Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Internet 2.0, Kościół 1.1

magazine cover

pixabay.com

Internetowe duszpasterstwa Facebooka, spowiedź i sakramenty on-line, msze święte VR, komunia drukowana przez drukarki 3D i błogosławieństwa przez Skype’a. Jak będzie wyglądać Kościół 2.0? Czy jesteśmy o krok w tyle za technologią przyszłości? Czy w erze internetu jest miejsce na liturgię i kontakty międzyludzkie? Gdzie są granice cyfryzacji?

Wielki krok dla ludzkości

Jest 20 lipca 1969 r. W czasie gdy Watykan jeszcze ostyga po gorących obradach soboru, oczy całego świata zwrócone są na trójkę amerykańskich lunonautów, którzy na pokładzie modułu księżycowego, wyniesionego rakietą Saturn V, lądują na powierzchni srebrnego globu. W przeddzień wyprawy papież Paweł VI ofiarował Amerykanom złotą tabliczkę z cytatem z Psalmu 8, która to wraz z flagą Stanów Zjednoczonych oraz kilkoma innymi pamiątkami została umieszczona na nowo zdobytym lądzie. W swoich przemówieniach Ojciec Święty niejednokrotnie wyrażał wielkie uznanie dla niezwykłego postępu nauki i technologii. Bez wątpienia wielki krok dla ludzkości otworzył nową erę naszej cywilizacji. Również dla Kościoła katolickiego rozpoczął się zupełnie nowy okres trudnych pytań i niepewnych odpowiedzi. Po stokroć przebiliśmy pychę budowniczych wieży Babel, sięgając tego, co do tej pory uważaliśmy za boskie. Czy jeśli postawiliśmy nogę na Księżycu, istnieje dla nas coś niemożliwego? Dokąd zaprowadzi nas tak dynamiczny postęp?

Zjednoczenie i rozwój

I mamy postęp! Pierwsi ludzie właśnie postawili nogę na Księżycu, komputery stają się codziennością w branży naukowej, a telewizja dociera do najdalszych zakątków ziemi. Mass media zaczynają wieść komunikacyjny prym w społeczeństwie. W krajach kapitalistycznych odbiornik TV stał się już standardem, a codzienne wiadomości oglądają z uwagą miliony osób. Jedno jest pewne – obieg informacji nigdy nie był tak szybki i bezpośredni. Technologiczna rewolucja nie mogła jednak minąć się z głosem Kościoła. Przemysł telewizyjny nabierał rozmachu. Z ekranów telewizorów bombardowała nas już nie tylko seksualna rewolucja w stylu Marilyn Monroe, ale również dziesiątki amerykańskich programów rozrywkowych wątpliwej jakości oraz tanich talk-shows. Dotychczas silny głos księży, głoszących prawdy wiary z kościelnych ambon, został zagłuszony krzykiem telewizyjnych spikerów. Niespełna dwa lata po sukcesie NASA powołana w trakcie soboru Papieska Komisja ds. Środków Masowego Przekazu postanawia zabrać głos. Został wydany dokument pod nazwą Communio et Progressio (łac. ‘zjednoczenie i rozwój’). Miał on za zadanie postawić Kościół katolicki przed wyzwaniem, jakim są nowoczesne środki masowego przekazu oraz zaakcentować swoje miejsce w dynamicznie rozwijającej się branży mediów. Co prawda, Radio Watykańskie oraz pomniejsze drukowane media liczyły już sobie ponad trzydzieści lat, niemniej jednak w perspektywie ogromnych dokonań technologicznych dokument ojców Kościoła zdawał się rozpaczliwą próbą dogonienia postępu, który z każdym kolejnym dniem stawiał Watykan w roli goniącego peleton. W czasach, gdy świat dawał zwodzić się amerykańskiej popkulturze, Kościół otrząsał się z posoborowego letargu. Na powstanie Vatican Media, oficjalnego organu medialnego Kościoła, musieliśmy czekać aż do 1983 roku. Czy zatem Kościół jest w tej materii zaściankowy?

Life Is Worth Living

Mimo iż centrala wyznawców Chrystusa była w tyle w stosunku do głównych mediów, nie oznacza to, że Kościół w nich nie występował. Wręcz przeciwnie: katolicy sami zaczęli wtłaczać swoją wiarę w erę nowej technologii. Końcówka lat osiemdziesiątych XX wieku należała bez wątpienia do katolickich mediów w Ameryce. Podczas gdy wschodnia Europa zmagała się z ideologicznym marksizmem, skromna zakonnica z Alabamy wytoczyła prawdziwą artylerię przeciwko szerzącej się fali bezwartościowych treści w stacjach telewizyjnych głównego nurtu. Telewizja EWTN, czyli wielkie dzieło powstałe z inicjatywy matki Angeliki OCPA z zakonu Klarysek od Wieczystej Adoracji. Global Catholic Network z prawdziwego zdarzenia pokazał Amerykanom, że Kościół katolicki jest ważnym graczem w dziedzinie światowych mediów. Profesjonalne programy telewizyjne, studia nagraniowe, reportaże, wywiady, a nawet serwis informacyjny – poziom, na jakim były prowadzone działania w EWTN, był wyraźną konkurencją dla ówczesnych mass mediów. Jeśli możemy domniemywać, w jaki sposób ojcowie soboru widzieli wykorzystanie nowoczesnych technologii komunikacyjnych, z pewnością dzieło matki Angeliki spełniało ich wizję w 200%. Dziś telewizja ta ma swoje oddziały na całym świecie (również w Polsce) i dla wielu jest najważniejszym katolickim medium (Wywiad z ks. Piotrem Wiśniowskim, dyrektorem polskiego oddziału telewizji EWTN, ukazał się w 18. numerze „Adeste”).

Jednak nie tylko matka Angelika odniosła medialny sukces. Świetnym przykładem i do dziś niedoścignionym wzorem katolickiego influencera lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia jest abp Fulton John Sheen. Jego audycja Life is Worth Living, która gościła na antenie jednej z amerykańskich stacji telewizyjnej, biła rekordy popularności. Był to cykl wykładów na różne tematy prowadzony przez biskupa na żywo. Młodzi (i nie tylko) katolicy mogli otrzymać odpowiedzi na nurtujące ich pytania, poznać naukę Kościoła w przystępnej formie, a nawet wysłuchać porad dotyczących codziennego życia i prozaicznych wyborów. Bez wątpienia sługa Boży Fulton Sheen pojął i wykorzystał potencjał technologiczny nowoczesnych mediów na długo przed soborem i Communio et Progressio. Telewizyjne show nowojorskiego hierarchy było pierwszym krokiem do tego, aby nauczanie i Ewangelię wyprowadzić poza mury kościoła i przenieść je do katolickich domów – do wirtualnej rzeczywistości telewizyjnych odbiorników. Forma, w jakiej prowadzone było show, okazała się jednak bardziej ponadczasowa niż zakładano. Do dziś retransmisje programu w serwisie YouTube zyskują kolejne dziesiątki tysięcy wyświetleń, a książkowe wydania homilii Fultona Sheena nie schodzą ze sklepowych półek.

Pandy, langusty i Kościół w internecie.

Patrząc na sukces katolickich mediów w Stanach Zjednoczonych, wydawać by się mogło, że Kościół na dobre oswoił się z nowymi technologiami i skutecznie przeniósł ewangelizację w cyfrowy świat. Rozwój technologii i informatyki po raz kolejny podniosły jednak poprzeczkę. Oto pod koniec XX wieku pojawił się i spopularyzował Internet. Początkowo nowa, globalna i niekontrolowana przez nikogo społeczność nie stanowiła zagrożenia dla głównych konsorcjów medialnych. Oczywiście portale informacyjne i publicystyczne mnożyły się jak grzyby po deszczu, jednak były one tylko uzupełnieniem dotychczasowych środków przekazu. Przełom przyszedł w 2005 roku za sprawą serwisu YouTube. W ciągu niespełna dekady istnienia internetowy serwis wideo od „wujka” Google praktycznie na dobre wyparł klasyczną telewizję. Internauci porzucili dotychczasowe programy telewizyjne na rzecz internetowych show. Nie trzeba było już oglądać treści, które ktoś sztywno ustalił w harmonogramie ramówki stacji. Internet zaproponował nam prawo wyboru. Nowy bóg społeczeństwa dał nam wolną wolę. I to właśnie ta wolność postawiła kolejne wyzwanie przed katolickimi mediami. Teraz, poza samą obecnością w nich, należało być jeszcze atrakcyjnym oraz na czasie. Wydawać więc się mogło, że telewizyjni kaznodzieje przejdą do lamusa. Otóż nic bardziej mylnego. Polski YouTube ma swojego Fultona Sheena. Ojciec Adam Szustak OP to niekwestionowany sukces polskiego Kościoła w mediach. Program Langusta na Palmie bije rekordy popularności i to nie tylko wśród ścisłej katolickiej publiczności. Niezwykle przyjazny i „dzisiejszy” styl ewangelizacji ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w liczbie wyświetleń. Program dominikanina otrzymuje miesięcznie prawie 60 000 zł dotacji poprzez serwis Patronite, gdzie społeczność może wspierać wybranych przez siebie twórców.

No właśnie… społeczność – słowo klucz. Jeśli mielibyśmy doszukiwać się źródła sukcesu, prawdopodobnie znajdziemy je tutaj. Nie bez powodu na początku tego akapitu nazwałem internet „globalną i niekontrolowana przez nikogo społecznością”. Rzeczywiście sieć internetowa pozwoliła stworzyć nam wirtualne społeczności skupione wokół dowolnej tematyki. Wielu młodym osobom internetowe fora potrafią zastąpić realne znajomości i grupy przyjaciół. Dlaczego by więc nie wykorzystać tego zjawiska i nie stworzyć internetowego duszpasterstwa? Tak też zapewne myślał o. Szustak, formalizując grupę swoich słuchaczy jako forum Pandy Szustaka. Internetowa grupa dyskusyjna jest obecnie jednym z największych polskich forów skupiających młodych katolików. Setki pytań dotyczących wiary, możliwość wymiany poglądów, rozmów na tematy ważne dla Kościoła oraz poznania podobnych sobie uczyniły grupę prawdziwym hitem. Co więcej, ma ona również swojego wirtualnego przewodnika duchowego, jakim jest właśnie dominikanin. Tak oto kolejny element działalności duszpasterskiej przeniósł się do sieci. Czy w takim razie możemy więc już mówić o pierwszym w Polsce e-duszpasterstwie?

Plusy dodatnie i plusy ujemne

Internet, jak każda nowa technologia, ma swoje wady i zalety. O ile wirtualna społeczność katolików niesie za sobą ogromny potencjał, o tyle łatwo jest również o zagrożenia. Jak możemy się domyślać, wspomniane wcześniej Pandy Szustaka nie są jedyną taką inicjatywą w sieci. Podobnych forów oraz grup (przynajmniej w polskim internecie) jest dziś jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt, a może i kilkaset. Ba! Sam miesięcznik i portal „Adeste” swoją genezę ma w jednej z takich społeczności. Jednak o ile ojciec Szustak może jakoś wpływać na to, co dzieje się na łamach forum, o tyle podobne inicjatywy są często pozostawione same sobie. Żyjemy w erze tzw. Internetu 2.0. Termin ten oznacza, że konsumowane przez nas treści tworzone są głównie przez społeczność. Czy to samo dzieje się właśnie z katolickim nauczaniem w sieci? Własny kościół, własne zasady – nowi wierni. Tak można podsumować to, co często dzieje się na forach. Niejednokrotnie można zauważyć, że zdanie osoby duchownej bądź posiadającej merytoryczne argumenty jest podważane przez anonimowych użytkowników. Ci zaś, zdobywając więcej polubień, mogą z powodzeniem przekonywać internetowych wiernych do swoich racji, twierdząc, że „to właśnie na myśli miał Jezus, mówiąc (tu wyrwany z kontekstu cytat z Biblii)”. Dając nam nieograniczone możliwości budowania relacji, internet zabrał nam jednocześnie poczucie odpowiedzialności za wpływ umieszczanych treści na społeczeństwo. Luka w internetowych grupach, jaką niewątpliwie stanowi wszechobecna bezkarność, wykorzystywana jest coraz częściej przez religijny folklor, czyli skrajnych aktywistów kontrowersyjnych idei. Mowa tutaj zarówno o sedewakantystach, którzy przywołują niepokrywające się z rzeczywistością materiały mające świadczyć o tym, iż Ojciec Święty popadł w herezję, jak również o skrajnych modernistach doszukujących się w słowach papieża Franciszka otwartego przyzwolenia na błogosławienie związków homoseksualnych. Tak czy inaczej, właściwa nauka Kościoła zaczęła rozmywać się w morzu fake newsów tworzonych przez domorosłych teologów. Tym razem tweety papieża Franciszka i kolejne vlogi Langusty na Palmie mogą nie wystarczyć. Po raz kolejny więc Kościół musi przeciwstawić się wyzwaniu, jakim jest Internet 2.0. Ile więc warta jest internetowa modlitwa w erze wirtualnej ochlokracji?

Quo vadis Ecclesia?

I tak oto wkroczyliśmy w erę, w której społeczności są wirtualne, a teologia ustalana jest wśród anonimowych forumowiczów. Jednak internet to nie tylko świat wirtualnych rozmów. W ciągu ostatniej dekady nastąpiła gwałtowna smartfonizacja sfery społecznej. Technologia spowodowała prawdopodobnie nieodwracalne zmiany w postrzeganiu świata przez obecne pokolenie młodzieży. Według badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Gdańskim w 2016 roku blisko 90% osób poniżej osiemnastego roku życia posiada smartfony z dostępem do internetu, 86% korzysta z nich codziennie, a prawie ⅓ osób przynajmniej raz dziennie umieszcza w internecie swoje selfie. Smartfon pozwolił nam wziąć internet ze sobą i wyjść z nim na ulicę. Różnego rodzaju aplikacje towarzyszą nam w codziennym życiu, będąc niejako rozszerzeniem naszych zmysłów. Nie musimy się już martwić o znajomość topografii miasta, gdyż robi to za nas wirtualny przewodnik. Aplikacja ulubionego sklepu pomoże nam dopasować nowe ubrania, inna zamówi za nas jedzenie zgodnie z naszymi preferencjami, a tłumacz przeczyta za nas tekst znajdujący się na ulotce. Kościół musi więc nie tylko stawiać czoła zmianom społecznym, ale również wychodzić naprzeciw nowym technologiom. Coraz więcej mówi się również o wykorzystaniu tzw. VR/AR. W 2016 roku ogromną popularność zdobyła mobilna gra Pokemon Go, która wykorzystała właśnie technologię AR (augmented reality, ang. ‘rozszerzona rzeczywistość’). Miliony graczy spacerowały ulicami miast w poszukiwaniu wirtualnych zwierzątek, które pojawiały się na ekranach ich telefonów, a właściwie poza nimi. Facebook i Microsoft testują obecnie urządzenia, które mają wzmocnić ten efekt, wirtualizując nam obiekty bez potrzeby używania smartfonów. Czy właśnie w tej technologii komunikacji Kościół powinien upatrywać swoją przyszłość?

Nowy wspaniały świat

Wirtualne pielgrzymki z Google Maps do Santiago de Compostela, udział VR na mszy z Ojcem Świętym i Komunia wydrukowana samemu na domowej drukarce 3D – dziś taką wizję poczytalibyśmy bardziej za fanfiction niż realne dywagacje na temat przyszłości. Jednak jeszcze w 2000 roku internauci wyśmiewali wizję transmitowania wideo przez internet, a co dopiero wyparcie telewizji. Mimo iż od przełomu milenium dzieli nas zaledwie jedno pokolenie, dziś takie stwierdzenia budzą w nas co najwyżej poczciwy uśmiech. Technologia rozwija się w niebywałym tempie. Ciężko przewidzieć, czym zaskoczy nas kolejny rok, nie mówiąc o następnych dwudziestu latach. Jedno jest pewne – jeśli Kościół będzie podążał za trendem, czeka nas prawdziwa rewolucja. Miejmy jednak nadzieję, że zgodnie ze słowami św. Pawła VI, technologia jest darem Bożym, który pozwoli nauce Chrystusa dotrzeć do każdego, a nowy, wspaniały świat nie okaże tym opisywanym przez Huxleya.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.