adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Z życia Kościoła

Kościół na Ukrainie

Ukraina

Wywiad z misjonarzem na Ukrainie, ks. Pawłem Rossą, który miałem możliwość przeprowadzić podczas odprawianych przez niego rekolekcji w parafii św. Izydora w Markach.

fot. Dawid Pindel

Szczęść Boże,

zacznę od pytania: kiedy zaczęła się Księdza przygoda z misjami? Jak to się stało, że Ksiądz pojechał na misję do Ukrainy?

Misja jest od chrztu, ale oczywiście uświadomienie sobie tej misji pochodzi na pewno z formacji Ruchu Światło-Życie. Kiedy byłem na początku tej formacji, trafiła mi w ręce książka – to był stan wojenny, kolportowałem książki drugiego obiegu, między innymi Wspomnienia z Kazachstanu księdza Władysława Bukowińskiego. Obywatel Polski, który dobrowolnie przyjął obywatelstwo Związku Radzieckiego, żeby móc jeździć po całym jego terenie jako ksiądz i służyć. Ponad połowę życia kapłańskiego przeżył w obozach, w łagrach, w areszcie. Mniejszą część życia kapłańskiego spędził na wolności, ale i tu i tu apostołował. Przejąłem się tą postacią, a wtedy jeszcze był Związek Radziecki, więc sobie pomyślałem: trzeba kontynuować tę robotę, i mając chyba siedemnaście czy osiemnaście lat, zdecydowałem się. Dopuściłem taką możliwość, że Pan Bóg mnie tam potrzebuje i wstępując do seminarium, powiedziałem o tym rektorowi. Uśmiał się, powiedział, że to nieprędko, ale zanim skończyłem seminarium, Związek Radziecki się rozpadł, prędzej niż myśleliśmy.

A jak wygląda obecnie Kościół tam, gdzie Ksiądz pracuje na Ukrainie? Jak wygląda duszpasterstwo?

Nie chcę mówić o tym w kluczu misyjnym. Bo pytanie poprzednie do tego się odnosi. To Kościół na terenie, gdzie Ewangelię głosi się od tysiąca lat. Tutaj natomiast jest jedno jeszcze znaczenie słowa „misyjny” – odległości i rozproszenie i z tego względu styl pracy duszpasterskiej bardziej przypomina misyjny. Rzeczywiście, często jest jakaś wyprawa z ekipą ewangelizacyjną w jakieś miejsce, gdzie zostaliśmy zaproszeni i tam są katechezy, konferencja, spotkanie, seminarium, rekolekcje, warsztaty albo przynajmniej jest msza święta z katechezą. To jest właśnie taki misyjny styl pracy.

Jak wygląda taki codzienny dzień na parafii na Ukrainie?

Pracuję nie tylko w parafii – moim pierwszym zadaniem w tej chwili jest organizacja centrum Światło-Życie erygowanego 19 czerwca 2009 roku przez biskupa kamienieckiego Leona Dubrawskiego w wiosce Gwardyjskie (przed rewolucją Felsztyn). To centrum zostało zrodzone w duchowym znaczeniu przez inne centrum, w Carlsbergu w Niemczech, w którym żył i zmarł ksiądz Franciszek Blachnicki. Właśnie tam, w Carlsbergu, zrodziła się dojrzała idea centrum Ruchu Światło-Życie na Wschodzie. Przy udziale oraz obecności tej wspólnoty z Carlsberga zostało erygowane centrum właśnie w Gwardjsku.

Jak wygląda moja praca? Stacjonarnie, w niektóre weekendy czasami odbywają się rekolekcje, warsztaty, kursy jakieś weekendowe czy dłuższe. Wczoraj mieliśmy seminarium na temat pilotowania kręgu Domowego Kościoła, przedwczoraj skończyły się pierwsze w Ukrainie rekolekcje dla wdów – nowy program. Oprócz tego mamy również najróżniejsze tematyczne spotkania. Raz, dwa razy w roku już od ponad dziesięciu lat odbywają się u nas warsztaty anonimowych alkoholików i osób współuzależnionych oraz wszystkich pracujących na programie dwunastu kroków, a oprócz tego wyjazdowe tam, gdzie nas zaproszą. O tematyce wyzwolenia, Diakonii Wyzwolenia, Krucjaty Wyzwolenia Człowieka czy ewangelizacyjnej. Tak samo od trzech lat posługuję też we wspólnocie Sychar. Ta wspólnota została przeszczepiona do Ukrainy trzy lata temu. W tej chwili już są trzy takie ogniska. 10 kwietnia jadę do Kijowa, aby z Bożą pomocą założyć czwarte ognisko Wspólnoty Wiernej Miłości Małżeńskiej.

Ksiądz wspominał o ks. Blachnickim, o Ruchu Światło-Życie, Oazie. To wspólnota znana nam tutaj w Polsce. Jak to wygląda na Ukrainie? Jak docierać do młodych z Ewangelią?

Jest taki schemat myślenia o Ruchu Światło-Życie, że to jest młodzież, bo rzeczywiście w Polsce zaczęło się od dzieci i młodzieży. Dopiero potem z czasem Ruch dojrzał i otworzył się na charyzmaty Notre Dame – duchowości małżeńskiej. Blachnicki razem z siostrą Jadwigą Skudro dokonali syntezy tych charyzmatów i tak powstał Domowy Kościół i właśnie w takiej postaci został zaszczepiony Ruch Światło-Życie w Ukrainie. Oprócz tego były różne próby stworzenia oazy młodzieżowej, ale ona nie tworzy struktur. To się opiera na aktywności księdza. Domowy Kościół to są ludzie dorośli i potrafią stworzyć już pewną organizację, system pracy, który powoduje powielanie. I tym pierwszym kręgiem Domowego Kościoła, z którego zrodziły się wszystkie obecne kręgi na Ukrainie, był właśnie krąg gwardijski. Tam właśnie, w tej parafii, w której posługuję. Z tego względu odczytaliśmy, że to jest przez Boga wybrane miejsce dla życia wspólnoty Diakonii Centrum. Bo zanim tak to się nazywało, taką funkcję w zasadzie wykonywało – promieniowało Ewangelią. Stamtąd właśnie wyjeżdżali animatorzy głosić rekolekcje małżonkom, zakładać kręgi, ewangelizować. Tu się odbywały oazy w bardzo trudnych warunkach, bo nie było jeszcze wtedy domu rekolekcyjnego. Teraz już go mamy.

Na Ukrainie są wyznawcy zarówno prawosławia, jak i obrządku grekokatolickiego. Jak wygląda ich relacja?

Prawosławie ma kilka denominacji. I sam obrządek grekokatolicki też jest podzielony na dwie struktury organizacyjne. Są ci ze Lwowa, z zachodniej Ukrainy, ale do Ukrainy należy również Zakarpacie, które podlega Unii Użhorodzkiej i jest też grekokatolicyzm, który jest na Słowacji. Także sami grekokatolicy to są dwa takie obrządki. Z jednymi i drugimi współpracujemy. Natomiast jeśli chodzi o prawosławie, to jest więcej tych denominacji. Dwa lata temu poprzedni prezydent uzyskał tomos z Konstantynopola, który w założeniu miał doprowadzić do zjednoczenia rozdzielonych prawosławnych pomiędzy niekanoniczny kijowski tak zwany patriarchat, kanonicznie moskiewski oprócz tego jeszcze autokefaliczny i jeszcze starowiercy i prawdopodobnie na tym się jeszcze nie kończy. A efekt jest taki, że po prostu doszła czwarta denominacja prawosławna. U nas w wiosce dwie wspólnoty prawosławnych odprawiają niezależnie – nie przyjęli tego daru połączenia, jakieś inne faktory tam zadziałały. Natomiast małżeństwa mieszane, których jest sporo u prawosławnych z ochrzczenia, są obecnie w Domowym Kościele.

Bardzo mocno rzutował na Ukrainę komunizm. Jakie odcisnął piętno na katolicyzmie?

W ogóle represje, prześladowania trzeba wspomnieć. Na kazaniu mówiłem o wywózce Polaków w 1940 roku w lutym, ale przedtem był jeszcze dekret Jeżowa, komisarza ludowej służby bezpieczeństwa publicznego, podpisany 11, a następnie 15 sierpnia 1937 roku. Znamienna data. Represji zostało poddanych ponad sto jedenaście tysięcy Polaków za to, że byli katolikami albo inaczej patrząc, katolików za to, że byli Polakami. Z ośrodków polskich Winnica, Chmielnicki, Żytomierz zostali uprowadzeni. Straty w ludziach, duchowe straty. Trzeba pomnożyć ilość członków rodziny, bo represjom poddawano głównie mężczyzn, więc jeżeli rodzina jest kilkuosobowa, to już sięgamy do setek tysięcy, jak nie do miliona osób, które ucierpiały w tej akcji. Jest to tylko jedna z akcji, do tego trzeba doliczyć wielki głód w Ukrainie, który też dosięgnął wszystkich. No i sam komunizm w okresie stalinizmu odcisnął takie piętno, że Kościół zszedł do podziemia, czyli wrócił do tej pierwotnej postaci z czasów pierwszych jeszcze prześladowań. Czyli Domowy Kościół, tak jak to nazywa w Nowym Testamencie Święty Paweł i tak jak to określamy w Ruchu Światło-Życie. Domowy Kościół, czyli w tej pierwotnej postaci. Kościół, który jest zbudowany na małżeństwie katolickim, na rodzinie wierzących, które przekazują katechizm dalej. Bardzo często bez sakramentów albo bardzo rzadko – na Podolu z przerwami, jakiś kościół zawsze tam był otwarty czy kilka nawet kościołów, także dostęp do księdza, do sakramentów jakiś był. W czasie wojny służyli kapelani niemieccy czy węgierscy, czy jacyś prawosławni, którzy chrzcili, więc do minimum sakramentów kto chciał, to miał dostęp. Kto się bał, mógł jechać do Mołdawii i tam na przykład wziąć ślub lub gdzieś do innego województwa, żeby się nie dowiedzieli w pracy, że ma ślub kościelny. Wiele jednak osób mocno ucierpiało, osłabiając swoje życie religijne aż do ateizmu praktycznego. Mamy więc dużą dysproporcję. Najbardziej gorliwi to są męczennicy – ich potomkowie to już drugie, trzecie, czwarte pokolenie. Teraz spotykamy takich, którzy szukają w archiwach i patrzą w swoje korzenie i to cenią: prawda, że mój dziadek był represjonowany, ja jestem wierzący dlatego, że oni zapłacili najwyższą cenę. Staramy się kultywować pamięć. Zresztą Święty Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Ukrainy w 2001 roku przypominał, żebyśmy pamiętali o tych męczennikach, którzy zachowali wiarę i zapłacili najwyższą cenę. 

Zobacz też:   Różaniec na wielbłądach

Jaka jest sytuacja Kościoła? Ja to tak nazywam: Kościół postrepresyjny. W starszym pokoleniu utrwalone są pewne formy istnienia Kościoła w takiej formie przetrwalnikowej, gdzie ksiądz nie za bardzo jest nawet potrzebny. Bo oni wszyscy wiedzą, co do nich należy. Bo się tego nauczyli od swoich rodziców i dziadków wtedy, kiedy rzeczywiście nie było księdza. A teraz, kiedy kościoły są otwarte, czasami oni wyraźnie nie potrafią zrozumieć niektórych działań duszpasterskich, ale przy jakimś łagodnym cierpliwym traktowaniu to wszystko przebiega w miarę spokojnie. Dużo jest osób, które przychodzą do kościoła, które nie miały tradycji polskich. Zafascynowani czy świadectwem innych osób, czy naszą liturgią, stylem duszpasterstwa. Nie wiadomo. Z różnych powodów jakoś przychodzą i chcą przylgnąć do naszej wiary, do naszego Kościoła. Nigdy nie proponujemy im konwersji, nie stosujemy prozelityzmu nawet, jeżeli nalegają. Nic z tych rzeczy nie robimy.

Jak wygląda mniej więcej procentowo udział w sakramentach? Ilu jest polskich księży w Ukrainie w Księdza diecezji?

To trzeba by sięgnąć po statystyki. Nawet niedawno opublikowano. Kiedy ja przyjechałem, to było prawie dwustu księży z Polski. W tej chwili już stu na pewno nie ma. Kilkudziesięciu zostało w diecezji kamieniecko-podolskiej. Kilkudziesięciu, może pięćdziesięciu, nawet nie wiem. Także czy umierają, czy wycofują się, dochodzą lokalne miejscowe powołania. To jest naturalny proces, my jesteśmy tam coraz mniej potrzebni. Ale myślę, że jeszcze potrzebni.

Trzeba od tego zacząć, że katolików łacińskiego obrządku w Ukrainie jest maksimum około dwóch procent, trudno to policzyć. I oni są rozmieszczeni też nierównomiernie po całej Ukrainie. Głównie w centralnej Ukrainie. Wokół tych miast wojewódzkich jak Żytomierz, Winnica i Chmielnicki, czyli Podole. Tam jest najwięcej rzymskich katolików. Są miejscowości, gdzie ilość katolików sięga dziesięciu, pięćdziesięciu procent. Pierwsza moja parafia to w zasadzie wioska, która otrzymała misję utworzenia tam parafii. Osiemdziesiąt procent to byli Polacy mówiący po polsku. W tej wiosce powstała parafia Szaróweczka. W tej chwili w tej wiosce powstaje centrum duszpasterstwa, kończy się już budowa seminarium diecezjalnego.

Ukraina
fot. pixabay.com

Mamy obraz jak mniej więcej wygląda Kościół w Ukrainie. Pragnę przejść do bardziej osobistego  pytania. Jaki był u Księdza najtrudniejszy moment, może w posłudze, w ogóle pobycie tam na Ukrainie? Takie momenty czasami też bywają.

Staram się żyć z opatrzności Bożej i w świetle wiary oceniać te zdarzenia, które Pan Bóg stawia na mojej drodze. Takim trudnym doświadczeniem było to, że podpadłem miejscowym władzom i oligarchom. Potem ktoś dociekał, co takiego zaszło i komu się naraziłem, i usłyszał odpowiedź. Dlatego, że sprzeciwiam się rozwojowi korupcji w Chmielnicki obwodzie.  Za to zostałem… Nie przedłużono mi prawa pobytu. Czyli w białych rękawiczkach zostałem usunięty z Ukrainy. Ale w tym czasie zaproszono mnie do Carlsberga. Odczytuje to jako znak Bożej Opatrzności. Dzięki temu wizja centrum dojrzała i mogła się spełnić. Po roku wróciłem na Ukrainę, jakoś jeszcze mnie tolerują. Także nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dla mnie to są tylko plusy, chociaż nie było to proste, bo dowiedziałem się o tym dwa dni przed rozpoczęciem oazy i byłem zobowiązany tajemnicą, nie mogłem o tym powiedzieć parafii. A musiałem odprawić zaplanowaną już oazę. A tuż po oazie miałem opór, czyli musiałem ją przekazać jeszcze komuś, a nie za bardzo miałem komu przekazać. To był taki stres i przykre, że mnie stąd wyrzucają i trudne, że mam wielką odpowiedzialność i nie za bardzo wsparcie w tym. Ale Pan Bóg się o wszystko jakoś stara.

Ostatnie pytanie, jakie pragnę Księdzu zadać: co Księdzu daje największą motywację do pracy w Ukrainie?

Dwanaście lat pracowałem w Polsce. A już w kapłaństwie jestem więcej w Ukrainie niż w Polsce. Nie spotkałem w Polsce tego, czego doświadczam tam. Kościoła młodego. W Polsce mnie nikt nigdy nie prosił: Proszę księdza, proszę mnie nauczyć żyć. A tam przyszedł kiedyś do mnie człowiek i mówi: „Wczoraj wydawało mi się, że umiem żyć, ale kiedy na moich rękach zmarła mi ośmioletnia córka, dzisiaj nie wiem, jak mam żyć. Proszę mnie nauczyć żyć”. No i to jest strzał w dziesiątkę właśnie. To jest moja misja, ktoś przyszedł skorzystać z mojej posługi dokładnie zgodnie z misją, do której ja otrzymałem namaszczenie i posłanie. Jeżeli do takich ludzi dociera ta misja, to tylko skrzydła rosną. Rzadko to się zdarza, żeby nadawanie i odbiór tak precyzyjnie ze sobą współgrały, ale tam się chyba częściej to zdarza niż w Polsce.

Księże Pawle, bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę przede wszystkim wiele sił, entuzjazmu i zapału do dalszej pracy misyjnej.

O autorze

Nauczyciel w szkole uczący informatyki i religii. Animator przygotowujący młodzież do sakramentu bierzmowania. Nadzwyczajny szafarz komunii świętej. Lubiący dobrą książkę, muzykę chrześcijańską oraz podróże.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.