adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Wiara

Dobry bieg katolika

Każdy sezon zimowy to dla fanów sportu nad Wisłą kolejna okazja do podziwiania jednych z najlepszych sportowców na świecie, czyli polskich skoczków narciarskich. Nic dziwnego. Obecna kadra to drużynowi i indywidualni medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i mistrzostw świata w lotach, zdobywcy Pucharu Świata oraz triumfatorzy Turnieju Czterech Skoczni.

Gdy jednak któryś z naszych zawodników stanie przed kamerą telewizyjną bądź mikrofonem radiowym, nie usłyszymy od niego podobnych słów: to był skok idealny, lepiej nie da się skoczyć. Nawet po bardzo dobrych, perfekcyjnych wręcz skokach dających radość skoczkom i kibicom. Dlaczego?

Skoczkowie nie są tu oczywiście wyjątkiem. Podobne opinie można usłyszeć np. od naszych siatkarzy (notabene również mistrzów świata), którzy także po dobrym meczu przyznają, że wciąż są jakieś rezerwy. Że wciąż jest pole, na którym w danym momencie można się poprawić.

Krew, pot i łzy

Sport to jedna z tych dziedzin życia, które wymagają nieustannej pracy nad sobą. Pracy pełnej wyrzeczeń, samodyscypliny i poświęceń. Niezależnie od uprawianej dyscypliny, nie da się osiągać sukcesów samym talentem czy naturalnymi predyspozycjami. Na każdy wielki i mały sukces składa się wiele godzin żmudnej harówki, pomyłek i upadków. Dlatego przez analogię do sportu można pokazywać, jak powinno wyglądać nasze życie: życie chrześcijan.

Porównanie sportu do postępowania według nauki Kościoła nie jest bynajmniej pomysłem ani współczesnym, ani naciąganym. Podobne zestawienia pojawiały się już dwa tysiące lat temu, w czasach pierwszych apostołów. Mowa tu przede wszystkim o świętym Pawle, który w liście do Tymoteusza, niedługo przed swoją męczeńską śmiercią, napisał: „w dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tm 4, 7), choć dosłowne tłumaczenie słów Apostoła Narodów mówi raczej o „dobrym boju/walce”. Niemniej wciąż jest to nawiązanie do rywalizacji, co podkreśla wspomniany później „wieniec sprawiedliwości”, jakże bliski wieńcom przyznawanym zwycięskim sportowcom lub triumfującym wodzom. A zatem: co ma wspólnego katolik ze sportowcem?

Zobacz też:   Nie chodzi o to, żeby było miło – czyli o znaku pokoju w liturgii mszalnej

Człowiek ma to do siebie, że lubi szukać wymówek, a przyczyn wszystkich niedogodności upatruje w czynnikach zewnętrznych lub otoczeniu. To się nie udało, bo ktoś w czymś przeszkodził. Tamto zrobiłem, bo ktoś inny zaczął. I tak dalej, i tak dalej. Jednocześnie cały czas istnieje w nas potrzeba czynienia dobra i unikania zła.

Tymczasem Kościół wyraźnie naucza, że każdy człowiek, wyjąwszy Najświętszą Maryję Pannę, popełnia grzechy. Upada. Częściej lub rzadziej, z większym lub mniejszym hukiem. Po świecie nie chodzą same ideały. Ba! Nawet święci nie mieli nieskazitelnie czystych życiorysów. A jednak zostali świętymi. Dlaczego?

Katolik, podobnie jak sportowiec, powinien mieć świadomość tego, co robi dobrze, a co źle. Nawet jeśli przyjęcie krytyki miałoby być bolesne, nie należy od tego uciekać. Stąd wskazany jest regularny rachunek sumienia, a czasem dobry przewodnik duchowy, który jasno potrafi wskazać, w którym miejscu możemy się jeszcze podciągnąć. A podobnie jak w sporcie, zawsze są jakieś rezerwy.

To, że nie zabijam lub nie kradnę, nie oznacza, że jestem doskonały. Wręcz przeciwnie. Takie podejście może nie tyle usypiać czujność, co budować fałszywe wyobrażenie na temat samego siebie. Może za mało czasu poświęcam na modlitwę? Pomagam potrzebującym tylko po to, żeby poczuć się lepiej lub zyskać poklask? W sporcie nieświadomość własnych niedociągnięć kończy się porażką w starciu z pierwszym lepszym od siebie przeciwnikiem. I zazwyczaj jest ona o tyle boleśniejsza, im wyżej cenił siebie zawodnik.

To tylko fragment tekstu, który ukazał się w 29. numerze Miesięcznika Adeste.

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.