wpływa nie tylko na moralność, ale również na duchowość – mogło sobie pomyśleć wielu z tych, którzy nie „załapali się” na te 39% modlących się każdego dnia starszych.

Do tego dochodzi też ludowość polskiego Kościoła. Jest on sielski, folkowy. Mało w nim oferty intelektualnej, racjonalnej, ambitnej. Mało w nim poważnej treści; mając do wyboru ludowe praktykowanie albo partycypowanie w „dziwnych” (bez urazy) praktykach charyzmatycznych, młodzi wybierają często niewybieranie.

Zarazem problemem jest żenująco niski poziom kultu Bożego. Mam na myśli niski poziom estetyki liturgicznej i kulturę nieprzestrzegania przepisów. Książę Włodzimierz, jak zobaczył Boską Liturgię w Konstantynopolu, po powrocie rozpoczął Chrzest Rusi. Angielscy intelektualiści konwertowali się na katolicyzm, ujrzawszy piękno mszy świętej. A w Polsce? Czym tu się zachwycić? Barką na wejście i księżmi bez ornatów? To jest grunt skalisty, na którym ciężko wyhodować tę piękną roślinę, jaką jest wiara. Poza odchodzeniem młodzieży od Kościoła widać też drugi trend związany z tymi zjawiskami. Stosunkowo sporo młodych wierzących porzuca swoje parafie, korzystając z proponujących „ambitniejszą” ofertę miejsc: kościołów zakonnych (np. dominikanów), specyficznych duszpasterstw (w Warszawie np. kościół św. Marcina na Piwnej) i duszpasterstw tradycyjnych.

Zobacz też:   Przepisał ręcznie Pismo Święte: „Pragnę być siewcą Słowa”

Odpowiedź 3.: Sex, drugs & smartphones 

Dwie pierwsze odpowiedzi dotyczyły spraw mniej zależnych od młodego pokolenia. Trzecia już taka nie będzie.

Jesteśmy pokoleniem przeciążonym, przewrażliwionym erotycznie. 60% mężczyzn i 42% kobiet miało styczność (według badań Instytutu Profilaktyki Zdrowotnej z 2017 roku) z pornografią przed jedenastymi urodzinami(!). Odsetek rośnie. Coraz częściej „styczność” z treściami pornograficznymi dokonuje się przez smartfon, a nie komputer. Pod rozwagę tym, którzy lekceważą problem, mówiąc, że „ci chłopcy zawsze byli zboczeni”: statystyki Pornhuba – jednego z serwisów pornograficznych (czy jak nazwać ten internetowy burdel) – z 2019 r. mówią, że 35% użytkowników z Polski to kobiety i odsetek ten rośnie. Kobiety, co ciekawe, częściej sięgają po filmy lesbijskie oraz te z seksem grupowym. Rzeczpospolita, według Pornhuba, jest na czternastym miejscu na świecie, jeśli chodzi o konsumpcję pornografii.

Kto poświęca czas wolny na tę narkotyczną erotykę, ten traci pragnienie czegoś więcej. Zaczynają w człowieku dominować żądze. „Pić, jeść i spać”, i uprawiać seks – to jedyne, czego potrzeba takiemu nieszczęśnikowi. Bez zrozumienia idei czystości, umiarkowania i powściągliwości nie zrozumie się katolickiej wiary.

Moje pokolenie było pokoleniem pecetów, pokoleniem „ctrl+c, ctrl+v”. Młodsi są już zdecydowanie pokoleniem smartfonów. Moi rówieśnicy dostawali smartfony dopiero w gimnazjum (i to nie zawsze), a teraz widzę, że w młodszych klasach podstawówki posiada je większość dzieci.

Nie da się przejechać jakimkolwiek pojazdem komunikacji miejskiej, by nie widzieć, że wszyscy spędzają czas podróży pochyleni nad telefonami.

Ostatnie wakacje spędziłem jako animator na rekolekcjach dla młodzieży w wieku „gimnazjalnym”. Można było na nich korzystać z komórek tylko pół godziny po kolacji. Raz kwestie związane ze sprzątaniem przedłużyły się. Gdy oznajmiłem im, że mają tylko pięć minut na korzystanie z telefonów i poradziłem ograniczenie się do zadzwonienia do rodzin, zareagowali autentyczną agresją. Grozili i żądali, by dać im więcej czasu.

Uzależnienie od smartfonów (hmm, jak to nazwać – smartfonizm?) również wyjaławia. Jakże często słyszę od znajomych, że zdarza im się godzinami siedzieć nad telefonem, nie robiąc nic – przewijając oś czasu na Facebooku lub grając w głupawe gierki…

To są rzeczy, na które młodzi mają wpływ. Owszem, trend jest przeciwko nim – mało tego, wygoda również – ale mogą to zmienić. Jeżeli nie chcą, to wyjaławiają swój umysł, nie poszerzają horyzontów, nie rozwijają w sobie pragnienia czegoś więcej. I częściej niż po aplikację brewiarz.pl sięgną po pornografię, niszcząc duszę, psychikę i ciało, a wtedy „[…] przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze” (Mt 13, 19b).

Co mamy robić?

Moje zdanie jest takie, że „nieuznające konwencji nowe czasy”, zły przykład ludzi Kościoła (zarówno świeckich, jak i duchownych) oraz erotyczne i telefoniczne przeciążenie powodują, że młodzi odchodzą, a laicyzacja Polski się pogłębia. Nie znam nikogo, kto by odszedł od wiary na skutek lektury albo wykładów Czterech Jeźdźców nowego ateizmu. Znam za to takich, którzy przestali praktykować przez swoich rodziców, brak czasu lub nieuporządkowanie seksualne.

Co robić? Jak przeciwdziałać? Rodzice, ograniczajcie dzieciom kontakt z telefonem. Zachęcajcie je do działań wymagających wyobraźni, kreatywności. Księża, zadbajcie o intelektualne kazania i piękne sprawowanie liturgii. Odpowiedzialni za wspólnoty – poświęcajcie dużo czasu na poszerzanie horyzontów, na lekturę, byście mogli zaoferować młodym rzeczy ambitne. Starsi, zadbajcie o wsparcie – również finansowe – studiującej progenitury. Wierzący, zadbajcie o to, by wiara była codziennością i by ustawiała codzienność. Wasz przykład będzie nieoceniony.

Tak bym to widział. Tak uważam. „Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny” (Mt 13, 8).

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.