adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Japońska nostalgia

magazine cover

yt.com

Trzyma papierosa, jak większość palaczy, między wskazującym a środkowym palcem. Siwy Japończyk z bujnym wąsem, krótką brodą i w okularach wypowiada zdanie „anime was a mistake”. Po czym odwraca się na bok, kiwając głową z dezaprobatą.

Starszy pan wygląda, jakby nie pasował. Wokół można spostrzec przebranych ludzi „kosplejujących” (od ang. cosplay) jakieś barwne postacie.

Ot, senior, który przyszedł załamać ręce nad „tą dzisiejszą młodzieżą”. Ale jest „ale”. Ten człowiek z youtubowego filmiku to Hayao Miyazaki.

Zrywa się wiatr ze wschodu

W czerwcu 1985 roku założył on, wraz z przyjacielem – Isao Takahatą i z bliskim współpracownikiem – Toshio Suzukim, studio Ghibli. Był reżyserem wielu z filmów wytwórni.

Ghibli (zapisywane po japońsku: ジブリ) wzięło swą nazwę od wiatru. قبلي, (qiblī) – to suchy, gorący wiatr wiejący ze wschodu w kierunku Mekki. Założyciele studia w ten metaforyczny sposób chcieli wyrazić, że ich zdaniem za sprawą filmu animowanego w świecie zajdą zmiany. Tak jak wiatr, którego zmiana ułatwia bądź utrudnia pracę strażakom.

Myszka Miki w Kraju Kwitnącej Wiśni?

Niektórzy nazywają studio Ghibli „japońskim Disneyem”. Myślę, że nie jest to miano trafione. The Walt Disney Company zatrudnia ponad dwieście tysięcy osób. Ma aktywa o wartości prawie dwustu miliardów dolarów. Znajdująca się w Koganai (obrzeża aglomeracji Tokio) wytwórnia zatrudnia 280 osób (słownie: dwieście osiemdziesiąt)! Aktywa są liczone w kilkunastu miliardach jenów (jen jest warty mniej więcej jedną trzecią złotego lub jedną dziewiątą dolara).

Japońskie studio wyprodukowało na przestrzeni lat dwadzieścia sześć filmów. To raptem o dziesięć więcej niż wyprodukowało Disney Pictures w latach dwudziestych XXI wieku.

Można by kontynuować te porównania, ale szkoda czasu. Amerykański potentat jest jak słoń, studio z Kraju Kwitnącej Wiśni jak mysz. Ale jak „mysz, która ryknęła”, napiszę, sięgając po tytuł kultowej, choć nieco zapomnianej komedii Jacka Arnolda z 1959 roku (jeśli ktoś jest fanem młodszego o parę lat dzieła Kubricka Doctor Strangelove, to polecam, na swój sposób podobny film).

W krainie bogów

Spirited Away Miyazakiego w 2003 roku dostał Oscara za najlepszy pełnometrażowy film animowany. Rok wcześniej otrzymał Złotego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Oprócz tego parę innych nagród i kilka nominacji do nich.

Barwna i estetyczna opowieść o Chihiro trafiającej do krainy duchów przez długi czas była najbardziej kasowym filmem w Japonii. 『千と千尋の神隠し』– Sen to Chihiro no kamikakushi – tak właściwie oznacza „porwanie Sen i Chihiro przez duchy”, co w nie do końca udany sposób próbowali oddać anglojęzyczni dystrybutorzy, a za nimi polscy.

Nagrody to jedno, ale studio Ghibli cieszy się sporą renomą. Takie Spirited Away, Mononoke-hime czy Ruchomy zamek Hauru określane są mianem kultowych, przedstawiających ważkie zagadnienia i ambitnych (nazwy są kłopotliwym zagadnieniem – np. polskie Księżniczka Mononoke jest chybione, bo „mononoke” nie jest imieniem – dlatego będę stosował nieco niekonsekwentną mieszaninę tytułów oryginalnych i tłumaczeń).

Fantastyczny realizm

Produkcje te wpisują się w nurt fantastycznych dzieł studia. Obok nich jest grupa filmów realistycznych. I to o nich chciałbym napisać. Cenię je bowiem znacznie bardziej niż niewątpliwie wybitne historie o duchach, czarach, zbrodni i karze (i o wartości i godności pracy, jak w Spirited Away).

Moim ulubionym filmem wytwórni jest Szept serca z 1995 roku (znów: 耳をすませば – Mimi o sumaseba – znaczy tyle, co „Słuchaj uważnie” – polski dystrybutor poszedł za amerykańskim wydaniem o tytule Whisper of the Heart).

Motywem przewodnim jest piosenka Country Roads. Główną bohaterką jest Shizuku Tsukishima, uczennica gimnazjum w zachodniej części Tokio. W jednej z pierwszych scen pokazuje swojej koleżance tłumaczenie piosenki na japoński. Potem – nieco inną, zmienioną wersję.

Betonowe drogi wszędzie wokół
wycięte drzewa, zasypane doliny
Western Tokio, Mountain Tama
Moje rodzinne betonowe miasto

Żart opiera się na grze słownej country roads (wiejskie drogi) zestawionymi z concrete roads (betonowe drogi).

Shizuku nie zna wiejskich dróg. Jej dzieciństwo związane jest z wielką metropolią.

Z wielkiego miasta małe sny

Ludzie zbudowali miasta, by chronić się przed okrutną przyrodą (która notabene we wspomnianej wcześniej Mononoke-hime jest tak właśnie ukazana – mimo iż piękna, to groźna). W mieście ma się mnóstwo udogodnień. Podróżuje się komunikacją publiczną, jak gimnazjalistka z filmu. Sięgnąć można, jak ona, do zasobów wielkich bibliotek.

Cena, jaką płaci się za życie w mieście – betonowe drogi i mniej zieleni – jest uzasadniona. Osobiście całe życie spędziłem w Warszawie i kocham swoje miasto. Nie wyobrażam sobie też całkowitego przeniesienia się na wieś. Choć, oczywiście, wolę mieszkać na przedmieściach niźli w centrum.

Zobacz też:   Na granicy życia i śmierci

Bardziej niż wielkie, otwarte przestrzenie, przemawiają do mnie książki. Główna bohaterka czyta je niemalże nałogowo. Pewnego dnia odkrywa, że wszystkie pozycje, które wypożycza, wypożyczał wcześniej pewien nieznany jej osobiście chłopak. Kim jest ktoś mający podobny gust do niej?

Mieć marzenia

Piękne w Szepcie serca jest pytanie, w jakim stopniu marzenia mogą być wyznacznikiem dążeń do tego, jaka powinna być przyszłość. I jak wpłynąć może przypadek, filmowy bezdomny kot, na życie w szerszym aspekcie.

Film był jedynym, który w całości reżyserował Yoshifumi Kondō. Ten rysownik i animator zmarł w wieku czterdziestu siedmiu lat, parę lat po wydaniu Szeptu serca. Nigdy wcześniej ani później nie usiadł na stołku reżyserskim.

Szept serca tchnie przekonaniem, że życie jest czymś więcej niż przyziemnym i codziennym zmaganiem. Że istnieje coś więcej niż mały pokój, który dzieli się z siostrą. Przekonaniem, że „betonowe drogi” Tokio skrywają niejedną tajemnicę. Ten szary padół łez może chwilami nabierać kolorów. Czy to za sprawą książki, dźwięku skrzypiec czy szybującego na niebie samolotu.

Żelazne niebo

To ostatnie było inspiracją dla Jirō Horikoshiego. Bohater produkcji Zrywa się wiatr (2013 rok, reżyseria: Miyazaki) jest oparty na faktycznie istniejącej postaci. Film jest jego swoistą biografią.

Horikoshi był konstruktorem myśliwców, wielu spośród japońskich maszyn, które walczyły na przestworzach Pacyfiku w II wojnie światowej. W tym Mitsubishi A6M.

Nie znam dogłębnie jego historii życiowej; pozwólcie, że oprę się na filmie Miyazakiego, nie analizując jego zgodności historycznej.

Jirō od dziecka śnił o lataniu. Miał jednak słaby wzrok i nosił okulary. Dyskwalifikowało go to, jeśli chodzi o pilotowanie latających maszyn. Stwierdziwszy jednakże, że latanie jest łatwiejsze od budowania tego, co lata, ochoczo podjął edukację w tym kierunku.

Das gibt’s nur einmal

Niepokoiła go wizja wojny z wieloma państwami. Ale myślał o myśliwcach dla wojska. Widział, jak wyglądają nazistowskie Niemcy. Nawet nie próbował jednak wejść w kontakt z alianckim wywiadem. Jego sny napędzały silniki samolotów. Tworząc części do smukłych i eleganckich maszyn bojowych, zastanawiał się nad wielkimi samolotami pasażerskimi. Tymi, które po wojnie ułatwią życie ludziom.

Spełnił swoje marzenie, żeniąc się z kobietą, którą kochał. Cieszył się nią jednak za krótko. Gdy stanął u szczytu kariery, jego piękne myśliwce wchodziły w produkcję i nacieszył się miłością swej małżonki, stanął w obliczu pustki.

Giovanni Batista Caproni, inny znany konstruktor samolotów, wypowiada do niego słowa: „geniusze mają tylko dziesięć lat na tworzenie – dziesięć lat w blasku słońca”. Finał Zrywa się wiatr, choć smutny, tchnie przekonaniem, że warto było. Że wojna, która spustoszyła liczne ziemie, po czasie pchnie ludzkość do rozwoju. I że Jirō Horikoshi podjął właściwe wybory w swoim życiu.

„Każde pokolenie chce zmienić świat”

Motyw wojny, ale już jako będącej źródłem teraźniejszości, a nie teraźniejszością, jest też w Makowym wzgórzu. Na stołku reżyserskim zasiadł Gorō Miyazaki, syn założyciela studia Ghibli.

Na tytułowym wzgórzu gdzieś w Yokohamie mieszka nastoletnia bohaterka. Jej ojciec był marynarzem i zginął podczas wojny koreańskiej (1950-1953). Są lata sześćdziesiąte, a Japonia żyje przygotowaniami do letnich igrzysk olimpijskich w Tokio (1964).

Wybory, których dokonał ojciec Umi Matsuzaki, wpływają na nią samą i na piszącego o niej wiersze Shuna.

Chłopak walczy o ocalenie zagrożonego rozbiórką domu, który pełni funkcję siedziby szkolnych klubów zainteresowań. Te ostatnie są ważnym elementem japońskiej edukacji i pochłaniają sporo czasu uczniów po głównych lekcjach (czyli zazwyczaj po 15:30).

W Szepcie serca młodzi mierzą się z trudem przekonania rodziców do swoich pomysłów. Natomiast w Makowym wzgórzu uczniowie zasiadają do negocjacyjnego stołu z przedsiębiorcą.

Nostalgia i nadzieja

Bohaterami filmów studia Ghibli z reguły są ludzie młodzi. Hayao Miyazaki z kolegami ze swego pokolenia zdaje się wierzyć w potęgę młodości. Wierzą w ich marzenia.

Zarazem pełni są nostalgii za starą Japonią. Z jej kami (duchami i bogami), z piękną naturą (nie zawsze już obecną – o czym przypomina opiekuńczy duch wysuszonej rzeki w Spirited Away) i z rozmaitymi wydarzeniami historycznymi, które ją ukształtowały taką, jaką jest teraz.

Niezwykłe w paru tych szerzej opisanych filmach jest pokazywanie pięknego życia. Wstawki związane z wyobraźnią bohaterów wskazują na to, jak zwyczajny żywot może być nadzwyczajny.

Wszystko to podane w estetycznej formie, z dobrą muzyką. Zachęcam, polecam, Marceli Hejwowski.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.