Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Jest źle, będzie źle, ale lepiej nie było

magazine cover

pixabay.com

Jeśli otworzymy pierwszy lepszy portal informacyjny albo weźmiemy do ręki dowolny dziennik, możemy być pewni, że zaleje nas prawdziwa fala negatywnych informacji. Gwałty, wojny, korupcja i globalne ocieplenie – to tematy, którymi żyją reporterzy. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że nigdy dotąd na świecie nie było ludziom tak dobrze.

Kiedyś było lepiej, spokojniej, bezpieczniej – uważa się na ogół. Mit „starych, dobrych czasów” przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Ludzkość, zdaniem niektórych, nieuchronnie dąży ku zagładzie. Większość Europejczyków pytanych w ankietach, jak gospodarka ich kraju będzie funkcjonowała przez najbliższy rok, kreśli pesymistyczne scenariusze. Przy tym uważają, że ich własna sytuacja finansowa ulegnie poprawie. Brytyjczycy zapytani, czy przestępczość, bezrobocie, imigracja i narkotyki są na Wyspach problemem, w większości skwapliwie przytakują. Jednak ci sami Brytyjczycy twierdzą, że nie zauważają tych zagrożeń we własnym otoczeniu. Czy coś tu nie gra?

Źródła zgorzknienia

Przedstawione wyżej zjawisko badacze zwykli nazywać luką optymizmu. Przeciętny Kowalski patrzy na świat przez różowe okulary: wydaje mu się, że ma mniejsze niż statystyczne prawdopodobieństwo paść ofiarą wypadku, napadu czy choroby. Ale jeśli zapytać go o całe społeczeństwo, nie o niego samego, zaczyna się czarnowidztwo. Powodów takiej, a nie innej postawy jest wiele. Przede wszystkim rzuca się w oczy to, jak negatywny przekaz serwują nam media. Na przykład ton wiadomości zamieszczanych w największych światowych serwisach informacyjnych od końca lat siedemdziesiątych. systematycznie staje się coraz bardziej pesymistyczny. Odpowiedzialność za to nie spoczywa zresztą bezpośrednio na dziennikarzach. Winne jest tempo przekazywania wiadomości – w kilka minut można obrabować bank, zastrzelić kilku ludzi, przy odrobinę większym nakładzie środków nawet wywołać wojnę. Niemniej trudno zrobić cokolwiek pozytywnego. Gdyby gazety ukazywały się raz na kilkadziesiąt lat, być może faktycznie donosiłyby, że procent głodujących ludzi spada, a zamożność rośnie. W prasie codziennej brak jednak miejsca na takie informacje.

Nie bez winy jest także nasza własna psychika. Jakoś podświadomie bardziej skłonni jesteśmy uwierzyć w doniesienia negatywne, niż w pozytywne. Pesymiści brzmią przecież często tak, jakby z dobroci serca chcieli nas przed czymś przestrzec. Optymiści natomiast sprawiają wrażenie oszustów, akwizytorów, którzy z uśmiechem chcą nam wcisnąć jakąś nic niewartą tandetę, względnie zachęcić do ubezpieczenia się w ich firmie. Ciekawe, że ten trend tyczy się nawet krytyków kinowych – ci, którzy oceniają filmy surowiej, są przez nas instynktownie oceniani jako bardziej kompetentni. Dlatego właśnie pesymistycznym tonem często mówią ludzie, którzy tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia. Pozwala on na wytworzenie pewnej iluzji, ma świadczyć o tym, że nasz rozmówca jest obyty, inteligentny, nie podchodzi do życia lekkomyślnie. „Zawsze przewiduj najgorsze, a uczynią cię prorokiem” – humorystycznie docinał amerykański satyryk, Tom Lehrer.

Po co nam prorocy?

Bycie takim „prorokiem”, czy pesymizm w ogóle, ma rzecz jasna i swoje dobre strony. Co do tego trudno się nie zgodzić. To dzięki niemu wojnę w Syrii nazywamy tragedią humanitarną. Kilka dekad wcześniej na wojnę domową w Chinach czy podział Indii nie patrzono jeszcze z taką empatią. Na globalne ocieplenie obywatele pierwszego świata spoglądają dziś z rosnącym niepokojem, wywierając na władze coraz większą presję, aby wprowadziły odpowiednie regulacje. Ludzkość przestaje być obojętna, rośnie społeczna świadomość i odpowiedzialność. Z drugiej strony to właśnie ciągłe doniesienia o przemocy i przestępstwach sprawiają, że mamy je za rzecz normalną, z którą trzeba nauczyć się żyć. W ten sposób negatywne wiadomości w pewnym stopniu odbierają nam naszą wrażliwość, dając w zamian poczucie bezradności wobec zła.

Mimo to prorocy mają do spełnienia zadanie niezwykle istotne. Są pewnym głosem wyrażającym publiczny niepokój. Reprezentują społeczny sprzeciw, a ten, czy słuszny, czy nie, jest jednak zbiorowości potrzebny. „Opór stawiany przez kulturę postępowi sam jest częścią owego postępu” – podkreślał w Filozofii przypadku Stanisław Lem. Strach przed postępem wytycza pewną granicę, której nie wolno przekroczyć, gdyż ludzkość nie jest jeszcze na ten krok gotowa. „Nie można bowiem – pisał dalej Lem – postępować we wszystkich pomyśleć się dających kierunkach naraz. Kto się tak porusza, nie porusza się w żadnym kierunku, lecz tylko pęcznieje. Opór, ograniczający ruchy zmian, nadaje im zborność i kierunek”.

Wspólna świadomość

Za najbardziej kompletny wykaz takich lęków i niepokojów czasów powojennych uważano Rok 1984. Obywatel Zachodu, który ledwo zdążył otrząsnąć się po drugiej już wielkiej wojnie, najmocniej obawiał się nowej niewoli i nowego totalitaryzmu. Władzy, która prowadziłaby do zupełnej utraty tożsamości. Nie wydaje się jednak, aby i współczesny czytelnik, biorąc do ręki książkę Orwella, tak żywo podzielał ten strach. Ludzie naszych czasów boją się czegoś zgoła innego. Czego? Odpowiedź na to pytanie daje się usłyszeć wśród głosów społecznego niezadowolenia, wśród protestujących i żalących się na współczesny świat.

Te właśnie głosy tworzą dyskurs nad wyraz istotny dla demokratycznego społeczeństwa. Dzięki nim wytwarza się subtelna polityczna gra. Grupy reprezentujące różne interesy, u źródeł których czasem leżą głębokie przekonania etyczne bądź religijne, ścierają się ze sobą, kształtując wspólną społeczną świadomość. Świadomość ta uzależniona jest od swobody dyskusji i odwagi jednostek. Dlatego właśnie opór, zwłaszcza wynikający z racjonalnych postaw, odgrywa tak istotną rolę w kształtowaniu kultury i społeczeństwa. Z tego również względu w dzisiejszych czasach nie sprawdza się już dawny model polityki, zakładający, że dąży ona do pewnego określonego celu, ma do spełnienia jakieś szczególne zadanie. Rządzący nie tyle kierują społeczeństwo do jakiegoś określonego portu, a jedynie starają się je utrzymać na powierzchni, jak okręt na wzburzonym morzu. Nasza epoka jest bowiem tak dynamiczna, że nie da się działać inaczej.

Odpowiedzialność i fobia

Ta dynamika, co całkiem zrozumiałe, budzi niemały lęk. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że społeczeństwo dziś nie jest już jedynie szarą, niewyedukowaną masą. Wszyscy czujemy się świadomi, że to na nas bezpośrednio ciąży odpowiedzialność za jego kształt. Ludzie odczuwają wręcz potrzebę, by wiedzieć o złu, które dzieje się na świecie. Ten, kto milczy, mając świadomość krzywdy, sprzymierza się z nią. Kto nie podejmuje działania, sam jest zbrodniarzem. O ile taka krytyka nie przybiera znamion hipokryzji, jest jak najbardziej na miejscu. W sposób naturalny powszechna odpowiedzialność budzi chęć ucieczki do czasów, w których przeciętny człowiek był od niej wolny. Czasem to zjawisko może przeradzać się w ogólnospołeczną, paraliżującą fobię. Jej skutki są niemal wyłącznie negatywne, sparaliżowana jednostka nie jest bowiem w stanie w jakikolwiek sposób współtworzyć społeczeństwa, wyzbywa się odpowiedzialności. Niemożliwe jest jakiekolwiek przeciwstawienie się, a zwłaszcza zmienianie świata na lepsze. Niemożliwa jest wreszcie racjonalna ocena jego kondycji.

Taka ocena z samej swej natury nie jest bowiem rzeczą łatwą. Tak naprawdę zależy od sfery, na jaką zechcemy spojrzeć. Jeżeli mowa o ogólnym dobrostanie ludzkości, wszystkie liczby zdają się przemawiać za tym, że z roku na rok jest on coraz większy. Technologicznie nasza cywilizacja znajduje się w fazie rozkwitu. Mnóstwo statystyk to potwierdzających omawia w wydanej przed rokiem książce Nowe oświecenie Steven Pinker (z tej publikacji pochodzi zresztą większość przytoczonych w artykule danych). Jeśli mowa o kwestiach światopoglądowych i kulturowych, trudno o jednoznaczną ocenę. Z jednej strony jesteśmy świadkami upadku wartości tradycyjnych, jak więzi rodzinne czy honor. Nie jest jednak bynajmniej tak, że współczesna kultura odrzuciła wartości jako takie na rzecz jakiegoś rodzaju nihilizmu. Ich miejsce zajęły inne ideały, na przykład autentyczność. Czy zmiana ta wyszła na dobre, czy też nie – każdy musi już ocenić wedle własnego sumienia.

Współtworząc świat współczesny

Jakakolwiek nie byłaby ta ocena, kultura współczesna nie powinna wywoływać w nas lęku, a tym bardziej paraliżować. Niemożliwe jest bowiem wówczas przyjęcie spoczywającej na każdym z nas odpowiedzialności za świat, niemożliwe jest jego współtworzenie. Postęp kreują właśnie ludzie odważni – a przecież nie jest on z założenia czymś negatywnym, co najwyżej taki negatywny kierunek jest mu nadawany. Dyskusja ze współczesną kulturą i z postępem w ogóle jest możliwa, o ile prowadzi się ją w ich własnym języku. Nie sposób na przykład prowadzić dialog z jakąkolwiek kulturą, jeżeli na wejściu deprecjonuje się ją i sprowadza do nihilizmu.

Dla wprowadzenia jakichkolwiek zmian lub dla nadania kierunku zmianom już zaistniałym konieczna jest więc zgoda na to, że obecnie rzeczywistość ma taki, a nie inny kształt – i choć może to brzmieć banalnie, nie jest wcale takie proste. Drogą właściwą na pewno nie jest krytykanctwo. Pozwala ono co najwyżej na stawianie oporu, tak jak opisywał to Lem, na spowalnianie pewnych zmian, jednak nie daje możliwości wpływania na to, co rzeczywiście się wydarzy. Drogą do współtworzenia świata jest wyważony, stanowczy realizm, pewna odwaga, dzięki której można opierać się prądom płynących społeczeństw i mimo nich zachowywać autonomię. Może taką postawę należałoby nazwać właśnie odwagą realizmu?

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.